W piątek przed parlamentarną komisją śledczą Meklemburgii-Pomorza Przedniego (MV) badającą okoliczności powołania tzw. Fundacji Klimatycznej zeznawał były landowy minister energii, Christian Pegel (SPD), który od 2021 r. kieruje resortem spraw wewnętrznych Meklemburgii. Pegel jest jedną z kluczowych postaci wokół rzeczonej fundacji, która miała z ominięciem amerykańskich sankcji, dopilnować ukończenia budowy gazociągu Nord Stream 2. Tydzień temu, 21 listopada przed komisją zeznawał już były kanclerz, Olaf Scholz (SPD), 5 grudnia ma też zeznawać premier Meklemburgii, Manuela Schwesig (SPD). Scholz, podobnie jak wcześniej Sigmar Gabriel, czy Helge Braun, nie powiedział przed komisją nic rewolucyjnego, ale dzięki jego obecności, oczy mediów znów zwróciły się na land, w którym długie lata kwitło niemiecko-rosyjskie partnerstwo, a który dziś staje się jednym z najsilniejszych przyczółków AfD.
O ile jeszcze aktywność Bundestagu budzi zainteresowanie ogólnoniemieckich mediów, to już ta na poziomie landtagów rzadko kiedy trafia na czołówki dużych gazet. Chyba że dzieje się coś, co wybija z rytmu życie polityczne kraju i grozi politycznym skandalem. Z taką sytuacją Niemcy zderzyli się w 2020 r. w Turyngii, kiedy Thomas Kemmerich (FDP) został wybrany premierem landu dzięki głosom AfD. Skończyło się interwencją Angeli Merkel i dywanikiem dla ówczesnego lidera FDP Christiana Lindnera oraz szefa struktur CDU w Turyngii, Mike’a Mohringa. Ostatecznie Kemmerich pod naporem politycznej presji zrezygnował, a na krzesło premiera wrócił Bodo Ramelow (Linke). Tak było w Turyngii.
W przypadku Meklemburgii-Pomorza Przedniego najwięcej zainteresowania (poza rosnącymi notowaniami AfD, które może już tam liczyć na 38 proc. poparcia) wzbudzają prace landtagowej komisji śledczej ds. okoliczności powołania tzw. Fundacji Klimatycznej (niem. Stiftung Klima- und Umweltschutz MV). Komisja działa od 14 kwietnia 2022 r., została powołana głosami CDU, FDP i Zielonych blisko dwa miesiące po rozpoczęciu pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę. Sama Fundacja Klimatyczna, będąca przedmiotem prac komisji, została ukonstytuowana w styczniu 2021 r. w landtagu głosami SPD, CDU i Linke.
Oszukani chadecy i poirytowani socjaldemokraci
Tak więc chadecy najpierw przyłożyli się do powołania fundacji, która miała służyć oficjalnie ochronie klimatu, a nieoficjalnie – dopilnowaniu dokończenia budowy gazociągu Nord Stream 2 w skomplikowanych okolicznościach sankcyjnych, a później zagłosowali za utworzeniem komisji, która sprawę bada i są w niej istotnym elementem, ponieważ przewodniczącym tego ciała jest Sebastian Ehlers z CDU. Co takiego wydarzyło się między powołaniem fundacji a komisji śledczej, co sprawiło, że CDU z obozu zwolenników (i partnerów koalicyjnych SPD) przeskoczyło na drugą stronę sporu?
Otóż chadecy z Meklemburgii czuli się oszukani co do faktycznego celu powołania fundacji. Z tą narracją przystąpili do rozliczeń socjaldemokratów i ta narracja jest powodem irytacji kolegów z SPD, którzy zarzucają byłemu koalicjantowi zbijanie kapitału politycznego na sporze wokół Nord Streamu 2.
Kiedy w kwietniu 2022 r. autorka tego artykułu przeprowadzała rozmowy z reprezentantami CDU, Zielonych i FDP zdecydowanymi rozliczyć Manuelę Schwesig z jej kontaktów ze stroną rosyjską, chadecy tłumaczyli, że poparli założenie Fundacji Klimatycznej, ponieważ „w tamtym czasie dominowała powszechna opinia, że trzeba chronić rodzime firmy przed ewentualnymi sankcjami USA – to było wtedy najważniejsze”. „Może nie był to szczególnie szlachetny cel, ale na tle gróźb sankcji było to zrozumiałe. Nie było jednak mowy o tym, że ta fundacja kupi statek i zakończy przy jego pomocy budowę NS2. Nikt nas o takim zamiarze nie poinformował” – tłumaczył ówczesny przewodniczący frakcji CDU w landtagu, Franz-Robert Liskow. Zarówno Liskow, jak i posłowie Zielonych i FDP wzywali wtedy Manuelę Schwesig do natychmiastowego rozwiązania Fundacji Klimatycznej, ale sprawa okazała się bardziej skomplikowana, niż zakładali. Skutkiem czego fundacja istnieje do dziś i zajmuje się propagowaniem szeroko pojętej świadomości klimatycznej wśród młodzieży szkolnej.
Projekty są biznesowe, a biznesy landowe
Przed komisją zeznawali w ostatnich miesiącach były kanclerz, Gerhard Schröder i były szef kancelarii Merkel, Helge Braun (obaj 17 października), były minister gospodarki Peter Altmaier i były wicekanclerz i minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel (obaj 7 listopada). Schröder zgodnie z przewidywaniami nie okazał skruchy i był poirytowany samym przesłuchaniem, podczas zdalnego posiedzenia (były kanclerz wystąpił o taką możliwość ze względów zdrowotnych), przypomniał też, że „na fragmencie tego gazociągu” znajduje się nie tylko jego podpis, ale również podpis kanclerz Merkel.
Helge Braun z kolei pośrednio przyznał, że niemieccy politycy mieli odgórnie przykazane, by określać Nord Stream 2 „projektem biznesowym”, powtórzył przy tym, że Berlin „uznawał sprawę powołania Fundacji Klimatycznej za sprawę landową”, czyli działanie mieszczące się w ramach kompetencji kraju związkowego. Dlaczego ingerowano w Turyngii po wyborze Thomasa Kemmericha na premiera z namaszczenia AfD, ale zaniechano jakiejkolwiek ingerencji w przypadku powołania fundacji finansowanej w 99 proc. przez Nord Stream AG? Tego typu pytanie dotąd nie padło.
Zeznania Sigmara Gabriela i Petera Altmeiera skomentował zasiadający od 2011 r. w landtagu MV, poseł Thomas Krüger (SPD), który również jest członkiem komisji śledczej ds. Fundacji Klimatycznej. Jak zauważył Krüger, Gabriel potwierdził to, co było już oczywiste wcześniej, a mianowicie, że CDU i SPD zarówno na szczeblu federalnym, jak i krajowym popierały projekt Nord Streamu 2, by sprowadzać do Niemiec tani gaz z Rosji. I nie było w tej kwestii żadnej różnicy zdań między rządem federalnym a landowym. Zapytany o amerykańskie groźby sankcji, Gabriel zaznaczył, że groźby te spotkały się w Berlinie i Szwerinie z jednakowo krytycznym odbiorem. „Jeżeli jakieś przedsiębiorstwo inwestuje w Niemczech, to musi być pewne, że inne państwa będą się trzymać z daleka i nie będą usiłowały sabotować ich projektów sankcjami. Gdybyśmy do tego dopuścili, w Niemczech nie byłoby już żadnej pewności inwestycyjnej” – podsumował Krüger.
W przypadku zeznań Petera Altmeiera Thomas Krüger pozwolił sobie na emocjonalny komentarz. „Dzisiejsze zeznania pana Altmeiera, zirytowały mnie. Helge Braun i Sigmar Gabriel zgodnie ukazali, że rząd federalny stał wtedy za Nord Streamem 2 i aktywnie przeciwdziałał groźbom sankcji rządu Stanów Zjednoczonych. Tymczasem Altmeier przedstawił ten projekt jako niewart wspierania i on najzwyczajniej przyjąłby te sankcje. Słusznie, że rząd federalny pod kierownictwem Angeli Merkel i rząd landowy w tamtej sytuacji jasno opowiedziały się za tym projektem. Gdyby tak po prostu zaakceptowano sankcje Trumpa, miałoby to fatalne skutki: Oznaczałoby bowiem, że inwestorzy w Niemczech w przyszłości nie mieliby stabilnych warunków działania…”21 listopada komisja zebrała się już po raz 87. by w tej rundzie przesłuchać jako świadka byłego kanclerza Niemiec, Olafa Scholza, który w okresie od marca 2018 do grudnia 2021 r., czyli w czasie budowy Nord Streamu 2 i powołania Fundacji Klimatycznej pełnił funkcję federalnego ministra finansów i wicekanclerza. Jako szef resortu finansów, Scholz w liście z 7 sierpnia 2020 r. zaproponował ówczesnemu amerykańskiemu sekretarzowi skarbu (odpowiedzialnemu za kwestie sankcji), Steve’owi Mnuchinowi duże inwestycje Niemiec w terminale LNG w zamian za odstąpienie Waszyngtonu od nałożenia sankcji na budowę Nord Streamu 2. Zeznania byłego kanclerza były więc istotne. Czy usatysfakcjonowały one członków komisji, to już osobne pytanie.
25 kwietnia 2022 r. na zapytanie posła frakcji CDU/CSU w Bundestagu, Philippa Amthora o, to kiedy i w jakich okolicznościach Olaf Scholz jeszcze jako minister finansów w rządzie Angeli Merkel został poinformowany o założeniu Fundacji Klimatycznej i o związku fundacji ze spółką Nord Stream 2, sekretarz stanu dr Florian Toncar odpowiedział następująco:
„Federalny Minister Finansów oraz była Kanclerz zostali w tamtym czasie poinformowani o planach rządu landowego. Nie ma obowiązku rejestrowania wszystkich prowadzonych rozmów ani ich wyników – w tym rozmów telefonicznych i komunikacji elektronicznej – więc nie dokonano takiej kompleksowej dokumentacji […] Ponadto treść rozmów nie jest protokołowana. Oświadczenia są sporządzane na podstawie dostępnych informacji oraz istniejących dokumentów. Dane w tym zakresie mogą więc być niepełne „.
Scholz zeznając 21 listopada przed komisją śledczą, powiedział, że Berlin został poinformowany przez rząd w Schwerinie o powołaniu fundacji, ale jak dodał „była to sprawa Meklemburgii-Pomorza Przedniego”, dystansując się od decyzji rządu Manueli Schwesig (SPD).
“Byłoby lepiej, gdyby odpowiedź na mój list była pozytywna”
Scholz zapytany przez członków komisji o list wysłany do Stevena Mnuchina jeszcze z pozycji ministra finansów w rządzie Angeli Merkel, potwierdził jego istnienie (treść listu opublikowała w 2021 r. organizacja ochrony środowiska Deutsche Umwelthilfe) i zaznaczył, że propozycja złożona Amerykanom drogą korespondencyjną była przedmiotem wcześniejszych konsultacji z rządem federalnym. Amerykański sekretarz skarbu nie odpowiedział na tę propozycję. „Byłoby lepiej, gdyby odpowiedź na mój list była pozytywna”, podsumował ten wątek Olaf Scholz.
Polityk dodał, że już przed 2018 r., jeszcze jako burmistrz Hamburga opowiadał się za budową terminali LNG w celu „zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego Niemiec i zmniejszenia zależności od rosyjskiego gazu”. „Od bardzo, bardzo dawna byłem przekonany, że Niemcy potrzebują terminali LNG”, dodał były kanclerz. I faktycznie, np. w czerwcu 2014 r. na uroczystościach obchodów 150-lecia istnienia grupy Det Norske Veritas, Scholz jako burmistrz Hamburga mówił o terminalach LNG, tyle że nie w kontekście dywersyfikacji energetycznej i zmniejszenia zależności od rosyjskiego gazu, tylko ze względu na europejskie regulacje środowiskowe.
Tak brzmiał fragment przemówienia Scholza z 26 czerwca 2014 r.:
„W nadchodzących latach ze względu na europejskie i międzynarodowe regulacje, wzrosną wymagania dotyczące ochrony środowiska. Od 1 stycznia 2015 roku w specjalnych strefach Morza Północnego i Morza Bałtyckiego będzie obowiązywał limit 0,1 procent zawartości siarki w paliwach morskich. Użycie skroplonego gazu ziemnego (LNG) jest jedną z możliwych alternatyw”.
I dalej, już bardziej konkretnie:
„Hamburska Władza Portowa współpracuje z różnymi partnerami nad studium wykonalności rozwoju infrastruktury dostarczającej LNG w porcie Hamburg. Pod auspicjami smartPORT Energy trwają ostateczne przygotowania do planowania. Następnie Bomin Linde LNG zleci produkcję niezbędnych komponentów zakładowych i zbuduje terminal”.
Abstrahując od zeznań Scholza, temat LNG przewijał się w niemieckiej debacie już wcześniej. W lutym 2006 r. w odpowiedzi rządu koalicyjnego CDU/CSU i SPD (pierwszego rządu Merkel) na zapytanie posłów FDP o „Konsekwencje gazowych kontrowersji między Rosją i Ukrainą dla Niemiec”, pojawiło się zdanie: „Rząd niemiecki z zainteresowaniem śledzi także działania niemieckich firm dostarczających gaz, aby jeszcze bardziej zdywersyfikować źródła dostaw gazu, m.in. poprzez inwestycje w infrastrukturę LNG”. Temat był zatem obecny, ale traktowany jako egzotyka i ewentualność, a nie plan awaryjny. Ponieważ nikt nie sądził, że będzie na poważnie potrzebny.
Wracając do zeznań byłego kanclerza w Szwerinie, na pytanie komisji o możliwe kontakty ze spółką Nord Stream 2, Olaf Scholz odpowiedział z rozbrajającą szczerością: „Znam kanclerza Gerharda Schrödera”.
Zdaniem Thomasa Krügera, wezwanie Scholza na świadka nie wniosło do sprawy nic nowego i było raczej „manewrem CDU i Zielonych związanym z kampanią do Bundestagu”. Chodziło o to, że początkowo Scholza nie brano pod uwagę jako ewentualnego świadka, został wciągnięty na listę przez opozycyjnych członków komisji dopiero przed wyborami do Bundestagu.
„Olaf Scholz wyraźnie dziś pokazał, że powody powołania fundacji zostały w przejrzysty sposób przedstawione parlamentowi krajowemu i opinii publicznej. W ten sposób domek z kart ustawiony przez opozycję ostatecznie się zawala: twierdzenie, że posłowie zostali wprowadzeni w błąd co do motywów [powołania fundacji] w tamtym czasie, jest po prostu fałszywe. Wszystko było wiadome – a fakt, iż Olaf Scholz musi teraz tłumaczyć posłowi do landtagu, to co zostało powiedziane w parlamencie w tamtym czasie, jest osobliwe, nawet jeśli pan Damm nie był wtedy jeszcze członkiem landtagu”, napisał w komentarzu opublikowanym na gorąco na stronie klubu SPD w Meklemburgii, Thomas Krüger, odnosząc się do pytań zadawanych przez Hannesa Damma, od lat znanego ze swojego sprzeciwu wobec budowy Nord Stream 2. To Damm zabiegał już po rosyjskiej napaści na Ukrainę o powołanie parlamentarnej komisji śledczej w sprawie zbadania przyczyn energetycznego uzależnienia Niemiec od Rosji i budowy gazociągu Nord Stream 2. Wniosek w tej sprawie Damm z innymi politykami Zielonych złożył przed konwencją Zielonych w Bonn, ale apel ten nie został wzięty pod uwagę. Zieloni dopiero raczkowali w koalicji z SPD i liberałami i najwidoczniej nie zależało im na rozliczeniach, które niechybnie wywołałyby ostre podziały w rządzie. Ich zapał do rozliczania polityków, którzy zadbali też o to by niemieckie magazyny gazu przeszły pod kuratelę Gazpromu, również się w tamtym czasie mocno stępiły.
System żółtych karteczek samoprzylepnych
W wydanej w październiku tego roku w Niemczech książce „Das Versagen” (książkę omawialiśmy szerzej na portalu 19.10.2025 r.: CZYTAJ TUTAJ https://berlinskitygiel.pl/ogolne/das-versagen-kilka-refleksji-po-lekturze-nowej-ksiazki-sledczej-o-relacjach-rosyjsko-niemieckich/), jej autorzy Katja Gloger i Georg Mascolo, nawiązując do kłopotów z odnalezieniem notatek spotkań, protokołów spotkań, wspominają jak już za czasów kanclerza Helmuta Kohla, funkcjonował tzw. system żółtych karteczek samoprzylepnych.
„Nie jest niczym nowym, że im delikatniejsze są pewne kwestie, tym trudniej je później znaleźć w dokumentach rządowych. To, co notuje się na marginesie można bez trudu >>zniknąć«. E-maile, a zwłaszcza SMS-y dają zupełnie nowe możliwości. E-maile rzadko trafiają do akt, SMS nigdy do nich nie trafiają. Całe skrzynki e-mailowe są usuwane po odejściu decydentów politycznych. W Meklemburgii-Pomorzu Przednim jedna z kluczowych postaci dla powołania Fundacji Klimatycznej, sama usunęła swoją skrzynkę pocztową – rzekomo, aby oszczędzić na prądzie i nie zabierać miejsca” – piszą Gloger i Mascolo nie wymieniając jednak nazwiska bohatera zdarzenia.
A jest nim Christian Pegel (SPD),były minister infrastruktury i energii Meklemburgii w latach 2014-21, czyli już w czasie, gdy rozpoczęto plan budowy kolejnego gazociągu. Od listopada 2021 r. Pegel jest szefem landowego resortu spraw wewnętrznych. Afera z kasowaniem maili z ministerialnej skrzynki ujrzała światło dzienne na początku 2023 r., kiedy kluby Zielonych, CDU i FDP w landtagu wystąpiły o wydanie kopii zapasowych maili z serwerów landtagu, po tym, jak polityk zakomunikował, że wykasował zawartość swojej skrzynki z czasu, gdy pełnił funkcję ministra, również te dotyczące Nord Streamu 2 i Fundacji Klimatycznej. Już wcześniej frakcja Zielonych w landtagu, wyznaczyła Peglowi termin dostarczenia komisji śledczej wszystkich maili istotnych z punktu widzenia jej prac na 30 czerwca 2023 r. Zieloni uznali wtedy uniki byłego ministra za „groteskowe”. Wedle relacji Pegla, w czasie swojego urzędowania jako minister energii napisał lub otrzymał ponad 100 tys. maili. Podczas gdy inni ministrowie dostarczyli komisji tysiące stron z wydrukowanymi mailami, Pegel miał je skasować w trosce o prąd. Zieloni podkreślali, że jeszcze w maju 2022 r., na posiedzeniu landtagu, podczas którego rozmawiano o powołaniu komisji śledczej, Pegel zapewniał, że „nic tu nie będzie niszczone, wszystko zostanie przekazane [komisji-red]
“Nie wszystkie e-maile muszą trafiać do akt, nieistotne e-maile są usuwane – właściwie to nie jest kontrowersyjne. Jedyną zdumiewającą rzeczą jest to, że pan Pegel najwyraźniej uważał e-maile związane z Nord Stream 2 i tzw. Fundacją Klimatyczną za ogólnie nieistotne, dlatego je usuwał lub kazał je usunąć. Uważam za nieco zdumiewające, że ktoś o tak osobliwym sposobie przedstawiania dowodów odpowiada za prawo i porządek jako minister spraw wewnętrznych” – skomentował wtedy „aferę mailową” Sebastian Ehlers (CDU).
„Zakładam, że wszystkie e-maile mają kopie zapasowe. Trzeba więc wyjaśnić, czy można te e-maile teoretycznie odzyskać. Jeśli kopie zapasowe również zostały usunięte, być może przedwcześnie, sprawa nabierze nowego wymiaru” – dodał cytowany w komunikacie Zielonych Ehlers.
28 listopada Christian Pegel złożył zeznania przed komisją ds. Fundacji Klimatycznej. Na kilka dni przed przesłuchaniem, na stronie komisji napisano, że Pegel jako minister energii, infrastruktury i cyfryzacji, miał pod sobą m.in. Stralsundzki Urząd Górniczy, jeden z dwóch organów zatwierdzający po stronie niemieckiej projekt Nord Stream. Członkowie komisji podkreślili ponadto, że były minister energii utrzymywał, że sam napisał status fundacji wraz z punktem przewidującym jej działalność gospodarczą.
Bite dwie godziny – tyle czasu zajęły Christianowi Peglowi zeznania przed komisją, w których powtórzył to, co mówi od lat – a mianowicie, że sam wpadł na pomysł powołania fundacji i że konsultował się w tej sprawie z managerem Nord Stream 2 AG, Reinhardem Ontydem. Celem miało być „uchronienie małych i średnich firm zaangażowanych w budowę rurociągu przed amerykańskimi sankcjami”. Pegel miał z początku rozważać nawet powołanie własnej spółki, ale kiedy latem 2020 r. „wykrystalizował się pomysł z fundacją”, uznano to za dobre rozwiązanie. Świadek szczegółowo wyjaśnił, w jaki sposób sporządził statut fundacji i że jako prawnik korzystał z podpowiedzi zawartych w podręcznikach, radził się również Erwina Selleringa (późniejszego szefa fundacji i byłego premiera Meklemburgii-Pomorza Przedniego – red), jednocześnie stanowczo zaprzeczał by ktoś z zewnątrz [Rosja – red.] miał „narzucać swoje interesy rządowi krajowemu”. „To absurdalne oskarżenia” – skomentował podobne zarzuty. Zeznania Pegla nie pokrywają się jednak z tymi, jakie na początku roku złożył były szef Nord Stream 2 AG, Matthias Warnig. Według jego słów „pierwsza myśl, by utworzyć fundację, wyszła z naszego [Nord Streamowego – red.] działu prawnego” zaś zeznający dwa miesiące temu przed komisją manager Nord Stream 2 AG, Reinhard Ontyd, powiedział, że Nord Stream 2 miał zlecić jednej kancelarii prawnej opracowanie statutu fundacji. Zapytany o sprzeczne wypowiedzi, Pegel oznajmił, że „nie uczestniczył w wewnętrznych procesach Nord Streamu 2”, a z Warnigiem „w ogóle o tym nie rozmawiał”. Minister, bronił ponadto swojej decyzji o kasowaniu korespondencji mailowej tłumacząc, że „skrzynki mailowe nie stanowią systemu akt i nie wszystkie wiadomości muszą być archiwizowane”. W podsumowaniu końcowym powołał się na doniosłość polityki wschodniej kanclerza Willego Brandta, której główna zasada „zbliżenia przez zmianę” przyświecała mu w jego własnej ścieżce politycznej. Dał jednak do zrozumienia, że mając dzisiejszą wiedzę, postąpiłby inaczej.
Na marginesie: kłopoty z dokumentacją i dostępem do ważnych dla sprawy Nord Streamu 2 akt rządowych weszły na nowy poziom w przypadku Gerharda Schrödera. Jak ujawnił 26 listopada portal „Correctiv”, po tym, jak komisja budżetowa Bundestagu w maju 2022 r. wymówiła byłemu kanclerzowi biuro, które prowadził w jednym z budynków należących do niemieckiego parlamentu, zniknęły nie tylko sprzęty, ale i 178 segregatorów z dokumentami z czasu urzędowania Schrödera w Kanzleramcie (1998-2005).
Formalnie segregatory powinny trafić do Kanzleramtu, a stamtąd do archiwum federalnego w Koblencji, ale nie trafiły. Znalazły się za to w Fundacji Friedricha Eberta (zaplecze intelektualne SPD) i jak dotąd nie przekazano ich do archiwum. Sprawa wyszła na jaw, kiedy jeden z dziennikarzy niemieckich poprosił w biurze Kanzleramtu o wgląd w dokumenty i dostał odpowiedź, że ich tam nie ma. Okazało się, że akta zabrał ze sobą Gerhard Schröder. Po tym, jak w reakcji na rosyjską napaść na Ukrainę, Bundestag wezwał byłego kanclerza do zwolnienia zajmowanych powierzchni biurowych, Schröder przekazał segregatory fundacji Friedricha Eberta. Czy dziennikarze mogą uzyskać wgląd w te akta? Jak podał 26 listopada, portal t-online, można złożyć wniosek o wgląd do dokumentów, ale zgodę musi wydać ten, kto je zdeponował, czyli Gerhard Schröder
Manewr z 1994 roku
W rozdziale poświęconym okolicznościom powołania Fundacji Klimatycznej, autorzy książki „Das Versagen” zwrócili uwagę, że dział prawny Nord Stream AG „odkrył lukę w amerykańskim ustawodawstwie, która uniemożliwia nałożenie sankcji na niemieckie agencje rządowe lub osoby mające bezpośrednie powiązania z państwem”. Dlatego fundacja została powołana przez landtag. To było kluczowe. Zdaniem Gloger i Mascolo, to „pokrycie kontrowersyjnego projektu warstwą zielonej farby i to pod patronatem państwa” do złudzenia przypominało inny manewr tego typu, sięgający lat 90. i wykonany przez Gerharda Schrödera, za czasów, gdy był jeszcze premierem Dolnej Saksonii. Schröder miał posłużyć się powołaną przez landtag Fundację Morza Wattowego do „wyciszenia protestów przeciwko planowanemu rurociągowi na Morzu Północnym i terenie Narodowego Parku Wattowego” (S.328). Tamta fundacja nie dysponowała tak pokaźnymi środkami, jak meklemburska Fundacja Klimatyczna (zaledwie 25 milionów DM), ale cel osiągnięto.
Gloger i Mascolo przypomnieli, że w statucie Fundacji Klimatycznej poza głównym celem jej działań – czyli ochroną klimatu i środowiska naturalnego Meklemburgii, wpisano też działalność gospodarczą jako „określony, tymczasowy cel drugorzędny” [ten punkt miał też rzekomo pochodzić od Pegla-red.]
„Wartość zamówień na ten cel wyniósł łącznie 174 mln euro. Właściwe interesy szły przez >>Firmę fundacyjną«. Raz w tygodniu Nord Stream 2 AG miał informować fundację o aktualnych potrzebach dla dokończenia gazociągu. Przedsiębiorstwa dostają wtedy zlecenia. Fundacja kupuje nawet specjalny statek. Rachunki są pokrywane przez Nord Stream 2 AG, fundacja jako pośrednik dostaje każdorazowo >>prowizję« w wysokości 10 proc. sumy kontraktu” – czytamy w książce.
Dwa przesłuchania i Nord Stream 2 jako studium przypadku
Czy podczas przesłuchania ministra Pegla padnie coś, co przybliży członków komisji do zrozumienia wszystkich powiązań na linii Meklemburgia-Pomorze Przednie – Rosja? Kiedy w piątek Christian Pegel stawał przed komisją śledczą w Szwerinie, w oddalonym 555 km na południe Karlsruhe Serhij K., Ukrainiec podejrzany o udział w sabotażu na gazociągi Nord Stream, stanął przed sędzią Federalnego Trybunału Sprawiedliwości, który pokazał mu nakaz aresztowania. Jeden odpowiadał na pytania związane z dokończeniem budowy Nord Streamu 2, drugi czeka na proces w związku z podejrzeniem o wysadzenie tego samego gazociągu. A cała ta historia doczeka się potem naukowego opracowania na którymś z niemieckich uniwersytetów. Na przykład Interdyscyplinarne Centrum Badawcze Basenu Morza Bałtyckiego Uniwersytetu w Greifswaldzie już bada kwestie związane z „Postrzeganiem Nord Stream 2”. Ma być to docelowo „analiza dyskursu ze szczególnym uwzględnieniem poglądów prawnych i politycznych”. Jak czytamy na stronie projektu:
Już przed rozpoczęciem wojny agresywnej Rosji przeciwko Ukrainie gazociąg Nord Stream 2 był kontrowersyjnym projektem infrastruktury energetycznej zarówno z politycznego, jak i prawnego punktu widzenia. Podczas gdy przed wybuchem wojny dyskusje prawne koncentrowały się głównie na prawie europejskim, po wybuchu wojny dyskusja ta mocno osadzona jest w prawie międzynarodowym. Niniejszy projekt badawczy, oparty na podejściu Advocacy Coalitions, wykorzystuje analizę sieci dyskursu do zbadania roli argumentacji prawnej i politycznej w procesie politycznym dotyczącym Nord Stream 2”.
I dalej: „Jakie argumenty prawne lub polityczne wykorzystują poszczególni aktorzy? Jakie sieci dyskursu z tego wynikają? […] Jaki wpływ ma wojna napastnicza na dyskursy prawne, sieci dyskursu i proces polityczny? W jakim stopniu podmioty mogą znaleźć prawne rozwiązanie tej sytuacji? Jakie wnioski można wyciągnąć z tego dla kształtowania stosunków prawnych w przyszłych relacjach związanych z transformacją energetyczną?” itd.
Badacze z Uniwersytetu w Greifswaldzie dostali w piątek niepowtarzalną okazję, by poszerzyć spektrum swoich badań.
Olga Doleśniak-Harczuk



