“Samoafirmacja”, odwrót od „narodowego masochizmu”, Bauhausu i „brzydkiej architektury”; Pomysły AfD na zmiany w kształtowaniu kultury i tożsamości w Saksonii-Anhalt

W artykule:

  • 31:7 min

Za dwa tygodnie mieszkańcy Saksonii-Anhalt ruszą do urn i wybiorą swoich reprezentantów do landtagu. Według sondażu instytutu badania opinii publicznej Pollytix (z 12.08.), AfD może uzyskać nawet 43 proc. głosów. Wcześniejsze sondaże prognozowały AfD wynik na poziomie 40-42 proc. W ostatnich dniach sporo zamieszania wywołała okładka tygodnika „Der Spiegel” ze zdjęciem portretowym lidera AfD w Saksonii-Anhalt, Ulricha Siegmunda z podpisem: „Najniebezpieczniejszy człowiek Niemiec”. Zdania co do tego, czy ta okładka bardziej Siegmundowi zaszkodzi, czy pomoże, są podzielone. Na razie, dzięki tej publikacji, Siegmund stał się rozpoznawany nawet dla tych, którzy wcześniej nie interesowali się dynamiką polityczną Saksonii-Anhalt, a egzemplarze „Spiegla” z oryginalnym podpisem polityka osiągają na aukcjach internetowych ceny od 500 do ponad 1000 euro.

Jednym z głównych zarzutów stawianych AfD na płaszczyźnie „historyczno-pamięciowej” jest wybiórcze podejście do historii Niemiec, zwłaszcza do okresu III Rzeszy. W ostatnich latach do listy zarzutów dopisano jeszcze relatywizowanie zbrodni Cesarstwa Niemieckiego popełnionych na terenie dzisiejszej Namibii oraz negatywny stosunek np. do restytucji dóbr kultury pochodzących z terenu dawnych kolonii niemieckich w Afryce.

AfD a uroczystości ku czci ofiar III Rzeszy

W Niemczech stało się już regułą, że reprezentanci AfD są wypraszani z oficjalnych uroczystości upamiętniających ofiary narodowego socjalizmu, a składane przez nich z tej okazji wieńce są usuwane. W lipcu tego roku podczas uroczystości upamiętniającej nieudany zamach Stauffenberga na Adolfa Hitlera Tobias Korenke, prawnuk ewangelickiego teologa i bojownika ruchu oporu, Dietricha Bonhoeffera, próbował usunąć wieniec złożony przez klub parlamentarny AfD na dziedzińcu budynku federalnego ministerstwa obrony (Bendlerblock) w Berlinie. Do akcji wkroczyli pracownicy ochrony. Na skutek szamotaniny wieniec uległ uszkodzeniu. „Wielu potomków, w tym ja, odczuwa naprawdę ogromną złość, gdy widzimy, jak AfD składa tu wieńce […] Nie zamierzamy tego akceptować” – powiedział Korenke agencji dpa.


We wrześniu 2024 r. wieniec złożony przez delegację AfD pod pomnikiem ofiar eutanazji wylądował za ogrodzeniem muzeum. Wcześniej dyrektorka Fundacji Brandenburskich Miejsc Pamięci prosiła delegację AfD, by odstąpiła od złożenia wieńca. Dlaczego? Tłumaczono, że AfD zostało zaproszone na uroczystości „przez pomyłkę”. Wieniec ostatecznie został złożony, ale ktoś po uroczystościach usunął go spod pomnika. AfD zażądało dymisji pani dyrektor, ale w jej obronie wystąpili dyrektorzy innych placówek tego typu i wszyscy wskazywali na to, że narracja AfD snuta wokół narodowego socjalizmu wyklucza jej przedstawicieli z uroczystości upamiętniających ofiary III Rzeszy.


Inna „afera wieńcowa” rozegrała się dwa lata temu w Afryce, kiedy Sven Tritschler, poseł AfD do landtagu Nadrenii Północnej-Westfalii, wywołał skandal, składając wieniec na grobie niemieckiego żołnierza w Swakopmundzie w Namibii. Celem wyprawy do Namibii miało być m.in. uczczenie pamięci ofiar ludobójstwa dokonanego w początkach XX w. przez wojska Cesarstwa Niemieckiego na ludach Herero i Nama. Kwiaty złożone na grobie jednego z tych, którzy brali udział w masakrze odebrano jako objaw relatywizowania historii przez AfD.
Swoją drogą, już w 2019 r. klub AfD w Bundestagu postulował we wniosku poselskim „bardziej zróżnicowane kształtowanie dyskusji i kultury pamięci o niemieckim kolonializmie” i sprzeciwiał się żądaniom reparacji, które zdaniem AfD „są wysuwane przez potomków Herero i Nama na »wątpliwej podstawie«. Posłowie wyrażali również sprzeciw wobec restytucji dóbr kultury pochodzących z kontekstów kolonialnych, opartych na „niezdyferencjonowanej i nieuzasadnionej klasyfikacji całego okresu kolonialnego jako» zbrodniczego «”. Warto nadmienić, że sprzeciw wobec wypłaty Namibii reparacji nie jest wyłączną domeną AfD, ale wpisuje się w działania każdego rządu federalnego, niezależnie od barw partyjnych, który był konfrontowany z tym żądaniem.

Zacieranie odpowiedzialności

Relatywizowanie historii Niemiec z lat 1933-1945, sprowadzanie tego okresu do „ptasiego kleksa w ponad tysiącletniej, chwalebnej historii Niemiec” [vide: mowa Aleksandra Gaulanda z 2018 r. na zjeździe młodzieżówki AfD w Seebach-BT], mówienie, że: „My, Niemcy, jesteśmy jedynym narodem na świecie, który postawił pomnik hańby w samym sercu swojej stolicy” [wypowiedzi Björna Höckego ze stycznie 2017 r. w odniesieniu do monumentalnego pomnika- labiryntu upamiętniającego ofiary Holokaustu], czy nawoływanie do zwrotu o 180 stopni w polityce pamięci — ponieważ ta obowiązująca „nas dziś wciąż paraliżuje” (też B. Höcke – BT) – wszystkie tego typu wypowiedzi na stałe zrosły się z narracją wokół AfD. Z czasem zaczęły do nich dochodzić kolejne komentarze wskazujące na kierunek, w jakim na niwie pamięci i polityki pamięci będzie się poruszać AfD – partia przyciągająca coraz młodszych wyborców i oferująca im przekaz mierzony rolkami z TikToka, w czym (na poziomie wykorzystywanej do komunikowania się z potencjalnymi wyborcami) żadna inna partia nie jest im w stanie dorównać i to mimo dalece bardziej zaawansowanego zaplecza doradczo-finansowego. Prawie dekadę temu Höcke jako kluczowa postać skrajnego i oficjalnie rozwiązanego skrzydła AfD, wyznaczył kurs partii w obszarze polityki pamięci. Właśnie Höcke, a nie Alexander Gauland. Höcke jest nieformalnym mentorem młodzieżówki AfD (Generation Deutschland), to on jest partyjnym lodołamaczem w delikatnej materii, jaką stanowi pamięć historyczna i jej kształtowanie. To przed jego domem jesienią 2017 r. aktywiści z Zentrum für Politische Schönheit (ZPS) [Centrum Politycznego Piękna – BT] postawili minireplikę berlińskiego pomnika ofiar Holokaustu, co zakończyło się kilkoma procesami sądowymi i interwencjami policji. ZPS zakupiło działkę sąsiadującą z tą należącą do rodziny polityka i budowało swój „pomnik” pod namiotem więc do czasu „odsłonięcia” nikt nawet nie wiedział co tam powstaje. Z prawnego punktu widzenia nie było przeszkód by aktywiści stawiali na swoim gruncie a choćby i kamienne bloki więc wszelkie skargi polityka w sądach i urzędach były odrzucane. ZSP zasłynęło też z innych akcji wymierzonych w AfD, to oni w 2024 r. domagając się delegalizacji AfD ustawili przed Bundestagiem „więzienne portrety” Alice Weidel, Tino Chrupalli, Aleksandra Gaulanda i innych polityków AfD i wygenerowali z pomocą sztucznej inteligencji (AI) deepake’owe nagranie, na którym ówczesny kanclerz Olaf Scholz ogłaszał decyzję o delegalizacji AfD. Po interwencji kancelarii i wkroczeniu na ścieżkę prawną nagranie zostało oznaczone jako produkt „inwencji artystycznej”, ale w do dziś można je odtworzyć na stronie ZSP.


„Kto potępia […] przemówienie Höckego, ten wykorzystuje wciąż potężną siłę interpretacyjną w zakresie polityki pamięci i historii, jaką dysponuje znajdujący się pod presją kompleks polityczno-medialny, który skierował swoją politykę i działania przeciwko naszemu narodowi. Przemówienie Höckego i reakcje na nie pokażą, gdzie ta siła interpretacyjna uległa lub ulegnie pęknięciom. To między innymi zadanie partii, która chce prowadzić alternatywną politykę” – pisał w obronie Höckego w dzień po wybuchu skandalu z jego mową o „pomniku hańby” publicysta i wydawca Götz Kubitschek, uznawany za szarą eminencję intelektualnych kręgów AfD. Można ten fragment jego felietonu poświęconego właśnie reakcjom na słowa Höckego uznać za drogowskaz dla przyszłego rządu tworzonego lub współtworzonego przez AfD.

Oblany czerwoną farbą plakat wyborczy brandenburskiej AfD, fot. ODH, Poczdam, 2024.


Höcke często podkreśla, że od strony ojca pochodzi z rodziny wypędzonych po II wojnie światowej z Obwodu Królewieckiego. W trwającym ponad 4,5 godziny wywiadzie udzielonym w kwietniu b.r. Benowi Berndtowi, polityk mówił m.in. o swojej babci, która nie załapała się na pokład statku Wilhelm Gustloff i dzięki temu przeżyła, mówił o deficytach niemieckich programów szklonych, w których nie uwzględnia się tematu „wypędzenia” w satysfakcjonującym stopniu i o tym, że „historia straty była ważnym wątkiem opowieści jego rodzinnym domu”. Ten wywiad wzbudził zresztą ogromne emocje, Benowi Berndtowi zarzucano, że udostępnił Höckemu platformę do szerzenia „niepokojących treści”, wywiad stał się też przedmiotem sporu między gospodarzem kanału a liderem ZPS, Philippem Ruchem, który miał zażądać wycięcia z nagrania wypowiedzi Höckego, w których sugerował, że mógłby w zrewanżować się Ruchowi za akcję z 2017 roku, „ale tego nie zrobi, bo nie chce być jak Ruch”.

A gdyby wybuchła wojna niemiecko-turecka?

W wywiadzie Höcke nawiązywał do swojego wcześniejszego postulatu „zwrotu o 180 stopni”, do potrzeby wskrzeszenia nowego patriotyzmu, krytykował „rządowy ekstremizm” partii trzymających władzę m.in. za decyzje w sprawie polityki migracyjnej lat 2015/16, ubolewał nad „kondycją demokracji w państwie”, porównywał akcję wymierzoną w niego i jego rodzinę do metod operacyjnych podejmowanych w czasach NRD przez STASI [rzecz dotyczyła pośrednio działań ZPS, którego członków Höcke określa mianem „artystycznych terrorystów” – BT]. Zapytany o powody swojego sceptycyzmu względem społeczeństwa wielokulturowego, wskazał na „załamanie się wspólnej podstawy kulturowej” i na to, że „wiele osób nie jest gotowych podporządkować się naszym wartościom”. „Chcę by Niemcy żyły i materialnie, nie tylko z nazwy pozostały Niemcami. […] Jako odpowiedziany polityk zrobiłbym wszystko by zredukować napływ osób spoza europejskiego kręgu kulturowego do zera. […] Przyznaje się obywatelstwo niemieckie ludziom, którzy mówią łamanym niemieckim, którzy nie odnajdują się w naszej kulturze, >>partie układu« tworzą sobie nowy naród […]” – mówił Höcke nazywając migracyjno-azylową politykę państwa „morderczym spiskiem”. Rozmówca bronił też pojęcia „remigracja” uznając go za neutralny i przypomniał jak za czasów Helmuta Kohla (CDU), państwo oferowało tureckim migrantom 10 tys. Marek Niemieckich za dobrowolne opuszczenie kraju, co wielu obywateli Turcji zachęciło wtedy do wyjazdu. Co istotne, Höcke schodząc na temat społeczeństwa i „niemieckości”, kategorycznie odcinał się od ideologii narodowego socjalizmu twierdząc, że postulaty AfD nie mają z nimi nic wspólnego. Zapytany o stosunek do pojęcia „niemieckości” w przypadku osób, które np. zostały niedawno naturalizowane, albo mają podwójne obywatelstwo, Höcke zwracał uwagę na problem lojalności, jaki mógłby wystąpić np. w sytuacji [hipotetycznej] wojny między Niemcami a Turcją. „Komu będziesz służył w takim wypadku? Niemcom czy Turcji?” – postawił pytanie w studiu, by za chwilę samemu na nie odpowiedzieć z zapowiedzią, że AfD „skończy z podwójnym obywatelstwem”.


Trudno streścić całą, kilkugodzinną rozmowę z politykiem, który z tylnego siedzenia wywiera duży wpływ na to jak w AfD postrzega się kwestie kulturowe, migracyjne, historyczne i ich przełożenie na niemiecką rzeczywistość. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że Höcke z wysokości swojej nauczycielskiej katedry, wychowany w kulcie pamięci o wysiedlonych dziadkach, obserwujący zmiany obiektywnie przecież zachodzące w niemieckich szkołach i na uniwersytetach i krytycznie postrzegający to, co już inni przed nim zwykli nazywać „kultem winy”, jest w AfD traktowany jako intelektualne — a nie skrajnie prawicowe — skrzydło partii.
Warto tu dodać, że w czerwcu 2026 r. przeprowadzający wspomniany wywiad Benjamin Berndt („Ungeskriptet”) otrzymał pismo od Krajowego Urzędu ds. Mediów w Nadrenii Północnej-Westfalii. Organ nadzoru mediów zarzucił Berndtowi naruszenie dziennikarskiej staranności, ponieważ nie skorygował on twierdzenia Höckego, że „SA nie miało swojego motta”. Motta, za którego powtórzenie w przestrzeni publicznej sam Höcke miał zresztą problemy. Podcaster odpowiedział, że ponieważ nie jest dziennikarzem, nie musi się trzymać standardów fachu, a zaprasza do studia każdego, kto ma coś ciekawego do powiedzenia i nie ingeruje w jego wypowiedzi. Jedynym sędzią treści staje się odbiorca.

12 stycznia 2026 r. Rada Programu Landowego na rzecz Demokracji, Różnorodności i Otwartości w Saksonii-Anhalt, gremium pełniące funkcję doradczą dla rządu w Magdeburgu (na czele rady zasiada landową minister ds. pracy i polityki społecznej, a w jej skład wchodzą reprezentanci organizacji rządowych i społeczeństwa obywatelskiego) podjęła uchwałę dotyczącą dalszego „rozwoju kultury upamiętniania i pamięci o okresie nazizmu”. W uchwale sformułowano konkretne zalecenia dla polityków, co powinni zrobić by pamięć „nie wyblakła”. Rada wzywa rząd krajowy „do wdrożenia proponowanych działań w bieżącej i przyszłej kadencji parlamentu w ścisłej współpracy z zaangażowanymi podmiotami w kraju związkowym”. Wśród rekomendacji znajdziemy m.in. utworzenie cyfrowych archiwów świadków historii oraz opracowanie innowacyjnych formatów edukacyjnych, takich jak awatary, aby podtrzymać pamięć nawet bez osobistych relacji świadków.

Ryzyko “rytualizacji pamięci”


„W obliczu słabnącej wiedzy historyczno-politycznej należy zintensyfikować wizyty w miejscach pamięci oraz cyfrowe formaty edukacyjne skierowane do młodych ludzi. Promowanie kompetencji medialnych powinno odgrywać równie kluczową rolę, jak angażowanie influencerów edukacyjnych na platformach społecznościowych czy oferowanie gier skupiających się na upamiętnianiu. Ponadto kultura pamięci musi stać się bardziej inkluzywna, a perspektywy migrantów powinny być silniej uwzględniane” – czytamy.
Skąd wziął się pomysł tej uchwały? Jej autorzy wymieniają kilka czynników. Wśród nich „rytualizację pamięci” polegającą na tym, że hasło „Nigdy więcej” zbyt często jest używane „jak frazes bez powiązania z konkretnymi działaniami lub środkami edukacyjnymi”. „Istnieje niebezpieczeństwo, że upamiętnianie stanie się społeczną, zrytualizowaną »obowiązkową czynnością«, która spycha na dalszy plan właściwy cel – świadome zmierzenie się z historią. W ten sposób pamięć może stać się rodzajem moralnego odciążenia, mającego na celu uwolnienie się od wstydu i poczucia winy, zamiast prowadzić do refleksji nad aktualną odpowiedzialnością” – argumentują autorzy raportu.


Powołując się na wyniki badania MEMO 2025, monitorującego stan wiedzy młodych pokoleń na temat okresu narodowego socjalizmu, podkreśla się, że „co czwarty nastolatek nigdy nie odwiedził miejsca pamięci ani pomnika [upamiętniającego ofiary -BT], ponad proc. ankietowanych stwierdziło, że wie niewiele lub w ogóle nic o historii nazizmu w miejscu swojego zamieszkania, a jednocześnie 38 proc. opowiada się za „zamknięciem rozdziału” okresu nazistowskiego. „Bez solidnej podstawowej wiedzy o przeszłości trudniej jest dostrzec podobieństwa do aktualnych wydarzeń politycznych oraz odpowiednio zrozumieć wagę zbrodni nazistowskich. Niewiedza pozwala dziś na podważanie faktów historycznych lub relatywizowanie ich za pomocą nieuzasadnionych porównań. W tym kontekście również siły polityczne próbują rozpowszechniać poglądy rewizjonistyczne lub takie, które bagatelizują zbrodnie reżimu nazistowskiego. Zwłaszcza, choć bynajmniej nie tylko, wśród młodszych ludzi udaje się to w stopniu budzącym niepokój i przyczynia się do popularyzacji skrajnie prawicowych postaw” – czytamy.


W tekście znalazły się też pasaże świadczące o „zmianach w podejściu do polityki pamięci determinowanymi zmianami zachodzącymi w samej strukturze społecznej Niemiec. Autorzy zauważają np., że wiele osób pochodzących ze środowisk migracyjnych postrzega kulturę pamięci jako sprawę przede wszystkim „niemiecko-niemiecką”. Do tego dochodzi fakt, że „Niektóre grupy mają własne, często nieuznane historie ofiar, zaistniałych czy to w wyniku niesprawiedliwości światowego kolonializmu, czy na przykład masakr Ormian, czy też doświadczeń związanych z dyktaturami w krajach arabskich lub afrykańskich. Ponadto, w zależności od kraju pochodzenia, antysemickie lub antyizraelskie postawy mogą stanowić część narracji państwowej, która jest szeroko przyjmowana przez społeczeństwo. W związku z tym w niektórych społecznościach imigranckich istnieją antysemickie lub relatywizujące narracje, które na przykład podważają odpowiedzialność Niemiec za Holokaust lub szerzą wrogość wobec Izraela”.


Ciekawym i ważnym w kontekście Saksonii-Anhalt, jest wątek „charakterystycznego dla Wschodu spojrzenie na kulturę pamięci o nazizmie”. „W NRD »faszyzm« – o nazizmie nie mówiono ze względów ideologicznych – postrzegano przede wszystkim z perspektywy walki klasowej. Oficjalna narracja kładła nacisk na antyfaszystowski opór komunistów, podczas gdy współodpowiedzialność ogółu społeczeństwa za Holokaust i zbrodnie nazistowskie była rzadko poruszana. W niektórych regionach wschodnich Niemiec występuje zwiększona podatność na ideologie skrajnie prawicowe, której towarzyszy również zniekształcony lub relatywizujący obraz historii” – zauważają autorzy dokumentu.

“Związywanie nazizmu z populizmem w działaniach związanych z miejscami pamięci służy demonizowaniu konkurencji politycznej”

W minionej kadencji landtagu Saksonii-Anhalt kwestie „okołopamięciowe” były przedmiotem zarówno licznych zapytań poselskich, jak i debat. Na przykład w marcu 2026 r. rząd odniósł się do zapytania posłanki Linke, Evy von Angern, która poprosiła o wykaz zgłoszonych w 2025 r. ataków na miejsca pamięci ofiar narodowego socjalizmu. Takich ataków było 17, nie ujęto jednak żadnego ze sprawców. Dla porównania — w 2024 r. podobnych incydentów odnotowano 19, w pięciu przypadkach śledztwa zakończyły się wyjaśnieniem i ustaleniem sprawców. W maju 2025 r. frakcja Linke domagała się by wszyscy uczniowie szkół średnich przynajmniej raz odwiedzili miejsce pamięci w kraju lub za granicą. Wniosek poparła parlamentarna komisja ds. edukacji, przeciw zagłosowało AfD. W debacie nad wnioskiem (28.02.2026) z ramienia AfD stanowisko klubu przedstawił dr Hans-Thomas Tillschneider (AfD), wiceprzewodniczący AfD w Saksonii-Anhalt, polityk utożsamiany z „hardlinerami” z kręgu Björna Höckego oraz intelektualną kuźnią „Nowej Prawicy”, wydawcy magazyny Sezession i mentora obozu Höckego, Götza Kubitschka. To Tillschneider zajmuje się w ekipie Ulricha Siegmunda tematami edukacji i polityki pamięci i jemu przypisuje się autorstwo programu AfD w Saksonii-Anhalt dotyczącego wymienionych kwestii.


„Wycieczki do miejsc upamiętniających niesprawiedliwość nazistowską i SED [Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec-BT] mają, zgodnie z dosłownym brzmieniem zalecenia, »stanowić ważny wkład w […] krytyczną analizę antydemokratycznych dążeń we wszystkich przejawach ekstremizmu i populizmu«. Zalecenie to nie tylko łączy obie niemieckie dyktatury z tym, co stare partie rozumieją pod pojęciem tzw. ekstremizmu, a więc nie tylko z dążeniami wrogimi wobec konstytucji z punktu widzenia starych partii, ale także wyraźnie wiąże historię obu niemieckich dyktatur z tzw. populizmem, czyli znacznie słabszym odstępstwem od doktryny tradycyjnych partii, które nawet z oficjalnego punktu widzenia rządu nie ma znaczenia dla ochrony konstytucji. Można to rozumieć jedynie jako deklarację bezwarunkowej gotowości do instrumentalizacji przeszłości. Związywanie nazizmu z populizmem w działaniach związanych z miejscami pamięci służy demonizowaniu konkurencji politycznej i pełni rolę swego rodzaju „Kodeksu czarownic” wobec każdej formy prawdziwej, a zwłaszcza patriotycznej opozycji. Nie chodzi tu o pedagogikę, lecz o zarządzanie przeszłością. Nie przyczynia się to ani do zrozumienia przeszłości, ani do zrozumienia teraźniejszości. Te różnorodne analogie do nazizmu, w swojej bezgranicznej zniekształconej postaci, same doprowadzają się do absurdu, a jako efekt uboczny bagatelizują nazizm i przyczyniają się do tego, że oskarżenie o nazizm traci swój historyczny kontur i ostrość, by w końcu stać się całkowicie arbitralne. Zmarnowano szansę na znalezienie pedagogicznie wartościowego sposobu podejścia do historii niesprawiedliwości obu niemieckich dyktatur. Stało się to jasne już w momencie, gdy wskazany przez nas ekspert Götz Kubitschek nie został dopuszczony do udziału w przesłuchaniu. W związku z tym odrzucamy zarówno wniosek partii Die Linke, jak i zalecenie dotyczące uchwały”. – powiedział Tillschneider.
Stanowisko przedstawione tego dnia w landtagu przez Tillschneidera jest istotne dla zrozumienia idei stojącej za postulatami programowymi AfD w obszarze polityki pamięci i kultury. Na niespełna trzy tygodnie przed wyborami ukazał się manifest programowy Tillschneidera, książka zatytułowana „Kulturpolitik: Wie es ist deutsch zu sein” („Polityka kulturalna – jak to jest być Niemcem”, Castrum Verlag) promowana jako odpowiedź na „antynarodową histerię i bagatelizowanie znaczenia kultury narodowej” i propozycję „nowej polityki kulturalnej afirmującą tożsamość”

„Narodowy masochizm”, „utrwalanie kompleksu winy” i „Niemcy pozbawione siły do samoafirmacji”

„Kultura i integracja” to trzeci rozdział programu wyborczego AfD w Saksonii-Anhalt. Jak każdy rozdział i ten zaczyna się od wstępu, w którym znajdziemy szkic planowanych zmian zaczynający się od stwierdzenia, że „przyczyną destrukcyjnych działań starych partii [CDU/CSU, SPD etc.] jest nie tyle zła wola, ile raczej zahamowania i słabość”, co przypisuje się z kolei „niezdolności do obrony niemieckich interesów oraz maniakalnej potrzebie wyrządzania sobie krzywdy”. „Narodowy masochizm i brak pewności siebie wynikają jednak z uwarunkowań kulturowych. Ostateczne przyczyny obecnej trudnej sytuacji mają zatem charakter kulturowy i dlatego można je wyleczyć jedynie poprzez ukierunkowaną pracę nad tymi uwarunkowaniami” – czytamy.
I dalej:


„Rozliczenie się z przeszłością, które jest dokładnym przeciwieństwem prawdziwego rozliczenia, a mianowicie utrwalanie kompleksu winy, doprowadziło w międzyczasie do tego, że duma narodowa jest zasadniczo uważana za coś niegodnego, obrona własnych interesów postrzegana jest jako nieprzyzwoita, a politycy unikają wszelkich pozytywnych odniesień do naszej bogatej historii sprzed 1933 roku. Tradycja niszczenia tradycji, zapoczątkowana przez ruch ’68 w Niemczech Zachodnich, pozbawiła nasze dziedzictwo kulturowe istoty, uniemożliwiając w ten sposób tworzenie stabilnej tożsamości narodowej. Pozbawione siły do samoafirmacji Niemcy są bezradnie zdane na wpływ ideologii tęczowej”.
W jaki sposób AfD zamierza zmienić ten stan rzeczy? Wdrażając nową, patriotyczną politykę kulturalną.
„AfD w Saksonii-Anhalt wyleczy ten kryzys tożsamości poprzez nową, patriotyczną politykę kulturalną. Polityka kulturalna musi przywrócić Niemcom poczucie własnej wartości. Poprzez ukierunkowane działania i odwoływanie się do pozytywnych aspektów niemieckiej historii będziemy promować swobodną i zdrową, opartą na poczuciu własnej wartości niemiecką tożsamość. Jest to decydujący warunek patriotycznego zwrotu we wszystkich dziedzinach, a także – i to w szczególności – warunek, który pozwoli nam opanować problemy integracyjne powstałe w wyniku niepohamowanej masowej imigracji ostatnich dziesięcioleci. Biorąc pod uwagę pokręconą i nieatrakcyjną tożsamość, jaką prezentują stare partie, trudno mieć pretensje do obcokrajowców, że nie chcą się w nią integrować. Który rozsądny i stabilny Turek czy Syryjczyk chciałby stać się dręczonym nienawiścią do samego siebie, skruszonym „tęczowym Niemcem”? Tylko AfD może dać obcokrajowcom przykład niemieckiej tożsamości, która jest atrakcyjna i zachęca do przynależności do niej. Musimy najpierw pogodzić się z samym sobą – dopiero wtedy możemy myśleć o integracji obcych. AfD zasadniczo krytycznie podchodzi do suwerenności kulturowej krajów związkowych. Jednak to, co jest przekleństwem, jest jednocześnie błogosławieństwem: ponieważ w Republice Federalnej Niemiec kultura leży w gestii krajów związkowych, po zwycięstwie w wyborach do parlamentu krajowego w 2026 roku będziemy mieli szerokie możliwości realizacji naszych koncepcji dotyczących polityki kulturalnej. Uczynimy Saksonię-Anhalt wzorcowym krajem w zakresie polityki kulturalnej, który będzie wywierał wpływ na inne kraje związkowe i w ten sposób zainicjuje niezbędne zmiany w całych Niemczech” -obiecują autorzy programu.


Plakat do filmu propagandowego “Feuertaufe”, autor: Peter Pewas, w latach 1923-25 student Bauhausu w Dessau, fot. ODH / Weimar 2024.

„Myśleć po niemiecku”, a nie „nowocześnie”

Odnosząc się do hasła „myśleć nowocześnie” (niem. modern denken) będącego mottem zainicjowanej przez rząd krajowy kampanii promującej Saksonię-Anhalt, AfD zwraca uwagę, że hasło to ma na celu „wywodzenie tożsamości kraju związkowego Saksonia-Anhalt z Bauhausu”. „Tymczasem właśnie szkoła architektoniczna Bauhausu zawsze dążyła do unikania wszelkich oznak narodowego zakorzenienia. Kampania „moderndenken” doprowadza zatem politykę braku tożsamości do skrajności. AfD w Saksonii-Anhalt przeciwstawia temu kampanię „#deutschdenken”, która wskazuje, że Saksonia-Anhalt wniosła istotny wkład w rozwój narodu niemieckiego” – czytamy w programie. „Bauhaus jest dalej nazywany wyraźnym znakiem zaburzenia tożsamości, które krytykujemy i które zamierzamy wyleczyć” – pada kilka linijek dalej a „zaburzonemu Bauhausowi” przeciwstawia się Henryka I i Ottona I, Lutra, Bismarcka i Nietzschego, którzy pochodzili z Saksonii-Anhalt i „mieli decydujący wpływ na kształt Niemiec”.

I tu mała uwaga, każda partia ma swoją wizję tego, co warto promować i jak kształtować politykę kulturalną – w tym przypadku na poziomie landowym. I jest to rzecz naturalna. Upraszczając: Lewica stawia na zerwanie z tradycją lub tzw. dekonstrukcję, prawica wręcz przeciwnie. A jednak krytyka Bauhausu w wykonaniu AfD wypada w tym pasażu dość osobliwie. Jakby autor nie do końca chciał przyznać, że jest to tego typu temat, który jednak wymaga bardziej zniuansowanego podejścia. Adepci Bauhausu po 1933 roku wybierali różne ścieżki, jedni zdając sobie sprawę, że długo w III Rzeszy nie przeżyją ze względu na swoje żydowskie pochodzenie lub brak cech umożliwiających wypracowanie w sobie pewnej kompatybilności z systemem, udali się na wygnanie, inni ginęli w więzieniach i obozach koncentracyjnych (ok.21 osób), ale większość mogła bez przeszkód kontynuować pracę i robić karierę, nawet w SS. Która z tych grup reprezentuje zatem „wyraźny znak zaburzenia tożsamości”? Wystarczyło dwa lata temu przejechać się do Weimaru (to z Magdeburga nieco ponad dwie godziny pociągiem) i wybrać się na wystawę „Bauhaus i narodowy socjalizm”, najlepiej na tę część poświęconą biografiom „Bauhausowców” w latach 1933-45. Ta czasowa (niestety) ekspozycja uwzględniała opowieść również o tych wychowankach Bauhausu, którzy brali udział w wystawach propagandowych, prezentowali swoje prace na targach wzornictwa. Projektowali plakaty filmowe, meble, artykuły gospodarstwa domowego, a nawet popiersia Hitlera. To wszystko można było zobaczyć w Domu Schillera od maja do września 2024 r. Wraca więc pytanie: Który Bauhaus AfD uznaje za „narodowo wykorzeniony”? Ten, który projektował designerskie serwisy do kawy, dzbanki, cukiernice i inne cuda pokazywane na wystawie sztuki użytkowej „Deutsches Volk — Deutsche Arbeit”, ten spod znaku Fritza Ertla, architekta, który w 1938 r. wstąpił do NSDAP i SS i projektował obóz Auschwitz-Birkenau, a może chodzi o Alice Glaser, zamordowaną w getcie w Mińsku malarkę, która zostawiła po sobie akwarele ptaków namalowane dla 17-letniej córki?

Wracając do programu, AfD zapowiada, że „kampania deutschdenken« połączy najpiękniejsze przykłady niemieckiej historii, jakie ma do zaoferowania Saksonia-Anhalt, i z dumą je zaprezentuje. „Poprzez zaangażowanie szkół, nowe patriotyczne koncepcje turystyczne, przyznawanie nagród oraz organizację uroczystości upamiętniających zamierzamy pobudzić nową świadomość narodową”. Nie padają jednak żadne konkrety. Konkretem jest natomiast krytyka znajdującego się w Magdeburgu „Niemieckiego Centrum ds. Utraconych Dóbr Kultury”, która to instytucja nie do końca wpisuje się w wizję usuwania „kompleksu winy”.

AfD pisze:
„Prowadzone tam tzw. badania proweniencyjne polegają na przeglądaniu zbiorów muzealnych pod kątem nielegalnych nabyć w okresie kolonialnym, w czasach nazistowskich oraz w strefie okupacyjnej ZSRR i NRD. Problem polega na tym, że badania te są prowadzone całkowicie bez uzasadnienia, nawet jeśli ani poprzedni właściciel, ani spadkobierca nie domagają się restytucji. W przypadkach, w których pojawiają się poszkodowani, należy oczywiście naprawić krzywdę, jednak bezpodstawne, ogólne podejrzenia wobec wszystkich zbiorów muzealnych oraz poszukiwanie naruszeń prawa, których już nikt nie zgłasza, służą jedynie sztucznemu podtrzymywaniu poczucia winy, z którym powinniśmy wreszcie się rozstać. Szczególnie absurdalne jest tu konstruowanie kolonialnej winy. Obecnie kraj związkowy Saksonia-Anhalt wspiera „Niemieckie Centrum Dóbr Kultury” dotacją w wysokości 73 500 euro rocznie. Zamierzamy całkowicie zlikwidować tę dotację”.


Z jednej strony więc AfD wskazuje podmioty, których nie zamierza dotować, ale są i takie, które dotacje otrzymają. W tej drugiej grupie są pomniki poświęcone poległym w obu wojnach światowych:
Prawie każda miejscowość w Saksonii-Anhalt posiada pomnik poświęcony poległym w obu wojnach światowych. W niektórych miejscach można również znaleźć pomniki poświęcone poległym w wojnie francusko-niemieckiej z lat 1870/71 lub w bitwie pod Königgrätz w 1866 roku. Większość z tych pomników, zwłaszcza tych rzadkich, znajduje się w opłakanym i haniebnym stanie, który wręcz hańbi pamięć o poległych. Dlatego też powołamy krajowego pełnomocnika ds. konserwacji pomników wojennych, który sporządzi ogólnokrajowy wykaz, określi potrzeby konserwatorskie oraz we współpracy z organami ds. ochrony zabytków będzie zachęcał gminy do przeprowadzenia niezbędnych działań konserwatorskich. W razie potrzeby powinno być również możliwe przyznanie wsparcia finansowego. Wsparcie to powinno przynosić korzyści wszystkim pomnikom w równym stopniu, bez małostkowych ocen politycznych. Polegli żołnierze oddali życie w obronie swojej ojczyzny. Uznanie i uhonorowanie tej wielkiej ofiary są pierwszym znakiem patriotycznego zwrotu” zapowiada AfD.

Koniec z „potworkami architektonicznymi” i powołanie Krajowego Instytutu Edukacji Politycznej i Tożsamości Kulturowej


AfD obiecuje też kredyty na preferencyjnych warunkach na renowację starych budynków, których w Saksonii-Anhalt faktycznie nie brakuje. Zapowiada też przy okazji ograniczenie biurokracji i „bezsensownych przepisów budowlanych dotyczących rzemieślników i firm budowlanych. Aby jeszcze bardziej obniżyć koszty, wykorzystując istniejące możliwości kształcenia zawodowego, uruchomimy program kwalifikacyjny dla majsterkowiczów, który pozwoli właścicielom na samodzielne wykonywanie prostych prac remontowych i tym samym na oszczędność kosztów”. I to są zapowiedzi pozytywne, które spokojnie mogą przemówić nawet do wyborców chadecji, którzy wahają się jeszcze na ostatniej prostej między Ulrichem Siegmundem a Svenem Schulze.
Kolejna zapowiedz związana z tkanką budowlaną miast to „położenie kresu brzydkim budynkom” i co ciekawe, w tym punkcie programowym pojawia się odwołanie do prezydenta USA, Donalda Trumpa:


„Wprowadzimy do rozporządzenia budowlanego kraju związkowego Saksonii-Anhalt wytyczną, która nakazuje, aby każdy obiekt budowlany, którego inwestorem jest kraj związkowy lub gmina i który służy celom publicznym, nawiązywał do uznanej tradycji budowlanej. Należy unikać konstrukcji pozbawionych tradycji i preferować regionalne materiały o wysokiej trwałości. Kierujemy się przy tym rozporządzeniem wykonawczym wydanym przez Donalda Trumpa podczas jego pierwszej kadencji. Budynki publiczne muszą być postrzegane przez większość społeczeństwa jako piękne i muszą odzwierciedlać tożsamość historyczną”. Dalej AfD przechodzi do teatrów i zapowiada, że będzie wspierać przede wszystkim taką sztukę, która „przyczynia się do kształtowania niemieckiej tożsamości”.

Na agendzie znalazło się też Krajowe Centrum Edukacji Politycznej (Landeszentrale für Politische Bildung), kraju związkowego Saksonia-Anhalt, które zdaniem AfD „w ostatnich latach coraz bardziej przekształciło się w lewicową instytucję indoktrynacyjną”. Jak czytamy w programie: „Pod hasłem »walki z prawicą« Krajowe Centrum Edukacji Politycznej uczestniczy w oczernianiu konserwatywnych poglądów i wartości oraz dyskredytuje uzasadnione stanowiska patriotyczne. W ten sposób nie tylko nie wykazuje neutralności, jakiej należałoby oczekiwać od organu krajowego, ale także zwalcza zdrowy patriotyzm, a tym samym to, co powinno łączyć wszystkie nurty polityczne, od lewicy po prawicę. W obecnej postaci nie jest ona w stanie nawet w najmniejszym stopniu zapewnić edukacji politycznej, która przyczyniałaby się do stabilizacji i sprawnego funkcjonowania naszego ustroju państwowego. Z tego powodu zlikwidujemy Krajowe Centrum Edukacji Politycznej w obecnej formie i jako alternatywę utworzymy Krajowy Instytut Edukacji Politycznej i Tożsamości Kulturowej” – zapowiada AfD. W dalszych częściach programu AfD zapowiada, że nie dopuści do wprowadzenia np. zakazu używania fajerwerków i petard w Sylwestra, odrzuca używanie „języka genderowego” w szkołach, sądach, ministerstwach, administracji samorządowej oraz w parlamencie krajowym. Pojawia się też wzmianka o stosunku AfD do naturalizacji obcokrajowców i tego, na jakich zasadach wyobraża sobie kontynuację tej procedury na poziomie Saksonii — Anhalt: „W przeciwieństwie do tego, co nam się zawsze zarzuca, nie odmawiamy obcokrajowcom niemieckiego obywatelstwa. Każdy, kto tego naprawdę pragnie, może stać się Niemcem. Kto jednak chce uzyskać obywatelstwo niemieckie, musi opowiedzieć się za Niemcami, przyjąć swoją nową tożsamość i zrezygnować ze starej. Aby to zapewnić, zastąpimy osobiste oświadczenie dotyczące naturalizacji, o którym poinformowano miasta na prawach powiatu i powiaty w drodze rozporządzenia z dnia 27 sierpnia 2021 r., następującym oświadczeniem: „Ja, imię i nazwisko, uznaję porządek konstytucyjny Republiki Federalnej Niemiec oraz jej prawa. Zobowiązuję się szanować kulturę niemiecką i dążyć do nauki języka niemieckiego. Jako nowy obywatel niemiecki nie będę aktywnie wspierać żadnych konfliktów zagranicznych ani w granicach Republiki Federalnej Niemiec, ani poza nimi. Dotyczy to w szczególności konfliktów w moim dawnym kraju ojczystym. Będę dokładać wszelkich starań, aby samodzielnie utrzymywać się i w ten sposób okazywać wdzięczność i szacunek mojej nowej ojczyźnie.”

Na koniec AfD proponuje jeszcze wyjątkowe wyróżnienie dla wybitnych sportowców: „Każdy, kto zdobywa złoty medal na igrzyskach olimpijskich i paraolimpijskich, osiąga wybitny wynik, który podnosi prestiż swojego kraju, a tym samym przynosi społeczeństwu ogromną korzyść ideową. Należy to również wynagrodzić finansowo. W związku z tym wprowadzimy dożywotnią emeryturę honorową dla mistrzów olimpijskich z Saksonii-Anhalt w wysokości 150 euro miesięcznie, która nie podlega opodatkowaniu i będzie corocznie waloryzowana z dniem 1 lipca zgodnie z rozporządzeniem KOV w sprawie waloryzacji”.

Plakaty wyborcze CDU z młodych lat RFN / fot. ODH / DHM, Berlin

“Wypędzeni” i repatrianci w programie CDU


Co ciekawe, w programie AfD da Saksonii-Anhalt nie pojawia się wątek niemieckich wysiedleńców („wypędzonych”). Znajdziemy go natomiast w programie wyborczym CDU:
„Pamięć o cierpieniach związanych z ucieczką i wysiedleniem, o doświadczeniach dyktatury oraz o podziale Niemiec stanowi część naszej historycznej pamięci. Saksonia-Anhalt jest regionem, w którym żyją ludzie, których rodziny straciły ojczyznę w wyniku wojny, wysiedlenia i przymusowego wyjazdu […] Repatrianci przybyli do nas jako Niemcy, których losy były ciężko naznaczone skutkami wojny. Ich przyjęcie i integracja były i pozostają naszym historycznym obowiązkiem. Ich dziedzictwo kulturowe oraz więzi z regionami pochodzenia są dla nas ważne i cenne. Chcemy wzmocnić historyczną odpowiedzialność naszego kraju i angażujemy się w utrzymywanie żywej pamięci o zbrodniach dyktatur nazistowskiej i komunistycznej, a także o ucieczkach i wysiedleniach. Integracja późnych przesiedleńców jako Niemców w naszym społeczeństwie pozostaje dla nas sprawą o znaczeniu historyczno-moralnym. Zamierzamy ustanowić 20 czerwca dniem upamiętniającym ucieczki i wysiedlenia. Oprócz naszych ustalonych dni pamięci chcemy w Saksonii-Anhalt wykorzystać Światowy Dzień Uchodźcy, obchodzony 20 czerwca, aby poprzez wydarzenia i działania edukacyjne upamiętnić ucieczkę i wysiedlenie milionów Niemców. Zwracając uwagę opinii publicznej na tę powojenną tragedię europejską, chcemy dać wyraz empatii, historycznej odpowiedzialności i europejskiego porozumienia.
Będziemy promować kulturę wysiedleńców i późnych repatriantów: historyczne uwarunkowania, doświadczenia kulturowe, tradycje i wspomnienia wysiedleńców oraz późnych repatriantów stanowią część niemieckiej historii i kultury. Wspieramy pielęgnowanie tych wartości, przekazywanie ich młodemu pokoleniu oraz nawiązywanie kontaktów z instytucjami kulturalnymi i edukacyjnymi. Chcemy wzmacniać kulturę pamięci jako misję edukacyjną: doświadczenia związane z totalitarnymi systemami XX wieku, z wojną, ucieczką i represjami, powinny stanowić część edukacji obywatelskiej. Wspieramy pozaszkolne miejsca edukacyjne, wzmacniamy archiwa i miejsca pamięci oraz angażujemy się na rzecz nowoczesnych form przekazywania wiedzy, w tym cyfrowych. Wspieramy miejsca spotkań, inicjatywy i projekty, które łączą kulturę pamięci z integracją oraz umożliwianie spotkań i wymiany. Chcemy utrzymać i rozbudowywać społeczne i kulturowe więzi z regionami pochodzenia wysiedleńców i repatriantów, również na znak europejskiej współpracy i pojednania. Będziemy wspierać badania, dokumentację i edukację: Saksonia-Anhalt potrzebuje naukowej analizy historii wysiedleń, integracji i dyktatury, etc.

Mamy się czego obawiać?


Czy biorąc pod uwagę program AfD w Saksonii-Anhalt dotyczący kultury i kultury pamięci można powiedzieć, że jest to plan mogący budzić również emocje, czy obawy w Polsce? To zależy od tego, jakie są oczekiwania samej Polski. I od tego, co udało się Warszawie osiągnąć przez ponad trzy dekady od upadku muru na płaszczyźnie: pamięci o polskich ofiarach III Rzeszy, długu reparacyjnego, odszkodowań indywidualnych dla ofiar niemieckiej okupacji, zwrotu zagrabionych dóbr kultury, czy choćby teoretycznie prostej i oczywistej kwestii, jaką jest umieszczenie napisu w języku polskim na pomniku w byłym obozie w Dachau. Biorąc pod uwagę, że w tym ostatnim punkcie (bezskutecznie) interweniowała we wniosku złożonym w Bundestagu sama AfD, warto chyba spojrzeć głębiej (najlepiej w dostępne dokumenty i na spełnione obietnice) i unikać pochopnych diagnoz opartych wyłącznie na odruchowym wzmożeniu.


Olga Doleśniak-Harczuk

Udostępnij

03

wrz

Czym jest dziś „niemieckość”? Jakie wydarzenia historyczne powinny stanowić element „nowej, trwałej tożsamości narodowej” będącej alternatywą dla „antymitu, […] w którym naród pojawia się wyłącznie…

27

sie

Za dwa tygodnie mieszkańcy Saksonii-Anhalt ruszą do urn i wybiorą swoich reprezentantów do landtagu. Według sondażu instytutu badania opinii publicznej Pollytix (z 12.08.), AfD może…

28

lip

Już 6 września mieszkańcy Saksonii-Anhalt wybiorą skład nowego landtagu. O ile w przypadku wyborów parlamentarnych w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim (20 września), mimo dobrych notowań…