Neema Namadamu: Kobiety nie mają prawa do własności, nawet do dziedziczenia; Są więc zależne od każdego, kto zapewni im środki do życia

W artykule:

  • 14:9 min

Jak ojciec dziewczynki otrzymuje posag za oddanie jej rodzinie chłopca, za którego wyjdzie za mąż, to ojciec przeznacza te środki na edukację swoich synów, podczas gdy córka otrzymuje je jedynie w stopniu minimalnym, o ile w ogóle. Dlatego mamy szkołę K-9, która co roku dodaje kolejną klasę. Nasza stała placówka została zniszczona przez rebeliantów, więc zbudowaliśmy tymczasowe budynki szkolne w pobliskim obozie dla przesiedleńców, aby pomieścić szkołę – mówi w rozmowie z Berlińskim Tyglem Neema Namadamu – założycielka i dyrektor wykonawcza stowarzyszenia Hero Women Rising & Synergy of Congolese Women’s Associations


Berliński Tygiel: Głód, brak dostępu do leków i opieki zdrowotnej, przemoc seksualna wobec kobiet – od lat wymienia się te wszystkie problemy w kontekście konfliktu na wschodzie Demokratycznej Republiki Konga (DRK). Co stanowi największe wyzwanie z perspektywy Pani jako założycielki organizacji od początku wspierającej kobiety we wschodnich prowincjach kraju?


Neema Namadamu:
Centra pomocy Mama Shujaa (pl. „Bohaterskie Kobiety”) znajdują się w Bukavu, stolicy naszej prowincji, Południowego Kivu oraz na oddalonym od niej, odizolowanym płaskowyżu. To są zalesione tereny na wysokości 7 tys. stóp i jeszcze wyżej. W stolicy to mężczyźni zazwyczaj są głową rodziny i jej głównym żywicielem, podczas gdy na górze mężczyźni są również głową rodziny, ale głównymi jej żywicielami są już kobiety. W mieście jest bieżąca woda, sklepy z jedzeniem i artykułami higienicznymi, porodówki oraz więcej możliwości wymiany handlowej. W odległych rejonach to kobiety dostarczają wodę dla gospodarstwa domowego przynosząc ją kanistrami ze strumienia, zbierają drewno na opał i niezbędne do gotowania posiłków, a przydomowe ogródki pozwalają na drobny handel, na zakup mydła i soli. W tych miejscach kobieta jednak nie ma dostępu do artykułów higienicznych, szpitale i kliniki są daleko lub słabo zaopatrzone, borykające się z brakiem personelu medycznego.

Nasza organizacja jest jedną z około trzech, które wciąż pozostają aktywne na terenie objętym konfliktem

Mieszkanki tych rejonów są też bardziej narażone na gwałty, a nawet utratę życia w trakcie rutynowych, codziennych zajęć. A największym wyzwaniem dla kobiet jest wojna. Z wojną łączy się trauma, głód, poczucie beznadziei i walka o przetrwanie rodziny. Kobiety i dziewczęta, bez względu na okoliczności nie mogą przestać miesiączkować i zachodzić w ciążę. I tylko dlatego, że wokół panuje wojna, kobieta nie może przecież odłożyć narodzin swojego dziecka na czas pokoju. Na płaskowyżu, gdzie wojna trwa już ponad 8 lat, kobiety ze względów bezpieczeństwa mieszkają w obozach zwanych obozami dla „osób przesiedlonych wewnętrznie”, gdzie nie mają dostępu do jedzenia, leków, środków higienicznych itp. Poza obozem grozi im gwałt ze strony żołnierzy, a nawet jeżeli uda im się zdobyć żywność, to jest ona bardzo kosztowna. Wszystkie międzynarodowe organizacje już dawno opuściły nasz region z uwagi na wojnę i brak bezpieczeństwa. Nasza organizacja jest jedną z około trzech, które wciąż pozostają aktywne na terenie objętym konfliktem. W stolicy nadal działają biura kilku dużych organizacji międzynarodowych, takich jak Czerwony Krzyż i kilka innych, ale nie funkcjonują one w pełni z powodu wojny oraz przez to, że na polecenie rządu pozamykano banki we wschodnich prowincjach.


BT: Skoro już jesteśmy przy temacie działalności organizacji międzynarodowych, jakie trudności bądź przeszkody są związane z ich pracą na miejscu, zwłaszcza na wschodzie kraju?

Na wsi to kultura stanowi prawo. Dziewczęta są w najlepszym razie obywatelkami drugiej kategorii

NN: Głównym czynnikiem utrudniającym pracę tych organizacji jest korupcja. Organizacje międzynarodowe muszą współpracować z tymi lokalnymi, by realizować założone programy. Istnieje jednak sieć powiązana z organizacjami społeczeństwa obywatelskiego, która lobbuje u tych międzynarodowych i zmusza ich kierowników do przyznawania dotacji na projekty. Szefowie tych podmiotów zatrzymują połowę funduszy, a następnie lokalne organizacje sporządzają raporty i dokumentację opatrzoną zdjęciami, które przekazują podmiotom międzynarodowym w dowód swojej działalności, która jest pozorowana. Wygląda to potem tak, że beneficjenci różnych „programów” są w rzeczywistości ludźmi opłacanymi za zapozowanie do zdjęcia w koszulce z logo danej organizacji. Po takiej sesji daje się im do ręki 10 dolarów, za które będą mogli wyżywić rodzinę. Tak więc pieniądze wydawane przez organizacje międzynarodowe nigdy nie rozwiązują problemu. Środki te służą jedynie wspieraniu infrastruktury organizacyjnej.


BT: Abstrahując od sytuacji wojny, utrzymującego się na wschodzie kraju konfliktu – jak wygląda codzienne życie kobiet na wschodzie DRK i czy istnieją różnice w traktowaniu kobiet na wsi i w miastach? Na stronie Pani organizacji pisze się np. o tym, że kobietę można kupić za dwie krowy, że nie szanuje się dziewcząt, że można je krzywdzić bez ponoszenia żadnych konsekwencji


NN: Różnice między życiem kobiet w Bukavu i na wsi są jak najbardziej widoczne. W mieście znacznie większy odsetek dziewcząt chodzi do szkoły i może wybrać sobie partnera życiowego, obowiązują też sankcje na wypadek popełnienia gwałtu i innych czynów karalnych. W mieście ze względu na duże zagęszczenie ludności trudniej pewne czyny ukryć a prawo jest egzekwowane.
Na wsi to kultura stanowi prawo. Dziewczęta są w najlepszym razie obywatelkami drugiej kategorii. Ich przeznaczeniem jest zamążpójście. Ojciec otrzymuje posag, gdy wydaje córkę za mąż, a ona opuszcza rodzinę i dołącza do rodziny męża stając się jej własnością. Jeśli jej mąż umrze, wdowa może zostać zgwałcona przez dowolnego członka rodziny, a urodzone dzieci będą uznawane za dzieci jej zmarłego męża, więc nie ma żadnej odpowiedzialności za popełniony czyn ani żadnych alimentów. Wdowa jest zależna od rodziny męża, jeśli chodzi o przetrwanie, więc staje się praktycznie sługą ich kaprysów.

Kończy się tak, że kobieta ma wiele dzieci, z różnych ojców, ale żadne z nich nie nosi jego nazwiska. Takie kobiety same starają się przetrwać i zapewnić byt swoim dzieciom

Jeśli dziewczyna zostanie zgwałcona i będzie miała szczęście, to poślubi swojego gwałciciela. Jeśli jednak tak się nie stanie, zwłaszcza jeśli urodzi dziecko z gwałtu, całe swoje życie będzie napiętnowana i w wielu przypadkach jest wykluczana społecznie. Ponadto kobiety nie mają prawa do własności, nawet do dziedziczenia, więc są zależne od każdego, kto zapewni im środki do życia. Zazwyczaj są to mężczyźni, którzy domagają się od nich współżycia i w zamian coś dla wdowy zrobią, więc kończy się tak, że kobieta ma wiele dzieci, z różnych ojców, ale żadne z nich nie nosi jego nazwiska. Takie kobiety same starają się przetrwać i zapewnić byt swoim dzieciom.


Moja praca jest nakierunkowana w przeważającej mierze do zmiany tego paradygmatu. Kierujemy programy do kobiet i dziewcząt, ale obejmują one również działania na rzecz całej społeczności, by uwrażliwiać ją na prawa i wartość kobiet oraz dziewcząt dla rodziny i wspólnoty. Mamy szkołę i programy uczące kobiety, jak założyć własną działalność gospodarczą przy niewielkich nakładach finansowych lub bez nich, prowadzimy programy szkolenia zawodowego, produkujemy i dystrybuujemy tysiące zestawów higienicznych wielokrotnego użytku, zorganizowałyśmy i stworzyłyśmy 19 prowadzonych przez kobiety spółdzielni spożywczych, wspierałyśmy ich działanie, przyznajemy stypendia szkolne sierotom itp.


BT: Ważnym elementem działalności Pani organizacji jest edukacja, zarówno ta podstawowa, jak i zawodowa czy pozwalająca np. na korzystanie z internetu. Z rozmowy z Jürgenem Daldrupem, założycielem stowarzyszenia Mission Kongo e.V., wiem, jak trudna bywa droga do zdobycia wykształcenia w DRK.

Miałam szczęście, że otrzymałam wykształcenie, co było prawdopodobnie możliwe tylko dlatego, że jako mała dziewczynka zachorowałam na polio, a moja niepiśmienna mama ufała, że dzięki edukacji uda mi się jakoś ułożyć sobie życie

NN: Edukacja jest kluczem do życia. Miałam szczęście, że otrzymałam wykształcenie, co było prawdopodobnie możliwe tylko dlatego, że jako mała dziewczynka zachorowałam na polio, a moja niepiśmienna mama ufała, że dzięki edukacji uda mi się jakoś ułożyć sobie życie. I tak się stało. Gdyby nie możliwość edukacji, świat nawet nie wiedziałby o moim istnieniu, nie mówiąc już o tym, że nie miałabym głosu, który mógłby zostać usłyszany. Dlatego tak bardzo zależy mi na edukacji. Mam wielu przyjaciół i krewnych, którzy nie chodzili do szkoły. Jednym z powodów, że nie zdobyli wyksztalcenia jest to, że w Kongo edukacja kosztuje, a my jesteśmy ubogą społecznością, więc są inne priorytety, ale drugi powód jest taki, że nie rozumie się korzyści wynikających z dobrego wyksztalcenia. Szczególnie dotyczy to kobiet i osób niepełnosprawnych. Dzięki edukacji nie dzielimy się na kobiety, mężczyzn i osoby niepełnosprawne – wszyscy są równi. Kiedy się uczysz, możesz dać z siebie wszystko. Niezależnie od niepełnosprawności czy płci, dzięki edukacji cały świat może skorzystać z twojego doświadczenia i wiedzy. Organizacja Jürgena Daldrupa wykonuje ogromną pracę na rzecz edukowania dzieci i młodzieży. Edukacja to taki drugi krok w życiu. Pierwszym są narodziny, drugim waśnie zdobycie wyksztalcenia. Wiem, ile Jürgen robi da dzieci w Kongu, to niesamowite, nie tylko w skali DRK.


Co do tematu dziewczynek i edukacji, jak już wspomniałam, dziewczynki są zaniedbywane również pod tym względem, a to zaniedbywanie co jest zakorzenione kulturowo. Dlatego skupiam się właśnie na nich, choć zdaję sobie sprawę, że również chłopcy w DRK bardzo potrzebują szkoły. Biorąc pod uwagę obecny konflikt zbrojny, widzimy, jak młodzi chłopcy są wykorzystywani przez milicję, która daje im broń i narkotyki. Tę samą sytuację obserwujemy w kopalniach. Dlatego tak bardzo zależy mi na edukacji naszej młodzieży, aby zamiast broni i narkotyków dać im zeszyty i długopisy. Taka jest moja wizja Konga.


BT: Jak w praktyce wygada wsparcie edukacyjne dla kongijskiej młodzieży?


NN: Jak ojciec dziewczynki otrzymuje posag za oddanie jej rodzinie chłopca, za którego wyjdzie za mąż, to ojciec przeznacza te środki na edukację swoich synów, podczas gdy córka otrzymuje je jedynie w stopniu minimalnym, o ile w ogóle. Dlatego mamy szkołę K-9, która co roku dodaje kolejną klasę. Nasza stała placówka została zniszczona przez rebeliantów, więc zbudowaliśmy tymczasowe budynki szkolne w pobliskim obozie dla przesiedleńców, aby pomieścić szkołę. Mamy również program edukacyjny dla sierot, w którym uczestniczy ponad 40 uczniów, obejmujący edukację od przedszkola do uniwersytetu. Obecnie 13 z 40 naszych podopiecznych jest już na uniwersytecie, pięcioro już ukończyło studia. Troje z nich to lekarze, dwoje jest prawnikami.

W czasach kolonizacji nasz kolonizator, król Belgii, Leopold II, wybił połowę populacji państwa, zaprzęgając ludzi do niewolniczej pracy. Wielu z tych, których nie zabił, poobcinano kończyny. Do dziś Belgia nie przeprosiła, nie zrekompensowała strat, nie zrobiła nic.

BT: Jest Pani wpływową kobietą, pełniła Pani również funkcje polityczne, zna Pani swój kraj od podszewki. Dlaczego tak trudno o pokój na wschodzie DRK?


NN: Nie jestem tak wpływowa, jak bym chciała. To nie jest zatem wpływ, ale raczej wrażliwość. Dzięki mojemu ogromnemu doświadczeniu i zdobytemu wykształceniu dostrzegam, w jak opłakanej sytuacji znajduje się moja ojczyzna. Nasz kraj cierpi na skutek braku edukacji, braku wiedzy, braku rozeznania i braku zrozumienia historii, naszej historii. W czasach kolonizacji nasz kolonizator, król Belgii, Leopold II, wybił połowę populacji państwa, zaprzęgając ludzi do niewolniczej pracy. Wielu z tych, których nie zabił, poobcinano kończyny. Do dziś Belgia nie przeprosiła, nie zrekompensowała strat, nie zrobiła nic. Czy nasz rząd o tym wie? Czy pojmuje wagę? Czy wie, że historia lubi się powtarzać, ponieważ ci, którzy ją ignorują, na to przyzwalają?
Świat znajduje się obecnie w drugiej fazie globalnej modernizacji, odchodząc od paliw kopalnych na rzecz ekologicznej energii elektrycznej i tak dalej. Wszystkie materiały potrzebne do tych celów znajdują się w DRK. To stawia nas w niekorzystnej sytuacji. Mamy to, czego pragnie świat, ale mamy nieudolnych przywódców. Grabież tych zasobów naturalnych nie przynosi korzyści mieszkańcom Konga, ale społeczności międzynarodowej, podczas gdy nasi przywódcy napełniają swoje kieszenie dolarami. A mieszkańcy Konga nadal znoszą fałszowanie wyborów i trzymanie naszego kraju na najniższym poziomie wskaźnika rozwoju społecznego. Obywatele Konga uciekają z tego pięknego, bogatego kraju przed ciągłymi konfliktami i związanego z nimi ubóstwa, przed tym, że naszym przywódcom brakuje jakiejkolwiek realnej wizji. Dlatego nie czuję się wpływowa. Mam poczucie bezsilności w kwestii zmiany tego paradygmatu. Realizujemy nasze programy, aby jak najbardziej ulżyć niedoli kobiet na wschodzie DRK, to wszystko, co możemy zrobić. Kochamy nasze siostry i braci, kochamy nasz kraj i wiemy, że jeśli tylko uda nam się znaleźć właściwą drogę, czeka nas świetlana przyszłość.


BT: Czy jest coś, co szczególnie Panią zszokowało lub zapadło Pani w pamięć w czasie tych wszystkich lat niesienia pomocy innym?

Kongo moich marzeń byłoby krajem wykształconych ludzi, którego mieszkańcy czuliby się odpowiedzialni za własne państwo, znali swoje prawa i brali sprawy we własne ręce

NN: Kiedy powołano mnie na doradcę ministra ds. równości płci i rodziny w Kinszasie, myślałam, że to będzie raj, a tymczasem każdego dnia w drodze do biura mijałam budynek Ministerstwa Spraw Społecznych, gdzie było wiele kobiet z niepełnosprawnościami mieszkających na chodniku wraz ze swoimi dziećmi. Te kobiety spędzają tam całe swoje życie, rodzą dzieci.
Drugim szokiem było dla mnie uświadomienie sobie, że kobiety, które padły ofiarą gwałtu, ze względu na obowiązującą kulturę nie mają żadnych możliwości [by wyrwać się z tej sytuacji -red.], żadnych środków, więc nadal żyją w tych samych społecznościach, w których zostały skrzywdzon, a gwałciciele nie ponoszą konsekwencji swojego czynu. Kobiety muszą żyć z traumą, być może codziennie widząc swojego gwałciciela, być może będąc przez niego krzywdzone raz po raz, i nie mogą nic na to poradzić. Tak wygląda życie kobiet, zwłaszcza na obszarach wiejskich DRK. Jest to kultura silnie patriarchalna, w której panuje przekonanie, że kobiety służą do zaspokojenia potrzeb i można je mieć, kiedy tylko ma się na to ochotę.

BT: Jak by wyglądała Demokratyczna Republika Konga Pani marzeń?


NN: To byłby kraj wykształconych ludzi, którego mieszkańcy czuliby się odpowiedziani za własne państwo, znali swoje prawa i brali sprawy we własne ręce.


Rozmawiała: Olga Doleśniak-Harczuk


Neema Namadamu jest działaczką na rzecz pokoju oraz praw kobiet i osób niepełnosprawnych w Demokratycznej Republice Konga (DRK). W 2012 roku Neema założyła Synergy of Congolese Women’s Associations (SAFECO), forum mające na celu wspieranie współpracy między organizacjami pozarządowymi kierowanymi przez kobiety w zakresie pokoju, praw i rozwoju. Stąd się wywodzi inicjatywa Maman Shujaa, czyli Bohaterskie Kobiety, w języku suahili. Neema Namadamu jest laureatką wielu prestiżowych nagród za swoją działalność, m.in. tytuł „Architektki pokoju i działaczki społeczeństwa obywatelskiego” przyznany jej w 2013 r. przez Vision Barza (regionalną organizację pokojową z regionu Wielkich Jezior) i tytuł „Najbardziej wpływowej kobiety Afryki”, przyznany przez południowoafrykańską organizację Celebrating Excellence in Organizations w 2014 r.W 2023 r. BBC wymieniło Neemę jako jedną ze 100 najbardziej wpływowych i inspirujących kobiet na świecie.


Oficjalna strona organizacji prowadzonej przez Neemę Namadamu:

https://www.herowomenrising.org/


Ilustracja wywiadu: screen z filmu z Neemą Namadamu dostępnego na oficjalnej stronie Jej stowarzyszenia

Udostępnij

Tagi

03

wrz

Czym jest dziś „niemieckość”? Jakie wydarzenia historyczne powinny stanowić element „nowej, trwałej tożsamości narodowej” będącej alternatywą dla „antymitu, […] w którym naród pojawia się wyłącznie…

27

sie

Za dwa tygodnie mieszkańcy Saksonii-Anhalt ruszą do urn i wybiorą swoich reprezentantów do landtagu. Według sondażu instytutu badania opinii publicznej Pollytix (z 12.08.), AfD może…

28

lip

Już 6 września mieszkańcy Saksonii-Anhalt wybiorą skład nowego landtagu. O ile w przypadku wyborów parlamentarnych w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim (20 września), mimo dobrych notowań…