Jak “Frakcja Pikiehauby” potknęła się o politykę pamięci w resorcie dyplomacji

W artykule:

  • 9:18 min

Klub parlamentarny AfD nie przekonał w czwartek,11 września reszty posłów Bundestagu o potrzebie cofnięcia decyzji byłej szefowej MSZ, Annaleny Baerbock, która przemianowała jedną z sal konferencyjnych w budynku MSZ z „Sali Bismarcka” na „Salę Jedności Niemiec”. Sprawa, która w listopadzie 2022 r., w okresie tzw. feministycznej polityki zagranicznej minister Baerbock stała się przyczynkiem do debaty nad pożądanymi i niepożądanymi wzorcami dla niemieckiej dyplomacji wypłynęła we wrześniu 2025 r. w niemieckim parlamencie. Temperatura sporu nie zawiodła.

Amthor(CDU): Inscenizujecie “Kulturkampfy”

Polityka symboliczna to jest ta dyscyplina, która w ramach niemieckiego parlamentaryzmu potrafi wzbudzić największe emocje. I tak też się stało, gdy drugiego dnia obrad Bundestagu w okolicy godziny 20.30., gdy na agendzie pojawiła się debata nad wnioskiem AfD. Odgrzanie tematu Bismarcka w połowie drogi między punktem o uchyleniu immunitetu Stephanowi Brandnerowi (AfD) a debatą nad pamięcią o grobach niemieckich żołnierzy poza granicami kraju musiało zakończyć się fajerwerkami. I tak się stało.


„Kto chce kształtować politykę zagraniczną Niemiec, powinien mieć w sercu Europę, a nie nostalgię za XIX wiekiem. Wcale nie chodzi wam o Bismarcka, ale o to by, zamiast szukać rozwiązań poważnych problemów, inscenizować >Kulturkampfy<. W czasie, gdy powinniśmy rozmawiać o wojnie i pokoju, o nowym zdefiniowaniu roli Niemiec w świecie, wasz wniosek to nic innego jak świeca dymna. Podczas gdy wasz kumpel, Władimir Putin z coraz większą agresją narusza normatywne zasady Zachodu, wy opowiadacie o Sali Bismarcka. Wy to tak na poważnie drodzy koledzy?” – wołał z mównicy Philip Amthor (CDU/CSU).

Gaulanda wpadka z Rathenauem

Amthor dopuścił w czasie swojego wystąpienia pytanie od swojego partyjnego kolegi, Jürgena Hardta — nietypowe, biorąc pod uwagę, że tzw. Zwischenfragen to instrument wykorzystywany przez opozycyjnych posłów do zgrillowania przeciwnika stojącego za pulpitem. Pytanie Hardta, jak się szybko okazało, miało podtekst. Nawiązując do wcześniejszego wystąpienia Aleksandra Gaulanda, nestora AfD, który postulował by nie tylko przywrócić Bismarckowi jego salę, ale i kolejne dwie nazwać na cześć dwóch ministrów spraw zagranicznych Republiki Weimarskiej, Walthera Rathenaua i Gustava Stressemanna, Hardt zapytał Amrtoha, czy wie, iż w budynku MSZ już są sale imienia Rathenaua i Stressemanna, na co ten odpowiedział: „Nieznajomość rozkładu sal w gmachu MSZ-u nie zaskakuje mnie i jednocześnie uspokaja, ponieważ świadczy o tym, ż politycy AfD nieczęsto tam bywają. Jest to z pożytkiem dla polityki zagranicznej Republiki Federalnej Niemiec”. Pod koniec Amthor dał do zrozumienia, że nie był fanem feministycznej polityki zagranicznej Annaleny Baerbock, ale nie ma nic przeciwko >Sali Niemieckiej Jedności<, bo ta nazwa jednoczy”.

Awantura o Wessela i “uczciwego maklera”

Ralf Stegner (SPD), który jeszcze kilka miesięcy temu w niemieckiej debacie był głównie kojarzony z podpisem złożonym pod napisanym w duchu appeasementu manifestem członków pacyfistycznego Kręgu Erharda Epplera, w sprawie Bismarcka zabrał głos zdecydowany. A nawet bardziej niż zdecydowany zważywszy, że żartując sobie z tego, że klub parlamentarny AfD w ramach wewnętrznych ustaleń nazwał swój pokój konferencyjny użytkowany w niemieckim parlamencie „Salą Bismarcka”, dodał: „W waszym przypadku w sumie można się tylko cieszyć, że ten pokój nie nazywa się >Salą Horsta Wessela<.

Stegner, przeplatając swoje wystąpienie cytatami z samego Bismarcka, nazwał AfD „frakcją Pikielhauby” i odrzucił możliwość pytania z sali, o co zabiegał poseł AfD, Markus Frohmaier. „Z zasady nie dopuszczam do siebie pytań od prawicowych radykałów” – uzasadnił Stegner. „Kontrwywiad zajmuje się wami właśnie dlatego, że myślicie o takich rzeczach” – dodał poseł SPD. Na tym jednak nie koniec. „Macie śmiałość opowiadać o >uczciwym maklerze Bismarcku<, akurat wy, którzy przy każdej okazji powtarzacie rosyjską propagandę, zatrudniacie chińskich szpiegów i ciągle nas zmuszacie do uchylania immunitetów, opowiadacie o planach remigracji, snujecie te wszystkie fantazje, to nie ma nic wspólnego z <uczciwym maklerem>, a Bismarck był politykiem autorytarnym, a nie żadnym demokratą i z pewnością nie stanowił wzoru dla socjaldemokratów. Może dlatego tak go lubicie, bo na mocy ustawy antysocjalistycznej zakazał działalności socjaldemokracji, nasi poprzednicy to przetrwali, tak samo, jak późniejsze prześladowania ze strony nazistów i w NRD […] Wtedy jednak uciskano nasze demokratyczne partie, dziś przyjmowana przez was poza męczenników jest absolutnie niedorzeczna, bo jeżeli demokratyczny Federalny Trybunał Konstytucyjny musi przeanalizować, czy kontrwywiad słusznie sklasyfikował waszą partię jako skrajnie prawicową, to już coś znaczy. To robi różnicę” – zakończył poseł SPD.

Stegner: Żadnych pouczeń!

Niedopuszczony do zadania pytania, Markus Frohmaier (AfD) zwracając się do Stegnera, gdy ten już zasiadł na swoim bundestagowym krzesełku, korzystając do prawa do krótkiej interwencji, zapytał: „Panie Stegner, o ile właściwie zrozumiałem, to właśnie wyraził pan przypuszczenie, że AfD chciałoby w Bundestagu >Sali Horsta Wessela<, to ja panu z całą stanowczością chcę powiedzieć, że kto w tak odrażający sposób bagatelizuje okres nazistowski i to w dniu takim jak ten, gdy nasi koledzy składają kłady pod ambasadą USA na znak żałoby po Charliem Kirku, powinien wrócić do szkoły i powtórzyć program z historii. Stawiać AfD na jednym poziomie z [nazistami] jest poniżej wszelkiego poziomu. Powinien się pan wstydzić!”.


Stegner powstał z miejsca i wyjaśnił: „Ja nie powiedziałem, że AfD ma taką salę, tylko że możemy się cieszyć, że jej nie ma. I powiem panu, dlaczego możemy się cieszyć. Otóż właśnie dziś uprawomocnił się wyrok na Björna Höckego [Federalny Trybunał Sprawiedliwości potwierdził, że można było skazać B. Höckego dwukrotnie za posługiwanie się hasłem uznanym za nazistowskie – BT] […], to co wyrabialiście w Poczdamie, że opowiadaliście się za masowymi deportacjami [imigrantów -BT], to jest dziedzictwo, którym się kierujecie. W Ustawie Zasadniczej jest napisane, że godność człowieka jest nienaruszalna, to znaczy każdego człowieka – i powiem wam coś jeszcze, socjaldemokrata nie potrzebuje od was pouczeń. Zero pouczeń! Między demokratycznymi partiami w parlamencie istnieje sporo różnic, ale w odniesieniu do was jesteśmy zgodni. Nie stoicie na gruncie niemieckiej konstytucji!”

Janusowe oblicza

Tak przebiegła czwartkowa debata nad wnioskiem AfD. Zaczęło się od Bismarcka, a skończyło de facto na deklaracji Ralfa Stegnera o tym, że ściana ogniowa stoi jak stała, a AfD nie może liczyć na sojusz w żadnej sprawie. Abstrahując od ewidentnego pieniactwa AfD, fakt, że akurat Ralf Stegner użył wobec AfD argumentu rosyjskiego jest frapujący. Jeszcze w czerwcu tego roku struktury SPD w Neumünster cofnęły zaproszenie dla Ralfa Stegnera na lokalną imprezę, podczas której miał przemawiać. Powód? Treść wspomnianego manifestu, pod którym się podpisał, ale też kontrowersje wokół spotkania w Baku między Stegnerem i byłymi politykami CDU i SPD a przedstawicielami Rosji, do którego doszło w kwietniu. Sprawy zaszły w czerwcu tego roku tak daleko, że SPD odsunęło swojego kolegę od Gremium Kontrolnego Bundestagu, ciała sprawującego kontrolę nad służbami wojskowymi i cywilnymi. W nowym rozdaniu do składu członkowskiego nie załapali się też dwaj kandydaci AfD i kandydatka Linke. Jedynym przedstawicielem opozycji jest poseł Zielonych, Konstantin von Notz, który jest jednocześnie wiceprzewodniczącym tego ciała.

Co dokładnie zapisano we wniosku AfD?

Niezależnie od przebiegu debaty i niezgody pozostałych partii reprezentowanych w Bundestagu na jego postulat, warto wiedzieć o co dokładnie AfD kruszyło kopię i w jaki sposób uzasadniano sam wniosek. Z uwagi na fakt, że nie jest to dokument obszerny (wnioski potrafią mieć po kilkanaście stron tekstu), śmiało można zacytować całość:

“Otto von Bismarck był jednym z największych mężów stanu w historii Niemiec. Wniósł znaczący wkład w zjednoczenie Niemiec w nowoczesne państwo narodowe, najpierw poprzez utworzenie Związku Północnoniemieckiego (1867), a następnie Cesarstwa Niemieckiego (1871). Państwo niemieckie, które zostało w dużej mierze stworzone przez Bismarcka, istnieje do dziś w postaci Republiki Federalnej Niemiec. Bismarck był odpowiedzialny za osiągnięcia polityczne, takie jak powszechne prawo wyborcze (w tym czasie tylko dla mężczyzn) w wyborach do parlamentu krajowego, Reichstagu, a także osiągnięcia społeczne, takie jak ustawowe ubezpieczenie zdrowotne, emerytalne i wypadkowe.


Zarówno przed jak i po powstaniu Cesarstwa Niemieckiego Bismarck wykazał się wielką sprawnością w europejskim koncercie mocarstw. Opowiadał się za realistyczną i opartą na interesach polityką zagraniczną, która miała na celu równowagę, stabilność i pokój w Europie po osiągnięciu jedności Rzeszy. Deklarując, że Niemcy […] nie dążą do dalszej ekspansji terytorialnej w Europie, był w stanie ustawić Niemcy w pozycji „uczciwego maklera” i zapobiec kilku wojnom w Europie, m.in. poprzez Kongres Berliński w 1878 roku, któremu przewodniczył. Jego kanclerstwo dało Rzeszy Niemieckiej okres ponad 43 lat pokoju w Europie.
W Ministerstwie Spraw Zagranicznych, którego pierwszym szefem był sam Bismarck, do 9 listopada 2022 r. jedna z sal nosiła imię tego pierwszego kanclerza Rzeszy Niemieckiej. Jednak pod rządami byłej minister spraw zagranicznych Niemiec Annaleny Baerbock sala ta została przemianowana na >Salę Jedności Niemiec<.

Jedynym powodem [przemianowania – BT] podanym przez rządzącą wówczas koalicję sygnalizacji świetlnej było to, że zmiana nazwy miała na celu „odniesienie się do doświadczenia pokojowego zjednoczenia jako modelu nowoczesnej dyplomacji niemieckiej”. Rząd nigdy jednak nie wyjaśnił, dlaczego nazwanie pokoju po zjednoczeniu Niemiec musiało odbyć się kosztem Otto von Bismarcka. Rząd niemiecki nigdy nie uzasadniał zmiany nazwy krytyką Bismarcka i jego dokonań, która od czasu do czasu pojawiała się w dyskursie publicznym.

Zapytane o to Ministerstwo Spraw Zagranicznych dało jedynie do zrozumienia za pośrednictwem rzecznika, że uważa swoją własną linię tradycji za wyraźnie zakotwiczoną w demokratycznej historii Niemiec – chociaż Konstytucja Rzeszy Bismarcka stanowiła ważny krok w kierunku demokracji parlamentarnej i ustanowiła państwo konstytucyjne oparte na rządach prawa. Wobec braku realnego uzasadnienia i ogromnego znaczenia Bismarcka dla historii narodu niemieckiego w ogóle, a dla historii niemieckiej dyplomacji i polityki zagranicznej w szczególności, które w oczywisty sposób zostało błędnie ocenione przez urzędujący wówczas rząd federalny, niemiecki Bundestag uważa za konieczne cofnięcie zmiany nazwy Sali Bismarcka z 9 listopada 2022 r. Słuszna idea upamiętnienia jedności Niemiec może zostać podjęta w ramach zmiany nazwy innej sali”

Koniec cytatu

PS: W grudniu 2022 r. o powody przemianowania <Sali Bismarcka> na <Salę Jedności Niemiec> pytali w oficjalnych formatach posłowie chadecji. Po objęciu urzędu przez Johanna Wadephula (CDU) nie zdecydowano się jednak na odwołanie decyzji Annaleny Baerbock, co niemieckie media odczytały jako sygnał kontynuacji polityki pamięci rządu sygnalizacji świetlnej.


Olga Doleśniak-Harczuk

Udostępnij

06

paź

Według informacji stacji rbb liderzy Linke, Zielonych i SPD w Berlinie zamierzają do środy (7 października) zakończyć rozmowy przedwstępne związane z ewentualnym zawiązaniem koalicji. Dzień…

23

wrz

Niedziela wieczór, oddział partii Linke na berlińskim Neuköllnie świętuje zwycięstwo w wyborach do Izby Deputowanych. Wśród wiwatujących dziennikarze namierzają szefa jednego z najpotężniejszych klanów arabskich…

27

sie

Za dwa tygodnie mieszkańcy Saksonii-Anhalt ruszą do urn i wybiorą swoich reprezentantów do landtagu. Według sondażu instytutu badania opinii publicznej Pollytix (z 12.08.), AfD może…