W niedzielę, 14 września w Niemczech odbyły się pierwsze wybory od zaprzysiężenia rządu Friedricha Merza. I, mimo iż nie wybierano posłów do landtagu tylko samorządy, to polityczny Berlin z napięciem zerkał na urny najludniejszego kraju związkowego Niemiec. Czego się obawiano? Trzech elementów: dotkliwego spadku notowań CDU, katastrofalnych wyników koalicyjnej SPD i wzrostu popularności AfD. Wstępne wyniki pozwoliły odetchnąć chadekom, skutecznie jednak popsuły nastroje socjaldemokratom i dały potężną porcję endorfin Alternatywie. W całym zaś zgiełku medialnym wokół wyborów na szczególną uwagę zasługuje przypadek Gelsenkirchen, gdzie AfD o włos nie pobiło socjaldemokratów i gdzie 28 września, tak samo, jak w Duisburgu, dojdzie do drugiej tury.
Wybory w Nadrenii – Północnej Westfalii zawsze budzą emocje. Największy i najludniejszy land Niemiec to wyborczy poligon dla przyszłych i aktualnie rządzących na szczeblu federalnym koalicji. O wyborach do landtagu NRW mówi się nawet jako „o małych wyborach do Bundestagu”, te samorządowe z reguły nie budzą większego zainteresowania. Chyba że są pierwszymi wyborami od powołania nowego rządu – to tak, w takim wypadku zainteresowanie budzą.
AfD potrójnie zadowolone
Afd z wynikiem 14,5 proc. nie zajęła pierwszego miejsca w wyborach samorządowych, tylko trzecie, ale biorąc pod uwagę, że potroiła swój wynik z 2020 r. (pięć lat temu partia Alice Weidel dostała 5,1 proc. głosów) i podebrała po raz kolejny elektorat SPD, stan euforii jest zrozumiały. SPD zajęło drugie miejsce, zdobywając 22,1 proc. głosów (-2,2 proc. względem 2020 r.), a CDU obroniło pierwszą lokatę z wynikiem 33,3 proc. (-1,0 proc.). Teoretycznie więc partie koalicji rządowej obroniły swoje pozycje, w praktyce jednak świetny wynik AfD (+9,5 proc.) jest interpretowany jako czerwona kartka dla koalicji rządowej, zwłaszcza dla jej czerwonego elementu. Poza AfD tylko Linke udało się przybrać na wyborczej wadze (Linke dosłało 5,6 proc. poparcia, w 2020 r. mieli 3,8 proc.), wszystkie pozostałe partie potraciły.
>SOS dla Gelsenkirchen<
To jak kształtował się maraton wyborczy w NRW można było od godz. 18 obserwować na interaktywnej mapie okręgów. Sensację wśród obserwatorów i użytkowników X wywołała zażarta walka między AfD i SPD w Gelsenkirchen. Około godz. 21 SPD zajęło pierwsze miejsce z wynikiem 30,2 proc. (-4,9 proc.), a AfD 30,1 (+17,2 proc.). CDU uplasowało się na trzecim miejscu z wynikiem 19,2 proc. (-4,0 proc.). Z każdą godziną ten wynik nieco spadał ze szkodą dla AfD, ale koniec końców utrzymał się na poziomie dającym AfD mocne drugie miejsce. Czym turkusowi mogli tak zapunktować wśród lokalnych wyborców? Aby poznać hasła, z jakimi lokalne struktury AfD poszły do tych wyborów warto przejrzeć 82-stronicowy program. Ten dla Gelsenkirchen to ogólnoniemiecka agenda AfD tylko zakotwiczona w lokalnych problemach, obawach i bolączkach.
„W Gelsenkirchen bije serce okręgu, w którym kiedyś nieprzerwanie wydobywano węgiel, a gospodarka kwitła. Dzięki pracowitości i ciężkiej pracy ludziom udało się awansować społecznie, co opłaciło się i pozytywnie ukształtowało nasze miasto. Jednak od dziesięcioleci boleśnie odczuwamy upadek naszego niegdyś wspaniałego miasta, w czym SPD odegrało szczególną rolę. To, co zaczęło się wraz z upadkiem kopalń, zakończyło się upadkiem przemysłu węglowego i stalowego. Nasze miasto trudno dziś rozpoznać, wiele osób je opuszcza nie widząc przyszłości dla siebie i swoich dzieci. Najwyższy czas ogłosić SOS dla Gelsenkirchen. Walcz ze mną za nasze miasto!” – napisał we wstępie do programu Norbert Emmerich, kandydat na nadburmistrza z AfD. Przy czym wspomniane SOS stanowi skrót od „Sicherheit/Bezpieczeństwo”; „Ordnung/Porządek” i „Sauberkeit/Czystość”.
“Nazywamy problemy po imieniu”
„Gelsenkirchen nie jest już bezpieczne – musimy to zmienić! Uliczne strzelaniny, śmiertelne ataki nożowników, rabunki i strefy zamknięte: dzięki AfD odzyskamy suwerenność w przestrzeni publicznej i konsekwentne działanie bez oglądania się na rzekomo nieudaną integrację! Niezależnie od tego, czy będzie to festiwal miejski, czy odkryty basen – żyj beztrosko zamiast w strachu i niepewności. Moja obietnica brzmi: będę chronić moich mieszkańców Gelsenkirchen” – obiecywał Emmerich nawiązując do litery „S”.
Pod kolejnymi literami kryły się postulaty usprawnienia pracy urzędów, poprawy stanu dróg, ale i tego by „zatrzymać biedną imigrację z Europy południowo-wschodniej, której obecność w sposób szczególnie negatywny odciska się na wizerunku miasta”. Emmerich zapewnił przy tym, że AfD „nie boi się nazywać problemów po imieniu” a „Gelsenkirchen nie może być oazą spokoju dla biednych imigrantów”.
W części, poświęconej wartościom konserwatywnym, sprzeciwiono się wieszaniu na urzędach tęczowych flag, opowiedziano za ściślejszą współpracą samorządu z Kościołami, za przywróceniem tradycji uczęszczania na msze święte i nabożeństwa przez uczniów szkół i obiecano przywrócenie bożonarodzeniowych iluminacji.
Do szkoły tylko ze znajomością niemieckiego
Jednocześnie podkreślono, że “islam nie jest częścią Gelsenkirchen” co wymaga: usunięciu arabskich napisów i tabliczek informacyjnych z przestrzeni publicznej, rezygnacji z iluminacji świetlnych z okazji Ramadanu, wyproszenia posiłków halal z lokalnych szkół, lepszej weryfikacji koncesji »wyrastających niczym grzyby po deszczu rzeźni halal«, wstrzymania poszerzenia terenu muzułmańskiego cmentarza, wzmocnienia obserwacji meczetów przez służby państwowe.
W szkolnictwie nieodzownym warunkiem przystąpienia do edukacji wczesnoszkolnej ma być zgodnie z programem AfD znajomość języka niemieckiego, ponieważ „jego nieznajomość rujnuje szanse pozostałych dzieci na zdobycie dobrej edukacji”. Kwestia językowa jest w niemieckich szkołach faktycznie nie lada wyzwaniem a AfD nie jest w swojej ocenie problemu odosobniona. Chadecka federalna minister edukacji Karin Prien już w czerwcu w wywiadzie dla tabloidu „Bild” opowiedziała się za testami znajomości języka niemieckiego dla dzieci już od czwartego roku życia, tak by na, jak najwcześniejszym etapie zdiagnozować ewentualne problemy i wdrożyć pomoc edukacyjną. Jeżeli więc ktoś chciałby zarzucić panu Emmerichowi, że zamierza dyskryminować dzieci, powinien wpierw zapoznać się z planami CDU.
Wracając do programu – AfD w Gelsenkirchen troszczy się też o historyczne miejsca związane nierozerwalnie z miastem i jego bazą turystyczną. Takim miejscem jest np. XVIII-wieczny Zamek Berge, duma miasta z hotelem i ekskluzywną restauracją. Niedawno najemca restauracji zamkowej zrezygnował z prowadzenia interesu i nie wiadomo, kto zajmie jego miejsce. Afd podkreśla więc w swoim programie, że dotychczasowy najemca prowadził „gastronomię zgodną z duchem tego miejsca” i ten, kto przyjdzie po nim powinien również spełniać to kryterium.
Dogrywka już 28 września
Kolejnym ważnym dla AfD problemem w Gelsenkirchen są kryminalne arabskie klany prowadzące w mieście salony gier, shisha-bary, kluby noce i inne przybytki tego typu. AfD żąda większej transparentności finansowo-fiskalnej tych lokali. Poza tym chce zwiększenia prezencji policji na ulicach, lepszej ochrony dla urzędników w ich miejscu pracy, zamiany świadczeń pieniężnych dla imigrantów na specjalne karty (Bezahlkarten) i świadczenia rzeczowe. I tu po raz kolejny, czy chadekom się to podoba, czy nie, AfD gra na tych samych tematach, które niosły CDU/CSU do wygranej w wyborach do Bundestagu, co zresztą stało się przyczynkiem do masowych demonstracji na ulicach niemieckich miast.
Na poziomie małego biznesu AfD opowiada się w swoim programie za zniesieniem barier dla przedsiębiorców chcących założyć tzw. małą gastronomię i z reguły za zniesieniem wszelkich przeszkód zniechęcających mieszkańców miasta do zakładania własnych firm. To zaledwie część tego, co AfD w Gelsenkirchen uznało za istotne i z czym poszło do tych wyborów, ale na podstawie tych kilku punktów można już sobie wyrobić zdanie o tym, na jakim etapie są mieszkańcy Gelsenkirchen, czego potrzebują i jaki sposób komunikowania do nich trafia.
17 proc. na plus względem 2020 r. to konkret dający podstawy, by twierdzić, że nie tylko mieszkańcy wschodnich landów niemieckich mają słabość do AfD. Ona rośnie na zachodzie i stanowi problem dla koalicji rządowej w Berlinie, nawet jeżeli chadecy wygrali, a socjaldemokraci jeszcze jakoś się trzymają. Na razie wiadomo tyle, że 28 września w Duisburgu, Gelsenkirchen i Hagen odbędzie się druga tura wyborów a po drugiej strony zapory ogniowej już nastąpiła mobilizacja. Premier NRW Hendrik Wüst (CDU) i liderka SPD Sarah Philipp późnym wieczorem ogłosili na antenie telewizji WDR, że będą się wspierać w walce przeciw kandydatom AfD w drugiej turze. Tym samym zapora ogniowa ma stać, jak stała. Pytanie, co będzie, jeżeli ktoś taki jak pan Emmerich wygra i zacznie wcielać program, na który zagłosowało blisko 30 proc. wyborców Gelsenkirchen
Mobilne przedszkole na konferencji prasowej
W 2026 r. w pięciu krajach związkowych odbędą się wybory landowe. Do urn pójdą mieszkańcy Badenii-Wirtembergii, Berlina, Saksonii-Anhalt, Meklemburgii-Pomorza Przedniego i Nadrenii – Palatynatu. To, co już dziś przebija z sondaży przedwyborczych to coraz silniejsza pozycja AfD, w przypadku Meklemburgii nawet dominująca. Skąd bierze się ten wzrost poparcia dla AfD w tych landach i czy partia Alice Weidel ma faktyczną szansę po raz pierwszy w swojej historii mianować premiera kraju związkowego? Takie pytanie padło w niemieckiej infosferze pod koniec sierpnia.
Jak wynikało z ankiety przeprowadzonej przez instytut badania opinii publicznej INSA dla tabloidu „Bild am Sonntag” 43 proc. Niemców spodziewa się, że w przyszłym roku AfD może wyłonić szefa rządu w przynajmniej jednym landzie, a 25 proc. jest zdania, że partia ta jest w stanie powtórzyć ten manewr nawet w kilku krajach związkowych.
Wybory samorządowe w NRW zaostrzyły apetyt AfD, było to widać po triumfalnych wpisach Alice Weidel i Tino Chrupalli w mediach społecznościowych a podczas konferencji prasowej AfD w Gelsenkirchen liderzy tamtejszych struktur podkreślali, że „skoro ludzie chcą zmiany, to AfD jest na nie gotowe”. Jednym z wątków konferencji była „nierównowaga w traktowaniu mieszkańców miasta i biednych imigrantów z Europy południowo-wschodniej”. Rzeczniczka AfD, Enxhi Seli-Zacharias mówiła o 10 tys. takich osób w Gelsenkirchen, głównie o Romach. Mówiła też o tworzeniu na potrzeby tej grupy specjalnych „mobilnych przedszkoli”. „Czy ciężko pracująca matka mieszkająca w Gelsenkirchen może liczyć na to, że ktoś jej zaproponuje pomoc w postaci takiego mobilnego przedszkola? Oczywiście, że nie. A to jest rażąca nierówność” – wyjaśniała pani rzecznik.
Cienka granica
Seli-Zacharias przyszła na świat w Albanii w 1993 r., jako sześciolatka wyemigrowała z rodzicami do Niemiec. Od 2022 r. zasiada w landtagu NRW, z wykształcenia jest politologiem. Takich polityków, radnych i działaczy jest w AfD coraz więcej i to ta grupa zazwyczaj najbardziej radykalnie wypowiada się na temat polityki migracyjnej Niemiec utrudniając krytykom AfD zamykanie ich członków w jednej szufladce. Jest to zjawisko aż proszące się o głębszą analizę.
W Niemczech istnieje termin „Vorzeigemigrant” („migrant pokazowy”), jest on używany z pewnym podtekstem (zarówno pozytywnym, jak i ironicznie-negatywnym, ale zawsze stygmatyzującym) przez obie strony sporu o docelową politykę imigracyjną kraju. Partie polityczne z biegiem lat nauczyły się otwierać na tego typu osoby, ich obecność uzasadnia pewną konkretną politykę. AfD z uwagi na swój niewielki staż w porównaniu z CDU, o SPD nawet nie mówiąc, dopiero na tym polu raczkuje, ale ma już na koncie pewne sukcesy. Granica między światem, w którym żąda się deportacji dla pewnej części imigrantów a takim, gdzie dziecko albańskich rodziców postuluje zaostrzenie polityki socjalnej dla przybyszów z Europy południowo-wschodniej, bywa cieńsza niż się ją maluje.
Olga Doleśniak-Harczuk



