Merz za miszpultem centralnego dowodzenia; O co chodzi z Narodową Radą Bezpieczeństwa?

W artykule:

  • 23:22 min

„Czasy, w których europejscy partnerzy otrzymywali z Berlina różne i sprzeczne odpowiedzi – w zależności od tego, czy dzwonili do Kancelarii, Ministerstwa Spraw Zagranicznych czy Ministerstwa Finansów – muszą się skończyć” – mówił,na miesiąc przed wyborami do Bundestagu, Friedrich Merz obiecując powołanie Narodowej Rady Bezpieczeństwa (NSR). Każdy, kto zdawał sobie sprawę z burzliwej historii sporu wokół tej inicjatywy, kto pamiętał kłótnię w Bundestagu z 2008 r. i przepychanki między kolejnymi kanclerzami szefami MSZ-u – wiedział, że zapowiedź Merza dużo waży. W czwartym miesiącu urzędowania rząd chadeków i socjaldemokratów smagany nieprzychylnymi sondażami i kolebiący się od sporu do sporu – ogłosił powstanie NSR. Decydując się na ten krok, Merz wykorzystał idealną konstelację, po raz pierwszy bowiem od 1966 r. kanclerz federalny i szef dyplomacji należą do tej samej partii. Ta nietypowa na warunki niemieckie nierównowaga ministerialna była luką, o której chadecy marzyli od dekad. I stało się.

27 sierpnia Friedrich Merz, kanclerz Niemiec i lider CDU ogłosił powołanie Narodowej Rady Bezpieczeństwa. O tym, że takie gremium ma powstać, Niemcy słyszą od kilkudziesięciu lat. Za każdym razem, był to fałszywy alarm więc przestali się sprawą pasjonować, zresztą wokół jest tyle zmartwień i powodów do narzekania, że ewentualny spór polityków o to, kto komu, ile zabierze naprawdę przestał być dla przeciętnego mieszkańca Berlina, Hamburga czy Norymbergii pociągającym.
Na czele Rady nazywanej „nowym jądrem niemieckiej architektury bezpieczeństwa” stanie Friedrich Merz a tuż za nim wicekanclerz Lars Klingbeil (SPD). W skład Rady wejdą szefowie najważniejszych resortów – dyplomacji, obrony, spraw wewnętrznych, cyfryzacji i innych, skład ma jednak rotować w zależności od rodzaju spodziewanego kryzysu (epidemiologicznego, żywnościowego, żywiołowego, cyfrowego etc.) a sam organ wykazywać się elastycznością pozwalającą do dopraszanie bądź wypraszanie członków tajnych spotkań. Na stałe w Radzie mają zasiąść przedstawiciele władz landowych, szefowie służb wywiadu i kontrwywiadu obu rodzajów i innych urzędów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa. W zależności od potrzeby chwili gremium będzie zasięgało rady ekspertów rządowych i tych z think-tanków, organizacji międzynarodowych, NATO i Unii Europejskiej.

Jacob Schrot – dyskretny koordynator z doświadczeniem w Waszyngtonie

Nad bezkolizyjną koordynacją spotkań NRS ma czuwać szef biura i zaufany człowiek Friedricha Merza, Jacob Schrot, jeden z najbardziej interesujących ludzi z otoczenia kanclerza. To ten 34-latek ze wschodu Niemiec (niemieckie media lubią podkreślać, że Schrot jest z Brandenburgii nad Hawelą na zasadzie: „Ossi a mimo to tak daleko zaszedł”) siedział w Gabinecie Owalnym tuż przy Merzu i naprzeciw J.D. Vance’a podczas rozmów z Donaldem Trumpem. I to Schrot do listopada ma zrobić wszystko, by NRS ruszyła i wszystko było, jak trzeba. Skąd Jacob Schrot, ten powściągliwy medialnie i przypominający zarówno fizjonomią, jak i sposobem argumentowania aktualnego kanclerza Niemiec, wziął się w niemieckiej polityce i to na samym jej szczycie? Schrot od najmłodszych lat angażował się w aktywność polityczną po stronie CDU, a jako osiemnastolatek wygrał show stacji ZDF „Ich kann Kanzler” (w wolnym tłumaczeniu: „Umiem w kanclerza”), gdzie okazał się najlepszym kandydatem „na kanclerza” z pięciu zaproszonych do studia. Do castingu zgłosiło się wtedy ponad 2 tys. młodych ludzi zainteresowanych polityką, dziewczęta i chłopcy z partyjnych młodzieżówek, pilni uczniowie i tzw. starzy malutcy jak ich później bezlitośnie ostemplowała część niemieckich mediów (o dziwno młodego chłopaka broniła wtedy lewicowa „Tageszeitung”).

Schrot był miły, rozsądny, skromny i udzielał wyważonych odpowiedzi na pytania jurorów. 75 proc. widzów zagłosowało w telefonicznej sondzie właśnie na niego i jego program „Robić, zamiast narzekać” (Machen statt Meckern”). Schrot nie poprzestał na ulotnej sławie w telewizyjnym show. był wolontariuszem w 16 organizacjach, założył „Inicjatywę Młodych Transatlantyków”, której jest dziś honorowym prezesem. Jak wynika z notki biograficznej na stronie tej organizacji: „Od maja 2014 r. do mają 2016 r. pełnił funkcję prezesa Stowarzyszenia Klubów Niemiecko-Amerykańskich. Podczas rocznego pobytu naukowego na Uniwersytecie Amerykańskim w Waszyngtonie zajmował się kwestiami polityki zagranicznej dla German Marshall Fund i Kongresu USA. Publikował w licznych gazetach i czasopismach na temat stosunków niemiecko-amerykańskich i uczestniczył w ponad 100 dyskusjach panelowych na temat Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP). Studiował w USA i Niemczech, był stypendystą Fundacji Konrada Adenauera. Pracuje na pełny etat w niemieckim Bundestagu dla dr. Stephana Harbartha, wiceprzewodniczącego grupy parlamentarnej CDU/CSU oraz dla dr. Dietlinda Tiemanna, członka grupy parlamentarnej CDU/CSU. “


Notka wymaga aktualizacji – Schrot pracował jeszcze dla Armina Lascheta (CDU), a dziś jest szefem biura Friedricha Merza i jednym z najbardziej tajemniczych ludzi z otoczenia kanclerza, „Berliner Zeitung” określiła go nawet mianem „Fantoma z Ostów”.
Schrot nie udziela wywiadów, stoi w cieniu, jedyne rozmowy, jakie można znaleźć w przestrzeni internetu, zostały przeprowadzone tuż po jego powrocie ze Stanów do Niemiec, dwanaście lat temu. Można jedynie na ich podstawie wywnioskować, że Schrot ma dużą wiedzę o mechanizmach decyzyjnych w USA, dzieli z Merzem pewien podziw dla Ameryki i jej instytucji, zwłaszcza tych związanymi ze strukturą bezpieczeństwa, ale potrafi też dostrzec np. „zalety efektywności niemieckiej technokracji”. Analizując kolejne posunięcia Berlina w polityce amerykańskiej, warto mieć z tyłu głowy, że jej dyskretnym współtwórcą będzie właśnie Jacob Schrot,a o jego poglądach nie dowiemy się z portalu X. W odróżnieniu od większości głośnych kolegów po fachu ten polityk, parafrazując jego młodzieńczy program z telewizyjnego show „robi zamiast bić pianę”.

Merz: Trzeba dokonać zmiany, ostatnia była 55 lat temu

23 stycznia 2025 r., dokładnie miesiąc przed wyborami do Bundestagu, chadecki kandydat na kanclerza, Friedrich Merz wystąpił ze swoim programowym przemówieniem na kongresie „Global Leaders Dialogue” organizowanym po raz pierwszy przez Fundację Körbera.

Fundacja Körbera nie jest zwykłym podmiotem trudniącym się zwoływaniem jałowych paneli, ale opiniotwórczym i prężnym graczem na poziomie niemieckim i europejskim. Fundacja założona w 1956 r. przez przemysłowca, wynalazcę i inżyniera, Kurta A. Körbera (1909 – 1992), którego biografia mogłaby służyć za matrycę spektakularnych karier republiki bońskiej (z przystankiem w NSDAP i imponującymi sukcesami w biznesie po 1946 r. włącznie) dysponuje majątkiem w wysokości 584 mln. euro, zatrudnia 160 osób i aktualnie wspiera 40 różnych projektów.

Projekty te sięgają tematycznie od historii i stosunków międzynarodowych, przez publikacje naukowe, po tak prestiżowe imprezy, jak Berlińskie Forum Polityki Zagranicznej (następne odbędzie się już w listopadzie), czy przyznawana od połowy lat 80. nagroda dla wybitnych, młodych naukowców. Agora Körbera to zatem dobre miejsce na składanie ambitnych deklaracji. Friedrich Merz z tej okazji skorzystał, zapowiadając szereg zmian, których nie powstydziłby się sam patron i imprezy.

Nawiązując do licznych wyzwań, przed którymi miał w opinii chadeckiego kandydata stanąć nowy rząd Niemiec, Merz de facto zarysował plan na „przywrócenie porządku”, który w domyśle uległ erozji na skutek przepychanek w skłóconym, pozszywanym z trzech żywiołów partyjnych rządzie Olafa Scholza.

Szef CDU mówił tak:

Zacznę od przywrócenia zdolności [rządu] do działania, od zakończenia permanentnego, oczonego publicznie sporu rządowego. Zadaniem Kanclerza Federalnego jest dopilnowanie, aby różnice zdań w jego gabinecie były rozstrzygane wewnętrznie, a dopiero decyzje komunikowane wspólnie na zewnątrz. […] Przez ten spór ani nasi partnerzy, ani przeciwnicy nie wiedzieli, w którym miejscu na rozwidleniu dróg polityki międzynarodowej Niemcy stoją. Pod moim przywództwem nie będzie powtórki z tej dwuznaczności […].

Klarowność [zajmowanego] stanowiska nie jest jedynie kwestią dbałości o nasze własne interesy, ale stanowi również część naszej odpowiedzialności jako najsilniejszej gospodarki w Europie i jako największego państwa członkowskiego Unii Europejskiej. Czynnikiem decydującym o zakończeniu publicznego sporu będzie styl uprawiania polityki wewnątrz rządu. Nie mniej ważne są jednak skuteczne mechanizmy i struktury, w których Niemcy […] realizują stanowiska swojej polityki zagranicznej.
Ostatnią zasadniczą zmianą, jakiej dokonano w naszych strukturach decyzyjnych, było utworzenie w 1961 r. Federalnego Ministerstwa ds. Współpracy Gospodarczej oraz przekształcenie w 1969 r. Federalnego Ministerstwa ds. Federalnej Rady Obrony w komitet gabinetowy. Zasadnicza korekta architektury naszej polityki bezpieczeństwa i zagranicznej miała zatem miejsce całe 55 lat temu.


Musimy przyznać, że konstrukcje z lat sześćdziesiątych XX wieku nie są już na tyle skuteczne, by móc sprostać kompleksowym wymaganiom naszych czasów. Złożoność i współzależność wyzwań dla bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego Republiki Federalnej Niemiec jest dziś zupełnie inna niż pięć dekad temu. Zjawiska kryzysowe występują dziś z ogromną częstotliwością […] A sytuacja międzynarodowa wymaga od nas gotowości do przyjęcia większej odpowiedzialności na świecie.

Z uwagi na te wszystkie czynniki, utworzymy Narodową Radę Bezpieczeństwa w Urzędzie Kanclerskim. W skład Rady wejdą ministrowie rządu federalnego odpowiedzialni za bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne oraz przedstawiciele krajów związkowych i najważniejszych organów bezpieczeństwa.


Narodowa Rada Bezpieczeństwa będzie stanowić trzon wspólnego procesu decyzyjnego rządu niemieckiego we wszystkich kluczowych kwestiach polityki zagranicznej, bezpieczeństwa, rozwoju i polityki europejskiej. Rząd federalny wypracuje wspólne stanowisko w każdym istotnym obszarze, a następnie wspólnie je przedstawi.
Czasy, w których europejscy partnerzy otrzymywali z Berlina różne i sprzeczne odpowiedzi – w zależności od tego, czy dzwonili do Kancelarii, Ministerstwa Spraw Zagranicznych czy Ministerstwa Finansów – muszą się skończyć.


Ponadto Rada będzie miejscem rozwoju kultury strategicznej w polityce zagranicznej, bezpieczeństwa […] i polityce europejskiej. W ten sposób w większym stopniu wykorzystamy wiedzę ekspercką fundacji, think tanków i uniwersytetów w naszym kraju. Rząd federalny pod przewodnictwem CDU/CSU zapewni, poza tym środki na utworzenie katedr polityki bezpieczeństwa na naszych uniwersytetach.


Wreszcie, NRS w sytuacjach kryzysowych zbierze wszystkie istotne informacje od poszczególnych ministerstw, aby otrzymać jak najbardziej wszechstronny i miarodajny obraz sytuacji.
Zgranie ze sobą mechanizmów decyzyjnych w rządzie federalnym obejmuje również poprawę koordynacji polityki europejskiej. W ciągu ostatnich 3 lat wstrzymanie się od głosu stało się regułą w instytucjach europejskich – w Brukseli znów mówi się o “niemieckim głosowaniu”. Położę kres temu milczeniu w polityce europejskiej.


Niemcy ponoszą odpowiedzialność nie tylko za własne interesy, ale także za więzi w całej Europie. Kiedy Niemcy milczą, nie tylko lekceważą własne interesy, ale także szkodzą zdolności do działania całej wspólnoty. Urząd Kanclerza Federalnego będzie więc mocniej angażował się w kluczowe kwestie polityki europejskiej.

Będę oczekiwał, że każdy członek gabinetu będzie regularnie uczestniczył w posiedzeniach Rady Ministrów w Brukseli, czego dopilnuję za pośrednictwem szefa Urzędu Kanclerskiego. Ponadto nie mianuję na stanowisko ministra lub sekretarza stanu CDU/CSU nikogo, kto nie posługuje się językiem angielskim przynajmniej w stopniu komunikacyjnym”.

Pierwsza taka okazja od 1966 roku

Ten obszerny fragment styczniowej mowy Friedricha Merza nie tylko pokazuje, że mówienie o zakończeniu sporów koalicyjnych, a wcielenie tego komunikatu w życie, kiedy posiadło się już realną władzę, to dwie różne historie, ale przede wszystkim z grubsza precyzuje, po co Niemcom nowy organ, który zastąpi powołaną w 1955 r. przez kanclerza Konrada Adenauera Federalną Radę Bezpieczeństwa. Na czym bowiem polega różnica między Radą powołaną przez Merza, a tą adenauerowską? Aby to zgłębić, zajrzymy do kącika eksperckiego.


Jak tłumaczył już w maju tego roku na stronie „Verfassungsblog” („Blog konstytucyjny”) profesor prawa publicznego i specjalista ds. bezpieczeństwa i służb, Heiko Meiertöns, „Federalna Rada Bezpieczeństwa jest komitetem gabinetowym z własnym regulaminem wewnętrznym, składa się z dziewięciu ministrów i kanclerza federalnego jako przewodniczącego. Gremium to jednak nie znajduje się Kanclerskim> , a jedynie w jego biurze, w departamencie 232 [dokładne opis zadań tego referatu to „wojskowe aspekty polityki bezpieczeństwa, sprawy związane ze służbą wojskową Bundeswehry, Federalna Rada Bezpieczeństwa, za Olafa Scholza za ten referat odpowiadał pułkownik Schulte-Borghoff, który został na miejscu również wraz z objęciem władzy przez Friedricha Merza- ODH]

Meiertöns wyjaśniał, że „Rząd Federalny jest uprawniony do powołania Narodowej Rady Bezpieczeństwa jako komitetu gabinetowego w ramach swojego prawa do samoorganizacji. Jednakże w odniesieniu do Rady Ministrów jako organu kolegialnego taki komitet może pełnić jedynie funkcję przygotowawczą i doradczą, bez własnego prawa do podejmowania decyzji”.
Zdaniem profesora, dotychczasowe zadania Federalnej Rady Bezpieczeństwa, która jest w dużej mierze aktywna w dziedzinie kontroli zbrojeń zgodnie z art. 26 II Ustawy Zasadniczej, mogą zostać powierzone odpowiednio wyznaczonej „Federalnej Radzie Kontroli Zbrojeń” w celu utrzymania swobody NRS w kwestiach podstawowych, strategicznych i związanych z kryzysami”.
Meiertöns podkreślił, że czynnikiem sprzyjającym powołaniu nowego gremium jest ten sam rodowód polityczny kanclerza i szefa dyplomacji, ponieważ koronnym argumentem wysuwanym przeciw powołaniu Rady w ostatnich dekadach był zaprogramowany spór kompetencyjny między Urzędem Kanclerskim a MSZ-em. A sama próba powołania Narodowej Rady Bezpieczeństwa, rozbiła się o ten spór kompetencyjny kolejno w latach: 1998, 2008 i 2023.
„Powołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego przy Kanclerzu Federalnym oznacza jednak zasadniczą reorganizację horyzontalnego podziału kompetencji w dziedzinie obcych mocarstw, który ma wykraczać poza jedną kadencję legislacyjną” – pisał ekspert.


Jak jednak dodawał, „Chodzi nie tyle o przesunięcie kompetencji, ile raczej o wypełnienie istniejącej wcześniej luki w strukturze kompetencji rządu federalnego. Do tej pory w niemieckiej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa występował deficyt strategiczno-koncepcyjny”. Tyle na ten temat ekspert. A jak kształtował się międzypartyjny spór o Radę?

“Urząd Kanclerski nie może się zamienić w niemiecki Biały Dom” – Bundestag 2008 r.

W 1998 r. za koalicji rządowej SPD i Zielonych pod kanclerstwem Gerharda Schrödera w umowie koalicyjnej znalazł się zapis o potrzebie restrukturyzacji Federalnej Rady Bezpieczeństwa, ale plan się nie powiódł przez opór ówczesnego szefa MSZ, Joschki Fischera z Zielonych. Fischer obawiał się okrojenia swoich uprawnień na rzecz Schrödera i miał wyrazić swój sprzeciw w sposób mało cenzuralny.
W 2023 r. wstępne negocjacje nad powołaniem Rady rozbiły się o propozycję MSZ (pod batutą zielonej Annaleny Baerbock), by przywództwo nowego gremium krążyło rotacyjnie między Urzędem Kanclerskim a poszczególnymi resortami (o takiej ofercie pisał m.in. „Tagesspiegel”.). Powołanie Rady forsowali liberałowie z FDP, ale koniec końców Baerbock wzorem Fischera nie zgodziła się na podporządkowanie ośrodka decyzyjnego o polityce bezpieczeństwa Scholzowi, widząc w tym rozwiązaniu uszczuplenie jej uprawnień na polu niemieckiej dyplomacji.


A jednak ani za Schrödera, ani za Scholza sprawa NRS nie wywołała takiej afery i takiej kłótni między posłami Bundestagu jak w 2008 r. za pierwszego rządu Angeli Merkel. A był to czas Wielkiej Koalicji, czyli mariażu CDU/CSU i SPD i wtedy przymiotnik „wielka” był faktycznie bardziej adekwatny do jej rozmiarów niż ma to miejsce dzisiaj. I pamiętajmy, że tamtym czasie chadecy nie czuli na karku oddechu AfD, a świat był po „straussowsku” w porządku bez „kolejnej siły na prawo od CSU”. W maju Chadecy zaproponowali powołanie Rady, co do tego stopnia wyprowadziło z równowagi ich socjaldemokratycznego koalicjanta, że wraz z opozycją (Zielonymi, FDP i Linke) rzucili się na sprawozdawcę odpowiedzialnego za tekst projektu powołania nowego gremium, [nieżyjącego już dziś posła CDU, Andreasa Schockenhoffa.]

Lektura protokołu posiedzenia Bundestagu z dn. 7 maja 2008 r. daje wgląd w temperaturę ówczesnego sporu. Polityk FDP, Werner Hoyer odnosząc się do postulowanej przez chadeków potrzeby stworzenia niemieckiej strategii bezpieczeństwa, której jednym z punktów było powołanie NRS dla „lepszej koordynacji międzyresortowej w kwestiach bezpieczeństwa”, stwierdził:


„Byłoby wspaniale mieć lepszą koordynację; Nie oznacza to jednak, że Urząd Kanclerza Federalnego musi stać się niemieckim Białym Domem” – na co przyklasnęli mu posłowie współrządzącej SPD oraz Zieloni i FDP.


„Rada Bezpieczeństwa Narodowego jest po prostu nie do pogodzenia z konstytucyjnie wymaganą równowagą między zasadą ministerialną (Ressortprinzip) a zasadą kanclerską (Kanzlerprinzip), Gdyby Rada Bezpieczeństwa mogła robić więcej niż szef Urzędu Kanclerskiego lub kanclerz federalny, to to, co jest napisane w art. 65 Ustawy Zasadniczej, nie miałoby już zastosowania:


Kanclerz Federalny wyznacza kierunki polityki […]. W ramach tych wytycznych każdy minister federalny zarządza swoim resortem samodzielnie i na własną odpowiedzialność. Rząd federalny rozstrzyga różnice zdań między ministrami federalnymi […] jako ciało kolegialne. I taki stan chcemy zachować. Nie muszę się tutaj rozwodzić nad tym, że w czasach rządów koalicyjnych i tak byłaby to kompletna porażka. Nawet jeśli urzędującym w Urzędzie Kanclerskim po kilku latach się wydaje, że mogą chodzić po wodzie […], to demokracja kanclerska jest daleka od stania się demokracją prezydencką”. – kontynuował Hoyer.


„A może ostatecznie chodzi o coś innego? […] Czy chodzi o zmieszanie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego oraz organów za nie odpowiedzialnych, czy też chodzi o osłabienie parlamentu? Żadnej z tych rzeczy nie da się zrobić z nami, liberałami” – zakomunikował poseł FDP.


Następnym w kolejce na mównicę był sprawozdawca, Andreas Schockenhoff (CDU/CSU). Kiedy zmierzał do pulpitu, z trybun parlamentarnych dobiegło: „No to teraz zobaczymy!”.
„Celem naszej koncepcji jest wywołanie szerokiej dyskusji strategicznej na temat polityki bezpieczeństwa RFN wykraczającej poza ważne, bieżące decyzje polityczne. Ponieważ to, czego potrzebujemy w Niemczech, a niestety jeszcze tego nie mamy, to strategiczna kultura debaty. Reakcje na naszą propozycję tylko podkreślają jej potrzebę. Jeśli reaguje się odruchowo jedynie na hasła i nie przyjmuje do wiadomości właściwej treści, to widać, jak pilnie potrzeba nam takiej strategicznej kultury debaty. […] Można odnieść wrażenie, że wiele osób w ogóle nie zadało sobie trudu, aby najpierw przeczytać” – mówił Schockenhoff.


I kontynuował: „Opowiadamy się za unowocześnieniem Federalnej Rady Bezpieczeństwa. Rada jako ośrodek analiz politycznych oraz koordynacji i decyzyjny powinna mieć na celu optymalizację kompleksowej międzyresortowej analizy możliwych zagrożeń dla bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego, oraz jak najefektywniejszą koordynację rozmieszczenia wszystkich sił kryzysowych w Niemczech i poza ich granicami. W pełni świadomie napisaliśmy w naszym dokumencie – zwracam się tu do pana, panie Hoyer – że biorąc pod uwagę federalny podział kompetencji oraz kompetencji ministerstw rządu federalnego i podległych mu organów, [proponowana zmiana] miałaby na celu zapewnienie jednolitego przywództwa politycznego i optymalnego zarządzania kryzysowego w kraju i za granicą. Faktem jest, że mamy dobre analizy w poszczególnych resortach, ale nie mamy analiz międzyresortowych. Nawiasem mówiąc, ten problem braku koordynacji występuje najczęściej między Ministerstwem Spraw Zagranicznych a Ministerstwem Pomocy Rozwojowej” – dodał Schockenhoff.

I dalej:


„Fakt, iż nazwaliśmy tą bardziej rozbudowaną Federalną Radę Bezpieczeństwa „Narodową Radą Bezpieczeństwa” ma związek z tym że kraje związkowe również będą zaangażowane w tę koordynację. Jak widać [nasz projekt] nie ma nic wspólnego z Radą Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych. Jeśli opozycja nie przeanalizuje właściwie naszego dokumentu, to jestem w stanie to zrozumieć. Jeśli jednak kierownictwo Federalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych nie jest skłonne tego zrobić – a mówię to bez ogródek, ponieważ krytyka ministra spraw zagranicznych w tej sprawie całkowicie mija się z celem – to tym bardziej pokazuje, jak potrzebna jest międzyresortowa instytucja zajmująca się analizą i koordynacją”.


Po Schockenhoffie swoje stanowisko przedstawiła Renate Künast z Zielonych.


„Uważam, panie Schockenhoff, że rzucił pan tutaj wiele świec dymnych. Dlaczego? Bo tak naprawdę dokument CDU/CSU ma na celu złagodzenie sprawdzonych zasad i podziałów kompetencji w zakresie polityki bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego, które istnieją w tej republice, oraz zatarcie granic. W niemieckim Bundestagu nie będzie większości dla waszych pomysłów! W państwa dokumencie stoi bowiem – i muszę to zacytować – że nie da się już dłużej utrzymywać dotychczasowego rozdziału między bezpieczeństwem zewnętrznym a wewnętrznym lub między stanem wojny a okresem pokoju”

Schockenhoff zawołał ze swojego miejsce: „Wcale nie ma tam takiego zapisu!”. Na co Künast niezrażona odpowiedziała: „A właśnie, że jest!”. I kontynuowała:


Chcecie wykorzystywać Bundeswehrę w kraju, tak jak zrobiliście to na szczycie G-8 w Heiligendamm. […] Ustawowo chcecie zlikwidować granice między policją a służbami specjalnymi, zbudować prewencyjne państwo bezpieczeństwa. […] Mówię państwu całkiem wyraźnie: ręce precz od parlamentarnego wymogu [akceptacji ws. działań armii]! Bundeswehra jest armią parlamentarną! Nie chcemy zmieniać struktury bezpieczeństwa i kultury bezpieczeństwa w republice. Nadal istnieje pojęcie wolności, które wyraźnie stwierdza, że poszczególne władze mają określone zadania w ramach naszej struktury bezpieczeństwa. Chcemy trójpodziału władzy w procesie decyzyjnym. Chcemy dokonać rozróżnienia między tym, co na zewnątrz, a tym, co w środku. Chcemy, aby decyzje o rozmieszczeniu Bundeswehry zapadały w parlamencie, nie chcemy budować prewencyjnego państwa bezpieczeństwa. A To jest dokładnie to, co zamierzacie zrobić” – mówiła posłanka Zielonych.


Na sali zrobiło się gorąco, kiedy Schockenhoff kilka razy wykrzyczał, że to „To przecież Zieloni i SPD naruszyli parlamentarne prawa…!” [Mając na myśli pominięcie parlamentu przy decyzji o wysłaniu niemieckich pilotów na NATO-wską misję patrolowania nieba nad Turcją]. „To Joseph Fischer był wtedy szefem MSZ!” – wołał poseł.
Renate Künast nie dała się jednak zbić z tropu i po krótkiej wymianie zdań powiedziała:
„Nic nie stoi na przeszkodzie, aby rząd wspólnie dokonał kompleksowej analizy. Może pan powiedzieć swojemu kanclerzowi i ministrowi obrony, że nie powinni rozumieć polityki bezpieczeństwa tak, jakby chodziło o budowanie muru i odgradzanie się od niektórych kolegów z gabinetu!”


Swoją cegiełkę dołożył następnie poseł Die Linke Norman Paech, który zwrócił się bezpośrednio do Schockenhoffa:


Wzywa pan do powołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego, chociaż – jak już wspomniano – mamy już Federalną Radę Bezpieczeństwa, w której możemy dyskutować nad wszystkimi punktami, które pan wymienił. Nadal pożyczają państwo jednak pomysły od Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA. Najwyraźniej chcecie przeciągnąć całość władzy decyzyjnej do Rady Bezpieczeństwa przy Urzędzie Kanclerskim. Jak już powiedziano, wykracza to poza zakres naszej konstytucji; ponieważ zakłada rozdział zadań obronnych – który jest realizowany przez resort obrony – i polityki zagranicznej – za którą odpowiada Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Nie mamy systemu prezydenckiego w stylu Busha, nawet jeżeli wam się takowy śni po nocach. Prezes Federalnej Akademii Polityki Bezpieczeństwa uprzedził pańską propozycję, gdy dwa lata temu oświadczył, że taka Rada „faktycznie stworzyłaby własny ośrodek władzy w Urzędzie Kanclerskim” i że wtedy „i tak musielibyśmy zrewidować konstytucję w istotnych częściach”. – Lewica tego nie chce i nikt w tej Izbie tego – poza panem — nie chce. […] Nie przyłożymy ręki do przeorientowania polityki zagranicznej. Musi być rozdział polityki obronnej i zagranicznej. […] Radzę panu, by pan pogrzebał te plany zanim one pogrzebią pana” – powiedział Norman Paech.


Inny polityk, Max Stadler (FDP) stwierdził:


„Rada Bezpieczeństwa Narodowego jest zbędna, a z punktu widzenia konstytucji błędna i więcej niż wątpliwa. W związku z tym zadaję sobie pytanie, po co chadecy rozpętali teraz tę debatę. […] Starsi spośród nas – a ja niestety się do tej grupy zaliczam – pamiętają wielką koalicję z 1966 roku. W trzecim roku swojego istnienia też była głęboko podzielona. W tym czasie panowie Strauss i Schiller zainscenizowali spór o rewaluację marki niemieckiej. Stało się to potem tematem kampanii wyborczej. Obawiamy się, że debata, którą rozpoczęli państwo z CDU/CSU, jest czymś więcej niż tylko przedterminową kampanią wyborczą. I jesteśmy zaniepokojeni, że tak naprawdę chodzi państwu o przestawienie wewnątrzpolitycznej zwrotnicy. Ponieważ pańskie propozycje są próbą wywrócenia do góry nogami sprawdzonej architektury bezpieczeństwa i naśladowaniem amerykańskiego modelu […]. Tye, że to zła droga.”.


Ta debata trwała jeszcze długo, kolejni politycy SPD, Zielonych i Linke pastwili się nad Schockenhoffem i nad chadekami. Temat przekształcenia Federalnej Rady Bezpieczeństwa w Narodową Radę Bezpieczeństwa zniknął z debaty parlamentarnej na całe osiem lat. W 2016 r. sprawę odgrzała ówczesna minister obrony, Ursula von der Leyen. Jej głównym przeciwnikiem na polu zmian strukturalnych z Narodowa Radą na sztandarze był wtedy Frank-Walter Steinmeier (SPD), ten sam, który dziś jako prezydent przyjmuje w Bellevue ekspertów postulujących…powstanie Narodowej Rady Bezpieczeństwa! Tak, tej samej, która dziewięć lat temu była pomysłem złym, a dziś jest już świetnym. I jeszcze coś – wśród ekspertów, którzy w lipcu u prezydenta Steinmeiera przedstawiali swój szeroko zakrojony projekt reform na rzecz „bardziej sprawczego państwa”, znalazł się też Thomas de Maizière (CDU), który 27 maja 2011 r. jako szef resortu obrony i następca Karla Theodora zu Guttenberga, zapowiedział jeszcze większe redukcje w Bundeswehrze, niż planowano. Zgodnie z planami de Maizière’a liczba żołnierzy miała zostać zmniejszona z ówczesnych 220 tys. do nawet 175 000 żołnierzy. (zu Guttenberg planował 185 tys.).

Afd też było na “tak”

Idea powołania Narodowej Rady Bezpieczeństwa jest kolejnym elementem łączącym chadeków z AfD. Chadecy oczywiście widzą sprawę inaczej i żadnych zbieżnych punktów nie dostrzegają, ale faktem jest, że kiedy w czerwcu 2023 r. Bundestag debatował nad swoją strategią bezpieczeństwa, to AfD i CDU/CSU były za powołaniem osobnego gremium.

Dwa lata później, już w nowej rzeczywistości rządowej, Afd po raz kolejny na forum parlamentu upomniało się o realizację zapisu z umowy koalicyjnej CDU/CSU i SPD dotyczącego Narodowej Rady Bezpieczeństwa. Poseł AfD, Gerold Otten zauważył, że nie będzie już lepszego układu sił między ministerstwami a Kanzleramtem, by NSR powołać i przy okazji nie omieszkał nawiązać do sporu między Annaleną Baerbock a Olafaem Scholzem, przez który nie zdołano powołać Rady za poprzedniego rządu. Otten przypomniał, że tym razem jest wola i moc, by NSR utworzyć.

Przy okazji poseł AfD powyżywał się na feministycznej polityce zagranicznej Baerbock a ją samą oskarżył o „gierki, zazdrość i ideologiczną zapiekłość”, co miało jego zdaniem sabotować powołanie Rady. „Na szczęście potem przyszły przedterminowe wybory i skończyły się rządy Baerbock w MSZ” – podsumował Otten. To było w lipcu. 27 sierpnia Friedrich Merz ogłosił powołanie Narodowej Rady Bezpieczeństwa, wchodząc symbolicznie na ścieżkę wydeptaną 70 lat temu przez Konrada Adenauera. Ten kanclerz lubi takie gesty. Dopięcie na ostatni guzik projektu pod tytułem „NSR” jest w tym sensie czymś znacznie więcej niż tylko wykorzystaniem sprzyjającego momentu dziejowego.


Olga Doleśniak-Harczuk

Udostępnij

06

paź

Według informacji stacji rbb liderzy Linke, Zielonych i SPD w Berlinie zamierzają do środy (7 października) zakończyć rozmowy przedwstępne związane z ewentualnym zawiązaniem koalicji. Dzień…

23

wrz

Niedziela wieczór, oddział partii Linke na berlińskim Neuköllnie świętuje zwycięstwo w wyborach do Izby Deputowanych. Wśród wiwatujących dziennikarze namierzają szefa jednego z najpotężniejszych klanów arabskich…

27

sie

Za dwa tygodnie mieszkańcy Saksonii-Anhalt ruszą do urn i wybiorą swoich reprezentantów do landtagu. Według sondażu instytutu badania opinii publicznej Pollytix (z 12.08.), AfD może…