Otwiera się w nowej karcie

91 sarkofagów, 29 milionów euro, sześć lat prac renowacyjnych – za rok będzie już po wszystkim

W artykule:

  • 8:2 min

Remont najważniejszego grobowca dynastycznego w Niemczech dobiega końca. Jeszcze tego lata doczesne szczątki Hohenzollernów wrócą na swoje miejsce z klimatyzowanego magazynu, do którego je przeniesiono na czas prac, a w przyszłym roku podziemia katedry znów będą dostępne dla zwiedzających. Wiele z 91 sarkofagów i trumien z drewna, cynku i marmuru -w tym 40 dziecięcych, było w opłakanym stanie. Swoje zrobiła wilgoć ciągnąca od Szprewy, zalania, pleśń i zniszczenia z czasu wojny.

Początkowo koszt remontu szacowano na 16-17 mln euro, dziś już wiadomo, że wydatki pochłoną ok. 29 milionów. Co prawda krypta była poddana renowacji w latach 90. XX, zanim w 1999 r. otwarto ja dla zwiedzających, ale prace wówczas wykonane okazały się niewystarczające.

Tajemnica sarkofagu nr 39

Najważniejsze było usprawnienie systemu odprowadzania wilgoci, montaż odpowiedniej klimatyzacji i oświetlenia. Bliskie sąsiedztwo rzeki nigdy nie służyło krypcie, bywało i tak, że woda zalewała podziemia a zbutwiałe dno niejednego drewnianego sarkofagu odpadało uwalniając kości zmarłego. To, dlatego w części sarkofagów odnajdywano później szczątki nawet kilku osób, których kości starano się pospiesznie uporządkować. Mimo sporządzonych szczegółowo list z ponumerowanymi sarkofagami nie we wszystkich przypadkach można było bezsprzecznie ustalić personalia pochowanego. Najbardziej prominentny przykład to historia doczesnych szczątków królowej Prus i małżonki Fryderyka II („Starego Fryca” 1712-1786) Elżbiety Krystyny (1715-1797). Jak wiadomo ze źródeł, królowa zażyczyła sobie, by złożono ją do prostej, drewnianej trumny z posrebrzanymi uchwytami. Trumna ta spoczywała w krypcie pod kopułą katedry. W 1944 r. bomba zapalająca uderzyła w latarnię katedry burząc kopułę, która zapadła się i runęła na trumnę pruskiej królowej. Przez lata szukano szczątków jej szczątków, chociaż zdawano sobie sprawę, że mogły zostać spalone, aż w 2013 r. podczas rutynowego przeglądu sarkofagów natrafiono w jednym z nich (który miał zawierać „nieznane szczątki”) na kości i przyjęto, że mogą one należeć do małżonki Fryderyka II. Do dziś jednak zagadki nie wyjaśniono. Być może do czasu ponownego otwarcia krypty ekspertom już uda się ustalić, czy szczątki odnalezione lata temu w tajemniczym „sarkofagu nr 39” należą do nieszczęsnej towarzyszki życia Fryderyka II, który wolał być pochowany ze swoimi psami w Poczdamie niż spocząć przy królowej.

Woskowe figury zmarłych książąt i księżniczek – żałoba i polityka

W styczniu 2022 r. w podcaście „Berlin Unboxed” przybliżającym ciekawostki z życia i historii niemieckiej stolicy kuratorka berlińskiej katedry, Birgit Walter zapytana przez dziennikarza o to, dlaczego aż 40 sarkofagów należy do dzieci, wyjaśniła, że umieralność we wczesnym wieku dziecięcym w dynastii Hohenzollernów była nawet wyższa niż ówczesne średnia. Zdaniem Birgit Walter za wysoką umieralność małych książąt i księżniczek były odpowiedzialne mizerne warunki higieniczne na skutek czego dzieci zapadały na ciężkie infekcje, ale też to, że dzieciom podawano wino lub pokarmy, których nie powinny były nigdy dostać. Niemowlęta były karmione przez mamki, co też mogło wpływać na ich kondycję, same zaś matki były często wyczerpane częstymi ciążami, co przekładało się na kondycję nowo narodzonych. To, co jednak przy okazji tej rozmowy wydało się najbardziej intrygujące to motyw samego przeżywania żałoby przez królowe i księżne. Najciekawszy przy tym wydaje się wątek również pochowanej w krypcie katedralnej, Zofii Doroty Hanowerskiej (1687-1757), matki Fryderyka II i trzynaściorga jego rodzeństwa. Czworo dzieci królowej zmarło w wieku dziecięcym, na przykład pierworodny syn królowej — Fryderyk Ludwik żył zaledwie rok. Jak Zofia Dorota radziła sobie z żałobą po swoich dzieciach? Otóż kazała sporządzać ich woskowe figury naturalnego wzrostu odziane w ubranka, które nosiły za życia. Figurki te sporządzano za każdym razem w dwu egzemplarzach, jedną wystawiano w gablocie skarbca Zamku Berlińskiego (dzisiaj: Humboldt Forum), gdzie były wystawione na widok publiczny, drugi matka trzymała blisko siebie. Aby lepiej zrozumieć znaczenie tej formy upamiętnienia, warto zajrzeć do artykułu Carstena Dilby sprzed dekady, „Die lebensgroßen Wachsfiguren der Kinder Sophie Dorotheas und Friedrich Wilhelms I. in Preußen (Kulturgeschichte Preußens-Vorträge und Forschungen, tom I, 2015 r). Autor tekstu zaznacza, że figury co prawda nie zachowały się do dziś, ale ich fragmenty (części rozbitej główki, strzępki szat) są przetrzymywane m.in. w berlińskim Kunstgewerbemuseum.


Dzięki zachowanym fotografiom figur wiemy, że ta wyobrażająca Fryderyka Ludwika była ubrana w czarną, aksamitną pelerynę i tego samego koloru beret ze strusim piórem. Figurkę posadzono na czerwonej, aksamitnej poduszce, w rączkę włożono koronę, na pelerynie jest widoczny herb Oranii. Figurka córki królowej, Charlotte Albertine (1713-1714) była natomiast odziana w lnianą szatkę z koronką, na głowie miała srebrny prawdopodobnie turban a na jej kolanie przysiadła papuga. Również poduszka, na której posadzono figurę , miała być srebrna. Figurka Ludwika Karla Wilhelma (1717-1718) miała zaś założoną czerwoną suknię ze złotymi zdobieniami, w tej samej sukni chłopiec został sportretowany, na obrazie widać wszystkie szczegóły szaty a portretowanemu towarzyszy bęben i drewniany konik. Tworzenie i wystawianie na widok publiczny misternie wykonanych woskowych figurek zmarłych książąt i księżniczek miało jednak nie tylko na celu ukojenie żalu matki, ale wpisywało się w bardzo konkretny zamysł polityczno-PRowy. Zmarli chłopcy byli następcami tronu, fakt, że żyli świadczył o tym, że królowa jest płodna i zdolna urodzić wielu potomków i tym samym zapewnić ciągłość linii pruskiej. Tak by nikt nie miał co do tego wątpliwości.

Zofia Dorota nie była pierwszą władczynią, która w taki sposób upamiętniła swoje zmarłe dzieci. Pierwszy był pruski król, Fryderyk I Hohenzollern (1657-1713), który na marginesie – wedle źródeł jako jedyny pruski król płynnie mówił po polsku. Fryderyk I polecił wykonać woskową figurę swojego syna Fryderyka Augusta (1685-1686), którą następnie wystawiono w przeszklonej witrynie. Prawie wszystkie figurki królewskich potomków przewieziono w 1945 r. do Zamku Berlińskiego, gdzie niemal doszczętnie uległy zniszczeniu w wyniku alianckich bombardowań. Do dziś nie wiadomo jak skrawki szat i fragmenty rozbitych figur trafiły do zbiorów muzealnych.

Skandal sprzed setek lat

Niemieckie media pisząc o osobistościach spoczywających w krypcie Hohenzollernów skupiają się zazwyczaj na najważniejszych koronowanych głowach. Tymczasem najciekawsze historie drzemią gdzieś na obrzeżach. Weźmy na przykład pod lupę Annę Zofię Brandenburską (1598-1659), księżną Brunszwiku-Lüneburga, małżonkę Fryderyka Ulryka (1591-1634), księcia Brunszwiku z dynastii Welfów. Małżeństwo tych dwojga nie należało do udanych, para pozostała bezdzietna a niespełniona Anna Zofia wdała się w romans ze znanym z awanturniczego trybu życia księciem Franzem Albrecht von Sachsen-Lauenburgiem (1598-1642). Książe brał udział w wojnie trzydziestoletniej wojując na przemian raz po jednej, raz po drugiej stronie. W wyniku wielu perypetii tajna miłosna korespondencja Anny Zofii i Franza trafiła do Fryderyka Ulryka, który zapewne się mocno uniósł a Anna Zofia zbiegła na dwór swego brata Jerzego Wilhelma Hohenzollerna (1595-1640). Fryderyk Ulryk zakazał wypłacania żonie należności z tytułu dożywocia, skonfiskował wniesiony przez nią do wspólnoty małżeńskiej majątek i zażądał rozwodu (chciał się ponownie ożenić), na co Anna się nie zgodziła. Sprawa miała zostać rozwiązana sądownie, zadbał o to sam cesarz Ferdynand, ale w trakcie procesu Ulryk zmarł, nie dożywszy ani rozwodu, ani powtórnego ożenku a jego linia wygasła. Co do Anny Zofii – osiadła na swoich wdowich włościach na Zamku Schöningen, gdzie ufundowała szkołę (budynek stoi do dziś i mieści się w nim Muzeum Ziemi Ojczystej) i prowadziła roztropną, samodzielną politykę, dzięki której udało jej się ocalić w wojennych zawirowaniach (jako jedynej) zamek z przyległościami przed splądrowaniem. Była też znana ze swojego zamiłowania do ksiąg, 50 z jej tomów znajduje się dziś w Krajowym Archiwum Dolnej Saksonii w Wolfenbüttel. Nic nie wskazuje na to, by po awanturze z ujawnioną korespondencją miłosną jeszcze miała kontakt z Franzem Albrechtem.

Zatruty owoc?


Ciekawą postacią – tu wyjątkowo z racji okoliczności śmierci, a nie życia-był też margrabia Ludwik Leopold Hohenzollern (1666-1687), który w 1681 r. poślubił Ludwikę Karolinę Radziwiłłównę (1667-1695). Ludwik zmarł śmiercią nagłą po balu wyprawionym w Pałacu Poczdamskim. Komisja powołana niezwłocznie dla celu ustalenia przyczyny zgonu ustaliła, że margrabia został otruty, ale nie wiedziano, jak i kto podał truciznę. Sprawa zagadkowego zgonu miała taki finał, że ojciec zmarłego – Fryderyk Wilhelm (1620-1688) elektor brandenburski, zarządził od tej pory, że wszystkie potrawy na dworze przeznaczone dla niego i jego rodziny mają być od tej chwili wpierw spożywane przez podczaszego. Nie udało się ostatecznie wyjaśnić, jak otruto Ludwika, na dworze krążyła wersja, że zjadł zatrutą pomarańczę, ponadto po Ludwiku doszło jeszcze do dwóch podobnych przypadków otrucia. Sprawcy jednak nie wykryto.

Olga Doleśniak-Harczuk

Udostępnij

03

wrz

Czym jest dziś „niemieckość”? Jakie wydarzenia historyczne powinny stanowić element „nowej, trwałej tożsamości narodowej” będącej alternatywą dla „antymitu, […] w którym naród pojawia się wyłącznie…

13

sie

Od 19 marca do 1 sierpnia 2027 r. w Starej Galerii Narodowej w Berlinie będzie można zobaczyć ok. 150 dzieł szwajcarskiego mistrza neoromantyzmu i symbolizmu,…

10

maj

Jego salon sztuki w Berlinie był na początku XX wieku jedną z najważniejszych galerii malarstwa nowoczesnego i współczesnego Niemiec, a od 1910 roku nawet jedną…