Kiedy Samuel Beckett rozpoczyna 1 października 1936 roku swoją niemiecką podróż, która zaprowadzi go do 30 miast i miasteczek, nie jest jeszcze „tym Beckettem od Godota i Nobla”, ale ślady tamtej wyprawy odnajdziemy w jego późniejszych dziełach. 30-letni Beckett notujący swoje wrażenia i strzępy rozmów z Hamburga, Berlina, Drezna czy Monachium to człowiek w kryzysie osobistym i zawodowym. Nie jest jednak otępiałym obserwatorem kraju, który za trzy lata rozpęta piekło na ziemi. Jest zachłanny na język, którego wciąż się uczy, na każdą książkę, obraz, doświadczenia, zwłaszcza te zakazane przez rozpychający się totalitarnym. Beckett w Niemczech choruje, miewa chwile słabości i zniechęcenia, jego zapiski są w tym sensie „nagie”, co daje czytelnikowi poczucie towarzyszenia autorowi „na dobre i na złe”. „German Diaries” to jednak propozycja nie tylko dla wielbicieli i znawców Becketta. Ta książka to pozycja obowiązkowa dla osób zainteresowanych Niemcami, odkrywaniem warunków panujących w nazistowskich Niemczech od podszewki i to odkrywaniem pod ramię z młodym Beckettem, w którym ta podróż (co podkreśla we wstępie też tłumaczka “Dzienników”, Gaby Hartel) zostawiła trwały ślad. To również Gaby Hartel bardzo trafnie używa w odniesieniu do języka “Dzienników” przymiotnika “nieprzefiltrowane”.
Plac Adolfa Hitera (wcześniej Plac Ratuszowy) […] Obiad w restauracji hotelowej (przy Steintorwall). Lóżko, kosztuje tu 4 Reichsmarki, jak nie znajdę czegoś innego, to niebawem będzie krucho z kasą. Bardzo solidnie, spokojnie, wygodnie, z windą czynną dzień i noc – odnotowuje Beckett 2 października 1936 roku w Hamburgu. Kwestia pieniędzy, ich braku, oczekiwania na przekazy pieniężne będzie co krok towarzyszyć autorowi dziennika, ale za każdym razem karta się odwróci i Beckett będzie mógł kontynuować swoją wyprawę. I kupować kolejne książki, które chłonie i których nabywaniu się bezowocnie opiera [vide: “Potem spaceruję wzdłuż Spreeort mijając po drodze antykwariat Dörlinga, którego progu nie śmiem przekraczać z lęku, że mógłbym zacząć kupować”].
Beckett spędza cale dni w muzeach, w biegu kreśli mini opisy uwzględniając w ten sposób ponad 600 dzieł sztuki
Książki wypożyczał też od swoich nowo poznanych niemieckich znajomych. Co czytał? Wszystko, co wpadło mu w ręce. Raz są to Niderlandzkie Dzienniki Albrechta Dürera 1520/21, innym razem opowieści z dreszczykiem Hannsa Heinza Ewersa („Die Bessessenen. Seltsame Geschichten, 1908) czy polecone mu przez znajomych „Deutschandsleben” Hansa Pferdmengesa. Na długiej liście beckettowskich lektur znajdziemy też Lessinga, Schopenhauera, Wiecherta, liczne albumy poświęcone niemieckiemu malarstwu, pamiętniki, wspomnienia. W biblioteczce Becketta zachowało się część z tych książek, m.in. te dotyczące historii literatury Karla Heinemanna.
Beckett spędza cale dni w muzeach, w biegu kreśli mini opisy uwzględniając w ten sposób ponad 600 dzieł sztuki, nabywa katalogi wystaw. Bywa bardzo krytyczny, po swojemu złośliwy, np. wtedy, gdy opisuje obrazy widziane w hamburskiej Kunsthalle: „Najbardziej odrażający fragment z odrażającego obrazu »Dou« („Pokutująca Magdalena”). […] Nudny portret Goyi” – notuje Irlandczyk. A w innym miejscu pisze: „Idąc w stronę Dörlinga i Speersort, wszedłem do kościoła św. Piotra. Wnętrze eleganckie i szlachetne, granitowe kolumny z czerwonymi wstęgami. Grają organy. Witraże za ołtarzem według apostołów Dürera w Monachium. Musiałem pomyśleć o ojcu”. Później jeszcze Beckett zachwyci się „przepięknymi wieżami kościelnymi u św. Piotra”.

Vermeer i Dürer pobudzali jego wyobraźnię wizualną. Obraz Caspara Davida Friedricha „Dwaj mężczyźni kontemplujący księżyc” wpłynął na powstanie „Czekając na Godota”
„To żarliwe zainteresowanie [malarstwem] nie jest jednak zaskakujące, jeśli weźmie się pod uwagę, że w 1934 roku Beckett ubiegał się o stanowisko w National Gallery w Londynie. Jego wiedza z zakresu historii sztuki ujawnia się szczególnie wyraźnie w sposobie, w jaki kwestionuje on przypisywanie autorstwa obrazów. Często późniejsze badania wykazały, że Beckett miał rację w swoich ocenach. Chociaż jego głównym przedmiotem zainteresowania byli flamandzcy i holenderscy starzy mistrzowie […], to poszerzał on również swoją wiedzę o inne epoki historyczne. Wiele z jego odkryć w Niemczech miało trwały wpływ na jego twórczość. […] Vermeer i Dürer pobudzali jego wyobraźnię wizualną. Obraz Caspara Davida Friedricha „Dwaj mężczyźni kontemplujący księżyc” wpłynął na powstanie „Czekając na Godota”. Nieco bardziej zaskakujące może być to, że Beckett poświęcał wiele czasu na oglądanie średniowiecznej sztuki sakralnej w kościołach i muzeach, a także sztuki egipskiej w Muzeum Bliskiego Wschodu. Jednak w „Trzeciej Rzeszy” irlandzki pisarz oglądał również sztukę nowoczesną, a zatem potępioną. Już samo to stanowi oświadczenie polityczne. Beckett wymienia nazwiska artystów wyklętych i prześladowanych: Karla Ballmera, Otto Diksa, Georga Grosza, Käthe Kollwitz, Maksa Beckmanna, Franza Marca, Ernsta Ludwiga Kirchnera, Ernsat Barlacha, Karla Schmidt-Rottluffa, Maksa Liebermanna i wielu innych. […] Beckett jest świadkiem kampanii przygotowującej wystawę „Sztuka zdegenerowana”, która zostanie otwarta 19 lipca 1937 roku w Monachium: „Około 15.00 idę do Pschorr […] czytam o tym cholernym nowym Szklanym Pałacu w Monachium. Dom Sztuki Niemieckiej – nadchodząca wystawa dostępna dla biednych i bogatych, dla każdego. […] Niedługo naprawdę zacznę wymiotować. Albo pojadę do domu.” (15.01.1937) – czytamy w posłowiu do książki.

Eintopfsonntag i kiełbasa z kapustą
Beckett poza poznawaniem artystów, kolekcjonerów sztuki (m.in. znanego marszanda Hildebranda Gurlitta), ma też kontakt z tzw. zwykłymi Niemcami, dzięki którym może poznać codzienność od środka, a nie z pozycji turysty. Beckett wymienia Luthera, dziennikarza Hamburger Tageblatt, który tak jak on jest gościem pensjonatu Hoppe w Hamburgu i który wręcza Beckettowi bilet na koncert charytatywny dla „niemieckich obywateli w Hiszpanii”, podczas którego to koncertu orkiestry dętej SS, pisarz „podnosi niewłaściwą rękę podczas Horst Wessel Lied”, po czym znudzony wychodzi przed czasem. Jak dowiadujemy się z komentarzy, koncert ten został zorganizowany w Ufa-Palast przez oddział XV SS NSDAP na rzecz uchodźców w Hiszpanii i jak odnotowały wieczorne gazety: „Orkiestry muzyczne ze sztandaru SS wykonały muzykę koncertową i marsze w pięknym brzmieniu i z doskonałą dyscypliną […]. SS-Gruppenführer Lorenz podziękował słuchaczom w swoim przemówieniu”. Przed koncertem puszczono fragment filmu dokumentalnego „Moskau Droht” („Moskwa grozi”). Beckett wspomina też często o (wszechobecnym) „Winterhilfswerku” (WHW) hitlerowskim „Funduszu Pomocy Zimowej” i o „Eintopfsonntag”, czyli tanim daniu jednogarnkowym, które obywatele mieli spożywać w niedzielę, by zaoszczędzone w ten sposób na obfitym obiedzie pieniądze przeznaczyć na rzecz WHW. W dzień koncertu Beckett sarka na kiełbasę z kapustą, którą musiał się zadowolić w związku z przypadającą „niedzielą jednogarnkową”.
“Bardzo volkistowsko. Kolonie, surowce, produkty tłuszczowe. Schudł X kilogramów, a. A. H. [Adolf Hitler] nie je ani mięsa, ani masła”
Jak Beckett reaguje na polityczne realia tamtych Niemiec? „Pierwsza wyraźnie polityczna wzmianka w dzienniku Becketta, pojawiająca się kilka dni po przybyciu do Hamburga, dotyczy agresywnej propagandy. Głośniki transmitują przemówienia Hitlera i Goebbelsa z radia: „Głośniki ryczą: A. H. i Goebbels otwierają akcję pomocy zimowej w Berlinie. Apopleksja”. Dobór słów jest jednoznaczny: to „ryczenie” prowadzi do „udaru mózgu”. Po tym nastąpiła równie lapidarna, co wnikliwa uwaga – jedna z nielicznych wyraźnych analiz: „Wkrótce będą musieli walczyć (albo pęknąć)”. (06.10.1936) Beckett wcześnie dostrzega: polityka zbrojeń i wojny ma w reżimie faszystowskim swoją własną dynamikę. Również w swojej korespondencji wskazuje na zagrożenie wojną, odnosząc się do następnej wiosny i z niepokojem zauważając: „o ile Europa do tego czasu nie zostanie zniszczona” – czytamy w komentarzach do książki. Wcześniej „idąc z Beckettem po jesiennym Hamburgu” widzimy jak „na odczepnego” kupuje ku niezadowoleniu kwestującego wpinkę Winterhilfswerku za najniższą możliwą kwotę 10 fenigów.
Beckett przywołuje też rozmowę z kupcem Martionem, który również mieszka w jego pensjonacie. Martion opowiada pisarzowi o „prawie Niemiec do kolonii”, czyli o koloniach utraconych przez Niemcy podczas I wojny światowej i na mocy traktatu wersalskiego (co w przypadku Hamburga jako „bramy świata” ma szczególne znaczenie):
„Niemcy nie są w stanie wyżywić 60 milionów ludzi bez kolonii. Martion, gdy się go lepiej pozna, staje się nieco bliższy. Byłoby na pewno źle, gdyby był znacznie bliżej. Tutaj, w Hamburgu, zajmuje się sprzedażą galanterii. Zna angielskie terminy z rejestru „Manschettenknopf”. Pracuje w Kolonii w sklepie swojego wuja. Zamierza się stąd wyprowadzić (gdzie, jak udało mi się z niego wyciągnąć, płaci mniej niż ja – czego można było się spodziewać) w kierunku Schlump. Wyraża opinię, że znacznie lepiej byłoby dla mnie mieszkać u nauczyciela lub pastora na wsi i radzi mi zamieścić ogłoszenie w czasopiśmie dla nauczycieli. Być może gdzieś w pobliżu Lüneburga znalazłbym coś odpowiedniego. Przynajmniej wtedy posuwałbym się do przodu szybciej, ponieważ miałbym więcej towarzystwa i rozmów niż tutaj, o ile bym to wytrzymał” – notuje 17 października 1936 r. Beckett.

A 28 października w dzienniku pojawia się taka notka:
„Pogawędka z Schön, panią Hoppe, Martionem i Hansem Georgiem. Niekończąca się tyrada Göringa na temat planu czteroletniego, transmitowana z Berlina. Bardzo volkistowska. Kolonie, surowce, produkty tłuszczowe. Schudł X kilogramów, a. A. H. [Adolf Hitler] nie je ani mięsa, ani masła”.
“Rozglądam się trochę po placu, cholerne HJ [Hitlerjugend] prześladuje mnie swoim brzękiem WHW [Winterhilfswerk], kupuję 2 eleganckie, czarne guziki w Woolworthcie”
W Berlinie Beckett (pod koniec drugiego zeszytu) dłuższymi niż w przypadku Hamburga fragmentami kreśli zimowe miasto z jego pięknem, z niderlandzkim i włoskim malarstwem, ale i brzydotą, której symbolem staje się tu Berliner Dom:

„Dalej przez most Schloßbrücke. Nie widzę dobrze ogrodu Lustgarten z powodu jarmarku bożonarodzeniowego (starszy mężczyzna maluje scenę ze strony zachodniej mostu), ale wystarczająco dobrze, by dostrzec, jak widok między Starym Muzeum na północy a zamkiem na południu jest zepsuty przez okropną katedrę [Berliner Dom] w stylu włoskiego baroku z początku XX wieku. Most Schloßbrücke, zbudowany przez Schinkla jako zamiennik starego, drewnianego mostu Hundebrücke, nazywany Mostem Lalek ze względu na rzeźby przedstawiające życie bohatera, autorstwa szkoły Raucha. Robi się ciemno i jest mi lodowato zimno. Przebiegam przez deszcz przez most Friedrichsbrücke do Neue Friedrichstraße i wypijam filiżankę gorącej czekolady w cukierni. […] Byłem na filmie na Georgenstraße, z Gable’em, Loy i Harlow. Okropne, a jednak miał w sobie coś, co sprawiało, że dało się to znieść. Camembert w barze „Franziskaner”. Nora. Łóżko. […] Pomyśl, jak pięknie byłoby mieszkać tam, z widokiem na Szprewę, zamek i katedrę” – pisze. Potem jeszcze zagląda do Kościoła Mariackiego i ogląda XV- wieczny „Taniec Śmierci” i ambonę autorstwa Schlütera.Następnie [idę] ulicą Königstr., obok ratusza –» Rotes Haus” – naprzeciwko ogromnego domu towarowego „Israel”, mijając ulicę Jüdenstr., gdzie Horst Wessel spędził swoją młodość! (…) Rozglądam się trochę po placu, cholerne HJ [ Hitlerjugend] prześladuje mnie swoim brzękiem WHW [Winterhilfswerk], kupuję 2 eleganckie, czarne guziki w Woolworthcie”
Kronika podróży, notatnik, monolog, autobiografia…
Autorzy komentarzy i posłowia do „Niemieckich Dzienników” zadają pytanie: „Co Beckett mógł z tego stworzyć pod względem literackim?”. I pada odpowiedź: „Dziennik pełni najróżniejsze funkcje: jest kroniką podróży i notatnikiem, autobiografią i etnografią, monologiem wewnętrznym i strumieniem świadomości, samoobserwacją i protokołem eksperymentów na sobie samym, samoregulacją i autoterapią, ćwiczeniem pisarskim, eksperymentem językowym i refleksją poetologiczną, krytyką, materiałem i montażem, słownikiem i zbiorem aforyzmów”.. A zatem „Dziennik” jest kopalnią inspiracji. Jest jednak coś bardzo konkretnego, co każe nam spojrzeć na twórczość Becketta być może zupełnie inaczej:
„Po opuszczeniu Niemiec Beckett przeniósł się w grudniu 1937 roku do Francji. Jego zaangażowanie w ruch oporu podczas wojny należy postrzegać w kontekście doświadczeń z okresu „Trzeciej Rzeszy”. Zwłaszcza […] „Czekajac na Godota” nabiera w tym kontekście nowego znaczenia: Nie jawi się już ona jedynie jako pozbawiona miejsca i czasu przypowieść o absurdalności naszego istnienia, lecz jako dramat polityczny osadzony w konkretnym kontekście historycznym, jak sugerowali Valentin Temkine i inni” – podsumowują autorzy towarzyszącego „Dziennikowi” opracowania.
„German Diaries” można analizować na wiele sposobów. Każdy czytelnik dopasuje do nich swój własny klucz. Tym najbardziej oczywistym będzie podróż śladami Becketta, odkrycie na nowo Niemiec, które są i których nie ma. Osobiście dodałabym tu jeszcze Atlas Mnemosyne Aby’ego Warburga jako lekturę uzupełniającą.
Olga Doleśniak-Harczuk

Samuel Beckett: “German Diaries. 28 września 1936 – 1 kwietnia 1937”, przekład z ang. Gaby Hartel. Pod redakcją Marka Nixona i Olivera Lubricha. Suhrkamp, 1352 stron, oprawa twarda, 78 euro



