Spór, jaki toczy się w Niemczech na temat zasiłku obywatelskiego (Bürgergeld) i tego, kto i jak długo powinien mieć prawo z niego korzystać, opanował letnie wywiady z politykami wszystkich opcji. Przy okazji tej debaty warto jednak szerzej spojrzeć na niemiecki rynek pracy i jego bolączki.
Rolą zasiłku obywatelskiego jest zapewnienie minimum egzystencjalnego do godnego życia – tak oficjalnie definiuje się to świadczenie. Jego wysokość wyjściowa to 563 euro w miesiącu dla osób samotnych lub prowadzących jednoosobowe gospodarstwo domowe, ale kwota ta rośnie wraz z konkretnymi dodatkami uzależnionymi od potrzeb świadczeniobiorców. I tak np. w przypadku jednoosobowych gospodarstw domowych średnia wysokość zasiłku w 2024 r. wynosiła 1029 euro. W przypadku gdy osoba ubiegająca się o zasiłek dysponuje pewnym majątkiem lub pracuje (zasiłek służy również do uzupełniania środków dla osób zarabiających za mało by się utrzymać, pracujących w niepełnym wymiarze godzin czy stażystów, w 2024 z możliwości tej skorzystało 826 tys. osób), kwota zasiłku jest obliczana na podstawie zgromadzonych środków lub wysokości dochodu.
Meble, wyprawka, bilety na basen
Według opublikowanej 1 sierpnia tego roku analizy Instytutu Niemieckiej Gospodarki w Kolonii (IW) w okresie od listopada 2023 r. do listopada 2024 r. tylko 80 tys. osób pracujących i pobierających zasiłek obywatelski pracowało na pełen etat a 500 tys. świadczeniobiorców w tej kategorii świadczyło pracę w niepełnym wymiarze godzin.
Pewną ciekawostką jest wzrost liczby cudzoziemców pracujących i jednocześnie pobierających zasiłek obywatelski. Podczas gdy liczba takich osób wzrosła o 21 tysięcy, w grupie Niemców spadła o 7 tysięcy. Eksperci tłumaczą to zjawisko lepszymi możliwościami integracji imigrantów na rynku pracy.
Zasiłek obywatelski nie ogranicza się do konkretnej kwoty wypłacanej co miesiąc. Świadczeniobiorca może też liczyć na pomoc państwa w opłatach za wynajem mieszkania, czynsz, ogrzewanie, uiszczanie składek zdrowotnych i tych na poczet ubezpieczeń społecznych. Ponadto istnieje możliwość uzyskania talonów na ubranie, meble, okolicznościowych dopłat związanych z potrzebami dzieci i młodzieży szkolnej (wyprawka szkolna, opłaty za wycieczki szkolne, bilety do kina, teatru, na pływalnię etc.) oraz z narodzinami dziecka.
52 proc. osób pobierających zasiłek obywatelski to obywatele Niemiec
Szacuje się, że zasiłek obywatelski pobiera dziś w Niemczech 5,5 mln osób (52 proc. to osoby z niemieckim obywatelstwem, 48 proc. to obcokrajowcy), w tym 4 mln uznawane za zdolne do pracy. Najbardziej nośnym medialnie aspektem tego sporu jest jednak postulat odebrania prawa do zasiłku obywatelom Ukrainy, którzy w grupie obcokrajowców pobierających to świadczenie stanowią największą grupę (blisko 706 tys., drugie miejsce zajmują obywatele Syrii- ponad 512 tys. osób, Polacy plasują się w tej kategorii na miejscu 9. z wynikiem nieco ponad 50 tys.). W 2025 r. na zasiłek obywatelski państwo niemieckie wydało łącznie 46,91 mld euro. Taka kwota została wymieniona w odpowiedzi rządu federalnego na zapytanie klubu parlamentarnego Alternatywy dla Niemiec (AfD).
O tym, że obywateli Ukrainy powinno się lepiej zaktywizować do pracy, mówiło się w niemieckim parlamencie od dawna. Postulat ten – wraz z żądaniem wstrzymania świadczeń dla ukraińskich uchodźców-zgłaszała jako pierwsza AfD, która zresztą w swoim wniosku skierowanym do rządu 24 czerwca tego roku uzasadniała ten postulat niskim odsetkiem obywateli Ukrainy, którzy podjęli w Niemczech pracę (w dokumencie tym AfD powołując się na dane Monitora Imigracyjnego z końca kwietnia 2025 r. ,pisało o stopie bezrobocia wśród uchodźców ukraińskich na poziomie 41,7 proc.).
Debata nad wstrzymaniem świadczeń dla obywateli Ukrainy
To, co w wydaniu AfD zwykło się uważać za przejaw antyukraińskiego kursu i potwierdzenie prokremlowskich sympatii partii Alice Weidel w wykonaniu koalicji rządzącej CDU/CSU-SPD już nie jest tak odbierane. Na uwagę o potrzebie zaktywizowania Ukraińców i wstrzymania świadczeń dla nich w ramach zasiłku obywatelskiego mówił w niedawnym wywiadzie dla ARD Markus Söder, szef CSU i premier Bawarii. Wcześniej inny polityk CSU, Stephan Mayer w rozmowie z tabloidem „Bild” wskazał dwie możliwe drogi dla ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym pobierających w Niemczech świadczenia, sprowadzały się one do hasła: „albo praca, albo wojsko”. Sami chadecy w umowie koalicyjnej z SPD wypracowali w odniesieniu do zasiłków dla obywateli Ukrainy kompromis polegający na tym, że od 1 kwietnia 2025 r. nowo przybyli uchodźcy nie mogą już liczyć na zasiłek obywatelski tylko na dużo niższe świadczenie przyznawane uchodźcom z Syrii, Afganistanu etc. Postulat Södera poparł m.in. Michael Kretschmer (CDU), premier Saksonii, który argumentował, że w porównaniu do Polski czy Francji liczba pracujących w Niemczech jest zbyt niska, co zdaniem polityka chadecji jest spowodowane regułami panującymi w Niemczech. Wsparcie przyszło również ze strony AfD.
Aktualna debata nie dotyczy już jednak nowo przybyłych uchodźców z Ukrainy, ale wszystkich, co nie wzbudza entuzjazmu SPD. Lars Klingbeil, socjaldemokratyczny wicekanclerz i minister finansów odrzucił postulat szefa CSU, i zasugerował, że chadecy gdzie indziej powinni poszukać oszczędności zamiast forsować politykę cięć kosztem najsłabszych. Pomysł szefa CSU potępiła młodzieżówka SPD (JUSOS) nazywając go „populistycznym”. W podobnym tonie zareagowali Zieloni, którzy wskazują, że przebywanie na zasiłku obywatelskim stwarza większe możliwości na podjęcie pracy, ponieważ osoby objęte tym świadczeniem są pod opieką urzędów pracy zobowiązanych do przedstawiania świadczeniobiorcom ofert zatrudnienia a tzw. zwykły zasiłek dla azylantów nie jest powiązany z takim mechanizmem. Premier Nadrenii-Palatynatu, Alexander Schweitzer odnosząc się do tej kwestii, podkreślił wagę samej możliwości podjęcia pracy, która ewentualną decyzją wykluczenia Ukraińców z prawa do zasiłku obywatelskiego odcina ich od tej możliwości, co zdaniem polityka z punktu widzenia oszczędności się opłaci, ale nie przyniesie długofalowych korzyści w postaci pożądanej aktywizacji zawodowej.
Zasiłek a “5 tysięcy hełmów”
Debata wokół zasiłku siłą rzeczy przeniosła się do niemieckich mediów. Jak zauważył w rozmowie z 4 sierpnia z dziennikarką ZDF korespondent tej stacji w Berlinie Wulf Schmiese, który przeprowadzał letni wywiad z Markusem Söderem, rząd musi szukać oszczędności mimo zaciągnięcia gigantycznych długów. „Propozycja [Södera] jest w pewnym sensie perfidna, ponieważ uderza w grupę, która nie ma prawa wyborczego (…), ale wyobrażam sobie, że koniec końców, że te świadczenia zostaną zniesione” – powiedział dziennikarz. Jego zdaniem sami Ukraińcy wewnątrz swojej grupy będą zadawać pytania „dlaczego nowoprzybyli nie dostają świadczenia z tytułu zasiłku obywatelskiego a ci, którzy są w Niemczech od kilku lat takie świadczenia dostają” [nawiązując do zapisu umowy koalicyjnej wyznaczającej termin 1 kwietnia 2025 r. jako okres kończący przyznawanie zasiłku obywatelskiego nowo przybyłym uchodźcom z Ukrainy-BT]. Dziennikarz zapytany o to, dlaczego obywatele Ukrainy w przeciwieństwie do innych uchodźców spoza Unii Europejskiej otrzymali na starcie pakiet socjalny przysługujący Niemcom i osobom, które od lat w Niemczech pracują uiszczając składki i płacąc podatki, stwierdził, że powody tej decyzji mogą sięgać pierwszej, mało udanej i do dziś wyśmiewanej formy pomocy udzielonej Ukrainie po rosyjskiej napaści, czyli nieszczęsnych pięciu tysięcy hełmów. „Co powiedziały wtedy Niemcy? Powiedziały: to my im damy 5 tys. hełmów i wszyscy zaniemówili. Pytano: Wy tak na poważnie z tymi hełmami? A ponieważ ówczesny rząd wił się jeszcze w sprawie wojny – którą wtedy nazywano przecież jeszcze konfliktem i nie był jeszcze przekonany co do dostaw broni, to zarówno rząd, jak i opozycja kierowane wyrzutami sumienia zgodnie zapowiedziały, że w takim razie natychmiast dadzą Ukraińcom zasiłek obywatelski […] W tzw. międzyczasie wszystko się zmieniło i wszyscy już się zorientowali, że Ukrainę przede wszystkim trzeba wspierać dostawami broni, ponieważ jest to również forma samoochrony, ale właśnie z uwagi na to, że tak dużo środków płynie dziś z Niemiec na Ukrainę trudno jest nadal obstawać przy zasiłku obywatelskim dla uchodźców ukraińskich” – wyjaśnił gość ZDF.
Za trzy lata na niemieckim rynku pracy będzie brakować blisko 730 tys. wykwalifikowanych pracowników
Pod koniec lipca 2025 r. 2,972 mln osób mieszkających w Niemczech miało status osoby bezrobotnej – to o 171 tys. więcej niż w analogicznym okresie ub. roku. Zdaniem Federalnej Agencji Pracy wakacyjny wzrost bezrobocia to zjawisko sezonowe, ponieważ w okresie letnim pracodawcy nie chcą podpisywać umów o pracę. Z drugiej jednak strony eksperci podkreślają, że już trzeci rok z rzędu niemiecki rynek pracy walczy ze skutkami wielorakich kryzysów, w tym z brakiem wykwalifikowanych pracowników i starzeniem się społeczeństwa.
Na brak odpowiednich kandydatów do pracy narzeka niemiecki handel, transport, służba zdrowia wraz z całym sektorem fizjoterapeutyczno – opiekuńczym, przemysł maszynowy, budowlany oraz przedszkola, szkoły i opieka społeczna. IW wyszczególniając bolączki poszczególnych branż, zwrócił też uwagę na odsetek wakatów, których nie można zapełnić z braku odpowiednich kwalifikacji ubiegających się o pracę. I tak w przypadku fizjoterapeutów liczba wakatów we wspomnianym okresie wynosiła ponad 12,5 tys., z czego realnie można było zaspokoić potrzebę tej gałęzi jedynie w 14,3 procentach.
W przypadku opiekunów osób starszych brakowało nieco ponad 14,5 tys. pracowników i jedynie 20,1 proc. bezrobotnych spełniało kryteria wymagane do wykonywaniu tego zawodu. Jak z kolei wynika z szacunków stowarzyszenia „Inicjatywa na rzecz zrównoważonej i sprawiedliwej pokoleniowo reformy opieki” do 2040 r. Niemcy muszą zatrudnić 191 tys. dodatkowych pielęgniarek, co biorąc pod uwagę, że obsadzenie stanowiska pielęgniarki w maju 2024 r. (dane Federalnej Agencji Pracy) trwało średnio 230 dni, a pielęgniarki geriatrycznej 210 dni, będzie bardzo trudne i z całą pewnością niemożliwe bez napływu wykwalifikowanego personelu z zagranicy.
W Niemczech brakuje też przedszkolanek i nauczycieli. Według przedstawionej w lutym 2025 r. prognozy sporządzonej na potrzeby Konferencji Ministrów Edukacji wszystkich landów, w najbliższej dekadzie deficyt w tej grupie zawodowej wyniesie blisko 50 tys.
Jak wynika z ankiet przeprowadzonych na początku sierpnia przez Bitkom (niemieckie stowarzyszenie reprezentujące firmy branży cyfrowej), w Niemczech brakuje 109 tys. też specjalistów od IT. Firmy decydują się więc albo na zaprzęgnięcie do pracy sztucznej inteligencji (AI) albo na zatrudnianie osób bez wykształcenia informatycznego, które są przyuczane do zawodu. 79 proc. firm ankietowanych przez Bitkom spodziewa się, że w przyszłości problem z niedoborem kadr IT jeszcze się pogłębi. Z drugiej strony w ostatnich dwunastu miesiącach 6 proc. firm musiało zwolnić specjalistów IT ze względu na pogarszającą się sytuację gospodarczą.
Pokolenie BB idzie odpocząć
Problem ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników zbiega się z okresem przypadającym na odchodzenie na emeryturę generacji wyżu demograficznego z lat 54-69 XX w., czyli Baby-Boomers (BB). Do tej grupy zalicza się dziś w Niemczech 13.196.500 osób, z których 6.014.200 przekroczyło wiek emerytalny. Według prognoz IW, w 2036 r. generacja BB może wynosić 15,7 mln ludzi i wszyscy będą już na emeryturze.
„Jednocześnie przewiduje się, że z 19,5 mln osób z pokolenia wyżu demograficznego z 2022 r., które osiągną wiek emerytalny lub umrą do 2036 r., zostanie zrekompensowanych przez zaledwie około 12,5 mln młodych ludzi wchodzących na rynek pracy. Innymi słowy, w 2040 r. na każde 100 osób w wieku produkcyjnym przypadnie prawdopodobnie nieco ponad 41 osób w wieku powyżej 67 lat – w 2022 r. było to niecałe 30 osób” – informował już pod koniec listopada ubiegłego roku IWD.
Eksperci instytutu prognozują jednocześnie, że w latach 2024-2028 liczba osób zatrudnionych na umowę o pracę będzie rocznie rosła średnio o 397 tys., co i tak nie załatwi sprawy braku wykwalifikowanych pracowników. Według IW, w 2028 r. na niemieckim rynku pracy będzie bowiem brakować aż 768 tys. takich osób. Receptą na to zjawisko ma być zdaniem ekspertów polityka rządu stwarzająca zachęty dla starszych pracowników by jak najdłużej nie przechodzili na emeryturę i pozostawali czynni zawodowo. Poza tym coraz częściej mówi się o konieczności wsparcia pracodawców w pozyskiwaniu wykwalifikowanych pracowników zagranicą.
Wymuszona solidarność? Rząd Merza będzie musiał przeanalizować wszystkie opcje
Pomijając kwestie rynku pracy, Niemcy zadają sobie pytanie o wysokość samych świadczeń emerytalnych i wydłużenia wieku emerytalnego. I na tym polu też można się spodziewać sporu. Z ciekawą i dość kontrowersyjną propozycją wyszli na początku sierpnia eksperci Niemieckiego Instytutu Badań nad Gospodarką w Berlinie (DIW), którzy naszkicowali projekt wprowadzenia tzw. „Boomer Soli” czyli składki solidarnościowej od dochodów emerytalnych. Składka ta miałaby wyrównać lukę między wysokimi stosunkowo emeryturami pokolenia BB a tymi, którzy przyjdą po nich bez obciążania młodych generacji. Niemcy po doświadczeniu składki solidarnościowej na rzecz wyrównania różnic rozwojowych między landami wschodnimi i zachodnimi mają sceptyczny stosunek do tego typu pomysłów, poza tym rodzi się pytanie, czy przenoszenie finansowej odpowiedzialności na tych, którzy ciężko zarobili na swoje emerytury i redystrybucja zgromadzonych przez nich środków wśród gorzej uposażonych emerytów jest do pogodzenia z wypracowanym porządkiem umowy społecznej.
To, że piramida demograficzna staje na głowie, jeszcze nie znaczy, że społeczeństwo będzie chciało ratować portfele młodszych generacji, uszczuplając własne. I to jest jedna sporna kwestia. Druga to coraz śmielsze podejmowanie tematu nieuchronności podwyższenia wieku emerytalnego przez między innymi nową panią minister gospodarki Niemiec Katherinę Reiche. (CDU), która w wywiadzie udzielonym pod koniec lipca dziennikowi „Frankfurter Allgemeine Zeitung” opowiedziała się za podwyższeniem wieku emerytalnego dla pokolenia BB do 70 lat i za dalszymi krokami mającymi sprawić by Niemcy pracowali dłużej i więcej. Wypowiedzi pani minister spotkały się z krytyką związków zawodowych.
Do 2050 r. na każdego emeryta i rencistę w Niemczech będzie przypadać 1,3 płatnika
Zdaniem Anji Piel, członka zarządu Niemieckiego Związku Związków Zawodowych DGB (Deutscher Gewerkschaftsbund) podwyższenie wieku emerytalnego byłoby „niczym innym jak wprowadzeniem tylnymi drzwiami skróconej emerytury i policzkiem wymierzonym tym, którzy przez dekady utrzymywali kraj i jego przedsiębiorstwa”.
„Dla wielu osób późniejsze przejście na emeryturę oznacza przedwczesną śmierć. A wiadomo, że dzisiejsze pokolenie emerytów będzie otrzymywało emeryturę niższą niż ich rodzice. Osoby z długim stażem pracy i złymi, stresującymi warunkami pracy również umierają znacznie wcześniej niż przeciętna populacja. Ci, którzy ciężko pracują przez wiele lat, mają znacznie mniejsze szanse na osiągnięcie zdrowej starości. Wyższy wiek emerytalny stanowi zatem szczególne obciążenie dla biedniejszych, ciężko pracujących ludzi. Dla nich jest to [de facto] obniżka emerytury” – napisała w specjalnym oświadczeniu Anja Piel.
Jeszcze w 1992 r. na jednego emeryta przypadało 2,7 płatnika składek, dziś jest to mniej niż dwóch. Przewiduje się, że do 2050 r. na każdego emeryta i rencistę w Niemczech będzie przypadać 1,3 płatnika, jeżeli doliczy się do tego wydłużający się średni okres pobierania emerytury (ludzie żyją dłużej i są zdrowsi), który w 1998 r. wynosił ok. 13,6 lat a już w 2023 r. wydłużył sie o 5 lat, to rachunek jest prosty. Rząd Friedricha Merza nie uniknie trudnych zapasów z reformą emerytalną.
Matczyna emerytura III i kosmetyczne zmiany emerytalne
W środę, 6 sierpnia rząd federalny przyjął projekt ustawy o „Pakiecie emerytalnym 2025”, który przewiduje utrzymanie obowiązującej dziś relacji między wysokością emerytur a wysokością przeciętnego wynagrodzenia do 2031 r. – konkretnie oznacza to, że wysokość emerytur zostanie przez kolejne sześć lat na poziomie 48 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Projekt zakłada też podwyższenie składek emerytalnych od 2027 z obowiązujących dziś 18,6 proc. do 18,8 proc. Trzecim filarem projektu jest „Emerytura macierzyńska III” forsowana m.in. przez CSU. Oznacza ona pełne zrównanie okresu wychowywania dzieci w ubezpieczeniu emerytalnym dla dzieci urodzonych przed 1992 rokiem oraz zniesienie zakazu ponownego zatrudnienia w przypadku bezpodstawnych umów na czas określony dla osób, które osiągnęły standardowy wiek emerytalny.
„Emerytura macierzyńska III” wejdzie w życie 1 stycznia 2027 r. a świadczenia z tego tytułu za rok 2027 zostaną wypłacona z mocą wsteczną. Rocznie na świadczenia związane z pokryciem lat wychowawczych z budżetu federalnego jest wydatkowane 5 mld euro, prognozuje się, że w 2030 r. ich koszt wzrośnie do 9,3 mld euro a w 2031 wyniesie 11 mld euro.
Jak wyjaśnia Federalne Ministerstwo Pracy i Spraw Socjalnych, utrzymanie dotychczasowego poziomu wysokości emerytur oznacza, że emerytury będą zasadniczo podwyższane zgodnie z dynamiką wynagrodzeń. Uwzględnione zostaną zmiany w składkach na ubezpieczenie społeczne emerytów i rencistów oraz osób zatrudnionych.
„Bez tego środka ustawowego poziom emerytur w latach po 2025 r. zostałby oddzielony od zmian wynagrodzeń i do 2031 r. spadłby prawdopodobnie o około jeden punkt procentowy do 47 procent. Dzięki stabilizacji poziomu emerytur na poziomie 48 procent emerytura w wysokości np. 1500 euro będzie od 1 lipca 2031 roku wyższa o około 35 euro miesięcznie. Stanowi to wzrost o 420 euro rocznie” – czytamy na stronie ministerstwa.
Olga Doleśniak-Harczuk



