Co dalej z 1,1 mld euro od Niemiec dla Namibii w ramach „umowy pojednawczej” za zbrodnie kolonialne?

W artykule:

  • 39:23 min

W maju 2021 roku Niemcy po raz pierwszy w oficjalnym dokumencie nazwały ludobójstwem masakry, jakich wojska Cesarstwa Niemieckiego dopuściły się w latach 1904-1908 na terenie swojej ówczesnej kolonii-Niemieckiej Afryki Południowo-Zachodniej (dzisiejszej Namibii) wobec grup etnicznych Herero i Nama. W porozumieniu wynegocjowanym z rządem Namibii zbrodnie te nie zostały jednak uznane za ludobójstwo w sensie prawa międzynarodowego tylko w sensie historycznym, co wyklucza roszczenia prawne o zadośćuczynienie lub odszkodowania. Berlin obiecał zamiast tego Namibii „pomoc rozwojową” w wysokości 1,1 mld euro, która miała być wypłacana w ratach rozłożonych na 30 lat i przeznaczona na projekty społeczne w rejonach osiedleńczych Herero i Nama. Tyle że Namibia od czterech lat odmawia podpisania parafowanego porozumienia wskazując na jego mankamenty a nowa prezydent Namibii Netumbo Nandi-Ndaitwah pod koniec marca tego roku w wywiadzie udzielonym BBC wezwała Berlin do przeprosin za dokonane ludobójstwo i wypłacenie reparacji zamiast „1,1 mld euro, które rząd Namibii uznaje za kwotę nieadekwatną [do popełnionego czynu-red.]. I tak porozumienie, które miało w praktyce położyć kres zgłaszanym przez Namibię od 1995 r. roszczeniom odszkodowawczym wobec Berlina pozostaje martwe. Pytanie jak długo.

W latach 1904-1907 na terenie dzisiejszej Namibii wojska Cesarstwa Niemieckiego dowodzone przez generała Lothara von Trothę doprowadziły do śmierci ok. 65 tys. z 80 tys. członków ludu Herero i co najmniej 10 tys. z 20 tys. członków ludu Nama. Ludzi tych za karę, że się zbuntowali (a zbuntowali się, bo kawałek po kawałku zabierano im ziemię uniemożliwiając wypas bydła, co było ich tradycyjnym zajęciem, a następnie uczyniono z nich niewolników) wieszano, zabijano z broni palnej, głodzono a tych, których schwytano przetrzymywano w obozie koncentracyjnym na Shark Island.

Szacuje się, że na skutek wycieńczającej pracy i chorób wynikających z niedożywienia, na wyspie od marca 1905 r. do kwietnia 1907 r. zmarło ok. 3 tys. członków obu plemion, w tym wiele kobiet i dzieci. Zresztą kobiety i dzieci zmuszano nie tylko do tzw. zwykłej pracy, ale również do czyszczenia czaszek współwięźniów – czaszek wysyłanych następnie w skrzyniach do berlińskiego Instytutu Patologii. Kto miał okazję obejrzeć niemiecki film „Der Vermessene Mensch” (w Polsce pokazany w kinach studyjnych na początku 2024 r. pod tytułem „Miara Człowieka”) zapewne pamięta scenę, w której pochodząca z plemienia Herero bohaterka, wcześniej będąca tłumaczką między Niemcami a Herero i zaczytująca się w niemieckiej poezji, kawałkiem szkła czyści jedną z takich czaszek z resztek tkanek.
Film „Miara Człowieka” nosił roboczy tytuł „Ein Platz an der Sonne” – „Miejsce pod Słońcem „, co było nawiązaniem do słów Bernharda Heinricha Karla Martina von Bülowa, dyplomaty, polityka, kanclerza II Rzeszy i premiera Prus w latach 1900-1909, znanego ze swojej imperialnej i mocarstwowej polityki.

„Nie chcemy stawiać nikogo w cieniu, ale my też żądamy naszego miejsca pod słońcem”, powiedział Bülow podczas debaty w Reichstagu, w 1897 r., nawiązując do niemieckiego apetytu kolonialnego.
Wyspa Shark Island od 2019 r. jest dla potomków Herero i Nama oficjalnie miejscem kaźni i pamięci o przodkach. W kwietniu 2024 r. z pomocą międzynarodowego zespołu ekspertów odtworzono na podstawie zdjęć satelitarnych, geolokacji, niemieckich pocztówek wysyłanych z obozu oraz fotografii robionych przez Niemców, oraz planów obozowych trójwymiarowy model tego miejsca. Dokumentacja zajęła 52 strony.

Dzięki pracy archeologów ustalono miejsca zbiorowych mogił, zlokalizowano też główne punkty obozu takie jak wieże strażnicze, lazaret i miejsce egzekucji więźniów. Na wyspę prowadził most wybudowany przez więźniów, przy wejściu do obozu strażnicy oddzielali dorosłych od dzieci. Warunki klimatyczne na wyspie – przeszywające zimno i ostry wiatr wykańczały stłoczonych na wyspie na równi z niedożywieniem. Ciała zmarłych lub zabitych wrzucano do morza. Jak wynika z opisów – dryfowały one na wodzie wzdłuż nadbrzeża Lüderitz (miasta nazwanego na cześć niemieckiego kupca Adolfa Lüderitza, który w 1886 r. jako pierwszy osiedlił się na terenie dzisiejszej Namibii zakupując kawałek ziemi od kapitana z plemienia Nama).

Więźniowie byli zmuszani do pracy przy budowie szyn kolejowych. Codzienną praktyką w obozie były gwałty, egzekucje dokonywane w specjalnym budynku zlokalizowanym przy latarni, trucie więźniów i dokonywanie na nich eksperymentów medycznych. W kolonialnych zbiorach Cesarstwa Niemieckiego znalazła się w ten sposób również prawdopodobnie czaszka jednego z przywódców powstania ludu Nama, Corneliusa Fredericksa, którego zdekapitowano na wyspie w 1907 roku. Fredericks wraz z 300 innymi mężczyznami przybył na wyspę ze swoją rodziną, wcześniej zarówno jego, jak i jego towarzyszy oszukano, przekazując, że wojna się skończyła. Na zachowanych zdjęciach z Shark Island widać Fredericksa – wysokiego męźczyznę w kapeluszu, z nogami skutymi kajdanami. Dziś na wyspie stoi pomnik upamiętniający jego walkę i śmierć w obozie a w Berlinie trzy lata temu nazwano jego imieniem jedną z ulic.

O tym, jak wyglądały realia obozowe, wiemy m.in. z dokumentacji fotograficznej niemieckiego podporucznika Düringa (imię nieznane), które znaleziono w Sam Cohen Library w Swakopmundzie. Düring fotografował umierające kobiety i dzieci, jedno ze zdjęć ukazujące młodą kobietę Herero ma zdecydowanie nieobyczajny charakter. Drastyczne opisy warunków panujących na Shark Island można też znaleźć w wydanych w 1906 (pośmiertnie) dziennikach Wernera Haaka, oficera Schutztruppen. Haak pisał ,co następuje:

„W ostatnim czasie do obozu przewieziono około 50 kobiet i dzieci. Ich stan był nie do opisania, na wpół zagłodzeni, zarażeni pasożytami, obgryzali resztki z brudnych, wyrzuconych kości wołów […] Dwa razy dziennie kobiety pędzono przez obóz. Musiały zbierać śmieci, puszki i tak dalej. Nawiasem mówiąc, niektóre z nich ledwo mogły się czołgać”.

Po co Polsce wiedza o ludobójstwie w Namibii?

Kiedy 1 września 2022 r. w Polsce opublikowano „Raport Strat Wojennych” dający asumpt do wysunięcia podpartych twardymi danymi roszczeń reparacyjnych względem Niemiec, co pewien czas przywoływano w dyskusjach przykład rzekomego wypłacenia przez Berlin reparacji wojennych Namibii i to za zbrodnie kolonialne, wyprzedzające o trzy dekady hekatombę II wojny światowej. I tak ci, którzy z gruntu nieprzychylnie odnosili się do podnoszenia kwestii reparacji widząc w niej zagrożenie dla polsko-niemieckiego pojednania zbywali „argument namibijski” wzruszeniem ramion zaś ci, którzy do niego sięgali zazwyczaj bazowali na zasłyszanym haśle, że „Niemcy wypłaciły”. Otóż po pierwsze – nie wypłaciły, po drugie – w dokumencie, który miał przypieczętować transfer środków z Niemiec do Namibii, nie znalazło się słowo „reparacje”, co oczywiście było zabiegiem celowym ze strony berlińskich negocjatorów, po trzecie – wybieg unikania pojęć jasno definiujących przyczynę i charakter faktycznego roszczenia Namibii, jaki zastosował rząd Niemiec, negocjując porozumienie ze swoją byłą kolonią powinien być dla Polski cenną wskazówką na przyszłość. O tyle ważną, że podczas gdy w naszym państwie kwestia reparacji została zamrożona, to w Namibii wciąż pozostaje żywa a obchodzone w maju tego roku po raz pierwszy państwowe uroczystości upamiętniające masakrę z początku XX wieku, które zresztą odbyły się w obecności przedstawiciela Niemiec, wskazują na wysoki priorytet tej kwestii na agendzie nowej pani prezydent, która już jako szefowa dyplomacji w latach 2012-15 zajmowała się tą kwestią a jako wiceprezydent kierowała rządową komisją zajmującą się tematem ludobójstwa i reparacji.

Oczywiście należy patrzeć na dalszy rozwój sporu reparacyjnego między Namibią a Niemcami nie tylko w kontekście godnościowym, ale i interesów gospodarczych i finansowych, w czym ogromną rolę ma szansę odegrać pilotowany przez Niemcy projekt energetyczny realizowany na terenie Namibii. Nie bez powodu Niemcy planując dalsze kroki w ramach swojej transformacji energetycznej zwrócili się właśnie ku Namibii. Pytanie, czy wpompowanie znacznych środków z niemieckiego budżetu w zieloną produkcję energii na tyle zadowoli rząd Namibii by wycofał roszczenia przypominające światu o kolejnej mrocznej karcie w niemieckiej historii. Jak na razie kwestia reparacji zdaje się interesować nie tylko Namibię. Ostatni szczyt Unii Afrykańskiej, który odbył się w lutym tego roku został zwołany pod hasłem „Rok 2025 rokiem reparacji”. Jeżeli organizacja zrzeszająca 55 państw afrykańskich podpisuje się nie tylko pod żądaniem restytucji dzieł sztuki czy szczątków ludzkich zgromadzonych w europejskich muzeach i instytutach, ale wprost nawiązuje do potrzeby otrzymania zadośćuczynienia finansowego nazywając rzeczy po imieniu to sprawa wygląda poważnie. I jest ona również poważnie odbierana.

W listopadzie 2024 r. na łamach Frankfurter Allgemeine Zeitung korespondentka gazety w Kaapstadzie opublikowała tekst pod tytułem: »Czym jest prawdziwe zadośćuczynienie za ludobójstwo?«. Autorka zaczęła swój artykuł od kolejnego pytania: „Niemcy mają wypłacić Namibii odszkodowanie za ludobójstwo sprzed 120 lat. Czy kraje takie jak Polska, Grecja i Włochy też mogą domagać się pieniędzy?”. Wcześniej ta sama autorka powołując się na opinię siedmiu specjalnych wysłanników ONZ, którzy skrytykowali rząd Niemiec za to, że negocjując kształt porozumienia z Namibią pominęli reprezentantów ludów Herero i Nama, pisała o ich wezwaniu rządu federalnego do wypłacenia reparacji. Sprawa ta była też przedmiotem zapytania poselskiego deputowanej klubu parlamentarnego Linke Sevim Dağdelen do sekretarz stanu w niemieckim MSZ, dr Anny Lührmann, która 10 maja 2023 r. w Bundestagu w taki sposób ustosunkowała się do raportu ONZ-u:
„Rząd federalny zamierza przedstawić swoją odpowiedź na wspólny komunikat siedmiu specjalnych sprawozdawców przed końcem bieżącego tygodnia. Rząd Namibii reprezentuje Namibię w stosunkach międzynarodowych. Jest to zatem punkt kontaktowy dla rządu niemieckiego we wszystkich kwestiach związanych ze stosunkami dwustronnymi, w tym w negocjacjach mających na celu rozliczenie się z kolonialną przeszłością. Rządowi federalnemu zawsze zależało na tym, aby osoby dotknięte tą sprawą były zaangażowane w dialog na rzecz pojednania. Rząd Namibii jako suwerenny podmiot sprawujący władzę jest odpowiedzialny za zorganizowanie udziału wszystkich zainteresowanych grup ludności w procesie negocjacji. Zgodnie z wiedzą rządu federalnego odbyło się to kompleksowo, m.in. w październiku 2022 r., kiedy to na zaproszenie wiceprezydenta Namibii na Forum Wodzów zebrało się ponad 250 szefów plemion Nama, Herero, Damara i San, a zdecydowana większość opowiedziała się za kontynuowaniem negocjacji z Niemcami”.

Odpowiedź sekretarz stanu nie wyczerpała jednak tematu. Reprezentanci Herero i Nama w dalszym ciągu utrzymywali, że nie zaproszono ich do stołu negocjacyjnego, parlament Namibii nie spieszył się z zaakceptowaniem warunków pierwotnego porozumienia, a jak można wywnioskować z relacji osób zaangażowanych w sprawę po stronie Namibii – rząd SPD, FDP i Zielonych wbrew deklaracjom ( taka wersja została przedstawiona 16 września 2022 r. w odpowiedzi rządu na zapytanie klubu parlamentarnego Linke) jednak wdrożył nową ścieżkę negocjacyjną – tym razem nad aneksem do porozumienia z 2021 r. Z przekazu strony namibijskiej wynika, że w dokumencie dokonano zmian semantycznych – „pomoc rozwojową” zastąpiono terminem „fundusz pojednawczy”, ale nie wspomniano o reparacjach a o ludobójstwie pisze się w formie „ludobójstwo z dzisiejszej perspektywy”, co też ma znaczenie.
Zaniepokojenie po stronie Namibii budziły jeszcze w lutym tego roku warunki i cele zapisane w dokumencie jak, chociażby te dotyczące budowy infrastruktury – szkół, dróg etc. Zdaniem ekspertów środki na te cele i tak trafiłyby do firm europejskich, które działają w regionach wskazanych w umowie jako miejsca osiedlenia potomków Herero i Nama. I wygląda na to, że przeciwnicy zapisów wiążących te środki z konkretnymi inwestycjami mają bardziej trzeźwe podejście do postawionych warunków niż się w Berlinie wydaje.

Przebudzenie Zielonych

Od 10 lipca 2025 r. klub parlamentarny Zielonych w Bundestagu czeka na odpowiedź rządu CDU/CSU-SPD na zapytanie dotyczące „przepracowania kolonialnej przeszłości Niemiec”. Zapytanie współrządzących jeszcze niedawno w Niemczech Zielonych dotyczy głównie Namibii i roszczeń tego kraju wobec Berlina, również tych indywidualnych, które ku niezadowoleniu wielu środowisk w Namibii-nie były przedmiotem negocjacji w ramach prac nad Wspólnym Porozumieniem Pojednawczym. Sami Zieloni jeszcze za czasów, gdy zasiadali w ławach opozycji chętnie i często angażowali się na rzecz zadośćuczynienia dla państw Afryki, ale i dla Grecji, która przecież do dziś nie zrezygnowała ze swoich roszczeń wobec Berlina. Jak to jednak w polityce bywa – po objęciu współodpowiedzialności za stery państwa zapał Zielonych w tej materii ostygł. Dowodem tej chłodniejszej kalkulacji jest m.in. odpowiedź rządu z 31.10.2024 r. udzielona posłom BSW (Partii Sahry Wagenknecht) na zapytanie o finansową gotowość Niemiec do wypłacenia ewentualnych reparacji i indywidualnych odszkodowań m.in. Namibii. Tak do tej kwestii ustosunkował się wtedy (jeszcze) rząd SPD-FDP i Zielonych:

„Z uwagi na brak podstawy prawnej nie istnieją ani indywidualne, ani zbiorowe roszczenia odszkodowawcze poszczególnych potomków ofiar lub ich związków przeciwko rządowi federalnemu. Nie zmienia to jednak faktu, że rząd federalny stoi do swojej odpowiedzialności historycznej i moralnej i promuje otwarty dyskurs na temat kolonialnej przeszłości Niemiec i jej skutków, a także ponowną ocenę aktów przemocy, które miały miejsce w tym kontekście. W przypadku Namibii rząd niemiecki wielokrotnie stwierdzał, że w wojnie prowadzonej przez niemieckie wojska kolonialne w byłej kolonii w latach 1904-1908 popełniono okrucieństwa, które można określić mianem ludobójstwa. Rząd niemiecki uznaje swoją historyczną, moralną i polityczną odpowiedzialność za te zbrodnie”. Odpowiedź udzielona BSW raczej nie wskazywała na szczególne przywiązanie zielonej części składowej rządu Olafa Scholza do sprawy, o którą teraz – już z perspektywy opozycji – zdają się zabiegać.

W lutym tego roku o Namibię pytał już wcześniej klub AfD, tyle że wtedy adresatem zapytania byli również Zieloni. W odpowiedzi udzielonej AfD rząd Olafa Scholza przyznał, że z 1,1 mld euro całościowej „pomocy rozwojowej” zaplanowanej dla Namibii, 50 mln przeznaczono na poczet „programu pojednawczego”. Program ten ma mieć charakter edukacyjno-upamiętniający, ale jak na razie brakuje konkretów jak miałby wyglądać. A brakuje, ponieważ wspólne porozumienie między Niemcami a Namibią wciąż nie zostało podpisane tylko parafowane – a mówimy o dokumencie wynegocjowanym jeszcze w 2021 r. u schyłku rządów kanclerskich Angeli Merkel.
Co istotne – adresatami tej „pomocy” oficjalnie są potomkowie ludów Herero i Nama, ale ani jedno, ani drugie plemię nie zostało – jak już wspomnieliśmy — zaproszone do stołu negocjacyjnego, co wywołało rozgoryczenie i brak zgody na jakiekolwiek ustalenia ponad ich głowami. Negatywnie na propozycję Berlina zareagowali wtedy sami liderzy organizacji Ovaherero Traditional Authorities (OTA) i Nama Traditional Leaders Association (NTLA), którzy wprost mówili o „wykiwaniu rządu w Namibii, szokującym oszustwie, monumentalnym wstydzie”. Liderzy podkreślali, że umowa została nazwana „pojednawczą”, a nie „reparacyjną” i „nie jest warta papieru, na którym ją spisano. OTA i NTLA wezwały wtedy całą społeczność międzynarodową by nie uznawała „sztuczek Namibii i Niemiec” i jednocześnie zaapelowały do ONZ i rządu USA o uznanie masakry dokonanej w latach 1904-1907 przez Niemców za ludobójstwo i zbrodnię przeciw ludzkości. Poza tym w 2021 r. pojawiła się nowa kwota roszczeń odszkodowawczych potomków ofiar sięgająca 477 mld euro, czyli kwoty nieporównywalnie wyższej od zaproponowanej przez ostatni rząd Merkel. Skąd się wzięła ta kwota? Pojawiła się ona w czerwcu 2021 r., kiedy do debaty o porozumieniu włączył się kolejny związek Herero – ZTA. Jego lider Manasse Zeraeua oszacował kwotę roszczeń Namibii na 477 mld euro uzasadniając jej podstawy analizą odszkodowań wypłaconych przez Republikę Federalną Niemiec Żydom po drugiej wojnie światowej.

Cofnijmy się do 2011 roku: „Namibię odwiedza wielu turystów…”

Październik 2011 roku. „Witamy naszych bohaterskich przodków” – głosi napis na jednym z transparentów wniesionych na lotnisko Windhuk. Tysiące Namibijczyków przybyło oddać hołd trumnom z dwudziestoma czaszkami pomordowanych przez wojska Cesarstwa Niemieckiego członków plemion Herero i Nama. Trumny okryte flagami narodowymi Namibii a w nich namacalny symbol pierwszego ludobójstwa XX wieku. Dwa dni wcześniej w niemieckiej stolicy przekazano czaszki delegacji rządu Namibii. Podczas ceremonii dochodzi do zgrzytu. Sekretarz stanu w MSZ, Cornelia Pieper (FDP) – występująca w charakterze gościa, a nie organizatora – odczytuje po niemiecku oświadczenie rządu federalnego. W trakcie prezentacji kilkakrotnie robi dłuższe pauzy na potrzeby tłumaczenia, goście w większości nie władają bowiem językiem Goethego. Zarówno treść, jak i sposób tej komunikacji irytuje Namibijczyków. W pewnym momencie ktoś podnosi transparent z żądaniem reparacji, poddenerwowana Pieper próbuje kontynuować, ale niezadowolenie rośnie, ponieważ zamiast wyczekiwanych przeprosin, pada wymijająca propozycja „pojednania”.
Na dodatek polityk liberałów jako przykład „szczególnych relacji niemiecko-namibijskich” podaje fakt, że Namibię odwiedza „wielu niemieckich turystów”, co jeszcze bardziej podgrzewa atmosferę. Jeżeli część gości liczyła na coś więcej niż wątły akt skruchy, to się rozczarowali. Pani sekretarz co prawda zakomunikowała, że Niemcy „poczuwają się do swojego ciężkiego dziedzictwa historycznego”, ale zamiast przeprosin zapowiedziała odsłonięcie kilku pomników ku czci ofiar niemieckich kolonizatorów i zmianę nazw ulic kojarzących się z niemieckimi podbojami w Afryce.

Tego dnia wygwizdana Cornelia Pieper szybko opuściła salę nie czekając na odczytanie stanowiska delegacji Namibii, które miał przedstawić minister kultury i sportu, Kazenambo Kazenambo (znany jako KK). To niejedyna niezręczność, jaka miała miejsce podczas tej uroczystości. Jedno dyplomatyczne faux-pas goniło kolejne. Ponieważ ceremonia przekazania została zorganizowana przez klinikę Charité, a nie przez rząd federalny, minister Kazenambo ze względów protokólarnych nie mógł przyjąć czaszek z rąk dyrektora placówki. Wyręczyła go w tym obecna na uroczystości przedstawicielka Muzeum Narodowego Namibii. W spotkaniu poza delegacją oficjalną wziął też udział późniejszy przywódca Herero, Vekuii Rukoro oraz Namibijczycy mieszkający w Berlinie. To oni trzymali transparenty i plansze z żądaniem przeprosin oraz reparacji. Po ceremonii cała grupa udała się w miejsca uznawane w Berlinie za najbardziej krzywdzące dla czarnoskórej mniejszości. Zachowały się zdjęcia, na których widać członków delegacji zgromadzonych wokół zejścia do stacji metra „Mohrenstrasse” [Ulica Murzyńska] zlokalizowanej przy ulicy o tej samej nazwie. Nota bena-decyzja o zmianie nazwy stacji zapadła we wrześniu 2020 r., ale do dziś władze dzielnicy Mitte nie są w stanie tej zmiany przeforsować. Oficjalna zmiana nazwy na „Anton W. Amo Strasse” na cześć czarnoskórego XVIII-wiecznego filozofa Antona Amo miała się odbyć 25 sierpnia tego roku, ale na skutek skarg berlińczyków wpływających do sądów co chwila przemianowanie tej ulicy jest niemożliwe.
Wracając jednak do wydarzeń roku 2011 – ceremonii przekazania czaszek przyglądał się wtedy prof. Reinhardt Kössler, socjolog, wykładowca Wyższej Szkoły Pedagogicznej we Fryburgu, od wielu lat piszący o ludobójstwie Herero i Nama. Jak wspomniał w rozmowie z nami naukowiec, delegacji z Namibii w sposób szczególny zależało na odzyskaniu czaszki jednego z ówczesnych przywódców plemiennych. – W jego rodzinnej wiosce wyczekiwano powrotu szczątków, chciano wyprawić mu godny pogrzeb. Niestety, nie udało się zidentyfikować czaszki tego człowieka. To był ogromny zawód – powiedział Kössler.

Walka przed amerykańskim sądem

Kiedy w 2018 r. doszło do kolejnego przekazania szczątków Herero i Nama, na liście zaproszonych zabrakło Vekuii Rukoro. Spekulowano, że o braku zaproszenia ze strony niemieckiego MSZ zadecydowały najpewniej kroki prawne wszczęte przez najważniejszego przywódcę Herero przeciwko państwu niemieckiemu w sądach amerykańskich. Niemieckie MSZ broniło się przed zarzutem celowego pominięcia Rukoro, wskazując, że to strona namibijska miała wytypować 25 przedstawicieli plemion Herero i Nama, którzy wezmą udział w ceremonii. Koszt ich podróży do Niemiec i zakwaterowania zobowiązało się pokryć niemieckie MSZ. Założono, że tym razem uroczystość będzie miała charakter oficjalny. W Namibii nadano temu wydarzeniu rangę najwyższej wagi, akt przekazania kolejnych czaszek transmitowano na żywo w telewizji.
O nieuwzględnieniu na liście gości przywódcy Herero najpewniej zadecydowały rozgrywki wewnętrzne między coraz bardziej skłonnym wtedy do kompromisu z Berlinem rządem Namibii a nieustępliwym Rukoro otwarcie żądającym wypłaty reparacji. Już wtedy było widać, że reprezentanci plemion stają się kulą u nogi rządowych oficjeli. Trzy lata wcześniej rządy Republiki Federalnej Niemiec i Namibii rozpoczęły oficjalne negocjacje w sprawie odszkodowań za ludobójstwo dokonane na Herero i Nama. Rukoro otwarcie sprzeciwiał się tym negocjacjom, uważał, że to nie rząd Namibii a plemiona powinny zasiąść z Niemcami do rozmów i zażądał wypłaty reparacji odrzucając formę tzw. odszkodowania. Podczas jednej ze swoich wizyt w Berlinie, w 2016 r., Rukoro stwierdził, że niemieckie przeprosiny oderwane od zobowiązania do wypłaty reparacji byłyby „obrazą inteligencji nie tylko Namibijczyków i potomków ofiar, ale wszystkich Afrykańczyków”. Rok później Rukoro wraz z innymi liderami Herero i Nama złożyli w nowojorskim sądzie pozew zbiorowy przeciwko Niemcom. Berlin wpierw ignorował pozew, a następnie próbował rozładować atmosferę kanałami dyplomatycznymi. W odpowiedzi na zarzut lekceważącego podejścia do roszczeń potomków ofiar strona niemiecka roztoczyła wizję planowanej pomocy finansowej dla plemion Herero i Nama w ramach specjalnego „funduszu dla poszkodowanych”. Jak tłumaczył wtedy odpowiedzialny za negocjacje z Namibią Ruprecht Polenz (CDU), Niemcy zamierzali finansować projekty związane z podnoszeniem poziomu edukacji, wdrożeniem reformy rolnej, mieszkalnictwem i elektryfikacją w Namibii, a pomoc miałaby trafiać przede wszystkim w rejony zamieszkane przez Herero i Nama. Ostatecznie pozew Rukoro i innych przywódców został odrzucony przez amerykańskich sędziów, którzy w uzasadnieniu powoływali się na immunitet Niemiec jako państwa. Kiedy w maju 2021 r. rządy Niemiec i Namibii poinformowały o zawarciu umowy pojednawczej, Rukoro nie szczędził krytyki jej zapisom. Przywódca Herero wzywał ponadto do protestów wobec prezydenta Franka – Waltera Steinmeiera, który podczas specjalnej wizyty w Namibii miał przeprosić za zbrodnie Cesarstwa Niemieckiego. Do wizyty Steinmeiera doszło dopiero w lutym 2024 r. i niemiecki prezydent nie pojechał do Afryki z przeprosinami tylko na uroczystości pogrzebowe prezydenta Namibii Hage Geingoba. W swoim krótkim przemówieniu Steinmeier podkreślił, że zmarły prezydent Namibii był zaangażowany w prace nad wspólnym porozumieniem ws. „mrocznego rozdziału niemieckiej historii”, co przez środowiska Herero i Nama zostało odebrane z widoczną irytacją. Szefowa Ovaherero Traditional Authority (OTA) Mutjinde Katjiua stwierdziła, że „to niefortunne, że Steinmeier zdecydował się “wykorzystać okazję do żałoby po naszym nieodżałowanym prezydencie, aby sprzedać zdyskredytowaną wspólną deklarację naszemu narodowi i światu”. Vekuii Rukoro nie mógł już skomentować tej wizyty. Przywódca Herero zmarł w połowie czerwca 2021 r. na Covid-19.

Ludobójstwo się nie przedawnia

W porozumieniu z 15 maja 2021 r. parafowanym przez Ruprechta Pollenza i specjalnego wysłannika Namibii, ambasadora Zedekię Ngavirue [Ngavirue zmarł w czerwcu 2022 r, do tej pory strona namibijska nie wyznaczyła jego następcy] Berlin zobowiązał się do wypłacenia Namibii 1,1 mld euro w ciągu 30 lat, środki miałyby być przeznaczone na projekty rozwojowe, jednocześnie wykluczono jakiekolwiek prawa Namibii do stawiania kolejnych roszczeń. Środowiska reprezentujące Herero i Nama z oburzeniem zareagowały na porozumienie nazywając je „trikiem PR-owym”. Zdaniem krytyków porozumienia, rząd Namibii przyjął niemiecką propozycje tylko dlatego, że boryka się z problemami finansowymi. Taki zarzut padł z ust Israela Kaunatjike, mieszkającego od lat 70. w Berlinie Herero i działacza inicjatywy „Ludobójstwo się nie przedawnia!”. Kaunatjike nazwał porozumienie „skandalicznym” i odmówił mandatu negocjacyjnego rządowi Namibii, powołując się na pochodzenie jego członków i fakt, że ich lud nie padł ofiarą niemieckich kolonizatorów. Kaunatjike podkreślał to, o czym latami mówił Rukoro, czyli fakt, że liderzy Herero i Nama nie zostali zaproszeni do stołu negocjacyjnego. „Państwo niemieckie zawiera umowę z rządem Namibii a ten nie jest uprawniony do negocjacji o naszej historii. Trzeba rozmawiać z tymi, których ta masakra dotknęła” – tłumaczył. A kto zadecydował o tym by nie zaprosić do negocjacji Herero i Nama? Z odpowiedzi rządu federalnego na pytania wystosowane przez klub parlamentarny Linke jeszcze w lipcu 2016 r, wynikało, że to rząd Namibii zadecydował o wykluczeniu reprezentantów obu plemion z rozmów. Z drugiej strony, Linke przywołało wypowiedź namibijskiego negocjatora, Dr. Zeda Ngavirue, który w maju 2016 roku w komentarzu dla prasy przyznał, że to strona niemiecka od początku nalegała na wykluczenie Herero i Nama z negocjacji. Nad tą kwestią unosi się więc sporo znaków zapytania. Kolejny punkt sporny stanowił brak ujęcia w umowie reparacji.

Jak zauważał wtedy Kaunatjike „program rozwojowy w wysokości 1,1 mld euro zaproponowany Namibii przez Niemcy nie ma nic wspólnego z reparacjami a »słowo „eparacje« w ogóle nie padło, ponieważ rząd Niemiec boi się precedensu”. Tego samego zdania jest prof. Kössler, który uważa, że rząd federalny nie może sobie pozwolić na wypłacenie Namibii reparacji wojennych, ponieważ tym sposobem stworzyłby precedens, na który później mogłyby się powołać inne państwa, również Polska i Grecja. – Umowa pojednawcza, którą już ogłoszono wielkim sukcesem w relacjach Niemiec i Namibii może zostać oczywiście podpisana, ale nie ma legitymizacji środowisk zrzeszających potomków ofiar masakry. Myślę, że kiedy prezydent Frank-Walter Steinmeier przyjedzie do Namibii i będzie prosił o wybaczenie, na sali plenarnej nie pojawią się ani Herero ani Nama – prognozował Kössler już w 2022 r. Zaś Kaunatjike zaproponował by Steinmeier wziął przykład z Willego Brandta i tak jak niemiecki kanclerz ukląkł w Warszawie, tak niemiecki prezydent powinien złożyć hołd ofiarom niemieckiego ludobójstwa tam, gdzie do niego doszło a nie w parlamencie, gdzie nie będzie prawdopodobnie żadnego z reprezentantów Herero i Nama.

O reparacjach Namibia mówiła już za Helmuta Kohla

Kontrowersje wokół nazewnictwa, czyli sporu o to czy Niemcy są winne Namibii reparacje, czy też bliżej niesprecyzowane odszkodowania skomentował też dla nas Dr Jędrzej Czerep, analityk do spraw Afryki Subsaharyjskiej w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, który zwrócił uwagę, że żądanie reparacji stawiane przez potomków Herero i Nama pojawiło się już w latach 90. XX w. – W 1995 r podczas wizyty Helmuta Kohla w Namibii delegacja ludu Herrero chciała wręczyć kanclerzowi Niemiec petycję domagającą się reparacji. Wówczas to była kwota ok. 600 milionów dolarów – jako zadośćuczynienie za krzywdy poniesione podczas jednej z najbardziej krwawych z wojen kolonialnych. Skąd w ogóle reparacje? Konflikt w latach 1904-1908 rozpoczął się od tego, że ludność Herero i Nama podniosły powstanie przeciwko osadnikom niemieckim, przeciwko odbieraniu ziemi, przejmowaniu najlepszych terenów i wysiedlaniu. Niemcy chcąc ukarać ich za powstanie zażądali reparacji za straty własne. Ponieważ były niemieckie ofiary, w związku z tym niemieckie władze zażądały reparacji w postaci bydła. Reparacje zrujnowały te społeczności i podcięły ich samodzielność. Więc precedens reparacji był ustanowiony przez samych Niemców. Natomiast dzisiaj Niemcy jak dotąd unikają jak ognia po pierwsze przyjęcia tej formuły reparacji, po drugie takiego otwartego przeproszenia i przyjęcia na siebie winy, chociaż w tym względzie wydaje mi się, że druga strona nigdy nie będzie zadowolona. Nawet kiedy ze strony niemieckiej pojawiają się stwierdzenia, że te wydarzenia w dzisiejszych kategoriach byłyby rozumiane jako ludobójstwo to nie załatwia to sprawy. Mamy dziś przedstawioną ofertę niemiecką pakietu rozwojowego rozłożonego na trzydzieści lat dla potomków społeczności Nama i Herero, która wywołała gwałtowne protesty ze strony potomków tychże społeczności i opinie, że jest to półśrodek – skomentował Dr Jędrzej Czerep.

Kwota odszkodowania jest nędzna

Wśród krytyków porozumienia z 2021 r. znalazł się też prof. Henning Melber z Nord Africa Institute w Uppsali, autor wielu książek i publikacji dotyczących Afryki. Zapytany blisko rok po ogłoszeniu porozumienia zawartego z Namibią o to, czy nadal uważa, że umowa jest chybiona, Melber odpowiedział: – Moja opinia się nie zmieniła. Kwota odszkodowania zaproponowana Namibii jest nędzna, zwłaszcza w porównaniu z innymi wydatkami ponoszonymi przez państwo niemieckie. Budowa lotniska w Berlinie pochłonęła 7 mld. euro, koszt nowego dworca we Frankfurcie 9 mld. euro, w porównaniu z tymi wydatkami 1,1 mld. euro za ludobójstwo jest policzkiem wymierzonym potomkom ofiar. Ludzkie życie nigdy nie powinno być przeliczane na pieniądze, ale ta kwota jest również nędzna z moralnego punktu widzenia. Na sugestię, że rząd nowej koalicji złożony z SPD/FDP i Zielonych być może zdecyduje się na otwarcie nowego rozdziału negocjacyjnego ws. zadośćuczynią, Melber zareagował wówczas sceptycznie.

  • Nowy rząd koalicyjny do tej pory trzymał się na uboczu deklarując, że czeka na reakcję strony namibijskiej. Rząd Namibii zasygnalizował jednak, że chce renegocjować kwotę odszkodowania. Nie mam wiedzy o żadnych bezpośrednich kontaktach między stronami. Umowa koalicyjna nowego rządu federalnego stanowi, że pojednanie z Namibią pozostaje nieodzownym zadaniem. Kwestia ta nie została jednak jeszcze rozwiązana i wydaje mi się, że przed nami długa droga – skomentował profesor.

Sceptyczna prognoza prof. Melbera się sprawdziła. 16 września 2022 r na stronie Bundestagu opublikowano odpowiedź rządu SPD, FDP i Zielonych na zapytanie klubu parlamentarnego Linke, dotyczące „Stosunków niemiecko namibijskich i tzw. umowy pojednawczej”. Wynika z niej, że rząd federalny nie widzi już możliwości renegocjacji zaproponowanej kwoty i uważa sprawę za zamkniętą. Z 20-stronicowego dokumentu wyłania się przy okazji pełniejszy obraz pozwalający prześledzić negocjacje i daty spotkań strony niemieckiej i namibijskiej. Z odpowiedzi rządu dowiadujemy się m.in., że już po parafowaniu tekstu porozumienia ówczesny szef niemieckiego MSZ-u, Heiko Maas (SPD) miał udać się z wizytą do Windhuk, ale kolejna fala pandemii koronawirusa w czerwcu 2021 r uniemożliwiła wyjazd, tak że ostatecznie już nikt z ówczesnej ekipy rządowej nie zdołał odwiedzić Namibii. A później we wrześniu nastąpiła zmiana rządu w Berlinie. Z tekstu wynika również, że porozumienie między Namibią a Republiką Federalną Niemiec nie jest umową w znaczeniu prawa międzynarodowego i przez to nie wymaga ratyfikacji w Bundestagu. Ponadto w wyjaśnieniu, rząd pisze: „„Wspólne oświadczenie” jest polityczną deklaracją intencji. Zostało ono parafowane przez negocjatorów rządów Niemiec i Namibii po zakończeniu negocjacji. Oświadczenie nie zostało jednak do tej pory wydane przez oba rządy z uwagi na brak zgody na tę deklarację strony namibijskiej”. Przy czym rząd dodaje, że jak wynika z jego wiedzy, strona namibijska nie potrzebuje do zaakceptowania oświadczenia ratyfikacji w parlamencie. Na pytanie Linke, czy organizacje reprezentujące Herero i Nama próbowały uzyskać termin spotkania na bezpośrednie negocjacje z szefową niemieckiego MSZ-u, Annaleną Baerbock lub pracownikami ministerstwa, odpowiedziano twierdząco, zaznaczając, że dla Berlina stroną w negocjacjach jest rząd Namibii, a nie poszczególne grupy, które zresztą rzekomo same odmówiły udziału w rozmowach po stronie namibijskiej w ramach formatu zwanego „komitetem technicznym”. A zatem do dialogu między MSZ-em a plemionami Herero i Nama nie doszło, co po części usprawiedliwiono też obostrzeniami pandemicznymi. Linke było zainteresowane też 4 milionami euro przeznaczonymi w projekcie budżetu na 2022 r na projekty „w ramach pojednania z Namibią”, rząd wyjaśnił, że pieniądze te posłużą finansowaniu niemiecko-namibijskiej Fundacji na rzecz Pamięci, Pojednania i Przyszłości” [nazwa robocza]. Powołanie takiej instytucji przewidziano w parafowanym w maju porozumieniu, a do jego ukonstytuowania i obsadzenia stanowisk ma dojść dopiero po podpisaniu porozumienia. W odpowiedzi poruszono też kwestię zwrotu dóbr kultury i ludzkich szczątków wywiezionych z terenów dzisiejszej Namibii, uzasadniając dość mgliście, że obszar ten jest regulowany prawem międzynarodowym, ale bez podania konkretów. Zaś na pytanie o to, czy w niemieckich podręcznikach do historii nie powinno szerzej uwzględnić się niemieckich zbrodni w byłych koloniach, odpowiedziano w sposób typowy i znany z innych tego typu dokumentów, a mianowicie, że „polityka edukacyjna leży w gestii landów”.

„Nie potrafimy obchodzić się z większymi kwotami”

A jak na propozycję Niemiec reagowali jeszcze przed parafowaniem porozumienia w maju 2021 r, sami Namibijczycy? Jeden z najciekawszych i mocno jednak naruszających oficjalną narrację rządu Namibii komentarzy ukazał się 7 lutego 2022 r. na stronie portalu neweralive.na.

Po długich rozmowach (…) Niemcy zgodziły się wziąć na siebie odpowiedzialność za okrucieństwa, których dopuściły się w Namibii 100 lat temu i wypłacić nam 1,1 miliarda euro (…). Biorąc pod uwagę skalę korupcji w Namibii, powstaje jednak pytanie, czy otrzymanie tych środków w gotówce będzie dobrym rozwiązaniem – czytamy na portalu. Autor obszernego komentarza, występujący pod pseudonimem, ostro krytykował korupcję polityków i urzędników, dziurawy wymiar sprawiedliwości, który nie nadąża za przypadkami malwersacji środków publicznych. Co ciekawe, autor apelował do rządu niemieckiego by absolutnie nie przekazywał Namibii gotówki, ponieważ „wiele wskazuje na to, że nie potrafimy się obchodzić z większymi kwotami” i proponował by środki były raczej inwestowane w długofalowe projekty mające polepszyć standard życia Namibijczyków. Publicysta był jednocześnie przeciwny wysyłaniu Namibijczyków na studia do Niemiec, wolałby zainwestować środki przeznaczone na zagraniczne stypendia na rozwój szkolnictwa na miejscu, gdzie „brakuje podręczników, krzeseł i stołów” a „lekcje odbywają się pod drzewem”.

W tym samym tekście pojawił się też pomysł wystąpienia do Niemiec o zwrot zagrabionych artefaktów, tak by „dziś generowały zysk dla namibijskich muzeów”. Autor był za tym, by Niemcy zarządzały wydatkowaniem kwot przekazywanych w formie odszkodowań i skierowały strumień finansowy przede wszystkim na rozwój rolnictwa, tak by państwo było w stanie osiągnąć bezpieczeństwo żywnościowe i nie było uzależniane od dostaw z RPA, przy czym porównując gospodarczą zależność Namibii od RPA, publicysta przytoczył przykład zależności Europy od rosyjskiego gazu i szantaż gazowy, jakiem Władimir Putin trzyma w szachu państwa naszego regionu.

Dr Karl-Heinz Roth: Rząd Niemiec obawia się „efektu bumerangu”

Dr Karl-Heinz Roth w Polsce kojarzy się przede wszystkim jako orędownik przyznania Polsce reparacji wojennych, rzadziej jako lekarz i historyk od dziesięcioleci piszący o pseudomedycznych eksperymentach w III Rzeszy, ale i o ludobójstwie dokonanym przez Cesarstwo Niemieckie na ludach dzisiejszej Namibii. Dr Roth śledził niemiecko-namibijskie negocjacje i uważa, że warunki uzgodnionej umowy są w istocie wybiegiem mającym osłabić przeprowadzenie reformy rolnej w Namibii, ponieważ uderzałaby ona w Niemców mieszkających w tym państwie. O Afryce udało nam się porozmawiać z dr. Rothem w październiku 2021 r. po spotkaniu niemieckiego autora z czytelnikami zorganizowanym wtedy w Muzeum Powstania Warszawskiego.

  • Strona niemiecka co prawda uznała masakrę na ludności Herero i Nama za zbrodnię ludobójstwa, ale jednocześnie zadbała o to by to przyznanie się do winy nie pociągało za sobą zobowiązania do wypłaty reparacji. Poza tym Niemcy zagrały na poróżnienie rządu Namibii skłonnego przyjąć propozycję Berlina z przeciwnymi tej ofercie ludami Herero i Nama. Ostatecznie delegacja rządu namibijskiego przystała na warunki umowy, która przewiduje wypłatę 1,1 md. euro na projekty związane z rozwojem kraju, ale co istotne– znaczna część majątków ziemskich wciąż znajduje się w rękach niemieckich a są to ziemie w dużej mierze odebrane przez Cesarstwo Niemieckie ludom Herero i Nama – wyjaśniał Karl-Heinz Roth.

Jak podkreślił, w Namibii od kilkudziesięciu lat są podejmowane starania wdrożenia reformy rolnej, która zakłada m.in. rozdzielenie ziemi. – Oczywiście Herero i Nama domagają się zwrotu ziemi zagarniętej przez niemieckich kolonizatorów a z tego co mi wiadomo uruchomienie pieniędzy z funduszu odszkodowawczego, pieniędzy – jak się podkreśla – przeznaczonych na rozwój gospodarczy kraju, ale już nie na reformę rolną w takim wydaniu w jakim ją sobie wyobrażają Namibijczycy, podetnie jej założenia. Jest to wyraz cynizmu. Kilka lat temu uczestniczyłem w panelu poświęconym Namibii. Dwaj z obecnych rozmówców wywodzili się z mojego dawnego, lewicowego środowiska, powiedziałem im, że powinniśmy zahaczyć o kwestię reparacji dla Namibii a oni mówią do mnie „nie możesz tego zrobić, bo wtedy posypią się roszczenia z całego obszaru postkolonialnego”. Przypomniałem sobie jak na fali rewolty studenckiej obalaliśmy w Hamburgu pomniki niemieckich kolonizatorów, w latach 70. Po raz pierwszy na niemieckich uniwersytetach zaistniał w ogóle temat niemieckich kolonii, dziś temat jest znany, ale jak to się mówi w języku niemieckiej dyplomacji – każde uznanie winy za cierpienia podbitych ludów pociągnie za sobą „efekt bumerangu”, dlatego Niemcy z taką stanowczością odrzucają żądania reparacyjne. W Niemczech trwa teraz dyskusja o restytucji zrabowanych dzieł sztuki i tu pojawia się ten sam fenomen, z którym spotykam się w dyskusji o reparacjach, że wiele osób zaangażowanych w sprawy niemiecko-afrykańskie milczy o konieczności zwrotu tych zagarniętych dóbr kultury – podsumował Roth.

Nie ma imprezy bez Kartoffelsalat

O tym, jak dalece Niemcy mieszkający w Namibii pozostali wpływowi zarówno ekonomicznie jak i kulturowo opowiadają autorzy wydanego w 2021 r. „Postkolonialnego Przewodnika po niemieckiej historii kolonialnej”. [ Namibische Gedenk- und Erinnerungsorte. Postkolonialer Reisebegleiter in die deutsche Kolonialgeschichte“, pod redakcją Bernda Heyla, Brandes und Apsel Verlag, Frankfurt am Main, 2021]. We wstępie czytamy: „Namibijska codzienność jest wręcz naszpikowana śladami kultury niemieckiej. Nie ma imprezy bez Kartoffelsalat, piwo ważone zgodnie z „bawarskim prawem czystości” stało się wręcz symbolem narodowym Namibii.” A korzystając z innych źródeł widać, że w Swakopundzkiej Cafe Anton wciąż podają tort szwarcwaldzki, a w założonej w 1907 r. karczmie „Schützenhaus” można zamówić zrazy wołowe, sznycle, bratwursty, golonkę po bawarsku i Apfelstrudel. Takie m.in. atrakcje pozwalają niemieckim turystom odwiedzającym Namibię poczuć się prawie jak w domu, zwłaszcza, że do swojej dyspozycji mają też lokalne gazety wydawane w j. niemieckim a część tradycyjnej zabudowy na modłę niemiecką została zachowana w tkance miast, nawet jeżeli dookoła wyrosły szklane wieżowce. W Windhuk budynek dawnej administracji kolonialnej, zbudowany w latach 1912-13 „Tintenpalast” (Atramentowy Pałac – aluzja do hektolitrów atramentu zużywanego przez niemieckich biurokratów), służy dziś za siedzibę Zgromadzenia Narodowego Namibii, czyli niższej izby parlamentu. Niemcy zostawili też w Namibii kilka zamków i twierdz, postawionych z potrzeby przeszczepienia swojej kultury na grunt afrykański, a i dla ewentualnej ochrony w razie konfliktu zbrojnego. Przykładem takiej architektury jest Zamek Duwisib, neogotycka twierdza z 1908 r. zbudowana na polecenia kapitana Hansa Heinricha Wolfa, który wraz z małżonką wyemigrował do Niemieckiej Afryki Południowo-Zachodniej. Zamek Duwisib zaprojektował berliński architekt Wilhelm Sander, który pracował również przy budowie Tintenpalast. – Na misję pokojową do Namibii poleciałem w roku 1989, to była wczesna faza procesu demokratyzacji, wybory powszechne nadzorowane przez ONZ. Większość w wybranym wtedy Zgromadzeniu Konstytucyjnym zdobyła SWAPO. Większa jednostka mieściła się Grootfontain, mniejsza w Windhuku, do naszych zadań należały kwestie związane z logistyką. Namibia miała zdumiewająco dobrze rozwiniętą sieć dróg, co prawa szutrowych, ale w dobrym stanie, cała infrastruktura na dobrym poziomie. Co do wpływów niemieckich, w Swakopundzie, Windhuku, Lüderitz widać było silne wpływy architektury niemieckiej, mnie jednak wtedy najbardziej zainteresowało wymarłe miasto Kolmanskop, dawne osiedle górnicze zasypane piaskiem. Wydobywano w tym miejscu diamenty – wspomina dziś Mirosław Kuszczak, Kwatermistrz Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Namibii.

I faktycznie, wpływy architektury niemieckiej do dziś są nie do przeoczenia. Spacerując ulicami Swakopundu zwanego „małym Hamburgiem” i „najbardziej niemieckim miastem Namibii” przejdziemy ulicą Bismarcka i miniemy dziesiątki budynków w stylu wilhelmińskim, od hal dworcowych po muzea i gmachy urzędów. Postawiony w stylu barokowym „Haus der Hohenzollern” służył do 1909 roku jako hotel i dom publiczny, później pomieszczenia wykorzystywano do celów niemieckiej biurokracji. Dziś w tym reprezentacyjnym budynku znajdują się mieszkania prywatne, biura i sklepy. Przewodnik po śladach niemieckiej kolonizacji w Namibii pozwala poznać z palcem na mapie jeszcze wiele innych miejsc związanych z tamtym czasem nie pomijając obozów koncentracyjnych, w których przetrzymywano Herero i Nama i innych miejsc splamionych krwią ofiar ludobójstwa.

W komplecie z przewodnikiem warto przeczytać również wydaną w 2021 r. książkę Henninga Melbera i Wolfganga Geigera „Krytyka niemieckiego kolonializmu” [Kritik des deutschen Kolonialismus. Postkoloniale Sicht auf Erinnerung und Geschichtsvermittlung”, Wolfgang Geiger, Henning Melber, Verlag Brandes und Apsel GmbH, Frankfurt am Main, 2021]. Ta publikacja bierze pod lupę kulturę pamięci o niemieckim kolonializmie, ale i analizuje w jaki sposób ten rozdział niemieckiej historii jest przekazywany samemu społeczeństwu. Jeden z rozdziałów poświęcono krytyce ukazywania kolonializmu niemieckiego w muzeach, m.in. w berlińskim Muzeum Historii Niemiec, które już dwukrotnie na skutek skarg środowisk monitorujących przyjętą przez tę placówkę narrację w temacie kolonializmu, przerabiała tablice informujące o niemieckich działaniach w Afryce. Zaś wracając jeszcze na moment do motywu Swakopundu jako „małego Hamburga”, warta polecenia jest książka: „Hamburg: Brama kolonialnego świata” [Hamburg: Tor zur kolonialen Welt Hamburger Beiträge zur Geschichte der kolonialen Globalisierung, pod redakcją Jürgena Zimmerera i Kima Sebastiana Todzi, Wallstein Verlag, Göttingen, 2021”], której autorzy wielotorowo zajęli się rolą Hamburga w czasach niemieckiego kolonializmu. Publikacja bardzo ciekawa również z uwagi na rozdziały poświęcone hamburskiemu Instytutowi Medycyny Tropikalnej, który wraz z napaścią III Rzeszy na Polskę nieco odpuścił Afrykę jako poligon eksperymentów medycznych w ramach postulowanego przez Adolfa Hitlera „Ostorientierung”.

Czaszki wciąż wracają, nie tylko do Namibii

Od początku lutego 2022 r. delegacja rdzennych mieszkańców Hawajów odebrała z austriackich i niemieckich muzeów 58 części szkieletów, w tym większość czaszek, wywiezionych z Hawajów w połowie XIX w. W przypadku czaszek z wiedeńskiego Muzeum Historii Naturalnej, rzecz dotyczyła szczątków ze splądrowanych cmentarzy na wyspie O’ahu. Te, które odebrano z Niemiec należały do słynnego „Zbioru-S”.

Szacuje się, że w zasobach austriackich znajduje się dziś jeszcze ok 3 tys. szczątków ludzkich, które dopiero do niedawna są analizowane pod kątem pochodzenia i w kontekście postkolonialnym. W Niemczech sprawa jest na bardziej zaawansowanym etapie. W Państwowych Pruskich Zbiorach Muzealnych znajduje się dziś jeszcze ok. sześciu tys. ludzkich czaszek, większość z nich w Berlinie. Pochodzą one głównie z terenów byłych niemieckich kolonii w Afryce i rejonie Pacyfiku. Od 2017 roku trwają prace nad identyfikacją czaszek, co nie jest zadaniem łatwym, zbiory były przez ostatnie sto lat wielokrotnie przenoszone, część uległo zniszczeniu, nie wszystkie opisano. Zainteresowanie szczątkami ludzkimi będącymi w posiadaniu niemieckich instytucji zaczęło się w 2011 roku, kiedy berlińskie Charité przekazało Muzeum Prehistorii i Wczesnej Historii szkielety ze wspomnianego „Zbioru-S”, z których wiele pochodziło z dawnych kolonii Cesarstwa Niemieckiego w Afryce. Zbiory te zgromadził w latach 1854-1924 austriacki antropolog Felix von Luschan, a w latach 20. XX w. i w drugiej połowie XX w. magazynowano w pomieszczeniach należących dziś do Uniwersytetu Humboldtów. W 2015 r. część Zbioru-S trafiła do magazynów Fundacji Pruskiego Dziedzictwa Kulturowego, czaszki popakowano w białe papierowe torby, niektóre opatrzone numerem, inne nie. Pochodzenia wielu z nich nie da się już ustalić, brakuje dokumentów. Wiele przez lata było magazynowane w niewłaściwych warunkach, zapleśniały. Jak tłumaczą pracownicy Fundacji, zalegające dziesięciolecia w magazynach szkielety i czaszki „były ignorowane”, a później powstało pytanie co z nimi począć: zwrócić – jeżeli tak to komu? Pochować, dalej przechowywać? Przełom nastąpił na jesieni 2017 r. wraz z pilotażowym projektem Fundacji mającym wyjaśnić niejasności wokół tysiąca czaszek przywiezionych z terenów Niemieckiej Afryki Wschodniej. Model działania zastosowany w przypadku tych czaszek zaczęto przekładać na pozostałe. Dzięki temu czasem udaje się zidentyfikować miejsce pochodzenia danej czaszki. W złożonym 10 lipca przez Zielonych zapytaniu parlamentarnym posłowie wspomnieli też o niechlubnym procederze handlu szczątkami ludzkimi z czasów kolonialnych w internecie. W październiku 2024 r. reporterzy programu „Panorama” (NDR) wyemitowali materiał ukazujący handel czaszkami ludzkimi a nawet całymi głowami pochodzącymi z niemieckich kolonii. Od tego czasu niemiecki MSZ zapowiedział wszczęcie kroków mających zdelegalizować prywatny handel szczątkami ludzkimi. Tak się bowiem składa, że w czasach, w których na wystawie w Pałacu Charlottenburg poświęconej niemieckim koloniom można zobaczyć produkty spożywcze wycofane z obiegu ze względu na rasistowskie nazewnictwo lub takie, które uznano za stygmatyzujące dla mieszkańców Afryki – można bez trudu kupić ludzką czaszkę ze śladem po kuli a nawet całą głowę z Togo czy Namibii za kilka-kilkanaście tysięcy euro.

Olga Doleśniak-Harczuk
Antoni Opaliński

Artykuł powstawał w latach 2021-2025

Link do porozumienia parafowanego w maju 2021 r.:

https://www.parliament.na/wp-content/uploads/2021/09/Joint-Declaration-Document-Genocide-rt.pdf

Zdjęcia poniżej zostały zrobione na wystawie czasowej w Pałacu Charlottenburg w Berlinie podejmującej temat kolonialnych śladów w pruskich pałacach, zamkach i ogrodach. Wystawę można było zwiedzać od lipca do końca października 2023 r. Jednym z eksponatów była porcelanowa figurka czarnoskórego chłopca w stroju orientalnym. Wizerunek ten przez dekady był znakiem firmowym berlińskiej manufaktury czekolady “Sarotti”.

Na drugim zdjęciu widać wózek zakupowy z produktami o opakowaniach uznanych za kolonialne i przedstawionych na wystawie jako element narracji o Afryce postrzeganej z perspektywy Zachodu.

Porcelanowa figurka czarnoskórego chłopca znanego z opakowań czekolady Sarroti od 1918 r. była w Niemczech znakiem rozpoznawczym wyrobów z czekolady kojarzącej się z kolonialną przeszłością.  Figurka była jednym z wielu eksponatów na wystawie poświęconej kolonializmowi w Pałacu Charlottenburg w 2023 r.
fot. ODH
fot. ODH

Udostępnij

25

wrz

Odszukiwanie rodzin zidentyfikowanych przez nas osób okazało się bardzo trudne i tylko w nielicznych przypadkach udało nam się dotrzeć do żyjących jeszcze bliskich krewnych ofiar.…

03

wrz

Czym jest dziś „niemieckość”? Jakie wydarzenia historyczne powinny stanowić element „nowej, trwałej tożsamości narodowej” będącej alternatywą dla „antymitu, […] w którym naród pojawia się wyłącznie…

29

maj

7 września 1951 r. punktualnie o godzinie 19 w bońskiej willi Hammerschmidt, ówczesnej siedzibie prezydenta RFN, stawiło się 22 sędziów (z 24) nominowanych przez Bundestag…