Już 6 września mieszkańcy Saksonii-Anhalt wybiorą skład nowego landtagu. O ile w przypadku wyborów parlamentarnych w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim (20 września), mimo dobrych notowań AfD, szanse na objęcie przez nią rządów są niskie, to już przejęcie władzy przez alternatywnego premiera w Magdeburgu stanowi realną opcję. Lider AfD w Saksonii-Anhalt, Ulrich Siegmund bardzo się stara, by zastąpić na stanowisku premiera Svena Schulze, który przewodzi koalicyjnemu rządowi CDU, SPD i FDP. Te starania AfD o przerwanie ciągłości partyjno-politycznej w Magdeburgu opierają się radykalnym planie odwrotu od wszystkiego, co zdaniem AfD Niemcom nie służy. A nie służy im, i to nie tylko w narracji Ulricha Siegmunda, w pierwszej kolejności zbytnia pobłażliwość dla cudzoziemców. Czym różni się podejście CDU w Saksonii-Anhalt do kwestii migracyjnych od tego proponowanego przez AfD? Jak dalece zaostrzenie kursu w polityce migracyjnej na szczeblu federalnym wpłynęło na landowy program chadeków i jak konkretne obietnice wyborcze w programach obu partii wyglądają na tle ogólnoniemieckim?
28 lipca Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało o wydaleniu z kraju 31 obywateli Afganistanu, którzy dopuścili się w Niemczech przestępstw. Ludzie ci zostali odesłani w nocy do Kabulu czarterem z lipskiego lotniska. „Deportacje do Afganistanu będą konsekwentnie kontynuowane. Kto zagraża naszemu bezpieczeństwu, nie ma w Niemczech żadnej perspektywy pobytu. W interesie naszego społeczeństwa jest wydalanie przestępców” – cytowano komentarz szefa MSW, Aleksandra Dobrindta (CSU).
Szef MSW, Alexander Dobrindt (CSU): W interesie naszego społeczeństwa jest wydalanie przestępców
Przeciw deportacji Afgańczyków protestowało na lotnisku 230 osób, których zdaniem talibowie nie powinni być partnerami do rozmowy dla rządu w Berlinie, ponieważ działa to nobilitująco na reżim w Kabulu. Ta sama narracja paraliżowała wcześniej, pod koniec rządów Olafa Scholza wszelkie działania pozwalające na pozbycie się z Niemiec obywateli Afganistanu, którzy dopuścili się w goszczącym ich państwie gwałtów, pobić, zabójstw i innych przestępstw. Friedrich Merz w kwestiach migracyjnych szedł po władzę z hasłami zapożyczonymi lub współdzielonymi z AfD, jednym z nich była „ofensywa deportacyjna”.
W umowie koalicyjnej CDU/CSU i SPD znalazł się zapis, że „Każdy, kto nadużywa prawa pobytu w Niemczech, popełniając tutaj poważne przestępstwa lub prowadząc na terytorium Niemiec brutalne konflikty zastępcze, musi zostać wydalony”. Zapis jednak zapisem, a życie życiem. W wielu przypadkach deportacja okazywała się z punktu widzenia prawa, niewykonalna – zwłaszcza gdy kandydaci do wydalenia nie mieli przy sobie dokumentów, co uniemożliwiało ustalenie ich tożsamości. Perspektywa współpracy z talibami, po to by tamtejsze służby pomogły w ustaleniu personaliów zatrzymanych i w ogóle zgodziły się na ich przyjęcie, nie była nęcąca również dla rządu Merza, ale tego punktu nie sposób było przeskoczyć. A zatem Berlin poszedł na kompromisy, które gwarantowały postęp w sprawie, na której budowali część swojej narracji w kampanii wyborczej. Umowa pozwalająca na wysyłanie sprawców do Kabulu została zawarta między rządem federalnym a talibami, nie ma tu żadnych pośredników w postaci państw trzecich, co nie jest równoznaczne z bezkolizyjną współpracą.
Jak przypomniał 28 lipca dziennik „Die Wet”: „Na początku czerwca odwołano zbiorową deportację mężczyzn (…), która pierwotnie miała odbyć się pod koniec maja, ponieważ talibowie nie wykazali chęci współpracy. Według informacji agencji dpa lot został odwołany po tym, jak władze Kabulu wyraziły niezadowolenie z powodu ich zdaniem, braku gotowości do rozmów ze strony przedstawicieli Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Talibowie są przede wszystkim zainteresowani wysłaniem większej liczby dyplomatów do afgańskich przedstawicielstw dyplomatycznych w Niemczech. Krytycy zarzucają rządowi federalnemu, że z jednej strony nie uznaje on talibów ze względu na łamanie przez nich praw człowieka – zwłaszcza w odniesieniu do kobiet – a jednocześnie, aby umożliwić deportacje, idzie na praktyczne ustępstwa. Należy do nich zezwolenie na oddelegowanie pojedynczych dyplomatów do afgańskich placówek dyplomatycznych w Niemczech, w których wcześniej pracowali wyłącznie dyplomaci oddelegowani tam jeszcze przez poprzedni rząd”.
Kwestia usprawnienia procedury deportacyjnej cudzoziemców, którzy przebywają w Niemczech nielegalnie lub dopuścili się przestępstw, to jednak tylko jeden z elementów przeorientowania niemieckiej polityki migracyjnej zapowiadanej przez chadeków. Zaostrzenie kontroli na granicach, odsyłanie imigrantów do państw, w których zgodnie z regulacjami unijnymi powinni złożyć wniosek o azyl, zawieszenie prawa do sprowadzenia rodziny dla osób objętych tzw., ochroną uzupełniającą, zniesienie ekspresowej naturalizacji dopuszczonej przez rząd Olafa Scholza (tzw. Turboeinbürgerung), zachęcanie cudzoziemców do powrotu do ojczyzny w ramach programu „powrotu i reintegracji” – to bilans dotychczasowych działań rządu Friedricha Merza.
Nie oznacza to, że poprzednie rządy federalne nie podejmowały np. wysiłków, by skłonić imigrantów do dobrowolnego wyjazdu, sam program powrotów został zainicjowany w 2017 r., zmieniają się tylko kwoty wypłacane „na start”. To, co się zmieniło to narracja. Każdy kolejny zamach popełniony przez imigranta lub osobę o obcym pochodzeniu mimo posiadanego obywatelstwa niemieckiego (Aschaffenburg, Magdeburg, Solingen, a ostatnio Berlin) mnożył pytania o zasady, na których zbudowano niemiecką kulturę otwartości, o fundament państwa skazanego na napływ cudzoziemskiej siły roboczej, ale jednocześnie nieumiejącego wprowadzić i egzekwować jasnych reguł współżycia dla korzystających z niemieckiej gościny. I problem – jak pokazał ostatni przypadek zamachu na paradę CSD w Berlinie – jest dużo szerszy. Państwo nie tylko powinno monitorować podejrzanych przybyszów, ale i „nowych Niemców”, czyli ludzi, których rodzice czy dziadkowie przybyli do Europy jako Syryjczycy, Afgańczycy, Marokańczycy, Libańczycy, etc., ale oni sami urodzili się w Niemczech, tu się socjalizowali, tu też zaczęła się ich islamistyczna radykalizacja. To są posiadacze niemieckiego paszportu. Przecież zapytanie klubu parlamentarnego AfD w Bundestagu dotyczące „imion najczęściej pojawiających się w statystykach beneficjentów zasiłków da bezrobotnych” nieprzypadkowo skupiało się na imionach właśnie. AfD wie, że obywatelstwo niemieckie nie jest równoznaczne z „niemieckością” w potocznym tego słowa znaczeniu i że obywatel Niemiec może mieć na imię Jürgen, ale może mieć Abdul czy Mahmud. Już sama koncentracja obco brzmiących imion w tabelkach przekazanych 13 lipca przez rząd w odpowiedzi na zapytanie AfD, w elektoracie AfD co najwyżej wzbudzi uczucie Schadenfreude, ale wśród wyborców chadecji zaczynających wątpić w skuteczność „migracyjnej rewolucji” CDU/CSU, tego typu informacje w połączeniu z doniesieniami o kolejnych zamachowcach, którzy się „zradykalizowali” może zaowocować zmianą sympatii politycznej. I bynajmniej nie na SPD, Linke lub Zielonych.
CDU: Zredukowanie nielegalnej migracji do zera, więcej deportacji i nowy ośrodek detencyjny
Jak wynika z ostatniego raportu „Monitor Saksonii-Anhalt” (z 2025 r.), którego autorzy od dwóch dekad śledzą i diagnozują nastroje społeczne na poziomie landu, 23 proc. ankietowanych uważa temat migracji za istotny, a obserwując wiece wyborcze AfD, trudno nie zauważyć wagi, jaką zarówno Ulrich Siegmund, jak i sympatycy jego ugrupowania, przywiązują do wszelkich kwestii związanych z napływem, integracją i przestępczością cudzoziemców. W jakim stopniu windowanie tych konkretnych tematów przez AfD w kampanii wyborczej wymusiło na landowej chadecji uwzględnienie ich również we własnym przekazie kampanijnym?
Chadecja w Saksonii-Anhalt podkreśla w swoim programie, że „rząd federalny pod przewodnictwem CDU zapoczątkował niezbędny zwrot w polityce migracyjnej”, a „my, jako CDU Saksonii-Anhalt, zdecydowanie popieramy ten kierunek, domagamy się jednak jednocześnie podjęcia dalszych i jeszcze intensywniejszych wysiłków w celu skutecznego uporządkowania, ograniczenia i konsekwentnego zmniejszenia migracji”. Co to konkretnie oznacza? Partia Svena Schulze zaznacza, że procedury azylowe powinny być w miarę możliwości prowadzone już na zewnętrznych granicach Unii Europejskiej przy jednoczesnym zakończeniu dobrowolnych programów przyjmowania uchodźców i zawieszeniu łączenia rodzin dla osób objętych ochroną uzupełniającą. Celem zaś jest zredukowanie nielegalnej migracji do zera. „CDU Saksonii-Anhalt już dziś pokazuje, że podejmuje działania i bierze na siebie odpowiedzialność. Saksonia-Anhalt jako jeden z pierwszych krajów związkowych wprowadziła np. kartę płatniczą dla uchodźców połączoną z limitem gotówki w wysokości 50 euro i odczuwalnym odciążeniem gmin” – czytamy.
Jak sprawa z kartą przedstawia się w innych landach? W maju 2026 r. minęły dwa lata od wprowadzenia rozwiązania, które miało m.in. uniemożliwiać uchodźcom transfer świadczeń otrzymywanych w Niemczech do ich krajów pochodzenia. Uchodźcy ubiegający się o azyl mogą płacić tzw. Bezahlkarte za zakupy w sklepach, ale już nie mogą podejmować większych kwot z bankomatu-w większości krajów związkowych limit ten wynosi 50 euro miesięcznie. Nie wszystkie miasta zdecydowały się jednak wdrożyć kartę, z możliwości tej nie skorzystała połowa gmin i miast Nadrenii-Północnej Westfalii, mimo że w umowie koalicyjnej CDU/CSU i SPD sformułowano postulat wprowadzenia karty praktycznie we wszystkich zakątkach Niemiec.
CDU w Saksonii-Anhalt wylicza też inne sukcesy na polu swojej polityki migracyjnej: wzrost liczby deportacji i dobrowolnych wyjazdów, zamknięcie ośrodków recepcyjnych w Bernburgu, Blankenburgu, Merseburgu i Oberharz am Brocken, a także tego krajowego w Magdeburgu. Chadecy zapowiadają ponadto, że wciąż „z całą surowością będą postępować wobec zagranicznych przestępców oraz osób stanowiących zagrożeni i angażować się na rzecz tego, by rząd federalny umożliwił deportacje [uchodźców] do Afganistanu, Syrii i Iraku”. Chadecy obiecują też, że na poziomie Bundesratu postarają się o to, by stworzyć niezbędną podstawę prawną dla szybszych postępowań i konsekwentniejszych deportacji, a w 2027 roku uruchomią nowy, landowy ośrodek detencyjny dla osób przewiedzianych do deportacji [jak wynika z planów ogłoszonych kilka miesięcy temu, ośrodek ten ma mieć 30 miejsc, a kandydaci do pracy w charakterze wartowników mogą się zgłaszać do 1 sierpnia 2027 r.].
AfD: Finansowe sankcjonowanie azylu kościelnego, weryfikacja majątku uchodźców i obowiązek pracy na rzecz wspólnoty
W porównaniu z postulatami AfD w kwestii zaostrzenia prawa azylowego, te chadeckie wypadają umiarkowanie. Partia Ulricha Siegmunda żąda na przykład zniesienia prawa do azylu jako takiego oraz karania parafii, które udzieliły nielegalnie przebywającym na terenie landu uchodźcom, azylu kościelnego Jak argumentuje w swoim programie AfD:
„W 2024 roku kościoły w Saksonii-Anhalt udzieliły tzw. azylu kościelnego łącznie 81 cudzoziemcom zobowiązanym do opuszczenia kraju; w pierwszej połowie 2025 roku odnotowano 61 takich przypadków – wśród nich byli przede wszystkim Afgańczycy, Irakijczycy i Syryjczycy. Azyl kościelny stanowi naruszenie obowiązującego prawa. Ma on na celu doprowadzenie do upływu terminów deportacji, a tym samym trwałe jej uniemożliwienie. W 2024 roku w Saksonii-Anhalt 48 planowanych deportacji nie doszło do skutku z powodu azylu kościelnego. Rząd krajowy kierowany przez AfD we współpracy z urzędami ds. cudzoziemców i policją zadba o to, aby wszyscy korzystające z azylu kościelnego zostały jak najszybciej deportowane. Rząd krajowy AfD zleci w każdym z tych przypadków sprawdzenie czy pośredniczenie w udzieleniu azylu kościelnego lub jego udzielenie spełnia kryteria wstępnego podejrzenia o podżeganie, lub pomocnictwo w nielegalnym pobycie – zgodnie z 1 nr 2 ustawy o pobycie oraz § 26f kodeksu karnego. W przypadku upływu terminów deportacji w wyniku udzielenia azylu kościelnego rząd krajowy zbada, czy odpowiedzialne za to parafie mogą zostać trwale pociągnięte do odpowiedzialności finansowej za wynikające z tego kosztu”.
Jaka jest ogólnoniemiecka skala tego zjawiska?
Według Federalnego Urzędu ds. Uchodźców, w 2024 r. odnotowano 2.386, przypadków azylu kościelnego, o 300 więcej niż w 2023 roku, przy czym w dużej części azylem kościelnym mieli być objęci migranci, którzy do Niemiec wjechali z tzw. bezpiecznego kraju trzeciego, czyli np. z sąsiedniego państwa UE. W 2025 r. prawdopodobnie na skutek zaostrzonych kontroli na granicach Niemiec, odnotowano 2139 przypadków azylu kościelnego, o 247 mniej niż w 2024 r. W listopadzie 2024 r. Afd wnioskowała w Bundestagu o zakończenie współpracy między Federalnym Urzędem Migracji i Uchodźców (BAMF) a instytucjami kościelnymi w obszarze azylowym. Posłowie argumentowali, że „to państwo, a nie instytucje kościelne gwarantuje prawa podstawowe”.
Wolta proponowana przez AfD ws. azylu kościelnego nie zatrzymuje się na tym jednym postulacie, a duchowni mają wszelkie powody, by przy lekturze programu dla Saksonii-Anhalt poczuć się co najmniej nieswojo. A to za sprawą takiego, chociażby pasażu:
„Każdego roku kraj związkowy Saksonia-Anhalt wypłaca głównym kościołom, z których pobierany jest podatek kościelny, ponad 40 milionów euro z pieniędzy podatników w ramach tzw. świadczeń państwowych. Płatności te stanowią w gruncie rzeczy rekompensatę za majątek kościelny, który został wywłaszczony w 1803 roku. Już Konstytucja Rzeszy Weimarskiej, która weszła w życie w 1919 roku, wymagała zniesienia tych świadczeń, jednak wymóg ten nie został spełniony. Pierwotna podstawa – akt prawny Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, które przestało istnieć w 1806 roku – z realistycznego punktu widzenia już dawno przestała obowiązywać. […] De facto świadczenia państwowe przekształciły się z rekompensaty za wywłaszczenie w ogólne wsparcie dla kościołów. Będziemy działać na rzecz tego, aby w ramach gruntownej reformy ukształtować świadczenia państwowe zgodnie z tym zamysłem. Przy niezmienionej łącznej kwocie świadczenia państwowe powinny przysługiwać wszystkim kościołom chrześcijańskim proporcjonalnie do liczby ich członków. Ich wykorzystanie powinno ograniczać się do kosztów związanych z personelem duchownym oraz utrzymaniem budynków. Kościoły, które chcą korzystać ze świadczeń państwowych, muszą rozliczać się z wykorzystania środków oraz ujawniać swój całkowity budżet” – czytamy w programie.
Do antykościelnych wątków w kampanii wyborczej AfD, odniósł się pod koniec czerwca na falach rozgłośni Deutschlandfunk biskup Magdeburga, Gerhard Feige, który stwierdził, że już za czasów NRD doświadczył ataków na Kościół, ale aktualna skala wyśmiewania Kościoła, obrażania i wywierania presji „nabrała zupełnie innego wymiaru”. Biskup Feige nie zarzucił AfD swoistego „Kulturkampfu”, wyręczyły go w tym jednak już kilka miesięcy temu niemieckie media.
Wracając do polityki migracyjnej, pomysły AfD również w aspekcie finansowym są o wiele bardziej radykalne niż te chadeckie. Jeżeli CDU chwali się bezkolizyjnym wdrożeniem kart płatniczych dla uchodźców, to AfD zapowiada kontrolę majątkową osób ubiegających się o azyl i wykorzystanie ewentualnie zarekwirowanych środków na poczet utrzymania przybyszów. Poza tym rząd krajowy kierowany przez AfD zamierza „egzekwować tworzenie obowiązkowych miejsc pracy w centralnych placówkach krajowych służących do wstępnego przyjmowania uchodźców i osób ubiegających się o azyl, a za pośrednictwem Krajowego Urzędu Administracyjnego polecić powiatom, aby również w ramach swoich kompetencji wprowadziły powszechny obowiązek pracy dla osób ubiegających się o azyl i uchodźców”.
I dalej: „Wspólnie z powiatami, miastami i gminami należy opracować koncepcję wdrożeniową w tym zakresie. Podczas jej opracowywania należy w szczególności zbadać, w jakim stopniu osoby ubiegające się o azyl mogą zostać zaangażowane w sprzątanie i utrzymanie swoich ośrodków zakwaterowania poprzez wykonywanie prac konserwatorskich i porządkowych”.
Idea z rekwirowaniem pieniędzy, kart czy przedmiotów wartościowych przybyszom ubiegającym się o azyl nie jest autorskim pomysłem AfD. Już w 2016 r. wpadli na to Duńczycy, którzy konfiskują wszystko, czego wartość przekracza 1350 euro (tzw. Paragraf Jubilerski), a w 2025 r. chadecka minister sprawiedliwości w Badenii- Wittenberdze, Marion Gentges, przypomniała sobie o tym rozwiązaniu i wyraziła chęć przeszczepienia go na poziom landowy. Propozycja ta spotkała się wtedy z ostrą krytyką Zielonych. W Danii jest również możliwe świadczenie przez uchodźców pracy na rzecz ośrodka, w którym są zakwaterowani, np. w stołówce i jest to wtedy praca stosownie wynagradzana.
AfD zamierza też wdrożyć bardziej skuteczny system weryfikacji wieku biologicznego uchodźców. Jak czytamy w programie: „Młodzi mężczyźni, którzy wjechali do kraju nielegalnie i pochodzą z obcych kręgów kulturowych, często podają fałszywe informacje dotyczące wieku. Podają się za małoletnich cudzoziemców bez opieki (tzw. UMA), aby uzyskać dostęp do szerokiego zakresu świadczeń opiekuńczych. Tylko dwuletnim budżecie na lata 2025/2026 przewidziano dla tej grupy osób świadczenia w wysokości 40 milionów euro. Rząd krajowy pod przewodnictwem AfD zapewni wszystkim dostępne środki medyczne (m.in. badanie stomatologiczne, prześwietlenie kości nadgarstka i obojczyka) w celu ustalenia rzeczywistego wieku osób uznanych za nieletnich bez opieki. Badania lekarskie muszą być przeprowadzane obowiązkowo. Nielegalni imigranci, którym po wjeździe do kraju udowodniono, że podali fałszywe informacje dotyczące wieku w celu uzyskania statusu UMA, muszą liczyć się z konsekwencjami w zakresie prawa pobytu”.
Problem związany z podawaniem przez część uchodźców faktycznego wieku nie jest niczym nowym. W 2019 r. lekarze medycyny sądowej z Kliniki Uniwersyteckiej w Münsterze przeanalizowali 594 ekspertyz dotyczących wieku deklarowanego przez uchodźców w latach 2007–2018. W 40 proc. przypadków stwierdzono zaniżenie biologicznego wieku. W kolejnych latach zdarzało się, że osoby, które zaniżały swój wiek przy wjeździe do Niemiec, stawały się negatywnymi bohaterami kroniki kryminalnej, gdzie w trakcie procesu wychodził na jaw ich faktyczny wiek. To, dlatego, abstrahując od kosztu utrzymania osób o statusie UMA, temat ten jest podejmowany przez AfD. W 2024 r. liczbę UMA pozostających pod kuratelą niemieckiego systemu opieki socjalnej szacowano na 30,8 tysiąca.
AfD: Saksonia-Anhalt nie potrzebuje Wilkommenskultur
„Na lata 2023–2026 rząd krajowy pod przewodnictwem CDU przeznaczył w budżecie krajowym około 4,9 miliona euro na program zatytułowany» Promowanie lokalnej Wilkommenskultur [kultury powitania, gościnności – BT] i uznania dla imigrantów i uchodźców«. Saksonia-Anhalt tego nie potrzebuje. […] Rząd krajowy kierowany przez AfD położy kres propagandzie powitalnej kartelu starych partii. Saksonia-Anhalt potrzebuje kultury pożegnania [Verabschiedekultur — niem.] nielegalnych imigrantów, kultury uznania dla niemieckich rodziców oraz kultury powitania dla niemieckich dzieci” – czytamy w programie partii.
Faktycznie, rząd krajowy zainicjował taki program. Ma on służyć m.in. promowaniu kultury otwartości i dialogu i wspiera organizacje, osoby prawne, stowarzyszenia. Nadrzędnym celem tego typu programów jest stworzenie atmosfery, w której obcokrajowcy będą chcieli w Saksonii-Anhalt zostać i pracować, sam Sven Schulze wielokrotnie podkreślał, że w przeciwieństwie do AfD, zależy mu na tym, by adaptować jak najlepiej imigrantów na lokalnym rynku zatrudnienia i prowadzić uporządkowaną politykę imigracyjną. AfD nie widzi tu jednak pola do dyskusji, w swoim programie koncentruje się głównie na nielegalnych imigrantach.
„Nielegalni imigranci nie przyczyniają się do rozwiązania problemu niedoboru wykwalifikowanych pracowników. Wręcz przeciwnie – to właśnie oni są przyczyną tego niedoboru. W końcu imigranci przybywający w poszukiwaniu środków do życia oraz pracownicy fizyczni, którzy nielegalnie wjeżdżają do Niemiec i osiedlają się w Saksonii-Anhalt, powodują lub pogłębiają lokalny niedobór wykwalifikowanych pracowników. Na przykład swoją obecnością powodują zwiększone zapotrzebowanie na wychowawców, nauczycieli, pracowników administracji, sędziów, prokuratorów czy policjantów. Dlatego rząd krajowy pod przewodnictwem AfD nie będzie dążył do skazanej na niepowodzenie „integracji” nielegalnych imigrantów na rynku pracy w Saksonii-Anhalt. Kto dąży do zmniejszenia niedoboru wykwalifikowanych pracowników, który pojawił się od 2015 roku, musi, zamiast tego dążyć do tego, by nielegalni i mało produktywni imigranci jak najszybciej opuścili kraj” – argumentuje AfD.
Partia Ulricha Siegmunda dodatkowo postuluje powiązania niemieckiej pomocy rozwojowej przekazywanej państwom trzecim, z ich gotowością do przyjmowania nielegalnych imigrantów.
„W celu dostosowania niemieckiej polityki pomocy rozwojowej ma zostać wprowadzony system premii i kar. Im większa gotowość do przyjmowania nielegalnych imigrantów, tym hojniejsza będzie wypłacana pomoc rozwojowa. Im mniejsza gotowość do przyjmowania, tym mniejsza będzie przyznana pomoc rozwojowa” – brzmi propozycja AfD. Osobne punkty w programie poświęcono uchodźcom z Ukrainy. Jeżeli AfD dojdzie do władzy, to zainicjuje „ofensywę remigracyjną Ukraińców”. Jak zauważają autorzy programu: „Walki toczą się wyłącznie we wschodniej części kraju. Ponadto ukraińscy politycy regularnie podkreślają, że rodacy przebywający tymczasowo w Niemczech i Saksonii-Anhalt nie powinni pozostawać tam ani integrować się z rynkiem pracy, lecz powinni powrócić do ojczyzny”.
Jakie zwierzę jest symbolem Republiki Federalnej Niemiec? Podwyższenie poziomu testów naturalizacyjnych
AfD poza restrykcyjnym kursem w polityce migracyjnej postuluje też podniesienie poprzeczki dla cudzoziemców, którzy ubiegają się o niemieckie obywatelstwo.
„Obecnie Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców przeprowadza test naturalizacyjny, który składa się z 33 pytań, z których trzy dotyczą danego kraju związkowego. Do każdego pytania podane są cztery możliwe odpowiedzi, spośród których należy wybrać tę prawidłową. Same pytania są bardzo proste („Jakie zwierzę jest symbolem Republiki Federalnej Niemiec?”). Będziemy dążyć do znacznego podwyższenia poziomu trudności pytań. W przyszłości test nie będzie już składał się z pytań wielokrotnego wyboru, lecz z eseju refleksyjnego na temat polityczny, który jednocześnie będzie pełnił funkcję testu językowego. Poziom znajomości języka musi odpowiadać co najmniej ocenie „dostatecznej” w ramach świadectwa ukończenia szkoły głównej. Pod względem treści esej musi wyrażać chęć stania się obywatelem Republiki Federalnej Niemiec oraz szacunek dla naszego państwa. Należy ogólnie zaostrzyć wymagania dotyczące naturalizacji. Obywatelem niemieckim może zostać wyłącznie osoba, która trwale integruje się z naszą społecznością, a nie ta, która chce do nas należeć wyłącznie w celu uzyskania krótkotrwałych korzyści” – czytamy.
W programie landowej CDU kwestia ta się ogóle nie pojawia.
Według danych Krajowego Urzędu Statystycznego, w 2025 r. w Saksonii-Anhalt w drodze naturalizacji otrzymało niemieckie obywatelstwo 2915 osób, a liczba naturalizacji wzrosła w porównaniu z rokiem poprzednim łącznie o 102 osoby (+3,6 proc. Naturalizacje dotyczyły 970 osób (22,1 proc.) pochodzących z krajów europejskich, 1 615 osób (68,3 proc.) z krajów azjatyckich oraz 211 osób (4,9 proc.) z krajów afrykańskich. W 2025 r. po raz szósty z rzędu na czele listy narodowości, których przedstawiciele najczęściej uzyskiwali obywatelstwo w Saksonii-Anhalt znaleźli się obywatele Syrii. W skali całych Niemiec w 2025 r. obywatelstwo niemieckie przyznano 332 500 cudzoziemcom, co stanowiło wzrost o 14 procent. W komunikacie Federalnego Urzędu Statystycznego podkreślano, że od czasu wprowadzenia statystyk naturalizacji w 2000 roku, jeszcze nigdy w ciągu jednego roku nie przyznano obywatelstwa ponad 300 tysiącom cudzoziemców. Co piąta osoba, której w 2025 r. przyznano obywatelstwo Niemiec pochodziła z Syrii.
Rekordy, jakie padają na polu naturalizacji, są wykorzystywane przez AfD do oskarżania chadeków o nieudolną politykę w tym zakresie. To CDU jeszcze za rządu Olafa Scholza sprzeciwiało się „turbonaturalizacji” wprowadzonej przez koalicyjny rząd SPD, Zielonych i FDP. Przypomnijmy: w 2024 r. rząd skrócił termin uzyskania obywatelstwa – z ośmiu do pięciu lat. Wprowadził również możliwość przyspieszonej naturalizacji po trzech latach, o ile wnioskodawcy wykażą się szczególnymi osiągnięciami w zakresie integracji. Wcześniej obowiązywał minimalny okres pobytu wynoszący sześć lat. W październiku 2025 r. rząd Friedricha Merza cofnął te zmiany. A jednak statystyki są najwyższe w historii.
Co się tyczy poziomu testu naturalizacyjnego, w tym przeznaczonym dla mieszkańców Saksonii-Anhalt padają pytanie o ustrój Niemiec, o kwestie historyczne (np.: „Od czerwca 1948 r. do maja 1949 r. mieszkańcy Berlina Zachodniego byli zaopatrywani dzięki mostowi powietrznemu. Jaka okoliczność była tego przyczyną?”, „Czym była żelazna kurtyna” etc.), kultury i tradycji („Kto jest autorem tekstu hymnu Niemiec”?). W teście znajdziemy jednak i takie pytanie: „Mężczyzna o ciemnej karnacji ubiega się w Niemczech o stanowisko kelnera w restauracji. Wskaż przykład dyskryminacji, w przypadku, gdy mężczyzna nie dostanie pracy: I tu do wyboru mamy: „zbyt ciemny kolor skóry”, „zbyt słaba znajomość języka niemieckiego”, „zbyt małe doświadczenie”, „wygórowane żądania płacowe”. Tak czy inaczej, wbrew twierdzeniu AfD, pytania testowe mają różny poziom trudności i bynajmniej nie kończą się na wskazaniu zwierzęcia symbolizującego Niemcy.
Szkoła dwóch prędkości
Chadecy w swoim programie rozwijają wizję wysokiego poziomu szkolnictwa Saksonii-Anhalt, z równymi szansami dla wszystkich dzieci, ale i z warunkiem opanowania języka niemieckiego przez dzieci migrantów jeszcze zanim przekroczą próg pierwszej kasy podstawówki. Poza tym CDU chce wprowadzić testy językowe przed rozpoczęciem nauki szklonej. „Oprócz rosnącego odsetka dzieci pochodzących ze środowisk migracyjnych w ostatnich latach odnotowuje się również wzrost liczby dzieci wymagających szczególnego wsparcia. Język jest kluczem do świata. Rozwijamy kompetencje językowe od samego początku, niezależnie od środowiska rodzinnego. W tym celu należy wprowadzić obowiązkową ocenę poziomu znajomości języka wszystkich dzieci w czwartym roku życia” – czytamy.
I w tym punkcie AfD ma inny pomysł i proponuje m.in. oddzielne klas dla dzieci niemieckich i dzieci uchodźców:
„Dzieci powinny chodzić do szkoły! Również dzieci uchodźców, które musiały opuścić swoją ojczyznę, nie powinny być zmuszane do marnowania czasu swojego pobytu w Niemczech bez edukacji szkolnej. Dlatego też AfD, kierując się względami humanitarnymi, opowiada się za zapewnieniem nauki szkolnej dzieciom uchodźców, którzy – na razie – nie podlegają obowiązkowi opuszczenia kraju. Powinno to jednak odbywać się w klasach specjalnych. Po pierwsze, należy w ten sposób przekazać dzieciom uchodźców, że ich pobyt w Niemczech ma charakter wyłącznie tymczasowy, dopóki utrzymują się przyczyny ucieczki i prześladowań. Po drugie, należy zapewnić dzieciom uchodźców program nauczania zgodny z programem ich rodzimych szkół, aby ułatwić im powrót do rodzimego systemu szkolnego. Po trzecie, chodzi o to, by chronić nasze dzieci przed różnorodnymi obciążeniami, które wynikają ze wspólnej nauki z dziećmi pochodzącymi z zupełnie obcych kultur. Dlatego też nauczycieli do tych klas należy, w miarę możliwości, rekrutować również spośród uchodźców. Po raz pierwszy zgłosiliśmy ten postulat w 2017 roku w odniesieniu do dzieci uchodźców z Syrii i zostaliśmy za to dosłownie potępieni przez tradycyjne partie. Kiedy ogarnęła nas fala uchodźców z Ukrainy, Ministerstwo Edukacji kierowane przez CDU samo utworzyło tak zwane klasy powitalne, które pod pewnymi względami odpowiadały naszej koncepcji klas specjalnych. W odróżnieniu od naszych klas specjalnych klasy powitalne miały jednak służyć jedynie tymczasowo przed przejściem do klas ogólnodostępnych i zostały już zniesione. [za rządu AfD-BT] Wszystkie dzieci uchodźców i osób ubiegających się o azyl będą uczęszczać do klas specjalnych” – proponuje AfD w Saksonii-Anhalt.
W lipcu 2025 r. Karin Prien (CDU), federalna minister edukacji opowiedziała się za wprowadzeniem testów językowych dla kilkulatków. „Bez znajomości języka niemieckiego w momencie rozpoczęcia nauki w szkole praktycznie nie mam szans na udaną karierę edukacyjną” – oznajmiła pani minister w rozmowie z „Welt TV”. Dodała też, że warto przeanalizować wprowadzenie górnego limitu udziału uczniów ze środowisk migracyjnych w szkołach na poziomie 30-40 proc.
Olga Doleśniak-Harczuk



