Od 23 lutego 2025 r. niemieccy liberałowie znów dryfują na obrzeżach Bundestagu. Znów — ponieważ dwanaście lat wcześniej po raz pierwszy hukiem wylecieli z parlamentu. Lewicowo-liberalny TAZ pisał wtedy, że „wyborcy wysłali FDP na emeryturę, bo skończyła 65 lat”, faktycznie tamta klęska zbiegła się z 65 urodzinami partii. Porażka wyborcza z 2013 r. zakończyła karierę ówczesnego „czarnego konia” kampanii FDP, Rainera Brüderle. 68-letni wówczas polityk odsunął się od polityki, a stery przejął równo o połowę od niego młodszy Christian Lindner. Po ubiegłorocznej klęsce to Lindner się odsunął i obrał ścieżkę w sektorze finansowym. I tak w ostatnią sobotę maja przyszła kolejna zmiana pokoleniowa. Wahadłowa, bo tym razem liderzy są już w wieku emerytalnym. Wolfgang Kubicki, lat 74, pokonał w grze o liberalny tron 68-letnią Agnes Strack-Zimmermann. Kulisy tego starcia wskazują na rozdarcie samej FDP.
Kiedy w styczniu 2026 r. ukazała nowa książka Wolfganga Kubickiego, gdzie już w tytule autor zdradzał waleczne zamiary (Aufwind im freien Fall. Eine liberale Kampfansage; Westend Verlag, 2026), można sobie było zadać pytanie o adekwatność tej zapowiedzi do realiów wyborczych. W styczniu FDP nie miała nawet oddzielnego słupka w sondażu Politycznego Barometru ZDF, tylko mieściła się w 12-procentowej puli dzielonej z innymi lokatorami – z Sojuszem Sahry Wagenknecht (BSW) i pomniejszymi partiami, o których istnieniu przeciętny wyborca niemiecki nigdy nawet nie słyszał.
Jak sytuacja FDP kształtuje się dziś?
Wg. sondażu Instytutu Forsa z 3 czerwca („Trendbarometer” dla RTL i ntv) CDU/CSU z 21 proc. odnotowało najgorszy wynik od listopada 2021 r., a FDP osiągnęło 5 proc., czyli pułap „Bundastagobilny”, co przez nowego lidera zostało z miejsca okrzyknięte w mediach społecznościowych jako „Efekt FDP”. AfD z wynikiem 27 procent pozostaje wg. Instytutu Forsa najsilniejszą partią, Zieloni muszą się zadowolić 15 proc., koalicjant chadeków – SPD może liczyć na 12 proc., Linke na 11 proc., a na BSW oddałoby dziś swój głos 3 proc. ankietowanych, więc poniżej progu.
Mniej optymistyczne dla partii Wolfganga Kubickiego wyniki opublikował Instytut Insa, według którego poparcie dla FDP wynosi aktualnie 3,5 proc. Zarówno Insa, jak i Forsa największy potencjał budowania koalicji widzą w trójkącie: CDU/CSU, SPD i Zielonych, ponieważ ani koalicja z AfD, ani z Linke nie wchodzi w grę. Instytut Insa, według którego poparcie dla FDP wynosi aktualnie 3,5 proc. Zarówno Insa, jak i Forsa największy potencjał budowania koalicji widzą w trójkącie: CDU/CSU, SPD i Zielonych, ponieważ ani koalicja z AfD, ani z Linke nie wchodzi w grę. Wg. sondażu Insa z 30 maja tego roku, FDP szło „łeb w łeb” z BSW z 3 proc. poparcia – czyli nadal plasowało się pod progiem. Forsa w sondażu z 26 maja informował już o 4 proc., zaś Allensbach 11 maja szacował szanse FDP nawet na 4,5 proc., ale już 22 maja Forschunggruppe Wahlen wskazywało na słabe 3 proc.
Bilans strat z lutego 2025: Blisko 2 mln głosów straconych na rzecz chadeków i AfD
Zjedźmy na płaszczyznę landową. W wyborach do landtagu Nadrenii-Palatynatu, 22 marca b.r. FDP uzyskało 2,2 proc. głosów i podzieliło tym samym los kolegów w Bundestagu. Z sześciu mandatów zrobiło się 0 mandatów. Wcześniej, 8 marca, w wyborach do landtagu Badenii-Wirtembergii FDP zakończyło z wynikiem 4,4 proc. i po raz pierwszy od powstania tego kraju związkowego (czyli od 1952 r.) nie dostało się do tamtejszego parlamentu. We wrześniu nową obsadę landtagów wybiorą mieszkańcy Saksonii-Anhalt i Meklemburgii – Pomorza Przedniego. W tym pierwszym przypadku FDP może liczyć (średnia ze wszystkich wyników sondaży opublikowanych pod koniec maja) na 2,8 proc. głosów, a w Meklemburgii na zero głosów. I jest jeszcze coś – w 2013 r., czyli po pierwszej porażce w wyborach do Bundestagu, FDP miało posłów w dziewięciu landtagach, dziś ma tylko w sześciu. W swojej książce Wolfgang Kubicki zaznaczał, że przed laty przynajmniej z poziomu landtagów FDP mogło wywierać presję na rząd w Berlinie, dziś ta siła nie jest już tak odczuwalna. Liberałowie nie współrządzą w żadnym rządzie krajowym, najwięcej mandatów mają w Hesji (8), najmniej w Meklemburgii – Pomorzu Przednim (3). I to są te realia wyborcze, w których Wolfgang Kubicki z przewagą 390 głosów do 259 wygrał tron w FDP, a nawet wydarł go z rąk Agnes Strack-Zimmermann, która niespodziewanie postanowiła w dniu zjazdu zawalczyć o pozycję lidera w partii i jakby nie było, dostała 39 proc. głosów. Dobry wynik jak na kandydatkę z zaskoczenia. To jednak Kubicki wygrał i to na nim teraz spoczywa misja odbudowy wiarygodności i pozycji partii, która za udział w koalicyjnym rządzie Olafa Scholza zapłaciła parlamentarnym niebytem.
Jakie argumenty formułuje Kubicki, czym chce odzyskać elektorat, który w lutym 2025 r. przepłynął do innych partii? Te argumenty są zakorzenione w bilansie strat i są skierowane do elektoratu konserwatywno-liberalnego, ponieważ to na rzecz chadeków i AfD, liberałowie stracili ponad 2 mln głosów. Najwięcej wyborców FDP odpłynęło do CDU/CSU (1,35 mln), następnie do AfD (890 tys.), a potem do BSW (260 tys.). Dalsze kierunki to: Zieloni (140 tys.), SPD (120 tys.), Linke (100 tys.). Naturalnym wrogiem FDP są zatem chadecy i AfD, ale to alternatywni są większym zagrożeniem, ponieważ wciąż rosną w siłę, wyprzedzając chadeków i są kategorycznie odrzucani jako ewentualny koalicjant również przez liberałów. To, dlatego część komentatorów w Niemczech zastanawiając się nad najlepszą formułą dla FDP, mówi o potrzebie stworzenia „liberalnej alternatywy dla AfD”. To alternatywni zdołali w zeszłorocznych wyborach zmobilizować największą grupę osób, które do tej pory nie chodziły do wyborów, ponieważ nie widziały na niemieckiej scenie politycznej nikogo, kto mógłby ich reprezentować. Takich osób AfD przyciągnęło do siebie 1,8 miliona. To o połowę więcej niż udało się przekonać do siebie chadekom.
AfD tylko pozornie poza “centrum wszechświata”
W swoim sobotnim przemówieniu Wolfgang Kubicki jeszcze jako kandydat na przewodniczącego, zasygnalizował, że AfD będzie punktem odniesienia dla jego agendy na ożywienie FDP, nawet jeżeli się zarzekał, że będzie wręcz odwrotnie. Te sygnały można było odczytać m.in. z uwagi na jaką sobie pozwolił pod adresem mediów.
„To ciekawe, że w każdym wywiadzie po kilku zdaniach, padało pytanie o AfD. Czy nikt nie dostrzega, że to budzi wrażenie, jakby AfD stanowiło centrum wszechświata? I że wszyscy inni muszą się pozycjonować względem AfD? Oni są siłą, z którą musimy walczyć. […]
I to naprawdę fascynujące. Henning Höhne [szef FDP w Nadrenii – Północnej Westfalii i wiceprzewodniczący FDP], Martin Hagen [sekretarz generalny FDP] i Wolfgang Kubicki mówią dokładnie to samo. Mianowicie, że nie będzie żadnej współpracy liberałów z tą AfD. Nigdy. I nie trzeba tu żadnych dodatkowych uzasadnień, poza faktem, że jesteśmy reprezentantami wolności osobistych-prawa jednostki do wolności, podczas gdy AfD wpadła na świetny pomysł rozpuszczenia tej wolności we wspólnocie narodowej. Dla nas miarą nie jest ani wspólnota narodowa, ani kolektyw, tylko każda osoba ze swoimi obowiązkami i prawami. Ale co ciekawe, mimo że wszyscy mówimy to samo, to jedno medium podaje, że Kubicki dystansuje się od Hagena, drugie medium pisze, że Höhne dystansuje się od Kubickiego, i to przy identycznych tekstach. I wszyscy się dystansują ode mnie. To pokazuje nam wszystkim, że dziennikarze nie mają problemu poznawczego, tylko ze zrozumieniem. I to problemu ze zrozumieniem czym jest liberalizm. I muszę powiedzieć, że dużo jestem w stanie znieść i to, że próbuje się nam z zewnątrz tłumaczyć, że moglibyśmy się zbliżyć do AfD, jeszcze rozumiem, ponieważ polityczni konkurenci mogą się martwić, że urośniemy w siłę. Ale to, że z własnej partii wyłaniają się obawy przed tym, że moglibyśmy skręcić bardziej w prawo, że są obawy przed tym, że Kubicki może poprowadzić partię w sposób prawicowo-populistyczny, boli” – mówił Kubicki.
Przemówienie Kubickiego z jednej więc strony miało zniwelować poczucie, że AfD stanowi dla liberałów problem, a z drugiej wskazać na istniejącą jednak linię podziału, pewnego rodzaju „Brandmauer”, ale bez nazywania go po imieniu. W swojej książce Wolfgang Kubicki poświęca jednak AfD sporo miejsca, partia jest wymieniana 50 razy. Pojawia się w kontekście debaty o imigracji i o statystykach przestępczości, ale i tego, że wzrost znaczenia AfD – droga, jaką pokonała od 3 procent w 2015 r. po drugie miejsce w wyborach do Bundestagu w 2025 r., nie wynika z oszałamiająco dobrej oferty dla społeczeństwa, ale z nieudolności pozostałych graczy, z tendencji do „nieruszania trudnych tematów” z obawy przed utratą elektoratu. Tematów, które podejmowane przez AfD okazują się bardziej nośne i palące niż przewidywano i jednocześnie przyciągające wyborców zmęczonych nijaką debatą najeżoną licznymi tabu. Kubicki, cytując formułkę „Szanowna Pani Marszałek, szanowni Koledzy demokratycznych partii”, która weszła już w krew wielu posłom Bundestagu i która ma wykluczać AfD z debaty jako „partię niedemokratyczną”, zwraca uwagę na nieadekwatność tego założenia do realiów. Ponieważ AfD znalazła się przecież w ławach parlamentu za sprawą demokratycznych wyborów. Kubicki zwraca ponadto uwagę na skłonność części mediów niemieckich, chociażby do stygmatyzowania barw narodowych jako nacjonalistycznych, przez co w szerokim odbiorze flaga Niemiec zaczęła się kojarzyć jako „flaga AfD”. Autor książki cytuje nawet słowa Uda di Fabia, sędziego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego (Neue Zürcher Zeitung, 2019 r.) o tym, że „Dziś tylko stowarzyszenia działkowców i sympatycy AfD wywieszają czarno-czerwono-złotą, elita i umiarkowanie nastawiona część społeczeństwa wznosi flagę niebieską z żółtymi gwiazdami”. Kubicki pisze też o sprowadzeniu do absurdu demonstracji wycelowanych przeciw „nienawiści”, na których ludzie wznoszą transparenty w stylu: „Całe Essen nienawidzi AfD”. Lider FDP potrafi zatem spojrzeć z dystansu na debatę wokół AfD i wypunktować jej błędy. Nie zadowala się arbitralnym potępieniem AfD jako niedemokratycznej zbieraniny ludzi o niebezpiecznych poglądach, ale bije się niejako w zastępstwie w piersi całego konserwatywno – liberalnego establishmentu, przywracając właściwe proporcje na linii skutek – przyczyna.
Strauss: “Nie mamy oczywiście na myśli skrajnie prawicowych głupców”
Nawet jeżeli to na rzecz chadecji liberałowie stracili w lutym ub. r. największą część swoich wyborców, to FDP nie będzie mieć innego wyjścia, jak w przypadku przeskoczenia progu wyborczego w kolejnych wyborach parlamentarnych, porozumieć się z chadekami i wejść z nimi w koalicję. A w związku z tym, że AfD jest naturalnym wrogiem dla obu partii, a na razie nic nie zapowiada, by alternatywni mieli nagle masowo tracić poparcie, do ewentualnej koalicji czarno- żółtej, trzeba będzie zaprosić jeszcze kogoś. Wybór między SPD a Zielonymi nie zapowiada rządu, który byłby w stanie porwać wyborców zorientowanych bardziej na prawo. Jest raczej zapowiedzią kolejnej katastrofy naznaczonej bolesnymi kompromisami i sporami o kształt kolejnych reform i samego państwa.
Kiedy w 1987 r. Franz Josef Strauss wypowiedział swoje słynne zdanie, że „Na prawo od CDU i CSU nie może istnieć żadna partia posiadająca demokratyczną legitymację”, miał na myśli bardzo konkretną siłę polityczną – a mianowicie Republikanów, odszczepieńczą odnogę CSU wyrosłą z niezadowolenia z faktu udzielenia przez niemieckie banki miliardowego kredytu goniącej w piętkę NRD. Ta wypowiedź Straussa sprzed blisko czterech dekad była ostrzeżeniem nie tylko pod adresem własnego matecznika partyjnego, ale również wobec FDP. Strauss ostrzegał przed lekceważeniem i „odpuszczaniem” żelaznego elektoratu konserwatywno-liberalnego i narodowo-konserwatywnego – wtedy mając głównie na myśli wysiedleńców („wypędzonych”) i wyborców z terenów wiejskich, na rzecz mrzonek o przyciągnięciu do siebie innych warstw społecznych.
Strauss mówił o tym, że tego rodzaju myślenie jest „błędną kalkulacją” i że „panuje w tej sprawie pełna zgoda między nim a Helmutem Kohlem”. I tu pojawiała się ta słynna fraza odgrzewana dziś przy okazji debat nad naturą AfD, której istnienie i rozkwit jest niesłusznie traktowane jako błąd systemu. Strauss mówił: „Na prawo od CDU i CSU nie może istnieć żadna partia posiadająca demokratyczną legitymację. Nie mamy tu oczywiście na myśli skrajnie prawicowych głupców, z którymi nie chcemy mieć nic wspólnego, ale normalne demokratyczne siły konserwatywne, które muszą zachować u nas swoją polityczną ojczyznę. Gdyby nowa polityka CDU zraziła tych wyborców, wystarczyłoby zaledwie pięć procent dla takiej partii, by obalić wszystkie te spekulacje. Wtedy bowiem CDU, CSU i FDP razem wzięte nie będą już miały wystarczającej większości. Nie zamierzam, jednak jeśli mogę tak powiedzieć, przyjąć tego bez reakcji”.
Republikanie nie zawojowali Bundestagu. Ich największym osiągnięciem było wejście do Parlamentu Europejskiego w wyborach 1989 r., kiedy uzyskali 6 mandatów, tylko o jeden mniej od CSU. W latach 1992 – 2007 partia była pod obserwacją Urzędu Ochrony Konstytucji, w pamięci wyborców przetrwała jako siła krytykująca zbyt liberalną – ich zdaniem politykę azylową RFN i kreująca się na obrończynię tradycyjnych wartości. Latami wspominano jeden ze spotów wyborczych Republikanów ukazujący tureckie dzieci bawiące się przy ścieżce dźwiękowej z westernu „W samo Południe”.
Dziś partia, która w latach 80. XX wieku skutecznie podnosiła ciśnienie chadekom, nie gra już żadnej istotnej roli. Miejsce tamtych Republikanów zajęła AfD, tym samym ziścił się czarny sen Straussa, a chadecy, ale i liberałowie dostali niepisane zadanie wspólnego okiełznania tej siły. Wysiedleńcy, rozumiani dziś jako środowisko rodzin tzw. wypędzonych, których utraty na rzecz sił bardziej prawicowych od CSU, obawiał się Strauss, są dziś po stronie AfD. Symbolem tego przepływu elektoratu jest Eryka Steinbach. To AfD już w 2018 domagało się dla reprezentowanej przez nią grupy, „wyrównania świadczeń emerytalnych, by uchronić ich przed ubóstwem”, to AfD żądało informacji o tym, w jakim stopniu rząd federalny wspiera te środowiska.
AfD cieszy się też większą sympatią na terenach wiejskich, ale i można śmiało powiedzieć, że zastąpiła skutecznie SPD jako partię przyciągającą robotników, rzemieślników – w 2025 r. 38 proc. wyborców AfD zaliczało się właśnie do tej grupy, co stanowiło skok o 11 proc. w porównaniu do wyborów parlamentarnych z 2021 roku. AfD jest zatem w stanie zagospodarować kilka grup, które przez dekady były uważane za żelazny elektorat chadeków i socjaldemokratów. Co do FDP – Wolfgang Kubicki oczywiście ma prawo pozycjonować swoją partię jako ostatniego obrońcę swobód obywatelskich, ale nie zmieni to faktu, iż wkład liberałów w koalicję rządową z SPD i Zielonymi skompromitował to, co było jej największym atutem – umiłowanie swobód właśnie. I trudno będzie Kubickiemu to zmienić. Trudno mu będzie zatrzeć wrażenie, że wchodząc w układ z Zielonymi i socjaldemokratami, liberałowie nie zaparli się samych siebie.
Podsumowując — nawet jeżeli Wolfgang Kubicki i jego zaplecze polityczne nie stroni dziś również od krytyki pod adresem Friedricha Merza, to w dłuższej perspektywie chadecy będą potrzebować FDP, a FDP bez chadeków zamknie się znów w kameralnym klubie wiecznie niezadowolonych piewców wolności, których nikt nie potrzebuje. Kolejne sukcesy AfD, których można się spodziewać jeszcze w tym roku w wyborach landowych, jeszcze bardziej zmobilizują środowiska konserwatywno-liberalne do wykuwania przyszłego sojuszu.
Agenda Wolności bez reprezentantów w Bundestagu
27 maja, na kilka dni przed wyborem Wolfganga Kubickiego na nowego przewodniczącego FDP, Kubicki wraz Henningiem Höhnem, szefem FDP w Nadrenii Północnej-Westfalii, przedstawili na łamach „Handelsblatt” swój program na dźwignięcie z niemieckiej gospodarki. Zdaniem polityków zrzucanie winy za marazm w niemieckiej gospodarce na skomplikowaną sytuację międzynarodową jest zbytnim uproszczeniem, ponieważ kryzys trawiący, chociażby niemiecki przemysł, często ma u podstaw decyzje podjęte na poziomie krajowym i niekoniecznie tylko w reakcji na wyzwania globalne. Kubicki i Höhne żądają odbiurokratyzowania państwa, zawieszenia tzw. ustawy o należytej staranności łańcucha dostaw będącej zmorą przedsiębiorców (Lieferkettengesetz), ale i uelastycznienia systemu pracy, odejścia od sztywnych ram godzinowych na rzecz modelu bardziej wydajnego. Politycy proponują też rezygnację ze sztywnych przepisów regulujących godziny otwarcia sklepów, ich zdaniem każdy właściciel sklepu powinien mieć np. prawo pracować w święta i otwierać sklep, kiedy uzna to za opłacalne.
„Musimy też uwolnić się od kłamstw dotyczących polityki energetycznej. Nasze zapotrzebowanie na energię jako kraju uprzemysłowionego jest ogromne i będzie nadal rosło wraz z rewolucją cyfrową i przełomem związanym z AI. Próba przeciwdziałania temu rozwojowi poprzez trwałe wysokie ceny energii jest naiwna i niebezpieczna. Energia musi być dostępna w sposób zorientowany na zapotrzebowanie, prosty i opłacalny – także z uwzględnieniem krajowych zasobów gazu i ropy. Promowanie ich byłoby bardziej przyjazne dla klimatu i odporne na kryzysy niż transport przez oceany świata. Dalsze podtrzymywanie tabu związanego z energią jądrową zaszkodzi nam także pod względem polityki klimatycznej i gospodarczej. Potrzebujemy otwartości na nowe technologie, takie jak małe reaktory modułowe i fuzja jądrowa. Dziki wzrost produkcji energii w stosunku do rzeczywistego zapotrzebowania sprawia, że energia elektryczna w Niemczech jest droga i musi zostać zatrzymana” – piszą politycy FDP. Dalej pojawia się też postulat zmniejszenia obciążeń podatkowych dla przedsiębiorców, czego pierwszym przejawem byłoby zniesienie dodatku solidarnościowego (Soli).

Wszystkie punkty przedstawione w tym artykule są zgodne z duchem wolności gospodarczej, który przed wyborami nie był i obcy chadekom. Tyle że dziś chadecy spętani zobowiązaniami wobec socjaldemokratycznego koalicjanta, nie mają pola manewru. Z FDP u boku sprawa wyglądałaby inaczej. Tyle że taka koalicja to pieśń wyjątkowo niepewnej przeszłości. Na razie FDP po ponad roku niebytu w sondażach, wraca z nową nadzieją, a pokonana przez Wolfganga Kubickiego Agnes Strack-Zimmermann opowiada w mediach o „grzechu śmiertelnym” Angeli Merkel, która przesuwając CDU w kierunku centrum, zostawiła to straussowskie „puste miejsce po prawej stronie”. Obwinianie Angeli Merkel przychodzi dziś łatwo, nic nie kosztuje i przy okazji może sugerować lekki ukłon w kierunku Friedricha Merza. Pytanie, czy FDP wzmocni się na tyle, by Merzowi opłacała się przed kolejnymi wyborami dyskretna wymiana ukłonów.
Olga Doleśniak-Harczuk
Wolfgang Kubicki, „Aufwind im freien Fall; Eine liberale Kampfansage”, Westend, 2025
Okładka: Westend



