Otwiera się w nowej karcie

Kilka słów o reparacjach, wizycie Prezydenta RP w Berlinie i „Nowej strukturze bezpieczeństwa” Niemiec

W artykule:

  • 18:13 min

Wizyta Prezydenta Karola Nawrockiego w stolicy Niemiec i spotkania, jakie odbył z prezydentem, Frankiem-Walterem Steinmeierem i kanclerzem Friedrichem Merzem, mimo napiętej sytuacji na polskim niebie, nie mogły się ograniczyć do rozmów o bezpieczeństwie na wschodniej flance NATO. Nad wizytą od początku wisiał temat reparacji. I choć było jasne, że Berlin nie porzuci narracji o „zamkniętej sprawie”, zrośniętej przecież z niemiecką racją stanu nie od wczoraj i nie od czasów Helmuta Kohla, czy Angeli Merkel, ale od narodzin Republiki Bońskiej, to jednak taktyka kropli drążącej skałę zawsze, będzie lepszą opcją niż letarg i unikanie tematu.

Niemiecka infosfera zareagowała na pierwszą wizytę polskiego prezydenta w Berlinie z pewnym rozdrażnieniem. „Nawrocki nie postrzega się jako partner Niemiec, czy innego państwa członkowskiego UE, tylko jako europejski Donald Trump, którego antyniemieckie i antyeuropejskie resentymenty z odwołaniami do tradycji cywilizacji zachodu i chrześcijaństwa, już dawno podziela większość społeczeństwa. Dotyczy to również absurdalnego żądania wypłaty reparacji w wysokości 1,3 bln euro za cierpienia [Polaków-BT] podczas II wojny światowej”. Cytat ten pochodzi z felietonu Haralda Stuttego „Trump jako wzorzec: Nawrocki – partner mimo woli” opublikowanego na stronie RedaktionsNetzwerk Deutschland /RND).

Zakulisowo o Prezydencie RP: “Twardy i profesjonalny”

Czytając te słowa, można przyjąć, że Karol Nawrocki z jednej strony irytuje część niemieckich publicystów swoją pewnością siebie (którą oni sami interpretują jako pożyczoną od Trumpa, czyli podpadającą pod pewnego rodzaju inscenizację), z drugiej – budzi respekt, ponieważ trudno polskiego prezydenta posądzić o brak profesjonalizmu. Ten drugi wątek podkreślił zresztą publicysta TableMedia, Stefan Braun, który powołując się na kręgi zbliżone do Steinmeiera i Merza opisał Nawrockiego jako „twardego i profesjonalnego” a sam sposób jego bycia jako „twarde i serdeczne zarazem”. „I to mimo tego, że zarówno Polak jak jego niemieccy gospodarze ani na jotę nie odstąpili od przyjętych stanowisk. Nawrocki powtórzył żądanie 1,3 biliona euro a Steinmeier i Merz trwali przy swoim odpowiadając, że ten rozdział został zamknięty w1953 r. Nie brzmi to szczególnie pojednawczo” – pisał Braun.

„I właśnie dlatego Berlin chce zrobić wszystko, co w jego mocy, aby wysłać do Warszawy odwrotny sygnał. Po spotkaniu Pałac Bellevue powiedział, że [prezydenci – BT] zgodzili się w większości kwestii, opinie różniły się tylko w kilku przypadkach. Nikt nie miał interesu w tym, by wszystko zostało przyćmione kwestią reparacji. Bardzo podobny przekaz było słychać z Urzędu Kanclerskiego. Również w tym przypadku rozmowa nie była konfrontacyjna. Nawiasem mówiąc, polski gość był bardzo wdzięczny za szybką wspólną reakcję na ostatni incydent z udziałem dronów. Merz ze swej strony zapewniał Nawrockiego i Polskę o solidarności Niemiec. Steinmeier i Merz zdają sobie sprawę, jak bardzo Polska jest potrzebna w UE, w NATO i do odpierania rosyjskiej agresji” – czytamy dalej w artykule.

“Naruszona harmonia stosunków polsko-niemieckich”

We wspomnianym felietonie ze strony RND inaczej rozłożono akcenty. Jego autor próbował pokazać wątek żądań reparacyjnych w kontekście „naruszonej harmonii stosunków polsko niemieckich” – naruszonych również, jak wskazuje logika tego tekstu przez „żądanie reparacji”. Stutte wyszedł w swoim felietonie od zjednoczenia Niemiec, kiedy to „Niemcy prawdopodobnie po raz pierwszy w swojej ponad tysiącletniej historii były otoczone państwami mającymi identyczną agendę polityczną i które daleko w tyle zostawiły narodowe egoizmy”. Jak podkreśla autor, było to „piękne złudzenie harmonii” a Polska (tu następuje szybkie nawiązanie do rządów Zjednoczonej Prawicy) okazała się „Najtrudniejszym z naszych sąsiadów, z czego nie wyciągnięto żadnych konsekwencji” a „Berlin zbywał śmiechem małe złośliwości ze strony Warszawy”. Tu felietonista sugeruje, że imponująca wymiana handlowa między Polską i Niemcami mogła być tym elementem, który odwodził Berlin od wyciągnięcia przytoczonych wcześniej „konsekwencji”.„Pierwsza wizyta nowego prezydenta RP w Berlinie przypomina, że coś się zasadniczo zmieniło. […] lodowaty wiatr, podsycany narodowymi egoizmami i nieufnością wobec ponadnarodowych instytucji, który już dawno dotarł do UE, teraz dotarł też do zewnętrznych granic Niemiec” – kończy niemiecki publicysta.

Zapowiedź “Nowej architektury bezpieczeństwa”

Swoją drogą to zastanawiające, że w tekście tym Niemcy są pośrednio przedstawiane jako państwo pozbawione „narodowego egoizmu”. Nawet jeżeli autor jest autentycznie przekonany, że przez trzy dekady od zjednoczenia, Berlin uprawiał politykę podporządkowaną jakiejś abstrakcyjnej dbałości o unijne dobro wspólne bez kalkulacji czy pewne decyzje mu się opłacają, czy nie, to przynajmniej po wysłuchaniu niedawnego przemówienia Friedricha Merza skierowanego oficjalnie do niemieckich ambasadorów, a w istocie do całej Europy, gdzie wprost, bez zasłony z opowieści o wadze wartości europejskich, padła instrukcja dbania przede wszystkim o interes niemiecki.

W Polsce to przemówienie zostało zresztą szeroko omówione, ale przyjęte ze zdumieniem. Zastanawiano się, dlaczego Merz otworzył Konferencję Ambasadorów, jak to możliwe, że tak twardo i wprost zdefiniował niemiecki interes, jak to możliwe, że nie wymienił Polski jako tego państwa, które obok Francji miało w ramach Trójkąta Weimarskiego i innych formatów stanowić europejski kręgosłup i nadawać ton debacie i koniec końców-dlaczego kanclerz Niemiec nagle mówi o konieczności zbudowania nowej architektury bezpieczeństwa? Sprawa jest tymczasem prosta. Wystarczy sięgnąć do przemówień Merza z czasu kampanii wyborczej do Bundestagu wygłoszonych w Fundacji Konrada Adenauera i Körbera, dodać do nich merzowy, osobisty sukces w postaci powołania Narodowej Rady Bezpieczeństwa, w której odgrywa decydującą rolę dzięki czemu nie musi się oglądać na MSZ i odpowiedź sama przyjdzie. Poza tym temat nie jest nowy. Kwietniowy numer prestiżowego magazynu „Zeitschrift für Wirtschaftspolitik” poświęcono ekonomicznym ramom koniecznym do stworzenia nowej architektury bezpieczeństwa dla Niemiec i Europy. W jednym z artykułów nawiązujących do tematu numeru zastanawiano się nad rolą Niemiec w XXI wieku. Dla autorów tego tekstu Berlin w obliczu licznych zagrożeń będzie musiał wybrać między “zależnością a asertywnością” (niem. „Abhängigkeit oder Selbstbehauptung: Deutschlands und Europas Rolle im 21. Jahrhundert entscheidet sich jetzt „, Tom Enders, Jeannette zu Fürstenberg, René Obermann, Moritz Schularick). To Friedrich Merz wybrał asertywność. Nawet nie musiał łamać sobie głowy szczegółami. Ma od tego sztab ekspertów.

We wspomnianym artykule specjaliści wymienili konieczne działania na rzecz stworzenie nowej architektury bezpieczeństwa, na pierwszym miejscu wymieniając „utworzenie wielkoskalowego muru dronowego nad wschodnią flanką NATO dla skutecznego odstraszania realną masą”. W kolejnych punktach postulowano stworzenie suwerennej konstelacji satelitów i monitorowania w czasie rzeczywistym wschodniej flanki NATO oraz ustanowienie zakrojonego na szeroką skalę nadzoru podwodnego w państwach bałtyckich, we współpracy z państwami basenu Morza Bałtyckiego, w celu zapobieżenia prowadzonej przez Rosję wojnie hybrydowej w obszarze infrastruktury krytycznej. W dalszych punktach eksperci doradzali też rozbudowę i unowocześnianie nuklearnych systemów odstraszania i takie wzmocnienie obrony europejskiej, by jak najszybciej uniezależnić się od pomocy Stanów Zjednoczonych. Warto przeczytać ten tekst, ponieważ pozwala zrozumieć, z jakimi założeniami może podchodzić do hasła „nowa architektura bezpieczeństwa” Friedrich Merz i jego zaplecze.

“Europa to dla mnie właśnie ta piątka”

16 września, czyli w dniu wizyty Prezydenta PR w Berlinie, w oddalonym trzy godziny drogi Hanowerze, Fundacja Volkswagena w kooperacji ze stacją NDR zorganizowała dyskusję pod hasłem: „Między wojną a pokojem – drogi do nowej architektury bezpieczeństwa w Europie”. Wśród panelistów był prof. dr Joachim Krause, z Instytutu Polityki Bezpieczeństwa Uniwersytetu w Kilonii, Stefan Niemann, gospodarz podcastu NDR Info „Siły zbrojne i strategie”, prof. dr Ulrich Schneckener, z Instytutu Stosunków Międzynarodowych oraz Badań nad Pokojem i Konfliktami Uniwersytetu w Osnabrück. Dyskusję moderowała Ulrike Heckmann z NDR Info. Przez pierwsze 45 minut dyskusji nie powiedziano w zasadzie niczego, co mogłoby nas jako Polaków zaskoczyć. Profesorowie wyjaśniali, że od lat znajdujemy się w stanie wojny informacyjnej i szerzej – hybrydowej, że Rosja obchodzi sankcje i nie sposób odmówić Trumpowi racji, kiedy żąda od Europy by np. nie kupowała ropy z Indii, bo pochodzi ona de facto z Rosji etc.

Ciekawie zrobiło się mniej więcej od 50 minuty rozmowy, gdy Ulrike Heckmann zwracając się do prof. Krausego zapytała, „czy Europa ma odpowiedź na to, co robi Rosja”. Na co Krause zapytał, co prowadzącą ma na myśli mówiąc o Europie. „Unię Europejską albo państwa europejskie w NATO…” – powiedziała nieco zbita z tropu Heckmann. Na co Krause wyraził opinię, że „Unia Europejska nie jest w sensie obronnym żadnym aktorem”. „Mamy tzw. koalicję chętnych złożoną z 29 państw, ale jej jądro stanowi pięć państw: Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Polska i Włochy. I ja stawiam na tę piątkę. Można powiedzieć, że dla mnie to jest Europa”. Po tych słowach prowadząca zapytała Krausego o pomysł utworzenia Europejskiej Rady Bezpieczeństwa, której powołanie profesor postulował w swoich wcześniejszych wystąpieniach. Krause wyraził opinię, że „Zachód jest dziś pozbawiony przywództwa. Stany Zjednoczone coraz bardziej się dystansują, zajmują się innymi sprawami, przestępczością w amerykańskich miastach, czy zniesieniem obowiązku szczepień, panuje tam spory chaos. Potrzebujemy więc zachodniej siły dowodzącej, ale to nie może być jedna siła” – mówił Krause. „I dlatego proponuje powołanie Europejskiej Rady Bezpieczeństwa złożonej z pięciu, sześciu czy siedmiu państw, które zobowiążą się wobec państw europejskich gotowych do współpracy, podejmować decyzje z zakresu polityki obronnej. Podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie również jest Rada Bezpieczeństwa i kolektywny system polityki bezpieczeństwa, tak tutaj byłby kolektywny system polityki obrony. Nie uda nam się uniknąć powołania efektywnego organu wyposażonego w kompetencje władzy politycznej i nie może to być jedno państwo, może być to kilka państw i będą to te państwa, które robią najwięcej dla swojej obrony” – wyjaśnił Krause.„W innym wypadku nie widzę dla Europy żadnej przyszłości w tej grze. Musimy się nastawić na to, że będziemy musieli być w stanie samodzielnie bronić się przed Rosją i musimy być również w stanie oszacować jak dalece Chiny są gotowe utrzymywać Rosję na powierzchni wody (…). To są istotne kwestie. A nie jakaś polityka symboliczna. Już trzy, cztery lata temu mówiłem, że jeżeli Chiny i Rosja na dobre dojdą do porozumienia, to byłby to wstęp do III wojny światowej Tak, do III wojny światowej. Bo wojna światowa wcale nie musi być wojną atomową, ona może się dziać w dwóch tatrach wojennych – jednym w Europie i jednym w Azji”. – dodał Krause.

“Gdzie podziała się polityka pokojowa?”

Nawiązując do tej wypowiedzi, Stefan Niemann z NDR, który przez kilka lat był korespondentem w Chinach przyznał, że wszyscy kanclerze od Kohla po Merkel kanclerze regularnie zabierali ze sobą delegacje biznesowe do Pekinu a potem wracali z aktówkami pełnymi kontraktów, ale przez te wszystkie lata Niemcy nie wypracowały sobie poważnej i długofalowej, politycznej strategii wobec Chin. Niemann zastrzegł jednocześnie, że Niemcy nie są oczywiście mocarstwem, które mogłoby próbować jakiejkolwiek konfrontacji z Chinami a jedynym aktorem, który miałby tu coś do powiedzenia są Stany Zjednoczone. Ulrike Heckmann postanowiła jednak jeszcze podrążyć temat Europejskiej Rady Bezpieczeństwa i zapytała prof. Krausego, czy uważa powołanie takiego organu za realne i czy będzie ono miało kompetencje decyzyjne biorąc pod uwagę, że proponowany przez Krausego skład byłby mały, nie mówiąc już o członkostwie Wielkiej Brytanii znajdującej się poza UE.

„Nie widzę alternatywy. Jako Europejczycy musimy sami się jakoś zorganizować. Jest nas 500 mln ludzi, z łącznym PKB na poziomie ponad 20 bilionów euro, a Rosja ma 140 mln ludzi i PKB w okolicach 2 bilionów euro. Jesteśmy więc silniejsi i potrzebujemy tylko ciała, które wykorzysta ten potencjał. Pewnie będzie trzeba podpisać jakąś umowę. A jak będzie – nie wiem. W Europie jest wszystko możliwe, również w negatywnym sensie. Niedawno z podobną propozycją wyszedł poseł Zielonych więc jak widać nie jestem jedyny. Mam nadzieję, że ten pomysł wypali, oby tylko nie było za późno. […]. Na razie wszyscy jeszcze patrzą na Donalda z Trumpa, z nadzieją, że uda się go udobruchać, wskazuje się na amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Europie, ale już teraz powinniśmy oszacować jakie zadania wykonują Amerykanie w ramach obrony NATO, a w jakich my jako Europejczycy nie jesteśmy dziś w stanie ich zastąpić. Musimy szczegółowo rozeznać te zdolności. To jest obrona powietrzna, wywiad wojskowy i wiele innych. Jest to wykonalne, ale pochłonie dużo czasu i pieniędzy, mimo wszystko warto to zrobić.


Prof. Ulrich Schneckener przyznał, że i on dostrzega „pewną lukę instytucjonalną w Europie” przywołując casus marginalizacji OBWE, ale jednocześnie wyraził obawę, czy aby „jądro decyzyjne” proponowane przez prof. Krausego będzie miało legitymizację do podejmowania decyzji w imieniu innych państw. Zdaniem Schneckenera Bruksela powinna raczej wydzielić miejsce na kolejną instytucję w ramach UE z racji doświadczenia, zasobów i posiadanych ram prawnych. Ta idea widocznie rozbawiła Stefana Niemanna, który stwierdził, że czuje się uspokojony słysząc, że UE może mieć czas na powoływanie nowych instytucji w obliczu zagrożenia. Prof. Krause nieco zniecierpliwiony powtórzył, że jego zdaniem Radę powinno tworzyć pięć państw, które są zdolne do szybkiego i spójnego działania. Zapytany o to, czy jego pomysł wyszedł poza granice uniwersytetu i zaistniał gdzieś w politycznych agendach, Krause sceptycznie odniósł się do zdolności długodystansowego, koncepcyjnego myślenia polityków nastawionych raczej na doraźne rozwiązania. Zapytany przez prowadzącą o to, „gdzie podziała się pokojowa polityka i dlaczego nie mówimy więcej o pokojowych rozwiązaniach”, stwierdził, że „taka polityka była uprawiana przecież przez ostatnie 25 lat i poniosła klęskę”.

Dyskusja zakończyła się pytaniami z widowni, jeden z widzów chciał na przykład wiedzieć, jaka byłaby odpowiedź Niemiec, gdyby „Putin postanowił zrzucić taktyczną bombę atomową na Zelle”, na co mocno zdumiony Krause odpowiedział, że „nie ma zielonego pojęcia, dlaczego Putin chciałby zrzucić bombę akurat na Zelle”. I tak to mniej więcej wyglądało. W dyskusji ani razu nie wspomniano o reparacjach czy wizycie Prezydenta Nawrockiego w Berlinie. Polska pojawiła się tylko w kontekście incydentów z dronami i w związku z koncepcją prof. Krausego jako jeden z pięciu członków potencjalnej Europejskiej Rady Bezpieczeństwa.

Zapora ogniowa przegrywa z polityką historyczną

Politycy CDU mogą się spierać ze swoim koalicjantem z SPD o wybór sędziów Trybunału Konstytucyjnego, Linke z chadekami o podatki dla najbogatszych, a Zieloni z AfD o feministyczną politykę zagraniczną. A potem następuje zmiana i CDU wraz z SPD reaktywują Bundeswehrę, którą wcześniej wspólnymi siłami zdziesiątkowały, co jednym blokiem krytykują z kolei posłowie AfD i Linke. Debata Generalna Bundestagu z 17 września uwidoczniła potencjał parlamentarnego sporu i przypomniała, że właściwie wszystko może być przedmiotem kłótni i wzajemnych docinków. A jednak są takie tematy, które bezszelestnie, poza radarem dziennikarzy godzą wszystkie partie, nawet te okopane po dwóch stronach zapory ogniowej (Brandmauer). Takim tematem są na przykład reparacje dla Polski. Do sprawy jeszcze w dniu wizyty Karola Nawrockiego odnieśli się posłowie AfD. Na stronie internetowej partii zamieszczono oświadczenie klubu parlamentarnego AfD firmowany przez nowicjuszkę w Bundestagu, Birgit Bessin i Markusa Frohmaiera, rzecznika klubu.

„W związku z wizytą prezydenta Nawrockiego w Niemczech rozgorzała dyskusja na temat żądań reparacyjnych Polski wobec Niemiec. Pełnomocnik rządu federalnego ds. Polski Knut Abraham (CDU) apeluje o wsparcie wojskowe i finansowe dla Polski w zamian za reparacje. W odpowiedzi na małe zapytanie grupy parlamentarnej AfD z sierpnia zeszłego roku rząd federalny oświadczył: >Kwestia reparacji jest zamknięta<” – pisali posłowie AfD.
„Każdy, kto nadal wysuwa żądania reparacji wobec Niemiec w 2025 roku, szkodzi zrozumieniu narodów Europy. Wszelkie żądania reparacyjne ze strony Polski mają być odrzucone. Rząd federalny nie może ustąpić wobec żądań zapłaty w wysokości 1,3 bln euro. Grupa parlamentarna AfD jest jedynym ugrupowaniem parlamentarnym w Bundestagu, które reprezentuje politykę pewnej siebie reprezentacji naszych interesów narodowych” – oświadczyła Birgit Bessin.
„Żądania Polski są przede wszystkim motywowane polityką wewnętrzną i nie mają realnej podstawy prawnej. Polska już w sierpniu 1953 r. stanowczo zrzekła się dalszych wypłat reparacji. Niemcy udzieliły Polsce ogromnego wsparcia finansowego w ramach Unii Europejskiej. Z całym szacunkiem dla naszych polskich partnerów i sojuszników, nie ma zatem powodu, aby ponownie debatować nad tą kwestią” – dodał Michael Frohmeier.


W 2018 r. w rozmowie dla „Kuriera Wnet” zapytaliśmy z red. Antonim Opalińskim przebywającego wtedy w Warszawie Jörga Meuthena, ówczesnego przewodniczącego AfD o to, jak podchodzi do roszczeń reparacyjnych Polski względem Niemiec.
„Przy całej sympatii dla Polski nie uważam wysunięcia tych żądań za rozsądne. Jest to coś, co nas cofnie. Jak już wielokrotnie podkreślałam, musimy wspólnie patrzeć w przyszłość a tego typu spory tylko obciążą nasze relacje. Nie chcę teraz dywagować na ile uprawnione są te żądania, zwłaszcza, że wysuwa się je 70 lat od zakończenia II wojny światowej. Wojny strasznej, ale warto pamiętać, że politykę kształtuje przyszłość, a nie przeszłość” – powiedział Meuthen.


Na naszą uwagę, że w sprawie reparacji dla Polski, AfD mówi jednym głosem z kanclerz Angelą Merkel i kierownictwem SPD, co wskazuje na wyjątkową zgodność z oficjalną linią, Meuthen stwierdził: „Nie kwestionuję tego, że istniałyby przesłanki do wysunięcia pewnych roszczeń, ale uważam, że próba wcielenia ich w życie byłoby niemądre i szkodliwe dla przyszłych stosunków polsko-niemieckich”.

Jörg Meuthen od trzech lat nie jest szefem AfD, we wrześniu dołączył do partii Werteunion założonej przez byłego szefa kontrwywiadu Hansa-Georga Maassena i we wrześniu 2026 r. będzie z jej ramienia kandydował w wyborach do landtagu Badenii-Wirtembergii. Hans – Georg Maassen też nie jest fanem reparacji dla Polski, przekonałam się o tym osobiście w 2023 r., kiedy miałam okazję wystąpić z nim w jednym panelu organizowanym przez niemieckie środowisko konserwatywne w Erlangen. Zanim Maassen wybił się na niezależność, tak jak wielu członków AfD należał do CDU. W jednej i drugiej partii kwestia reparacji dla Polski to płachta na byka i jeden z tych tematów, który łączy ponad podziałem mitycznej zapory ogniowej. Zresztą nie ma w Bundestagu partii, która by myślała inaczej. Nawet jeżeli w przeszłości część Linke i Zielonych wykazywała zrozumienie dla polskich żądań przyjmując je niejako w jednym pakiecie z żądaniami Greków i Namibii, to niechęć do polskich środowisk konserwatywnych, które ten postulat reparacji najgłośniej podnosiły, brała górę nad ludzkim odruchem. I pod tym względem nic się w Niemczech nie zmieniło. Choć z drugiej strony coś jednak się zmieniło. Kiedy w Niemczech zaczęto coraz głośniej mówić o przyszłych reparacjach Rosji dla Ukrainy, wstydliwie chowana kwestia niewyrównanego rachunku z Polską pojawiła się jak wyrzut sumienia.

Krakowskie Przedmieście czeka

W polityce nie ma miejsca na tak wielkie słowa. W polityce trzeba twardo bronić interesu, każdy kanclerz wie co robić, by nie zboczyć z tego kursu. Wie to również kanclerz Merz. I nie ulega on emocjom, które mogłyby naruszyć interesy finansowe państwa. Chociaż i ten polityk miewa chwile słabości.

Na dzień przed spotkaniem z Prezydentem RP, Friedrich Merz przemawiając na uroczystym otwarciu monachijskiej synagogi Reichenbachstraße splądrowanej i podpalonej w czasie Nocy kryształowej 1938 r., miał łzy w oczach i drżący głos. W swojej mowie kanclerz nawiązał do roku 1931, kiedy synagogę wzniesiono, do 1938, kiedy ją splądrowano i do dzisiejszych Niemiec, w których część Żydów czuje się zagrożonych, zwłaszcza od rozpoczęciu wojny w strefie Gazy. Wystąpienie Merza stało się przyczynkiem do takich tytułów prasowych jak; „Merz, gniew i łzy; Wrażliwiec w Urzędzie Kanclerskim (»Tagesspiegel«), czy „Merz – Człowiek; Czy kanclerzowi wolno tak okazywać uczucia?” („Die Zeit”), a TAZ ocenił: „Łzy kanclerza federalnego są wiarygodne”.

Jeżeli sam kanclerz Niemiec pozwolił sobie na emocje, to może nie będzie wielkim faux-pas, że na emocje pozwoli sobie dziennikarz. A zatem… Panie kanclerzu, może znajdzie Pan kiedyś czas na wizytę, choć w kilku miejscach, gdzie w Polsce stały przed wojną synagogi i kościoły. Część z nich została doszczętnie zburzona, część odbudowano. Chrystus z Krzyżem w ruinach Krakowskiego Przedmieścia, z tej samej świątyni, w której podziemiach wybrzmiały kilka dekad później wstrząsające „Głosy” śp. Bohdana Urbankowskiego, to jeden z najbardziej przejmujących symboli zrujnowanej Warszawy. Proszę tu kiedyś przyjechać i powiedzieć, że sprawa jest zamknięta. Nie na konferencji prasowej. Tylko tu.

Olga Doleśniak-Harczuk

Udostępnij

06

paź

Według informacji stacji rbb liderzy Linke, Zielonych i SPD w Berlinie zamierzają do środy (7 października) zakończyć rozmowy przedwstępne związane z ewentualnym zawiązaniem koalicji. Dzień…

03

wrz

Czym jest dziś „niemieckość”? Jakie wydarzenia historyczne powinny stanowić element „nowej, trwałej tożsamości narodowej” będącej alternatywą dla „antymitu, […] w którym naród pojawia się wyłącznie…

27

sie

Za dwa tygodnie mieszkańcy Saksonii-Anhalt ruszą do urn i wybiorą swoich reprezentantów do landtagu. Według sondażu instytutu badania opinii publicznej Pollytix (z 12.08.), AfD może…