Otwiera się w nowej karcie

Taniec w paszczy smoka; „Made in Germany” już nie uwodzi Chińczyków

W artykule:

  • 22:7 min

Po spotkaniu prezydenta USA, Donalda Trumpa i przywódcy Chin, Xi Jinpinga w południowokoreańskim Busan, Niemcy na chwilę odetchnęły z ulgą na wieść o częściowym zawieszeniu przez Pekin ogłoszonych 9 października kontroli eksportu metali ziem rzadkich. Na marginesie swojej wizyty w Turcji, kanclerz Friedrich Merz przyznał, że „to, co dzieje się między Ameryką a Chinami bezpośrednio przekłada się na handel państw UE, w tym Niemiec”. Coraz bardziej odczuwalna presja ze strony Chin jest jednak w niemieckich gabinetach politycznych i kluczowych sektorach gospodarki – od farmacji, po zbrojenia, tematem najwyższej wagi. Chwilowe zawieszenie obostrzeń może wrócić w każdej chwili, poza tym wciąż niejasne jest to, czy czas wynegocjowany przez Trumpa obejmie również Europę. Fakty są zaś takie, że mimo sygnałów ostrzegawczych jak dotąd ani niemiecki rząd, ani przedsiębiorcy nie zdołali zaprojektować alternatywnego modelu funkcjonowania niemieckiej gospodarki bez chińskich surowców, inwestycji i rynku, a same Niemcy nie są już w oczach Chińczyków tym, czym były jeszcze dekadę temu – państwem równouprawnionego dialogu.

Po tym, jak szef niemieckiej dyplomacji, Johann Wadephul (CDU) odwołał swoją wizytę w Pekinie, to minister finansów Lars Klingbeil (SPD), ma być pierwszym przedstawicielem nowego rządu, który pojedzie do Chin przed zaplanowaną na koniec roku wizytą kanclerza Merza. Według portalu „Pioneer”, Klingbeil, w dn. 17-19 listopada ma wziąć udział w Niemiecko-Chińskim Dialogu Finansowym, formacie zapoczątkowanym dekadę temu przez Angelę Merkel. Na stronie ministra finansów nie ma żadnej wzmianki o jego pekińskich planach, ale eksperci już przestrzegają przed możliwym rozgrywaniem przez Pekin rządowych koalicjantów z SPD i CDU. Specjaliści od gospodarki wskazują tymczasem na sektory, w których niemieckie przedsiębiorstwa zbyt mocno uzależniły się od chińskich surowców, stając się tym samym podatne na presję z Państwa Środka. A jakby atrakcji było za mało – Niemiecka Izba Handlowa odwołała „z powodów organizacyjnych” prestiżową imprezę zaplanowaną na 19-21 listopada w chińskim Suzhou. O sprawie jako pierwszy poinformował serwis „Table Media”.

SPD: Musimy przemyśleć naszą strategię wobec Chin

Oficjalnie powodem odwołania wizyty Johanna Wadephula w Pekinie było to, że na spotkanie z niemieckim ministrem gotów był tylko jego chiński odpowiednik, a lista życzeń MSZ-u była zdecydowanie dłuższa. „Pioneer” powołując się na źródła bliskie rządowi, twierdzi, że strona chińska w ostatniej chwili przedstawiła niemieckiej „nieakceptowalne warunki”, co miało być bezpośrednią przyczyną zmiany planów. Tygodnik „Der Spiegel” informował wprost, że Pekin miał zażądać od Wadephula cofnięcia krytyki pod adresem polityki Chin względem Tajwanu i Ukrainy, czego nie zrobił. Reakcją Pekinu na odmowę miało być potwierdzenie wyłącznie terminu spotkania Wadephula z ministrem spraw zagranicznych, Wangiem Yi. Przy czym oficjalnie mówi się, że wizyta nie została odwołana, tylko „przełożona”, tyle że nie wyznaczono jak dotąd kolejnego terminu. Decyzja ta miała być uzgodniona z Friedrichem Merzem, nie uzgodniono jej jednak z SPD, co nie spotkało się zdaniem Spiegla z wyrozumiałą reakcją koalicjanta, który ustami swojego rzecznika ds. zagranicznych, Adisa Ahmetovicia, stwierdził, że kiedy, jak kiedy, ale „akurat w obliczu globalnych napięć, bezpośredni dialog z Chinami ma duże znaczenie”, a tak w ogóle to „musimy przemyśleć naszą strategię względem Chin”.

Problemy z De-riskingiem

Przypomnijmy – rząd Olafa Scholza przedstawił „Strategię wobec Chin” 13 lipca 2023 r. Określono w niej Chiny jako „partnera, konkurenta i systemowego rywala”. 11 lutego 2025 r., na niespełna dwa tygodnie przed wyborami do Bundestagu, ten sam rząd Olafa Scholza udzielił klubowi parlamentarnemu CDU/CSU odpowiedzi na zapytanie dotyczące zaawansowania procesu wdrażania „strategii”. W zapytaniu chadecy przypomnieli, że wypracowanie spójnego modelu podejścia do Chin w gronie trójki koalicyjnej SPD, FDP i Zielonych było trudne i generowało spory na linii MSZ (zarządzanego wtedy przez Annalenę Baerbock), a Kanzleramtem. Frakcja CDU/CSU chciała np. wiedzieć ilu pracowników mających kompetencje, by zajmować się na poważnie Chinami, jest zatrudnionych w poszczególnych resortach i instytucjach państwa, odpowiedź była zdumiewająca – „nie prowadzi się statystyk tego typu”. W kraju, w którym z biurokracji uczyniono osobną gałąź sztuki nie zadano sobie trudu by sprawdzić ilu kompetentnych urzędników i ekspertów (znających język chiński, a nie śledzących Chiny za pomocą anglojęzycznych portali) ma do dyspozycji rząd, który miał ambicje nakreślenia strategii wobec Chin. To, że tacy ludzie są w zasięgu rządowych agencji jest natomiast jasne (vide: Mercator Institute for China Studies; Decoding China, pracownicy niemieckich fundacji mających swoje filie w Chinach etc.).

Pytanie, jak ich doświadczenia i ekspertyzy przekładają się na agendę „strategii”. Chadecy w swoim zapytaniu byli też zainteresowani tematem de-riskingu w kontaktach z Chinami. „Komisja Europejska i rząd Niemiec podjęły ważne decyzje polityczne mające na celu zmniejszenie ryzyka związanego z relacjami gospodarczymi z Chinami. Konkretny sukces i szybkość działań ograniczających ryzyko zależą od wielu różnych czynników” – odpowiedział wtedy rząd. Na pytanie o kryteria pozwalające ocenić skuteczność przyjętych metod de-riskingu, odpowiedziano natomiast tak: „Ograniczanie ryzyka ma na celu zmniejszenie istniejących zależności gospodarczych i technologicznych w obszarach strategicznych lub uniknięcie powstania przyszłych zależności gospodarczych i technologicznych. Zależności mogą istnieć na przykład w odniesieniu do Chin jako dostawcy kluczowych produktów i technologii pośrednich, jako rynku zbytu lub jako miejsca inwestycji. Kluczowymi wskaźnikami zależności od krytycznych produktów i technologii pośrednich są w szczególności udziały w imporcie z Chin w poszczególnych grupach produktów”. Jak eksperci oceniają dziś sukcesy rządowo wspieranego ograniczania ryzyka w kontaktach z Chinami? W wywiadzie dla ntv.de (z 29.10. 2025 r.), ekonomista Instytutu Niemieckiej Gospodarki (Institut der Deutschen Wirtschaft) Jürgen Matthes, stwierdził, że „(Sprawa) przedstawia się zastraszająco źle. Liczba produktów o co najmniej 50-procentowej zależności importowej od Chin prawie się nie zmieniła i w ciągu ostatniego roku miała tendencję wzrostową. Dużo mówimy o ograniczaniu ryzyka naciskając na jedną lub dwie sprawy, ale to było jak dotąd o wiele za mało i trwało o wiele za długo” – skomentował ekonomista.

Strukturalne ryzyko dla wzrostu gospodarczego UE

Niezależnie od medialnych spekulacji, ale i oficjalnych komunikatów MSZ, można przypuszczać, że podróż Johanna Wadephula do Pekinu z uwagi na dość niefortunny termin i tak odbyłaby się w cieniu spotkania Donalda Trumpa i Xi Jinpinga w południowokoreańskim Busan. Być może Berlin postanowił taktycznie odczekać na wyniki starcia tytanów i nie pchać się przed szereg, zwłaszczazwłaszcza że grunt był i jest niepewny, a Niemcy nie są już dla Chin partnerem tak istotnym, jak jeszcze dekadę temu. Taki scenariusz podpowiada m.in. wniosek z wrześniowego (19-20.09.) spotkania Rady do Spraw Gospodarczych i Finansowych (ECOFIN) w Kopenhadze zapisany w comiesięcznym raporcie Federalnego Ministerstwa Finansów.

W raporcie wymieniono zainspirowane przez think-tank Bruegela możliwe scenariusze geopolityczne i konkretne działania, które Unia Europejska mogłaby podjąć wraz ze swoimi partnerami w obliczu zaostrzającej się rywalizacji między USA i Chinami, którą eksperci think-tanku ocenił jako „strukturalne ryzyko dla wzrostu gospodarczego UE”, a samej UE przewidziano „działanie pomiędzy tymi dwoma polami sił”.
Bruegel przedstawił na spotkaniu w Kopenhadze trzy możliwe scenariusze: najgorszy zakładający globalne załamanie współpracy międzynarodowej; pośredni-przewidujący świat trzech bloków handlowych z USA i Chinami jako głównymi graczami oraz neutralnym blokiem pomiędzy nimi, i pozytywny-zakładający odnowiony multilateralizm. Wizyta Johanna Wadephula w Pekinie tak nie mogłaby wyjść poza kanon „działania między polami sił”, roztropnie jednak było odczekać na wynik spotkania Trump-Xi, bo to one określą szerokość pola pozostającego do dyspozycji słabszych, zależnych od obu sił graczy.

Niezależnie od motywów, jakimi kierował się niemiecki szef dyplomacji przekładając swą podróż do Pekinu, niemiecka infosfera skupiła się przede wszystkim na sprawie koalicyjnych sporów, które teraz miały zyskać „nowego rozgrywającego”. 28 października, tabloid Bild nawiązując do „kryzysu między Berlinem a Pekinem” zacytował eksperta Niemieckiego Towarzystwa ds. Polityki Zagranicznej (DGAP), Michaela Laha, który wskazał, że „Jeżeli to Lars Klingbeil jako pierwszy pojedzie do Pekinu, jego wizyta powinna być uzgodniona wewnątrz rządu, by jeden z koalicjantów nie sprawiał wrażenia bardziej skłonnego do kooperacji od drugiego”, gdyż zadaniem Laha „istnieje zagrożenie, że Chiny będą próbowały nastawić przeciwko sobie SPD i chadeków”.

Analitycy MERICS: Merz będzie musiał doprecyzować swoje stanowisko względem Chin

Samo spotkanie Larsa Klingbeila ze stroną chińską – jeżeli doniesienia części mediów się potwierdzą – będzie czwartym w formacie Niemiecko-Chińskiego Dialogu Fiskalnego, zapoczątkowanego w maju 2015 r. w Berlinie za czwartej kadencji rządu Angeli Merkel. Format ten miał spełniać funkcję komplementarną względem niemiecko-chińskich konsultacji rządowych. W styczniu 2019 r. wizytę w Pekinie jako minister finansów odbył Olaf Scholz, który spotkał się wtedy z wicepremierem Hanem Zhenhiem, swoim odpowiednikiem Liu Kunem, ministrem spraw zagranicznych Komunistycznej Partii Chin, Songiem Tao i z przedstawicielami chińskiego sektora finansowego. Scholz wygłosił też wtedy wykład na uniwersytecie Renmin i wziął udział w dyskusji panelowej na temat wyzwań digitalizacji dla gospodarek Chin i Niemiec. W podroży do Pekinu towarzyszyli przyszłemu kanclerzowi m.in. Jens Weideman, prezes Bundesbanku i Felix Hufeld, prezes Federalnego Nadzoru Finansowego (BaFin).

W październiku 2023 r. po czteroletniej przerwie spowodowanej kryzysem pandemicznym, w ramach tego samego formatu spotkano się we Frankfurcie nad Menem, tym razem gospodarzem był minister rządu Olafa Scholza, Christian Lindner (FDP), a gościem honorowym wicepremier Chin, He Lifeng. Rozmawiano o „otwieraniu rynków finansowych, zacieśnianiu współpracy między bankami centralnymi i organami nadzoru finansowego oraz współpracy w zakresie zwalczania prania brudnych pieniędzy i finansowania terroryzmu”.

Jeżeli zatem za kilkanaście dni dojdzie do spotkania Larsa Klingbeila z jego chińskimi odpowiednikami, można założyć, że w podroży będą mu towarzyszyć szefowie niemieckich instytucji finansowych. Wiele jednak zależy od tego, czy Chiny pozostaną na kursie dociskania śruby niemieckim (i unijnym ogólnie rzecz biorąc) przedsiębiorcom, którzy podobnie jak w przypadku Rosji – nie zatroszczyli się o dywersyfikację dostaw surowców, czy nieco poluzują. A jeżeli poluzują – to na jak długo i za jaką cenę.

Zdaniem analityków berlińskiego Mercator Institute for China Studies (MERICS), Friedrich Merz będzie musiał przed planowaną na koniec tego roku wizytą w Pekinie „doprecyzować swoje stanowisko wobec Chin”. Ich zdaniem „koalicja CDU-SPD będzie realizować bardziej pragmatyczne, a jednocześnie świadome ryzyka podejście (do Chin – red.) niż poprzedni rząd SPD, FDP i Zielonych”. Eksperci podkreślają, że zwłaszcza sektor motoryzacyjny i chemiczny w Niemczech są pod coraz większą presją polityki Pekinu i borykają się z bezpośrednią konkurencją ze strony chińskich firm w UE i jednocześnie spadkami eksportu do Chin.
„Tendencje te stanowią poważne ryzyko dla niemieckiej gospodarki, która w 2024 roku drugi rok z rzędu znajdowała się w recesji” – czytamy w ekspertyzie Mercator z 29października tego roku. Analitycy ośrodka wyszczególnili ponadto kluczowe wyzwania dla Niemiec w związku z Chinami i są to:

  1. Spadek konkurencyjności Niemiec wobec Chin w kluczowych gałęziach przemysłu motoryzacyjnego, maszynowego i chemicznego. Przy czym – duże firmy w tych branżach przeniosły lub są w trakcie przenoszenia produkcji do Chin.
  2. Spadek niemieckiego eksportu do Chin o 25 proc. od 2019 r. Firmy chcą zapewnić sobie dostęp do rynku liczącego ponad miliard konsumentów na wypadek, gdyby napięcia geopolityczne zdławiły import a sytuacja ta już teraz wpływa na zatrudnienie w Niemczech.
  3. Niemcy należą do krajów, które są najbardziej uzależnione od dostaw z Chin. Około 33,4 procent chińskiego importu koncentruje się w sektorach, w których alternatywne źródła zaopatrzenia są ograniczone – na przykład maszyny, tekstylia i niektóre produkty spożywcze.

Wątek AfD

Czwarty punkt przywołany przez analityków MERICS ma charakter wewnątrzpolityczny i dotyka wzrostu notowań AfD przedstawianej jako partia sprzyjająca Pekinowi. „Niemieccy populistyczni prawicowi politycy są otwarci na chińską narrację. Na popularności zyskała skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), która w wyborach w 2025 r. zdobyła 20,8 proc. głosów, podwajając swój wynik z 2021 r. Jej współprzewodnicząca Alice Weidel ma duże doświadczenie w Chinach, a program partii wzywa do wykorzystania >Każdej szansy oferowanej przez Nowe Jedwabne Szlaki<, przyznając jednocześnie, że Chiny >dążą do wzmocnienia swoich wpływów na świecie<. Nic dziwnego, że Pekin wydaje się zainteresowany AfD: 25 września doradca europosła Maximiliana Kraha (obywatel Niemiec pochodzenia chińskiego) został skazany na prawie pięć lat więzienia za szpiegostwo” – konkludują eksperci.

W dalszej części analizy zaznaczają, że „chociaż udział Niemiec w eksporcie do Chin zmniejszył się, ich przemysł nadal jest w dużym stopniu uzależniony od Chin. W pierwszej połowie 2024 r. niemieckie bezpośrednie inwestycje zagraniczne stanowiły 57 proc. wszystkich inwestycji UE w Chinach, czyli około 2,3 proc. niemieckiego PKB. Niemcy pozostają nie tylko jednym z największych inwestorów zagranicznych w Chinach, ale jednym z niewielu krajów, których inwestycje wciąż rosną. Sektor motoryzacyjny nadal stawia na Chiny, co może być ryzykowne: firmy, które są kręgosłupem niemieckiej gospodarki, dwoją się i troją, a rynek samochodowy szybko przesuwa się na niekorzyść zagranicznych graczy” – czytamy.

I dalej:

„Te same firmy podniosły alarm w związku z ostatnimi decyzjami Pekinu zwiększeniu ograniczeń w eksporcie metali ziem rzadkich. Ponieważ Chiny odpowiadają za 60 proc. światowej produkcji metali ziem rzadkich i kontrolują prawie 90 proc. światowych mocy rafineryjnych, niemieckie firmy ostrzegają przed poważnym zagrożeniem dla ich działalności, jeśli niedobory metali ziem rzadkich będą się utrzymywać. Administracja Merza inwestuje znaczny kapitał polityczny w działania na rzecz ograniczenia ryzyka. Jednak podobnie jak inne niemieckie rządy, do tej pory niechętnie godziła w krótkoterminowe interesy swoich głównych gałęzi przemysłu na poziomie unijnym (rząd Olafa Scholza notorycznie sprzeciwiał się cłom antydumpingowym na import nielegalnie subsydiowanych pojazdów elektrycznych z Chin)”.
(Raport w pełnej wersji, „Profiling European countries’ resilience towards China – 2025 Update” można przeczytać na stronie Merics.org, autorzy opracowania biorą w nim pod lupę również Polskę).

Federalny Związek Niemieckiego Przemysłu apeluje o odbiurakrytyzowanie Funduszu Surowcowego

Odwołanie wizyty szefa niemieckiej dyplomacji nie było ostatnim symptomem napięcia na linii Berlin-Pekin. 29 października serwis „Table Media” podał, że przedstawicielstwo Zagranicznej (Niemieckiej) Izby Handlowej (AHK) w Chinach przesunęło z 19-21 listopada na niewiadomy termin, największą i najbardziej prestiżową imprezę dla kręgów gospodarczych obu państw-AHK Xceleration Days 2025. Tegoroczna edycja miała się odbyć w Suzhou, nazywanym „Wenecją Wschodu”. W ubiegłym roku w imprezie wzięło udział blisko tysiąc dyrektorów głównych firm z Chin i Niemiec oraz naukowcy, eksperci, przedsiębiorcy. Przez dwa dni rozmawiano o „pogłębianiu wzajemnie korzystnej współpracy” i najnowszych jej osiągnięciach. Nie wiadomo, czy odwołanie tak ważnej imprezy będzie miało wpływ na chińską wizytę Larsa Klingbeila.


„W przyszłości reeksport produktów z chińskimi metalami ziem rzadkich – na przykład z Niemiec do Francji – będzie wymagał również zgody Pekinu. Do celów wojskowych eksport jest całkowicie zabroniony. Pierwiastki ziem rzadkich są elementarne dla naszego przemysłu, surowce te znajdują się w samochodach elektrycznych, sprzęcie AGD, ale także w myśliwcach” – napisał na swojej stronie internetowej już w ubiegłym tygodniu Bundesverband der Deutschen Industrie (Federalny Związek Niemieckiego Przemysłu). Jak podkreślają władze BDI,” problem polega na tym, że niemieckiemu przemysłowi grozi stanie się ofiarą konfliktu między USA a Chinami. A nowe kontrole mogą być rozumiane jako bezpośredni atak na remilitaryzację Zachodu”. W konsekwencji zaś „firmy najpierw zużyją swoje rezerwy, a następnie będą musiały kupować na rynku światowym po znacznie wyższych cenach”, co niesie ze sobą ryzyko spadku lub zatrzymania produkcji, ale i możliwe krótkoterminowe zakłócenia w dostawach oraz długoterminowe niekorzystne warunki konkurencji. BDI proponuje jednak rozwiązanie problemu. Jest nim wymuszenie na rządzie federalnym „zajęcia się kwestią bezpieczeństwa surowcowego na wszystkich szczeblach i natychmiastowych działań”. Działań, które miałyby dotyczyć dywersyfikacji łańcucha dostaw polegającego na utworzeniu europejskich zakładów przetwórczych i ekosystemu magnesów, na zwiększeniu recyclingu (surowców -red.), gromadzeniu zapasów strategicznych m.in. w Federalnym Ministerstwie Obrony Narodowej i uruchomienie znacznych, własnych mocy produkcyjnych i przetwórczych w Europie.


BDI domaga się ponadto odbiurokratyzowania rządowego Funduszu Surowcowego (Rohstoffond), który teoretycznie działa od zeszłego roku, ale nie zatwierdził ani jednego projektu, ponieważ – co podkreśla BDI – minimalny limit w wysokości 50 mln euro jest zbyt wysoki, ponieważ wiele firm chce zaczynać od mniejszych projektów. „W związku z rosnącą presją ze strony Chin i szybkim tempem pozyskiwania surowców przez administrację Trumpa, należy pilnie usprawnić i przyspieszyć te procesy” – radzi BDI.
„Surowce znajdują się na początku każdego łańcucha wartości i od nich zależy również nasza wojskowa zdolność do działania. Punkt zwrotny nastąpi tylko wtedy, gdy zapewnione zostaną dostawy surowców krytycznych dla Niemiec. Niemcy i UE muszą być bardziej skłonne do podejmowania ryzyka w zakresie rozwoju i zabezpieczania projektów surowcowych. W przeciwnym razie zostaniemy zmiażdżeni w konflikcie wielkich mocarstw między USA a Chinami, kosztem naszego przemysłu” – podsumowują władze BDI.

Ekonomista: Wpadliśmy przez hasło “skąpstwo jest fajne”

„Wpadliśmy w pułapkę (…), bo chcieliśmy jak najtaniej kupować metale ziem rzadkich oraz inne surowce i produkty. Ślepo liczyliśmy na to, że Chiny będą nadal sumiennie i niezawodnie dostarczać swoje zobowiązania. Ta mentalność, ta kombinacja nastawienia „skąpstwo jest fajne” (niem. „Geiz ist geil”) i naiwności wali nam się teraz na głowę i w pewnym stopniu czyni nas podatnymi na szantaż” – stwierdził z kolei we wspomnianym wcześniej wywiadzie dla ntv.de, ekonomista Jürgen Matthes. „Widzimy, że Chiny pociągają za różne sznurki w swoich kontaktach z Europą. Czasy, kiedy ludzie mogli być jeszcze łatwowierni i twierdzić, że nasze stosunki gospodarcze opierają się na sytuacji korzystnej dla obu stron, wreszcie się skończyły. Chiny coraz bardziej z nami konkurują, czasami za pomocą nieuczciwych środków, takich jak subsydia i niedowartościowana waluta. I bez skrupułów wykorzystuje swój monopol na metale ziem rzadkich, by szantażować Europę” – dodał ekspert zwracając szczególną uwagę na zagrożenie chińskich kontroli dla niemieckiej zbrojeniówki. Matthes podkreślił, że metale ziem rzadkich są niezbędnymi komponentami w produkcji nowoczesnych systemów broni. Jego zdaniem, w przypadku przemysłu zbrojeniowego, działania Chin zyskują „nowe, wysoce dramatyczne, geopolityczne znaczenie”.
„Nie zbroimy się przeciwko Chinom, ale przeciwko zagrożeniu ze strony Rosji. Chiny zaś coraz bardziej otwarcie wspierają Rosję, a teraz nawet uniemożliwiają nam zbrojenie się przeciwko Rosji. To zupełnie nowa jakość formowania bloków. Jeśli Chiny wprowadzą to na stałe, będziemy musieli całkowicie przedefiniować nasze stosunki. Jest to (sytuacja – red.) bliska zimnej wojnie” – zauważył ekspert.

Szanghaj – kolebka współpracy naukowej

Szanghajski Uniwersytet Tongji należy do najbardziej prestiżowych i najstarszych uczelni wyższych Chin Ludowych. Poprzedniczką uczelni była „Niemiecka Szkoła Medyczna dla Chińczyków w Szanghaju” założona w 1907 r. przez Niemców będąca pierwszym tak dużym projektem niemieckiej polityki kulturalnej za granicą. W powstanie szkoły był osobiście zaangażowany Friedrich Althoff, pruski urzędnik państwowy, który mimo formalnej podległości względem ministra kultury faktycznie zarządzał resortem i stworzył podwaliny tego, co dziś w Niemczech nazywamy „naukowym soft power”. Althoff nie bez powodu był już za życia nazywany „Bismarckiem niemieckich uniwersytetów”, osobiście (czasem incognito) zajmował się selekcją najlepszych wykładowców akademickich. To on utworzył Towarzystwo Cesarza Wilhelma (dzisiejsze Towarzystwo Maxa Plancka), dzięki niemu berlińska Charité pozyskała środki na rozbudowę i stała się wiodącą uczelnią medyczną w Europie, pozyskiwał też potężne środki na rozwój niemieckiej nauki, to za jego sprawą np. Uniwersytet w Getyndze stał się światowej sławy centrum nauki matematyki i fizyki. Szkoła medyczna w Szanghaju powstała na rok przed śmiercią Althoffa. Drugim patronem uczelni był ówczesny konsul generalny w Szanghaju, Wilhelm Knappe, który wcześniej piastował funkcję dyrektora w Niemieckiej Komisji Handlu w Azji Wschodniej.


W 1912 r. Szkoła medyczna została poszerzona o „Niemiecką Szkołę Inżynieryjną dla Chińczyków” wspieraną przez niemieckie firmy zainteresowane interesami w Chinach. Należały do nich: Bayer, BASF, Deutsche Bank, Krupp, Thyssen i Siemens. Obie szkoły zostały zamknięte w 1917 r. przez Francuzów, ale zajęcia odbywały się dzięki wsparciu Chińczyków w innych budynkach, a w 1923 r. dawne szkoły niemieckie odrodziły się już jako uznany Uniwersytet Tongji. Techniczne wyposażenie uczelni ufundowały niemieckie firmy, a chińscy uczniowie dalej uczyli się niemieckiego, co stworzyło stabilną platformę dla niemiecko-chińskiej współpracy w przyszłości. W 1998 r. za porozumieniem Uniwersytetu Tongji i Niemieckiej Centrali Wymiany Akademickiej (DAAD) powołano Chińsko-Niemieckie Kolegium Uczelniane (CDHK), które jest uważane za wzorcowy projekt chińsko-niemieckiej współpracy naukowej. W 2022 r. powstało też Chińsko-Niemieckie Kolegium Doktoranckie. Ta uczelniana układanka pozwala nie tylko na kształcenie kadr, które działają i żyją na styku kultury chińskiej i niemieckiej, ale również na wymianie myśli naukowej i technologicznej, przy czym te kwestie – patrząc z dzisiejszej perspektywy – przede wszystkim przysłużyły się stronie chińskiej. Jak te relacje chińsko – niemieckie ze szkolnictwem wyższym w tle, wyglądają dziś?

Miesiąc temu na Uniwersytecie Tongji odbyła się 13 Międzynarodowa Konferencja zorganizowana przez chińskie biuro Fundacji Konrada Adenauera. Tematem spotkania były „Stosunki między Chinami i Europą w kontekście drugiej prezydentury Donalda Trumpa”. W ramach konferencji odbyło się pięć paneli z ekspertami. Jeden z nich był poświęcony relacjom gospodarczym. Niespełna tydzień po konferencji Chiny ogłosiły swój plan kontrolowania eksportu metali ziem rzadkich. Na stronie KAS nie ma zapisu paneli więc trudno powiedzieć, czy ich uczestnicy odważyli się podjąć temat niepewności dostaw. Temat przecież wisiał w powietrzu. Gdyby panel ten odbył się dziś, „kontekst drugiej prezydentury Trumpa” musiałby zostać potraktowany w nawiązaniu do “rozładowania atmosfery” w Busan. I mało przyjemnych wniosków co do ostatecznej skuteczności niemieckiego wsparcia dla chińsko-niemieckiego dialogu akademickiego.

Wraca problem leków

20 października Instytut Badań nad Gospodarką (IW) w Kolonii opublikował na swojej stronie raport na temat lekowej zależności Europy od Chin. Temat nie jest nowy, najpóźniej podczas pandemii Europa musiała sobie uzmysłowić swoje uzależnienie od rynku azjatyckiego, brakowało wielu leków. Jak wynika z raportu IW, Niemcy są szczególnie zależne od importu wielu ważnych leków z Chin, a w przypadku 20 z 56 przebadanych w związku z ewentualnym kryzysem dostaw, substancji czynnych można już dziś mówić o „wysokim ryzyku zaopatrzenia”, co oznacza, że w sytuacji podbramkowej (wstrzymania dostaw z Chin) ucierpiałaby jedna trzecia produkcji leków w Niemczech. „Gdyby do tego doszło, rocznie mogłoby zabraknąć w kraju 42 milionów opakowań leków” – czytamy w raporcie.


Autorzy podkreślają, że „Chiny odgrywają również coraz większą rolę w produkcji niemieckiego przemysłu farmaceutycznego, zwłaszcza jako dostawca surowców chemicznych: wartość importu (z tego przedziału – red.) z Chin wzrosła od 2010 roku prawie siedmiokrotnie, do 352 mln euro. To sprawia, że kraj ten jest drugim najważniejszym dostawcą w tym obszarze po Holandii”.
Kolejną kwestią, która niepokoi Niemców jest to, że z Chin pochodzi coraz więcej patentów w farmacji. „Spojrzenie na wnioski patentowe w sektorze farmaceutycznym pokazuje, że Chiny postrzegają również swoją rolę na światowym rynku farmaceutycznym jako siłę napędową innowacji: w 2000 r. tylko jeden na 1000 wniosków patentowych pochodził z Chin. W 2021 roku był już niecały co ósmy – 2. miejsce za USA. Z drugiej strony, udział Niemiec w zgłoszeniach patentowych w przemyśle światowym zmniejszył się w tym samym okresie prawie o połowę’ – czytamy.


Zdaniem ekspertki rynku farmaceutycznego IW, Jasminy Kirchhoff, zminimalizowanie ryzyka wstrzymania dostaw ważnych leków wymagałoby „ukierunkowanego wzmocnienia własnych zdolności produkcyjnych w Europie, promowania dywersyfikacji źródeł dostaw składników aktywnych i prekursorów oraz wzmocnienia własnej siły innowacyjnej”.
Ekspert nie ma jednocześnie złudzeń co do tego, że „Tak długo, jak będziemy zaopatrywać się w leki o kluczowym znaczeniu wyłącznie po najniższej cenie, nie powinniśmy być zaskoczeni, jeśli w końcu pozostaną tylko chińscy producenci”.

Dawno temu w Wolfsburgu…

W 2023 r. w Niemczech wydano książkę Felixa Lee „„China, mein Vater und ich: Über den Aufstieg einer Supermacht und was Familie Lee aus Wolfsburg damit zu tun hat “ (Ch. Links Verlag), w której autor nakreślił kronikę wzrostu gospodarczego Chin od lat 70. XX w. przez pryzmat swojej historii rodzinnej, a zwłaszcza ojca, który był chińskim inżynierem pracującym dla Volkswagena. Ta książka to lektura obowiązkowa dla tych, którzy chcą dowiedzieć się o początkach chińsko-niemieckiej wymiany handlowej nie tylko przez suche fakty i liczby, ale też relacje międzyludzkie. Relacje, w których Volkswagen był spełnieniem chińskiego snu o „życiu na poziomie”. Ta książka to wehikuł, który przenosi czytelnika w czasy, gdy „made in Germany” robiło na Chińczykach wrażenie, a władze CHRL wysyłały swoich ministrów by pukali do drzwi niemieckiej motoryzacji „po naukę”.

Olga Doleśniak-Harczuk

Udostępnij

06

paź

Według informacji stacji rbb liderzy Linke, Zielonych i SPD w Berlinie zamierzają do środy (7 października) zakończyć rozmowy przedwstępne związane z ewentualnym zawiązaniem koalicji. Dzień…

23

wrz

Niedziela wieczór, oddział partii Linke na berlińskim Neuköllnie świętuje zwycięstwo w wyborach do Izby Deputowanych. Wśród wiwatujących dziennikarze namierzają szefa jednego z najpotężniejszych klanów arabskich…

27

sie

Za dwa tygodnie mieszkańcy Saksonii-Anhalt ruszą do urn i wybiorą swoich reprezentantów do landtagu. Według sondażu instytutu badania opinii publicznej Pollytix (z 12.08.), AfD może…