Dr Justyna Schulz (IZ): Prognozy instytutów i Bundesbanku zwracają uwagę na niebezpieczeństwo, że z lawiny pieniędzy, która ma popłynąć do niemieckiej gospodarki, długoterminowo zostaną jedynie długi

W artykule:

  • 11:21 min

Po wybuchu kryzysu walutowego pojawiła się narracja o presji i przemocy ze strony Niemiec, czego uosobieniem stał się ówczesny minister finansów Niemiec Wolfgang Schäuble. Pomija się przy tym fakt, że w takich ramach instytucjonalnych jak UE czy strefa euro istnieje też inna, bardziej ukryta forma przemocy. Jest to przemoc poprzez „inaction”, poprzez niepodejmowanie koniecznych działań czy ignorowanie ustalonych reguł – powiedziała w rozmowie z portalem Berliński Tygiel dr Justyna Schulz główny analityk Zespołu >Niemcy – państwo, społeczeństwo, gospodarka< Instytutu Zachodniego.

Berliński Tygiel: Pani Doktor, dlaczego gospodarka niemiecka „przesypia” – jak to Pani określiła w swojej opublikowanej ostatnio analizie – w ostatnim trzydziestoleciu kolejne fale innowacji? Dlaczego państwo niemieckie w tak powolnym tempie reaguje na zmiany i jakie to ma konsekwencje już dziś na niemieckiej gospodarki?


Dr Justyna Schulz: Jest to pytanie, które wiele osób sobie zadaje i w zależności od ideologicznych przekonań padają różne odpowiedzi. Obecnie popularną odpowiedzią jest wskazywanie na nadmiar biurokracji i regulacji oraz zbyt słabe wsparcie dla biznesu ze strony instytucji publicznych. Raport Draghiego zbudowany jest na założeniu, że wzrost wydatków publicznych będzie stanowił koło napędowe dla europejskiej gospodarki. Kluczową rolę odgrywają w tym raporcie Niemcy, ponieważ mają największy potencjał fiskalny. Poluzowanie zasad stabilności fiskalnej przez kanclerza Merza jest odpowiedzią na europejskiena europejskie oczekiwania. Niemcy chcą zaangażować olbrzymie środki publiczne na modernizację kraju i inwestycje w wybrane obszary gospodarcze, przede wszystkim zbrojenia i nowe technologie. Osobiście podchodzę sceptycznie do powyższej diagnozy przyczyn słabości gospodarczej Niemiec i UE. Z pewnością zmniejszenie biurokracji czy inwestycje publiczne przyniosą jakiś efekt, ale według mnie nic nie wskazuje na to, że będzie to efekt długotrwały. Przyczyny słabości są bowiem głębsze i mają strukturalny charakter. Należałoby się zastanowić, dlaczego niemieckie i europejskie firmy nie konkurują w kluczowych, nowych technologiach, gdzie zyski są największe. Czyżby utraciły bodźce do maksymalizowania zysków? Co zmieniło się w Niemczech czy UE, że europejskie czempiony spadają do drugiej ligi. Łatwo jest żądać dodatkowych środków publicznych i wskazywać politykę kolejnych rządów jako przyczynę. W pewnym stopniu jest to słuszne. Odgórne regulacje tak zmieniły warunki i bodźce funkcjonowania, że gospodarka niemiecka, która należała do technologicznych trendsetterów, straciła tę pozycję. Jednym z czynników była z pewnością zmiana struktury finansowania biznesu dokonana wraz z wprowadzeniem euro. Niemcy bazują na silnym sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, w dużej mierze firm rodzinnych. Swój rozkwit zawdzięczają one bardzo korzystnym warunkom finansowania. Po wprowadzeniu euro i ograniczeniu najbardziej popularnej w Niemczech formy finansowania poprzez weksel, warunki dostępu do kapitału inwestycyjnego znacząco się pogorszyły, nie mówiąc o tym, że w Niemczech Wschodnich w ogóle się nie rozwinęły. Witalność i elastyczność gospodarki Niemiec, zwłaszcza w nowych branżach, zmalała. Unia kapitałowa, która miała stworzyć alternatywne możliwości dostępu do kapitału, jest w powijakach.

Odgórne regulacje tak zmieniły warunki i bodźce funkcjonowania, że gospodarka niemiecka, która należała do technologicznych trendsetterów, straciła tę pozycję

BT: Czy Niemcy zyskały, czy straciły na wprowadzeniu Euro?


JS: Rozumiem, że czytelnicy chcieliby jednoznaczną odpowiedź na to złożone pytanie. Ci, którzy twierdzą jednoznacznie, że Niemcy zyskały, powołują się na symulacje wzrostu PKB zakładając, że silniejsza marka osłabiałaby konkurencyjność niemieckich produktów. Jest to intuicyjne założenie, któremu jednak przeczą fakty. To nie Niemcy z silną marką miały problem z międzynarodową konkurencją, ale Francja i Włochy, które „pomagały” biznesowi dewaluując swoje waluty. Dziwi zasadniczo argument zakładający, że im mniejsze standardy i wymogi – słabsza waluta –, tym lepiej dla rozwoju. Raczej jest odwrotnie. Inny argument dotyczy przemocy, jaką Niemcy wywierają na inne gospodarki poprzez regulacje w strefie euro. Gospodarki te rozwijałyby się znacznie szybciej poza strefą. To jest bardzo przewrotny argument. Po pierwsze, niemieccy eksperci podkreślali, że bycie w pierwszej lidze walutowej będzie wymagało dostosowań strukturalnych, krótkoterminowo bolesnych dla społeczeństwa. Wszyscy się co do tego zgadzali, że nie można mieć waluty o stabilnej międzynarodowej reputacji i niestabilnych budżetów publicznych. Od czasu kryzysu walutowego w 2010 r. wiele wysoko zadłużonych gospodarek na południu Europy funkcjonuje jednak w takich warunkach, jakby to nie obowiązywało. Po wybuchu kryzysu walutowego pojawiła się narracja o presji i przemocy ze strony Niemiec, czego uosobieniem stał się ówczesny minister finansów Niemiec Wolfgang Schäuble. Pomija się przy tym fakt, że w takich ramach instytucjonalnych jak UE czy strefa euro istnieje też inna, bardziej ukryta forma przemocy. Jest to przemoc poprzez „inaction”, poprzez niepodejmowanie koniecznych działań czy ignorowanie ustalonych reguł. Myślę, że z taką formą przemocy są konfrontowani Niemcy obecnie w strefie euro. Konieczne z ich perspektywy reformy w celu konsolidacji budżetów publicznych nie są podejmowane. Wracając do Pani pytania, jeśli miałabym odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, to uważamuważam, że Niemcy stracili na zastąpieniu marki przez euro. Marka była w Europie walutą wiodącą. Większość państw członkowskich ówczesnej UE dostosowywała swoją politykę monetarną do decyzji Bundesbanku. Niemcy byli w pełni suwerenni w podejmowaniu decyzji monetarnych i nie ponosili kosztów za decyzje fiskalne w innych państwach. Istniał w Europie nieformalny blok wokół marki zachodniej, który mógłby się stopniowo poszerzać o nowych członków i instytucyjnie ewaluować. Byłoby to oddolne budowanie strefy wspólnej waluty. Nie widzę przekonujących argumentów na to, że niemieckie firmy utraciłyby swoją międzynarodową konkurencyjność.

Marka była w Europie walutą wiodącą. Większość państw członkowskich ówczesnej UE dostosowywała swoją politykę monetarną do decyzji Bundesbanku


BT: Pisze Pani, że wprowadzenie Euro zdjęło z Niemiec presję „na ciągłą innowację swojej oferty”. Jak to rozumieć w tłumaczeniu na proste mechanizmy rynkowe?


JS: Zaprezentuję to na konkretnym przykładzie. Przyjmijmy, że klient we Włoszech otrzymał ofertę od producenta z Niemiec i Włoch. Obydwie wynosiły np. 100 lira za jednostkę. W momencie, kiedy włoski bank centralny zadecydował o dewaluacji liry, produkt niemieckiego producenta po przeliczeniu z marki na liry drożał automatycznie i kosztował np. 101 liry za jednostkę. Niemiecki producent, jeśli nie chciał obniżyć ceny np. ze względu na koszty produkcji, musiał zaproponować coś więcej; dodatkową usługę, lepsze warunki finansowania, rzetelność w dotrzymaniu terminu itp., czyli coś, co skłoni klienta do zakupu droższego produktu. Niemiecki producent musiał być konkurencyjny nie tylko cenowo, ale również jakościowo, ponieważ przewaga cenowa mogła szybko zniknąć z powodu ciągłych dewaluacji walut najważniejszych partnerów takich jak Francja, Włochy, USA czy Wielka Brytania. Niemiecka jakość była pośrednio wynikiem „bezwzględności” Bundesbanku w realizowaniu mandatu utrzymania stabilności marki.


BT: Pozostaje jeszcze druga kwestia-jeżeli Euro z Niemiec tę presję zdjęło, to pytanie-na kogo taką presję „nałożyło”…czy znamy odpowiedź?

JS: Problem polega na tym, że na nikogo nie nałożyło. Pogorszyły się warunki finansowania dla biznesu, a poprawiły warunki finansowania dla zadłużonych budżetów publicznych. Nie jest to jednak korzystna struktura dla rozwoju gospodarczego. Obecne rozwiązania w strefie euro nie skłaniają do podejmowania reform strukturalnych przez rządy. Państwa refinansują się na dogodnych warunkach na rynkach kapitałowych dzięki wsparciu ze strony EBC, co osłabia presję na konieczne reformy. Obecny rząd Niemiec zdjął również z siebie presję utrzymania stabilności finansów, zakładając, że przyszłe dochody z inwestycji publicznych pozwolą zrównoważyć budżet. Warunki prowadzenia biznesu w Niemczech i w UE nie poprawiają się znacząco. Firmy niemieckie rozwijają swoją działalność na innych kontynentach. Na razie panuje „pełny luz”.

Pogorszyły się warunki finansowania dla biznesu, a poprawiły warunki finansowania dla zadłużonych budżetów publicznych


BT: Przez całe lata Niemcy toczyli spór o hamulec zadłużenia, jak w tym momencie wygląda kwestia zadłużenia państwa i czy Kanclerz Friedrich Merz przejdzie do historii jako ten, który na potęgę zadłużył swój kraj odchodząc de facto antyzadłużeniowej spuścizny Wolfganga Schäublego?


JS: Myślę, że istnieje tego typu niebezpieczeństwo. Prognozy instytutów i Bundesbanku zwracają uwagę na niebezpieczeństwo, że z tej lawiny pieniędzy, która ma popłynąć do gospodarki, długoterminowo zostaną jedynie długi. Kluczem są inwestycje prywatne i odpowiedź na pytanie, czy rzeczywiście one wzrosną dzięki tym publicznym środkom. W tej kwestii decydujące są warunki prowadzenia biznesu w Niemczech takie jak dostępność i cena energii czy dostęp do fachowców. Konieczne są również reformy systemu zabezpieczeń społecznych, których finansowanie nie stanowiło problemu jak długo wydatki na obronność pozostawały na tak niskim poziomie. Obecnie ta polityka wymaga korekty, a dodatkowym wyzwaniem jest fakt, że musi się to odbyć w warunkach, kiedy wzrasta ze względu na zmiany demograficzne liczba osób korzystających z systemów zabezpieczenia społecznego. Istnieją wyliczenia, według których bez redukcji świadczeń społecznych ich koszty budżetowe będą równe w 2029 r. dochodom budżetu. Czyli praktycznie cały budżet będzie przeznaczany na wydatki społeczne.

Federalny Trybunał Konstytucyjny w Karlsrluhe zdefiniował w 2024 r. granice kreatywnej księgowości w odniesieniu do funduszy. Środki nie mogą być przenoszone na inne cele i gromadzone na zapas


BT: „Sondervermögen” ogłoszono „antysłowem 2025 roku”, ale czy faktycznie jest tak, że Niemcy konstruując swoje budżety, nie skłaniali się już wielokrotnie ku kreatywnej księgowości (tzw. Schattenhaushalte są tu chyba dobrym przykładem)?

JS: Rzeczywiście słowo to oznacza fundusz docelowy w wysokości 500 mld euro na infrastrukturę i neutralność klimatyczną, który zostanie zasilony przez środki z zaciągnięcia długów. Nazwa w potocznym rozumieniu sugeruje majątek. Komisja językowa uznała, że jest to mylące i zaciera istotę funduszu, który zbudowany jest na długach. Natomiast tworzenie funduszy docelowych jest stałą praktyką wszystkich rządów. Wymaga to zgody parlamentu i dotyczy na ogół ważnych zadań społecznych. Rzeczywiście Bundesbank krytycznie odnosił się do mnożenia tych funduszy zwłaszcza w okresie pandemii. Federalny Trybunał Konstytucyjny w Karlsrluhe zdefiniował w 2024 r. granice kreatywnej księgowości w odniesieniu do funduszy. Środki nie mogą być przenoszone na inne cele i gromadzone na zapas. Doprowadziło to zresztą do impasu w koalicji rządowej Olafa Scholza i przedwczesnych wyborów.

Kwestia Mercosur: Niewątpliwie rolnictwo jest naszym atutem, które należy chronić. Pytanie tylko w jaki sposób

BT: W jakim stopniu podpisanie umowy Mercosur wpłynie na podźwignięcie się niemieckiej gospodarki i czy odbędzie się to — w dłuższej perspektywie — Pani zdaniem kosztem takich państw jak Polska?

JS: Umowa z Mercosurem wpisuje się w szerszy kontekst. Niemcy są przekonani, że wolny handel i wolne rynki zapewniły im dobrobyt. Już Ludwig Erhardt przekonywał w cotygodniowych pogadankach do polityki otwierania rynku i do wolnej konkurencji. Rzeczywiście, bez możliwości sprzedaży produktów i usług na innych rynkach, korzystania z popytu i siły konsumpcji w innych gospodarkach, Niemcy nie byłyby w stanie stać się trzecią potęgą gospodarczą na świecie. Niemieckie hidden champions, wyspecjalizowane firmy operujące na niszowych rynkach, nie mogłyby się rozwijać bez globalnych rynków, które pozwalają im osiągnąć efekt skali. Biznes niemiecki otrzymuje również wysokiej klasy wsparcie ze strony instytucji publicznych, co wzmacnia jego pozycję konkurencyjną. Mam na myśli dogodne finansowanie poprzez rozwojowy bank publiczny KfW czy ubezpieczenie ryzyka przez Hermes.


Polski biznes również rozwinął się po 1990 r. dzięki otwarciu rynku europejskiego, i to mimo tego, że warunki funkcjonowania były nierówne, chociażby w odniesieniu do tych dwóch wymienionych punktów jak finansowanie czy ubezpieczenie ryzyka. Nie dziwi w tej sytuacji fakt, że każda dodatkowa konkurencja budzi obawy i postrzegana jest jako zagrożenie.
Myślę jednak, że generalne negatywne nastawienie wobec znoszenia taryf jest błędem. Tak samo, jak błędem jest znoszenie tych taryf bez przygotowania własnej gospodarki poprzez rozwiązana instytucjonalne na spodziewaną konkurencję. Niewątpliwie rolnictwo jest naszym atutem, które należy chronić. Pytanie tylko w jaki sposób. Licząc na odgradzanie taryfami, czy budując jego przewagi konkurencyjne. Trzeba tworzyć rozwiązania instytucjonalne, które wspomogą polskich producentów żywności. Dobrym przykładem jest np. kwestia skupu i dystrybucji produktów.
Mercosur ma być wstępem. Jako następne planowane są umowy o wolnym handlu z Indiami, Meksykiem czy Indonezją. W Europie planowany jest proces rozszerzenia o Ukrainę czy Mołdawię. Nie jest korzystnym występowanie wobec tych państw jako przeciwnicy otwarcia granic, zwolennicy protekcjonizmu i izolacjonizmu. Trzeba szukać innej strategii i rozwiązań instytucjonalnych, żeby zabezpieczyć interesy naszego rolnictwa i biznesu.


Rozmawiała Olga Doleśniak-Harczuk

Polecamy lekturę ostatniej analizy dr Justyny Schulz „Niemcy w strefie euro – dylematy i sprzeczności”:IZ Policy Papers nr 49 – Niemcy w strefie euro – dylematy i sprzeczności | Instytut Zachodni

Udostępnij

Tagi

03

wrz

Czym jest dziś „niemieckość”? Jakie wydarzenia historyczne powinny stanowić element „nowej, trwałej tożsamości narodowej” będącej alternatywą dla „antymitu, […] w którym naród pojawia się wyłącznie…

27

sie

Za dwa tygodnie mieszkańcy Saksonii-Anhalt ruszą do urn i wybiorą swoich reprezentantów do landtagu. Według sondażu instytutu badania opinii publicznej Pollytix (z 12.08.), AfD może…

28

lip

Już 6 września mieszkańcy Saksonii-Anhalt wybiorą skład nowego landtagu. O ile w przypadku wyborów parlamentarnych w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim (20 września), mimo dobrych notowań…