Kilka dni temu polskie media obiegło streszczenie artykułu z tygodnika „Der Spiegel”, o tym, że Niemcy po 2008 r. chcieli szkolić rosyjską armię, a nabierającą rumieńców współpracę wojskową udaremnić miała dopiero aneksja Krymu. Rzeczony tekst bazował na rozdziale książki „Das Versagen”, będącej ponad 400 – stronicowym rezultatem śledztwa dwojga niemieckich dziennikarzy — Katji Gloger i Georga Mascolo. Śledztwa, które miało naświetlić kulisy współpracy rosyjsko-niemieckiej, działającej jak dobrze naoliwiona maszyna, nawet w obliczu ostrzeżeń służb niemieckiego wywiadu. Książka miała swoją premierę w Niemczech w czwartek, 16 października i wpisuje się w nurt niemieckiej literatury „rozliczeniowej” wywołanej szokiem z 2022 roku.
Gloger i Mascolo zaczynają od ukazania okoliczności przemówienia Władimira Putina w Bundestagu w 2001 r., a kończą opisem berlińskiej kuchni politycznej w pierwszych dniach wojny na Ukrainie. Autorzy ujawniają treść niepublikowanych dotąd dokumentów oraz wnioski ze swoich rozmów z wysokimi urzędnikami, politykami, ekspertami i wojskowymi. Wśród ich rozmówców zabrakło jednak dwóch kluczowych aktorów – Gerharda Schrödera i Angeli Merkel. Oboje odmówili.
To zresztą interesujący zbieg okoliczności, że w dzień po premierze „Das Versagen” (tytuł można przetłumaczyć wprost jako „Niepowodzenie” lub „Porażka”, ja bym była za „Klęską” lub „Zawodem”, ale jestem pewna, że tłumacze tej książki na język polski znajdą lepszy wariant, bardziej przystający do emocji i wieloznaczności towarzyszącej niemieckiemu oryginałowi) zeznający przed komisją śledczą landtagu Meklemburgii-Pomorza Przedniego ds. tzw. Fundacji Klimatycznej, Gerhard Schröder z irytacją w głosie bronił zarówno swojej polityki względem Rosji, jak i budowy NS2, a samą fundację nazwał „instrumentem mającym zapobiec amerykańskim interwencjom w niemiecką politykę energetyczną”, co też było ciekawe, zważywszy, że dotychczas władze tego organu obstawały przy wersji z „ochroną klimatu” i konsekwentnie unikały łączenia fundacji z NS2. Zresztą, fundacja mimo prac komisji śledczej, jak działała, tak działa i z niewinnością zwykłego NGOsa promuje szkolne projekty ochrony środowiska, zachęca do sadzenia drzewek i stawiania domków dla owadów.
“Rosja chciała gaz sprzedawać, a Niemcy kupować”
17 października przez ponad trzy godziny Schröder albo denerwował się na pytania członków komisji, albo je zbywał jako „nieuprawnione”, „absurdalne” i „obskuranckie”, ewentualnie odmawiał odpowiedzi, zasłaniając się słabą pamięcią.”Rosja chciała gaz sprzedawać, a Niemcy chciały gaz kupować” – mówił były kanclerz podkreślając, że w tej kwestii niespecjalnie różnili się z kanclerz Merkel. „Na fragmencie tego gazociągu znajduje się nie tylko mój podpis, ale również jej” – zaznaczył Schröder dodając, że nawet raz, czy dwa w rozmowie z rosyjskim prezydentem mógł „być jej (Merkel – red.) pomocny”.
Przesłuchanie odbywało się zdalnie, członkowie komisji obradowali ze Schwerina, Schröder łączył się z Hanoweru. Drugim świadkiem przesłuchanym tego dnia był Helge Braun (CDU), dawny szef kancelarii Merkel i sekretarz stanu w Kanzleramcie odpowiedzialny m.in. za koordynację współpracy szczebla federalnego z landami. „Rząd federalny od samego początku traktował Fundację Klimatyczną jako sprawę kraju związkowego Meklemburgia-Pomorze Przednie” – zeznał Braun. Braun wyjaśnił też stanowisko niemieckiego rządu w związku z krytyką Nord Stream 2 przez europejskich partnerów, które polegało na dobrze nam znanym upieraniu się przy określaniu NS2 „projektem biznesowym”. Zresztą, kwestię tę najlepiej opisali autorzy książki „Nord Stream. Wie Deutschland Putins Krieg bezahlt”, Ulrich Thiele i Steffen Dobbert (Klett-Cotta, 2025 r.), którzy wspominali o istnieniu odgórnie (ministerialnie) narzuconej kalce mówienia o NS2 jako o „projekcie biznesowym”. Helge Braun potwierdził w zasadzie przed komisją śledczą to, o czym wcześniej mówiono zakulisowo.
Na marginesie: narracja o „niewtrącającym się w sprawy landowe Berlinie” obowiązywała od stycznia 2021 r., kiedy błyskawicznie powołano w landtagu Meklemburgii-Pomorza Przedniego „fejkową fundację” (tak też o niej piszą autorzy książki „Das Versagen”), z dostępnych dokumentów wynika, że niemiecka stolica nie widziała potrzeby ingerowania w zamysły landu. To swoją drogą znamienne, że Merkel nie widziała pola do ingerencji w projekt mający ewidentnie na celu obejście amerykańskich sankcji tłumacząc to prawem landu do podejmowania autonomicznych decyzji, ale już nie miała dylematów w 2020 r. by zaingerować w Turyngii po tym jak Thomas Kemmerich (FDP) został premierem z łaski AfD. Warto być może na nowo, świeżej, spojrzeć na sytuacje, w których tak mocno przywiązany do rozdziału kompetencji Kanzleramt pozwala sobie na luzowanie gorsetu federalizmu.
To mówienie o błędach jest błędem
Hasło „Polska” pojawia się w tej książce 30 razy, „Nord Stream” – 173 razy, „Putin” – ponad 1000 razy, „Merkel” – 302 razy, a „Fehler” (błąd) – 32 razy. Przy czym to ostatnie hasło jest kluczowe dla zrozumienia tej publikacji, dla zawartej już w samym tytule idei „porażki, niepowodzenia, przegranej”. We wstępie, autorzy, wspominając o odmownej odpowiedzi Angeli Merkel i Gerharda Schrödera na propozycję rozmowy, określają ich jako „tych dwoje, którzy do dziś nie chcą się przyznać do żadnych błędów w swojej polityce względem Rosji”. Motyw przyznania bądź nieprzyznania się do błędów ciągnie się jak czerwona nitka przez całą książkę. Autorzy przypominają wypowiedź Franka-Waltera Steinmeiera z wywiadu dla Süddeutsche Zeitung (prezydent Niemiec przeciwieństwie do byłych kanclerzy, zgodził się też na rozmowę z autorami książki), który mówiąc o „gorzkim bilansie” polityki wobec Rosji i jej błędy, w sposób szczególny wskazał na obstawanie przy budowie Nord Streamu 2. „Merkel [po wypowiedzi Steinmeiera red.] poinformowała jego – i nie tylko jego – że przyznanie się do błędu uważa za błąd” – czytamy, przy czym autorzy wyjaśniają w przypisach, że przesłali zapytanie do biura Merkel w tej sprawie, ale odprawiono ich z kwitkiem radząc zapukanie do drzwi Kanzleramtu, co oczywiście było absurdalne zważywszy, że kwestia dotyczyła wydarzeń niedotyczących już Merkel jako urzędującego kanclerza.
Gloger i Mascolo zwracają też uwagę na słowa nieżyjącego już nestora CDU, Wolfganga Schäublego, który w listopadzie 2022 r. nazwał „nadzwyczajnym” fakt, iż Merkel „nawet teraz, w odniesieniu do Rosji nie jest w stanie powiedzieć, że popełniliśmy błędy”. Schäuble z uznaniem wypowiadał się natomiast o tweecie Annegret-Kramp-Karrenbauer zamieszczonym 24 lutego 2022 r., w którym była już wtedy minister obrony Niemiec napisała: „Jestem na nas taka wściekła, historycznie zawiedliśmy”. Annegret Kramp-Karrenbauer już czwarty rok żyje spokojnie poza wielką polityką, Wolfganga Schäublego już nie ma, Angela Merkel ani na jotę nie zrewidowała swojej osobistej polityki nieprzyznawania się do błędów (vide: https://berlinskitygiel.pl/opinie/mutti-merkel-maskotka-mimo-woli-ale-tylko-dla-polowy-spoleczenstwa/), a po wypowiedzi Gerharda Schrödera przez komisją śledczą ws. Fundacji Klimatycznej widać, że przyznawanie się do błędów w polityce, na której przez dekady opierał się model gospodarczy i potęga Niemiec, nie jest specjalnością niemieckich kanclerzy. Jak to ujął Schröder: „Rosja chciała sprzedawać gaz, a Niemcy chciały gaz kupować”. Gdzie tu przestrzeń na błędy?
Kulisy wystąpienia Putina w Bundestagu
Jednym z do tej pory nieznanych wątków najnowszej historii stosunków niemiecko-rosyjskich należały okoliczności, w jakich zdecydowano o dopuszczeniu Władimira Putina do mównicy w Bundestagu. To nie jest tak, że każdy może w niemieckim parlamencie przemawiać. Są to sytuacje absolutnie wyjątkowe, zarezerwowane na szczególne okazje i wyselekcjonowanych gości. Mowa Putina z 25 września 2001 r. została w Niemczech określona jako „historyczna” – po pierwsze dlatego, że Putin był pierwszym prezydentem Rosji przemawiającym w Bundestagu, po drugie – zrobił to po niemiecku, po trzecie – zrobił to w gorącej fazie walki z islamskim terroryzmem po zamachach na World Trade Center kreując się na obrońcę cywilizacji chrześcijańskiej, co biorąc pod uwagę działania Rosji w Czeczenii zakrawało na farsę. W tamtym czasie Niemcy jednak najwidoczniej w tej farsie widzieli drugie dno.
Prezydent Rosji wszedł do Bundestagu w towarzystwie Gerharda Schrödera, prezydenta Johannesa Raua i swojej żony Ludmiły, obecni na sali posłowie, ministrowie patrzyli na niego z mieszanką podziwu i ciekawości. Putin zasiadł na krześle, w pierwszym rzędzie, po przekątnej miał dzisiejszego kanclerza, Friedricha Merza, po jego lewej stronie zasiadł Schröder. Powitanie gościa z Rosji wygłosił Wolfgang Thierse (SPD), ówczesny przewodniczący Bundestagu, który podkreślił, że od ostatniej wizyty Putina w Berlinie w czerwcu 2000 stosunki rosyjsko-niemieckie osiągnęły „nową jakość”.
„Pańska dzisiejsza wizyta jest również wydarzeniem szczególnym, nie tylko dlatego, że jest to pańska pierwsza oficjalna wizyta państwowa w Niemczech, nie tylko dlatego, że potwierdzi i umocni stosunki polityczne między Berlinem a Moskwą, ale także dlatego, że dążymy do nowej jakości współpracy międzynarodowej. Niemiecki Bundestag z radością przychylił się do Pańskiej prośby o wygłoszenie słowa do posłów do parlamentu oraz-dzięki transmisji na żywo — także obywateli naszych dwóch krajów. Jest Pan pierwszą rosyjską głową państwa, która przemawia w niemieckim Bundestagu i jest Pan naszym pierwszym zagranicznym gościem państwowym, który zrobi to również po niemiecku-to niezwykły gest! Zawdzięczamy to nie tylko temu, że jest pan koneserem naszego języka i naszego kraju. Jesteśmy to również winni wielu osobom w obu krajach, które w ostatnich latach zbliżyły się do siebie i ożywiły dobrą tradycję spotkań, wymiany i współpracy. Nie jest wcale rzeczą oczywistą, że Rosjanie i Niemcy traktują się dziś nawzajem z sympatią i szacunkiem. Cierpienia dwóch wojen światowych i ideologiczne bariery zimnej wojny zrodziły uporczywe niechęci i uprzedzenia. Wiemy o tragicznych kartach dziejów naszych dwóch narodów i o winie, jaką my Niemcy ponosimy za to. Najgłębszy punkt zwrotny w historii stosunków niemiecko-rosyjskich nastąpił 22 czerwca 1941 roku. Było to niemal dokładnie 60 lat temu. Wraz z inwazją na Związek Radziecki narodowi socjaliści rozpoczęli bezlitosną wojnę na wyniszczenie, która wymagała ogromnych ofiar, zwłaszcza od narodów Związku Radzieckiego. Dla wielu ludzi w Rosji i krajach sąsiednich okropności tej wojny są wciąż żywe. Jest to kolejny powód, dla którego cieszę się, że droga do zaległych odszkodowań dla robotników przymusowych jest otwarta…” – mówił Wolfgang Thierse.
“(…) Pomimo wszystkich pozytywnych rzeczy, które udało się osiągnąć w ostatnich dziesięcioleciach, nie udało nam się jeszcze wypracować skutecznego mechanizmu współpracy. Rozbudowywane organy koordynacyjne nie dają Rosji realnych możliwości udziału w przygotowaniu procesu decyzyjnego. W dzisiejszych czasach decyzje czasami podejmowane są w ogóle bez nas. Następnie jesteśmy proszeni o potwierdzenie tego. Wtedy znów mówi się o lojalności wobec NATO. Mówi się nawet, że bez Rosji niemożliwe byłoby wprowadzenie tych decyzji w życie. – Powinniśmy zadać sobie pytanie, czy to jest normalne, czy to jest prawdziwe partnerstwo?” – mówił Putin po niemiecku. I powiedział jeszcze więcej. Całość tego przemówienia można obejrzeć (i przeczytać). Szczególnie polecam jednak obejrzenie tego materiału. Widać na nim dynamikę aplauzu, z której nie wyłamał się żaden polityk objęty okiem bundestagowej kamery.
I tu kończy się to, co widoczne i znane, a zaczynają kulisy. Gloger i Mascolo zaczynają od tego, że pamiętna mowa Putina w Bundestagu długo była odbierana jako „dowód na istnienie >innego Putina<, Putina »reformatora«, „demokraty”, skłonnego do współpracy, upominającego się o wspólny Europejski Dom etc. Jego wystąpienie stało się też z czasem dla wielu Niemców „świadectwem zaprzepaszczonej szansy na dobre relacje z Rosją”. I faktycznie – analizując wypowiedzi tzw. Russlandversteherów natrafimy na nostalgiczne wspomnienia tego przemówienia i podskórny żal za czasami, gdy Putin „wyciągał rękę do Zachodu” a „Zachód tę rękę odrzucił”. To warstwa wierzchnia. A co było głębiej? Jak czytamy w książce, już w maju 2001 r. strona rosyjska poprosiła Niemców o umożliwienie Putinowi wystąpienia w Bundestagu. A w związku z tym, że jest to przywilej, z którym Niemcy obchodzili się oszczędnie, opowieści o Gorbaczowie przemawiającym na tym forum w 10 rocznicę upadku muru nie były argumentem za powtórzeniem manewru w przypadku Putina. Gorbaczow był w tym czasie już na politycznej emeryturze, ponadto Niemcy pamiętali, że w 1997 r. prezydentowi Romanowi Herzogowi pozwolono w Moskwie przemówić przed jedną z komisji parlamentarnych, ale nie w Dumie. I co się dzieje w samym sercu niemieckiej demokracji na miesiące przed wizytą Putina? Spece od protokołu doradzają posłużenie się wymówką w stylu „tego dnia nie zaplanowano posiedzenia Bundestagu”, ale kanclerz Schröder nalega, by dać Putinowi mównicę.
Swoje wątpliwości zgłaszają posłowie frakcji CDU/CSU. Zieloni zapowiadają bojkot przemówienia, woleliby rozmowę z Putinem w ramach parlamentarnej komisji ds. zagranicy, tak by można go było zapytać o Czeczenię, o wolność mediów w Rosji etc. Na Kreml trafiają warunki, które Putin musi spełnić, by wystąpić. Pierwszym jest wygłoszenie mowy w znacznej części po niemiecku, drugim dodatkowe spotkanie z członkami parlamentarnej komisji ds. zagranicy. Z punktu widzenia Niemców miały to być warunki zaporowe, ale się najwidoczniej przeliczono. Prezydent Rosji zgadza się i przemawia „miękko, cicho, kwieciście, nieco staromodnie”. Ta „kwiecista mowa” przez lata będzie fetyszem środowisk prokremlowskich w Niemczech i mało kto będzie sobie łamał głowę refleksją, że w dużej części to, co miało świadczyć o istnieniu „nowej Rosji z nowym Putinem” było produktem made in Germany, o czym autorzy piszą bez ogródek.
Scenariusz rosyjskiej agresji uznany za “mało prawdopodobny”
Co się tyczy rozmowy z członkami komisji, trzystronicowy zapis spotkania do dziś jest poufny, ale jak to określili autorzy książki „tam już nie chodzi o Goethego i Schillera, lecz np. o Czeczenię”. W nawiązaniu do wydarzenia sprzed blisko ćwierćwiecza Gloger i Mascolo zadają pytanie o to, ile niemiecki wywiad wiedział o Putinie, jaki portret psychologiczny udostępniono rządzącym. I tu pojawia się historia z grudnia 1999 r., kiedy Putin zostaje prezydentem Rosji. Wątek ten autorzy książki naświetlili na chwilę przed premierą w podcaście „Bilda” prowadzonym przez Paula Rozheimera, ale jest on oczywiście szerzej opisany w książce. I tak – do sporządzenia profilu Putina przyłożył się jego bliski współpracownik z czasów KGB w Dreźnie. Człowiek ten zgłosił się do niemieckiego kontrwywiadu już wcześniej, przed upadkiem muru, zanim Putin zaczął się wybijać politycznie. Putina opisano jako cynicznego nacjonalistę. Akta kontrwywiadu do 2020 r. były tajne, przy zachowaniu tego statusu najdłużej upierał się Kanzleramt powołując się na „dobro państwa”. Gloger i Mascolo wskazują jak w 2007 r. po drugiej i tym razem mało koncyliacyjnej przemowie Putina na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, w sztabie planowania Ministerstwa Spraw Zagranicznych Niemiec, sporządzono tajny dokument z możliwymi scenariuszami rozwoju sytuacji w odniesieniu do Rosji. W wariancie zatytułowanym „Imperialnie-autorytarna Rosja” prognozowano zbrojny konflikt o Krym i wschodnią Ukrainę oraz zacieśnienie sojuszu z Chinami. Scenariusz ten – jak podają autorzy książki-uznano jednak za „mało prawdopodobny”.
Cały dokument jest do dziś sklasyfikowany jako „poufny”. „Das Versagen” daje wgląd w wiele innych sytuacji, które zwłaszcza czytelnika z Polski czy państw bałtyckich mogą irytować. Jak na przykład plany współpracy wojskowej Niemiec i Rosji, z utworzeniem centrum szkoleniowego na terenie rosyjskiego Mulino i technologicznym oraz szkoleniowym wsparciem dla rosyjskiej armii. Czy sprawa z atakami hakerskimi na komputery Bundestagu, Kanzleramtu i innych biur szczebla rządowego i federalnego w 2015 r. Kiedy pomyśli się, że jeszcze na chwilę przed aneksją Krymu, Rosja i Niemcy planowały współpracę w dziedzinie cyberbezpieczeństwa, a w Berlinie odebrano projekt tej współpracy napisany w Moskwie, to pytań jest jeszcze więcej. Ta książka na wszystkie nie odpowiada, ale z pewnością jest przydatna w zrozumienia niemieckiego punktu widzenia, z naszej perspektywy może być to obraz państwa egoistycznego, o selektywnym postrzeganiu rzeczywistości i wykorzystującego swoją pozycję w UE do forsowania współpracy cementującej jego potęgę gospodarczą kosztem państw takich jak Polska. Polski czytelnik może być szczególnie zainteresowany wątkami, w których opisuje się sprzeciw Warszawy wobec budowy Nord Streamu2, ale (też głośny za sprawą niedawnego wywiadu Angeli Merkel dla węgierskiego serwisu „Partizan”) wątek Rady Europy z 24 czerwca 2021 r., gdy Merkel próbowała wieczorem, w przeddzień spotkania Rady przekonać europejskich partnerów do powołania oddzielnego formatu UE do kontaktów z Putinem.
Z wypowiedzi Katji Gloger w podcaście Bilda wyłania się obraz osobistego poczucia zawodu Merkel, że jej pomysł nie spotkał się z entuzjazmem wszystkich szefów państw. Gloger, powołując się na rozmowę z Kają Kallas, ówczesną premier Estonii, mówiła o „twardym sprzeciwie wobec propozycji Merkel”, o tym, że wyrażenie zgody na ten specjalny format pozostania w osobistym dialogu z Putinem byłoby dla UE pułapką. Sprawa kończy się „osobistą i polityczną porażką Merkel”, której pomysł zostaje storpedowany przez „państwa Europy Wschodniej”. Współautorka książki w podsumowaniu tego wątku podkreśliła, że nie uważa by zainicjowanie formatu proponowanego przez Merkel mogło cokolwiek zmienić w postępowaniu Putina, ponieważ już znacznie wcześniej dał do zrozumienia, że jest gotów posunąć się bardzo daleko by osiągnąć swój cel. Patrząc na to przez pryzmat afery z cytatem Merkel w węgierskim podcaście, widać jedno: Merkel do dziś uważa, że to jej inicjatywa mogła powstrzymać rosyjską napaść na Ukrainę. Ona nie musi wprost oskarżać innego państwa, jest sfrustrowana, że nie postawiła na swoim. Jeżeli jednak miała rzekomo taką siłę perswazji, by odwieść swoim nowym formatem „Władimira” – jak zwykła prezydenta Rosji nazywać również w swoich „Wspomnieniach” od napaści na sąsiada, to dlaczego nie posłużyła się nią przed aneksją Krymu, przed atakiem na Gruzję? Dlaczego dopuściła do tego, by rosyjscy hakerzy bawili się komputerami niemieckich urzędników i polityków, a w Tiergarten dokonywano zabójstw na zlecenie? Na te pytania odpowiedzi nie ma. W końcu błędów „nie było”. Były wyłącznie okoliczności.
Aktówka pełna gotowców
15 lutego 2022 r. Olaf Scholz udał się z pierwszą oficjalną wizytą do Moskwy jako nowy kanclerz Niemiec. Pojechał tam z teczką wypchaną dobrymi radami ekspertów, analityków i urzędników, napisano mu zarówno jakie argumenty powinien wyłożyć na stół rozmawiając z Putinem jak i dano na drogę całą listę zarzutów i wykrętów, jakimi może go chcieć zaszachować Putin. Świeżo upieczony kanclerz miał też raporty BND, w których szacowano możliwość militarnej akcji ze strony Rosji (względem Ukrainy – red.). Przed wylotem Scholz zasięgał rady u politologa Ivana Krasteva i specjalistki od Sowieckiej Rosji, Fiony Hill, długo naradzał się też z dyrektorem CIA, Williamem Burnsem. Z tej burzy mózgów Scholz wychodzi z aktówką pełną gotowców. Pomysł jest taki, by „przemówić do poczucia racjonalności Putina – red.)”, przedstawić wizję sankcji, szkód gospodarczych, politycznych i geostrategicznych, które staną się faktem, jeżeli Putin zdecyduje się na dalszą agresję względem Ukrainy. „Merkel znała praktycznie na pamięć cały katalog zarzutów Putina, dla Olafa Scholza sporządzono osiem stron „Best of” rosyjskiego repertuaru autowiktymizacyjnego” – piszą autorzy książki. W tym repertuarze znajdują się też typowe dla Putina oskarżenia pod adresem NATO, na które Scholz dostaje gotowe odpowiedzi. A potem jest spotkanie na Kremlu przy długim na 6 metrów stole i konferencja prasowa. Dalszy ciąg tej historii znamy.
Po 24.02. 2022 r. i ogłoszeniu przez kanclerza Olafa Scholza programu „Zeitenwende”, na niemieckim rynku wydawniczym pojawiło się wiele książek stawiających sobie za cel wytłumaczenie postzimnowojennej polityki Berlina wobec Rosji, ukazanie siatki powiązań między czołowymi niemieckimi politykami a tymi rosyjskimi czy takich, które wycinkowo naświetlały pewne specyficzne zagadnienia wynikające z pielęgnowanego przez dekady przekonania o szczególnej randze relacji niemiecko-rosyjskich.
W 2023 r. ukazała się książka Reinharda Bingenera i Markusa Wehnera „Die Moskau-Connection. Das Schröder-Netzwerk und Deutschlands Weg in die Abhängigkeit” (C.H.Beck). Książka ta w tym samym roku wyszła w Polsce nakładem Instytutu Zachodniego w przekładzie Joanny Czudec („Moskiewski Łącznik”). Bingener i Wehner zadali sobie pytanie o to, dlaczego Niemcy mimo wszystkich sygnałów ostrzegawczych, tak długo „łudziły się co do systemu putinowskiego” i „jak mogły popaść w uzależnienie rosyjskiego gazu” odpowiedzi próbowali udzielić rozrysowując siatkę stworzoną przez byłego kanclerza, Gerharda Schrödera. Z perspektywy polskiej tego typu pytania stawiane przez niemieckich dziennikarzy mogą się wydać naiwne, ale z tej niemieckiej-niekoniecznie. Dziesięciolecia zainwestowane w wielotorową współpracę Niemiec i Rosji, nie tylko tą gospodarczą z nitkami Nord Streamu w roli głównej, ale też polityczną czy kulturalną realizowaną w specjalnie do tego oddelegowanych forach, grupach roboczych, stowarzyszeniach etc. przekładało się na dobrobyt, stale rosnącą gospodarczą przewagę Niemiec nad innymi państwami europejskimi i w rezultacie – decydującą polityczną rolę Berlina w UE. Do takiego statusu łatwo się przyzwyczaić nie zadając zbędnych pytań. Tąpnięcie z lutego 2022 r. wymusiło ich postawienie. „Moskiewski Łącznik” usystematyzował wiedzę na temat drogi, jaką przeszły Niemcy od lat 90. XX w. do wybuchu wojny pod kątem siatki Gerharda Schrödera. Książka Dobberta i Thielego o Nord Streamie 2 skupiła się na nie tylko na gazowych dealach, ale i na wojnie hybrydowej Rosji na Bałtyku.
„Das Versagen” idzie krok dalej ujawniając część wiedzy zakulisowej. Jest to książka staranna, uczciwa warsztatowo, ale z pewnością nie ostatnia w swoim gatunku. „Das Versagen” obala ostatecznie mit „politycznej naiwności Berlina”, którym tak często różni politycy niemieccy próbowali tłumaczyć się z determinacji w pielęgnowaniu partnerskich relacji z Moskwą. A skoro nie naiwność, to interes. Czekam na książkę, która od A do Z pokaże ten interes nie tylko w odniesieniu do grubych ryb zeznających przed komisjami, ale do najdrobniejszych trybików.
Katja Gloger, Georg Mascolo, „Das Versagen: Eine investigative Geschichte der deutschen Russlandpolitik“ (Ullstein Verlag, 2025)
Olga Doleśniak-Harczuk



