W maju 2021 r. Bundestag powołał Fundację im. Helmuta Kohla z siedzibą w Berlinie. I pewnie fundacja ta w najlepsze działałaby na obrzeżach politycznej gorączki stolicy Niemiec, gdyby nie pozew wdowy po kanclerzu, Maike Kohl-Richter, która jako jedyna spadkobierczyni jego spuścizny wpierw sprzeciwiała się powołaniu fundacji w nakreślonym przez CDU kształcie, a następnie sama założyła własną. Teraz Maike Kohl-Richter wkroczyła na drogę sądową i walczy o odebranie berlińskiej fundacji prawa do używania nazwiska Kohla.
Roczny budżet państwowej Fundacji Kanclerza Federalnego Helmuta Kohla – bo tak brzmi jej oficjalna nazwa, wynosi od 2021 r. średnio 3 mln euro rocznie, a w budżecie na 2026 r. zaplanowano już 2,98 mln na jej aktywność więc trudno podejrzewać, by Berlin brał pod uwagę likwidację tego ciała. A jednak sprawa ma potencjał skandalu, nie pierwszego zresztą z nazwiskiem Kohla w tle.
Są jeszcze inne spory
O tym, że wdowa po Helmucie Kohlu, Maike Kohl-Richter, złożyła przeciwko fundacji pozew w Sądzie Okręgowym w Berlinie, poinformował we wtorek, 23 września powołując się na rozmowę z rzeczniczką sądu, tabloid Bild. Spór między wdową po zmarłym w 2017 r. kanclerzu oraz reprezentowaną przez nią Fundacją Helmuta Kohla w Ludwigshafen a ciałem powołanym przez niemiecki parlament, dotyczy prawa do używania nazwiska Kohla .Jak podały niemieckie media oraz portal prawny Legal Tribune Online (LTO), prawnik Maike Kohl-Richter, Michael Nielen z kancelarii prawnej Maucher Jenkins, dał jasno do zrozumienia, że fundacja nie jest upoważniona do używania tej nazwy. Wymagałoby to bowiem zgody Kohla, a po jego śmierci – zgody jego jedynej spadkobierczyni, którą jest Maike Kohl-Richter.
Nielen wyjaśnił na zapytanie DPA (Niemieckiej Agencji Prasowej), że Kohl za życia wyraźnie odmawiał udzielenia takiej zgody rządowi federalnemu i miał „inne pomysły na fundację” . Jak podaje LTO, dyrektor zarządzająca fundacji Jaqueline Boysen, potwierdziła istnienie pozwu i powiedziała, że będzie się przed nim bronić i odrzucać zawarte w nim oskarżenia. „Rzeczniczka sądu poinformowała, że oprócz oddalenia pozwu, fundacja wnioskowała o zawieszenie postępowania do czasu rozstrzygnięcia innego sporu prawnego” – czytamy na portalu LTO. Jak się bowiem okazuje, przed Sądem Okręgowym w Berlinie toczy się obecnie jeszcze jeden spór — o prawa do znaków towarowych zabezpieczonych wcześniej przez stronę Kohl-Richter.
Fundacja Kanclerza Federalnego Helmuta Kohla została powołana za zgodą większości klubów parlamentarnych Bundestagu (od głosu wstrzymali się wtedy tylko posłowie AfD) w maju 2021 roku. 2 czerwca pod aktem powołania fundacji swoje podpisy złożyli ówczesna kanclerz, Angela Merkel i prezydent Frank-Walter Steinmeier. Fundacja miała służyć upamiętnieniu i opisaniu politycznej „drogi i dzieła Kanclerza Zjednoczenia” a jej powstanie wpisywało się w tradycję tworzenia żywych, fundacyjnych pomników największym osobistościom kanclerskim powojennych Niemiec. Fundację swojego imienia ma Konrad Adenauer, Willy Brandt i Helmut Schmidt, powołanie fundacji Kohla było więc jedynie kwestią czasu, nawet jeżeli chadecy sprawiali wrażenie jakby uczynienie z byłego kanclerza patrona kolejnej fundacji bardziej wynikało z obowiązku niż faktycznego entuzjazmu dla jego drogi. Polityczny schyłek Kohla do dziś jest traktowany przez wielu chadeków z pewną rezerwą za sprawą niewyjaśnionych szczegółów afery z funduszami na funkcjonowanie partii (tzw. czarne kasy CDU).
Również wymuszone rozstanie byłego kanclerza ze swoim matecznikiem oraz rola, jaką w tej historii odegrała Angela Merkel nie należą do ulubionych tematów poruszanych przez chadeków, o ile jeszcze zadbano by nazwisko Kohla było wymieniane jednym tchem z ponownym zjednoczeniem Niemiec, to już wszystko, co nastąpiło po 1998 r. niespecjalnie nadawało się na wykuwanie legendy w stylu Adenauera czy Brandta.
Sprawą powinni się zająć “nieobciążeni generacyjnie”
Dziennik Süddeutsche Zeitung opisując w maju 2021 r. okoliczności utworzenia fundacji im. Kohla i powołując się na zakulisowe rozmowy z chadekami, użył wręcz terminu „pole minowe”. Gęsta atmosfera wokół fundacji wynikała już wtedy z dodatkowego elementu – sprzeciwu wdowy po Kohlu wobec proponowanego przez państwo charakteru tego ciała. We wrześniu 2021 r. Maike Kohl-Richter w oświadczeniu sformułowanym przez reprezentujących ją prawników, wyjaśniła, dlaczego nie zgadza się z założeniami „bundestagowej fundacji” (a nie powołaniu instytucji państwowej mającej za zadanie upamiętnić Helmuta Kohla jako takiej).
Z pisma wynikało, że podstawowym zarzutem było- ujmując to w znacznym skrócie – niesprawiedliwe potraktowanie roli Kohla w aferze z ujawnionymi przez media w 1999 roku nielegalnymi funduszami partyjnymi. Przeforsowanie powołania tej fundacji pod koniec kadencji ostatniego rządu Merkel odczytano jako krok zmierzający do przypisania afery z końca lat 90. XX wieku jedynie Kohlowi i tym samym jako oddalenie od CDU konieczności publicznego i transparentnego rozliczenia tej kwestii. W piśmie pojawiła się nawet sugestia, że powołanie fundacji pozwoli na zajęcie się sprawą funduszy „za zamkniętymi drzwiami”. W wyjaśnieniu stanowiska swojej klientki prawnicy podkreślili, że chadecy mieli dwie dekady na przepracowanie „tzw. afery z funduszami”, ale tego nie uczynili, a sprawa ta poważnie uwierała byłego kanclerza i wpływała negatywnie na jego samopoczucie i stan zdrowia, zwłaszcza pod koniec życia.
W piśmie zasugerowano również, że wyjaśnieniem tego, co naprawdę wydarzyło się w tamtym czasie, powinni zająć się ludzie „nieobciążeni generacyjnie”, czyli mówiąc wprost – młodzi badacze, którzy bezstronnie, bez jakichkolwiek filtrów, mogliby na sprawę funduszy spojrzeć. Tak mniej więcej zapatrywała się na powołanie fundacji Kohla wdowa po nim, która już w 2007 r. została wyznaczona jako jego jedyna spadkobierczyni.
Przepychanki z chadekami
W oświadczeniu zapowiedziano ponadto podjęcie kroków prawnych wobec nowo powołanej fundacji, ale też rzucono nieco inne światło na okoliczności powołania fundacji wskazując, że chadecy i socjaldemokraci poszli na kompromis typu: My – chadecy pozwolimy wam – politykom SPD na utworzenie Fundacji Helmuta Schmidta a w zamian zgodzicie się na Fundację Helmuta Kohla. Jak wynika z dokumentu, Kohl miał wiedzieć o zawarciu tego porozumienia i wyrażał sprzeciw wobec transakcyjnego podejścia do jego spuścizny politycznej.
Pismo zawiera jeszcze szereg innych argumentów, które złożyły się na sprzeciw wdowy po Kohlu na powołanie fundacji, wśród nich były też takie natury techniczno-strukturalnej, gdzie wskazywano, chociażby na rzekome uprzywilejowanie rodziny Helmuta Schmidta względem wdowy po Kohlu wynikające już z zasad obsadzania członków kuratorium fundacji etc. Wersja CDU w tej sprawie była inna, o czym też informowała w maju 2021 r. Süddeutsche Zeitung pisząc o ówczesnym szefie klubu parlamentarnego CDU/CSU, Ralphie Brinkhausie, który „próbował łagodzić sytuację”. Chadecy mieli zaproponować wdowie dożywotnie miejsce w pięcioosobowym kuratorium fundacji, na co jednak Maike Kohl-Richter się nie zgodziła. Aktualnie w skład członków kuratorium wchodzą m.in. Volker Kauder (przewodniczący) i Jean Claude-Juncker (członek), co ciekawe w skład tego gremium wchodzi też wnuk Helmuta Kohla Johannes Volkmann, poseł CDU. Volkmann nie afiszuje się ze swoim pochodzeniem, do Bundestagu dostał się w ostatnich wyborach parlamentarnych.
Brakujące dokumenty
Pomijając kwestie zgody lub niezgodny na sposób ukazywania Helmuta Kohla przez berlińską fundację, drugi spór, niejako podskórny dotyczy również dokumentów. „Po tym, jak w 1998 roku Helmut Kohl został usunięty z urzędu kanclerza, wysłał ciężarówkę pełną dokumentów do powiązanej z CDU Fundacji Konrada Adenauera w celu przechowania archiwum w Sankt Augustin koło Bonn. Ktoś, kto znał Kohla bardzo dobrze i pracował z nim przez długi czas, szacuje wielkość przesyłki na >150 do 200 segregatorów<. Były to głównie dokumenty o charakterze >politycznie- prywatnym<, np. korespondencja z liderem CSU Franzem Josefem Straussem. […] Helmut Kohl ponownie wypożyczył te akta w 2010 roku, aby spisać swoje wspomnienia. Zostały one przetransportowane do jego domu w Oggersheim (Nadrenia-Palatynat) i tam zostały-według tego, co wiadomo są tam do dziś pod opieką Maike Kohl-Richter”. – pisała SZ.
W marcu 2023 r. tygodnik „Der Spiegel”, a w ślad za nim inne niemieckie media wspomniały o „zaginionych dokumentach z czasu rządów Helmuta Kohla”. Chodziło wtedy o oryginały 70 dokumentów z lat 1982-1998, m.in. korespondencję Kohla z szefem dyplomacji, Hansem-Dietrichem Genscherem. Dziennikarze próbowali w tamtym czasie ustalić, czy dokumenty znajdują się w domu Kohla w Oggersheim, ale bezskutecznie.
Fundacja ma już plany na październik
Na stronie Fundacji Kanclerza Federalnego Helmuta Kohla, nie ma nawet wzmianki o pozwie wdowy po kanclerzu. Są za to plany na najbliższe tygodnie. W dniach od 2 do 4 października 2025 r. w Kraju Saary odbędą się obchody Dnia Jedności Niemiec w Saarbrücken, w których fundacja zapowiedziała już swój udział. „Nasza fundacja będzie reprezentowana przez wspólne stoisko informacyjne Fundacji Pamięci Polityków Federalnych. Znajdziesz nas na Einheitsmeile przy Schillerplatz 4-12 ze stoiskiem numer 108. Z niecierpliwością czekamy na Państwa wizytę” – czytamy na stronie.
Siedziba fundacji mieści się przy Wilhelmstrasse 68, tuż przy wejściu do budynku Jakoba Kaisera, w którym swoje biura ma niemal 60 proc. posłów Bundestagu. O tym, że właśnie mija się siedzibę fundacji świadczą czarno-białe zdjęcia Kohla na szybach i cytaty z „kanclerza zjednoczenia”. W tym roku świętowanie Dnia Jedności Niemic odbędą się w atmosferze walki o prawo do opowiadania historii Helmuta Kohla. Wdowa po chadeckim kanclerzu już wielokrotnie udowodniła, że nie boi się brać udziału w mitycznej nad Szprewą „kulturze sporu”. Już raz jej starania poległy w zderzeniu z niemieckimi instytucjami. W grudniu 2022 r. Federalny Trybunał Konstytucyjny nie przyjął do rozpatrzenia dwóch złożonych przez nią skarg konstytucyjnych na orzeczenia sądowe, które mówiły, że jako wdowa i jedyna spadkobierczyni Helmuta Kohla nie ma prawa do dziedziczenia po nim miliona euro odszkodowania przyznanego byłemu kanclerzowi na krótko przed jego śmiercią.
Nieautoryzowane Protokoły Kohla
Tłem postępowania była publikacja w 2014 r. książki „Dziedzictwo-Protokoły Kohla” autorstwa Heriberta Schwana i Tilmana Jensa. Schwan został zatrudniony przez samego byłego kanclerza Kohla do napisania tej książki, ale po drodze sprawy się mocno pokomplikowały aż po finał w sądzie. Schwan i Kohl poznali się w 1987 roku. Dziennikarz nakręcił wtedy dokument o ówczesnej żonie Kohla, Hannelore. Kohlowi na tyle spodobał się film, że Schwan stał się mile widzianym gościem w Bonn. W 2001 roku zdruzgotany porażką Kohl potrzebował terapii, zamiast specjalistycznych sesji wybrał jednak spisanie wspomnień. Pomagał mu w tym Heribert Schwan. Kohl mówił do dziennikarza „na ty „, on mówił o Kohlu „mistrz „. Praca nad książką, czyli rozmowy i nagrywanie wywiadów trwała od 12 marca 2001 r. do 27 października 2002 r. Podczas 105 takich sesji dziennikarz na 200 taśmach zarejestrował ponad 600 godzin rozmów. 5 czerwca 2001 roku doszło do tragicznej śmierci Hannelore Kohl. Pierwsze dwa tomy wspomnień Kohl zadedykował zmarłej żonie. Trzeci tom, wydany w 2007 już takiej dedykacji nie miał. W wyniku wielu perypetii już z udziałem przyszłej żony Kohla, o 30 lat od niego młodszej Maike Richter, kontrakt z Schwanem został zerwany.
Po ukończeniu autoryzowanych wspomnień Kohla Schwan wykorzystał materiał z przeprowadzonych rozmów w książce „Dziedzictwo”, przeciwko której Kohl złożył pozew na krótko przed śmiercią argumentując, że książka w 116 fragmentach naruszała jego dobro osobiste. Jednocześnie Kohla w innych postępowaniach żądał zwrotu taśm. Sąd przyznał rację Kohlowi i Schwan musiał taśmy zwrócić, ale książka i tak powstała. Ten nieautoryzowany przez Kohla tom i wydany wbrew jego woli później raz ukazywał się w całości, a raz w wersji ocenzurowanej.
W 2017 r. Sąd Okręgowy w Kolonii przyznał byłemu kanclerzowi odszkodowanie w wysokości 1 miliona euro za naruszenie jego dóbr osobistych. W chwili śmierci Kohla wyrok ten nie był jednak jeszcze prawomocny. Wdowa po kanclerzu walczyła o to odszkodowanie. Bezskutecznie. W 2021 r. Federalny Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że roszczenie tego typu co do zasady nie może być dziedziczone. Trybunał Konstytucyjny również nie dostrzegł takiej możliwości. Sprawa się zakończyła. Jak zakończy się ta z fundacją?
Olga Doleśniak-Harczuk



