Otwiera się w nowej karcie

Kompozycja wybudzona ze stuletniego snu – słowo o światowej prapremierze opery „Parabola and Circula”

W artykule:

  • 2:20 min

Bauhaus to słowo wytrych – mieści w sobie kierunek architekturze, designie, wzornictwie oraz cały mikrokosmos uczelni artystyczno-rzemieślniczej utworzonej przez niemiecko-amerykańskiego architekta, Waltera Gropiusa. Od ostatniej niedzieli Bauhaus będzie się też części melomanów kojarzył z operą – pierwszą kubistyczną i jedyną, jaka wyszła z bauhausowych pieleszy.

W niedzielę, 21 kwietnia w ramach tegorocznego festiwalu muzycznego Musikfest Berlin 2025 (Berliner Festspiele) w Filharmonii Berlińskiej odbyła się światowa prapremiera opery „Parabola and Circula” amerykańskiego kompozytora żydowskiego pochodzenia, Marca Blitzsteina. Opera została skomponowana w roku 1929 i miała zostać wystawiona w tamtym czasie w Dessau, ale tak się nie stało.

Historia niedopasowania

Odnaleziona po blisko stu latach w archiwach Bauhausu stała się gwoździem wieczoru zorganizowanego pod hasłem „From Bauhaus to Broadway”, wieczoru, który nawiązywał do tych, którzy z niemieckiego modernizmu Weimaru i Dessau wypłynęli na deski Broadwayu. Jednym z nich był Blitzstein. Jego opera ożywiona przez szwedzką Norköping Symphony Orchestra to tragiczna historia miłosna w świecie geometrii. Historia „niedopasowania” dwóch żywiołów, która kończy się śmiercią jednego z jej bohaterów. Po latach mówiono, że Blitzstein swoją kubistyczną bajką, którą zresztą zadedykował wtedy swojej przyszłej żonie, powieściopisarce Ewie Goldbeck, nakreślił smutne proroctwo końca własnego małżeństwa.

Z Weimaru do Dessau


W wieczór prapremiery, zanim jeszcze wybrzmiały pierwsze skrzypce, flety i oboje, z desek filharmonii przemówił prezydent Niemiec, Frank-Walter Steinmeier, który wspominając o politycznie motywowanych przenosinach uczelni Bauhausu z Weimaru do Dessau w 1925 r. poczynił aluzje względem dzisiejszych podziałów partyjnych w Niemczech. Mówienie o potrzebie podtrzymania wolności słowa i sztuki w kontekście lat 30. XX w. i postępującego wtedy wzrostu sił narodowosocjalistycznych, dziś sprowadza się do deklaracji, że pewne sytuacje nie mają prawa się powtórzyć. I, mimo że Steinmeier ani razu nie użył nazwy AfD, to chyba mało kto obecny tego wieczora w Berlińskiej Filharmonii nie zrozumiał jego przekazu.

Bez ekstrawagancji

Poprzez wystawienie kompozycji Blitzsteina i nadanie temu wydarzeniu rangi państwowej, Berlin pokazał, że „umie w kulturalne soft power”. Na widowni było nie tylko wielu polityków i prominentów z niemieckiego podwórka, ale również liczni goście ze Stanów Zjednoczonych, którzy przylecieli do niemieckiej stolicy specjalnie po to, by wysłuchać nieco ponadgodzinnej kompozycji. Sama opera była w swej formie zdecydowanie mniej ekstrawagancka niż można by się spodziewać po towarzyszącej jej otoczce. Muzyczny kubizm opery Blitzsteina przejawiał się wyłącznie w opowiadanej historii, w której figury geometryczne tak jak ludzie potrafią kochać, zazdrościć i wątpić.


ODH

Fotografia udostępniona dzięki uprzejmości Musikfest Berlin 2025/ Berliner Festspiele/opyright:© Fabian Schellhorn.

Udostępnij

03

wrz

Czym jest dziś „niemieckość”? Jakie wydarzenia historyczne powinny stanowić element „nowej, trwałej tożsamości narodowej” będącej alternatywą dla „antymitu, […] w którym naród pojawia się wyłącznie…

13

sie

Od 19 marca do 1 sierpnia 2027 r. w Starej Galerii Narodowej w Berlinie będzie można zobaczyć ok. 150 dzieł szwajcarskiego mistrza neoromantyzmu i symbolizmu,…

10

maj

Jego salon sztuki w Berlinie był na początku XX wieku jedną z najważniejszych galerii malarstwa nowoczesnego i współczesnego Niemiec, a od 1910 roku nawet jedną…