Otwiera się w nowej karcie

Dr Michał Palacz dla Berlińskiego Tygla: Niemieccy neuropatolodzy pozyskali do swoich kolekcji również mózgi kilkunastu polskich jeńców wojennych

Korytarz kliniki Charite w Berlinie

W artykule:

  • 16:6 min

Podsumowanie wieloletnich badań nad tożsamością ofiar z preparatów mózgowych pozyskanych przez niemieckich lekarzy w czasie III Rzeszy; 314 zidentyfikowanych ofiar, zapowiedź szerokiej publikacji oraz pochówku – Rozmowa z dr. Michałem Palaczem, historykiem medycyny i migracji, pracownikiem naukowym Oxford Brookes University.

Olga Doleśniak-Harczuk: Panie Doktorze, w maju tego roku zakończyła się część badawcza prowadzonego od 2017 r. projektu mającego na celu ustalenie tożsamości ofiar II wojny światowej, których mózgi trafiły w latach 1939-45 do neuropatologicznych kolekcji Instytutu Badań nad Mózgiem im. Cesarza Wilhelma w Berlinie lub Instytutu Psychiatrii im. Cesarza Wilhelma w Monachium. Kiedy rozmawialiśmy o projekcie dokładnie rok temu, mówił Pan o blisko 300 osobach, których tożsamość udało się ustalić z przebadanych preparatów mózgowych, 185 z nich było obywatelami polskimi. A jak sprawa wygląda dziś?

Dr Michał Palacz: Ostatecznie udało nam się zidentyfikować 314 ofiar nieetycznych badań nad mózgiem, spośród których 197 osób było obywatelami polskimi. Dwie inne ofiary były obywatelami USA pochodzenia polskiego. Zdecydowanie najliczniejszą grupą polskich ofiar było 170 osób zmarłych na tyfus plamisty w okupowanej Warszawie, Lublinie, Częstochowie i Radomiu. Prawie 80% ofiar z tej grupy stanowili polscy Żydzi. Epidemia tyfusu w Generalnym Gubernatorstwie wybuchła w dużej mierze na skutek masowych deportacji oraz nieludzkich warunków życia prześladowanej ludności żydowskiej. Pobrane podczas sekcji zwłok mózgi ofiar epidemii były w pierwszych dwóch latach okupacji wysyłane przez niemieckich patologów wojskowych do profesora Juliusa Hallervordena z Instytutu Badań nad Mózgiem w Berlinie. Hallervorden – światowej sławy neuropatolog – interesował się przypadkami tyfusu z powodu charakterystycznych zmian w mózgu wywoływanych przez tę niewystępującą wówczas w Niemczech chorobę.

Odnalezione przez nas w niemieckim Federalnym Archiwum Wojskowym we Fryburgu Bryzgowijskim protokoły sekcji zwłok ujawniają, że wielu Żydów cierpiących na tyfus było poważnie niedożywionych, a niektórzy z nich umierali z głodu jeszcze przed utworzeniem gett. Hallervorden, który otrzymywał kopie tych protokołów razem z załączonymi do nich preparatami mózgowymi, musiał więc być świadomy warunków panujących w okupowanej przez Niemców Polsce. Mimo to, jego wieloletni współpracownik, prof. Hugo Spatz, chwalił się po wojnie, że kierowany przez niego Instytut im. Cesarza Wilhelma zgromadził największą na świecie kolekcję mózgów osób zmarłych na tyfus.


Poza cywilnymi ofiarami z okupowanej Polski, niemieccy neuropatolodzy pozyskali do swoich kolekcji mózgi kilkunastu polskich jeńców wojennych, w tym dwóch Polaków urodzonych w USA. Wielu z nich zmarło na skutek fatalnych warunków higienicznych lub braku należytej opieki lekarskiej w obozach jenieckich na terenie Niemiec. Niewola odbijała się również na zdrowiu psychicznym polskich jeńców. Jeden z Polaków popełnił w desperacji samobójstwo, a inny został zastrzelony podczas próby ucieczki z obozu. Polski oficer, wysłany pod koniec wojny z objawami schizofrenii do szpitala psychiatrycznego w bawarskim Kaufbeuren, został tam najprawdopodobniej zamordowany w ramach tzw. zdecentralizowanej eutanazji.
Mniej liczną grupę ofiar stanowiło sześciu polskich robotników przymusowych. Czterech z nich zostało skazanych na śmierć przez niemieckie sądy specjalne. Bezpośrednio po ich zgilotynowaniu w Więzieniu Stadelheim przez kata Johanna Reichharta, mózgi polskich skazańców trafiły do kolekcji profesora Willibalda Scholza z Instytutu Psychiatrii im. Cesarza Wilhelma w Monachium. Jeszcze przed wojną Scholz i jego asystenci prowadzili etycznie wątpliwe eksperymenty z użyciem mózgów zgilotynowanych przestępców.

Uroczysty pochówek zaplanowano na 2028 rok

O.D-H: Czy udało się Państwu dotrzeć do rodzin wszystkich zidentyfikowanych ofiar? Jak wyglądała procedura odszukiwania bliskich tych osób?

M.P.: Odszukiwanie rodzin zidentyfikowanych przez nas osób okazało się bardzo trudne i tylko w nielicznych przypadkach udało nam się dotrzeć do żyjących jeszcze bliskich krewnych ofiar. Tutaj pomocne okazały się zwłaszcza popularne serwisy genealogiczne, takie jak MyHeritage i Ancestry.com. Udało nam się na przykład dotrzeć do mieszkającego w USA wnuka polskiego policjanta, weterana wojny polsko-bolszewickiej, który zmarł na tyfus w Warszawie w 1941 r. Pomimo pomocy ze strony izraelskich badaczy, nie udało nam się niestety odnaleźć krewnych żadnej z żydowskich ofiar. W tym przypadku całe rodziny zostały prawdopodobnie zamordowane przez Niemców.

O.D-H: Na kiedy zaplanowano pochówek przebadanych preparatów mózgowych? W jaki sposób odbywają się tego typu uroczystości?

M.P.: Towarzystwo im. Maxa Plancka, które przejęło po wojnie neuropatologiczne kolekcje Hallervordena, Spatza i Scholza, zaplanowało uroczysty pochówek zachowanych wciąż preparatów na rok 2028. Władze Towarzystwa pracują obecnie nad powołaniem specjalnej rady złożonej z krewnych ofiar i ich przedstawicieli, którzy będą doradzali przy planowaniu pogrzebu. Co więcej, w sprawie godnego pochówku odnalezionych przez nas we Frankfurcie nad Menem preparatów pochodzących od dwóch warszawskich Żydów, przeprowadzono konsultacje z amerykańskim rabinem specjalizującym się w postępowaniu ze szczątkami ofiar Holokaustu. Najprawdopodobniej większość preparatów zostanie jednak pochowana w specjalnej kwaterze na Cmentarzu Leśnym (Waldfriedhof) w Monachium, gdzie w 1990 r. miał już miejsce pochówek niektórych preparatów mózgowych z kolekcji instytutów im. Cesarza Wilhelma.


Jako historycy nie zajmujemy się bezpośrednio organizacją tych uroczystości, ale upamiętnienie ofiar będzie się opierać na wynikach naszych badań. Poza pochówkiem zachowanych preparatów, na monachijskim cmentarzu ma również zostać odsłonięta tablica pamiątkowa z imionami i nazwiskami wszystkich zidentyfikowanych ofiar nieetycznych badań nad mózgiem. Tutaj bardzo ważną kwestią było ustalenie przez nas poprawnej pisowni nazwisk.

Niemieckie protokoły sekcji zwłok często podawały bowiem wielce zniekształcone formy polskich nazwisk, zwłaszcza tych zaczynających się od niewystępującej w języku niemieckim litery „Ł”. Okazało się na przykład, że oznaczony nazwiskiem „Kauszen” preparat M-667, który w 1941 r. trafił do kolekcji Juliusa Hallervordena, pochodził od zmarłej w okupowanym Lublinie Józefy Łucyn. Dopiero odnalezienie aktu zgonu z podlubelskiej parafii Krasienin pozwoliło nam ostatecznie ustalić poprawną pisownię nazwiska tej zmarłej z powodu niedrożności jelit ofiary. Lista wszystkich poprawnie zidentyfikowanych przez nas ofiar została na początku czerwca przekazana władzom Towarzystwa im. Maxa Plancka.

Grupa Oksfordzka opublikuje krótkie biografie wszystkich 314 zidentyfikowanych przez nią osób

O.D-H.: W jakiej formie zostaną udostępnione opinii publicznej wyniki badań wszystkich grup badawczych, które poza Grupą Oksfordzką, do której Pan należy działały równolegle w Monachium, Berlinie i Wiedniu?

M.P.: Grupa Monachijska i Grupa Wiedeńsko-Berlińska zajmowały się identyfikacją ofiar nazistowskiej „eutanazji”, podczas gdy Grupa Oksfordzka koncentrowała się na innych kategoriach ofiar, takich jak jeńcy wojenni czy cywilne ofiary niemieckiej okupacji. Wyniki naszych badań zostaną zaprezentowane w dwóch oddzielnych monografiach, którym będą towarzyszyły osobne tomy zawierające biografie ofiar. Podczas gdy Grupa Monachijska i Grupa Wiedeńsko-Berlińska zaprezentują szczegółowe biografie wybranych ofiar „eutanazji”, Grupa Oksfordzka opublikuje krótkie biografie wszystkich 314 zidentyfikowanych przez nas osób. Wszystkie cztery książki ukażą się nakładem prestiżowego wydawnictwa Wallstein i będą dostępne w dwóch wersjach językowych (angielskiej i niemieckiej).


Wyniki badań wszystkich trzech grup zostaną również udostępnione w formie internetowej bazy danych zawierającej profile biograficzne ofiar. W połowie sierpnia Niemiecka Akademia Nauk Leopoldina oficjalnie udostępni stronę internetową poświęconą ofiarom badań biomedycznych w okresie narodowego socjalizmu. Strona ta będzie zawierała nie tylko bazę danych ofiar nieetycznych badań nad mózgiem, ale również pełną bazę danych ponad 30 tysięcy ofiar nazistowskich eksperymentów na ludziach. Zasób ten tworzył przez ostatnie dwie dekady profesor Paul Weindling, z którym miałem zaszczyt współpracować w ramach Grupy Oksfordzkiej.Podstawowa wersja obu baz danych, zawierająca imię i nazwisko, datę i miejsce urodzenia oraz datę śmierci każdej ofiary, będzie dostępna dla wszystkich. Rodziny ofiar oraz inni użytkownicy, którzy wykażą się uzasadnionym celem badawczym, otrzymają dostęp do pełnej wersji strony. W każdym przypadku o przyznaniu pełnego dostępu będzie decydować złożona z niezależnych ekspertów rada etyczna powołana przez Niemiecką Akademię Nauk.

Dwie historie, dwa wojenne dramaty: Józef Bażak i Jakub Beatus

O.D-H.: Na wspomnianej przez Pana stronie internetowej mają się również znaleźć krótkie biografie ofiar, w tym Polaków – ofiar nazistowskiej medycyny. Czy mógłby Pan podać jeden – dwa przykłady takich biografii? Czy któraś z tych historii szczególnie zapadła Panu w pamięć?

M.P.: Jedną z takich ofiar był pochodzący spod Makowa Podhalańskiego Józef Bażak, który wiosną 1940 r. trafił na roboty przymusowe w gospodarstwie rolnym w okolicach Pasawy. Józef Bażak, który najprawdopodobniej cierpiał na zaburzenia psychiczne, chciał za wszelką cenę wrócić do pozostawionej w okupowanej Polsce żony i dwójki małych dzieci. Jednak po opuszczeniu miejsca pracy został szybko złapany, a następnie podczas nieudanej próby ucieczki z aresztu śmiertelnie zranił niemieckiego żandarma. Sąd Specjalny w Monachium skazał go za to na karę śmierci, a po egzekucji w Więzieniu Stadelheim, jego mózg trafił do Instytutu Psychiatrii im. Cesarza Wilhelma. Przeprowadzone tam badanie histopatologiczne wykazało zmiany w mózgu, które mogły powodować objawy psychotyczne. Oparty na hitlerowskim dekrecie wyrok śmierci nigdy nie został uchylony, a 24 preparaty pochodzące z mózgu Józefa Bażaka znajdują się do dziś w piwnicy Instytutu Psychiatrii im. Maxa Plancka w Monachium, gdzie oczekują na planowany na 2028 r. pochówek.

Druga biografia, którą chciałbym tu przytoczyć, dotyczy doktora Jakuba Beatusa, żydowskiego lekarza i społecznika z Kalisza, który pod koniec 1939 r. został wypędzony przez Niemców do Warszawy. Zgodnie ze swoim powołaniem, doktor Beatus oddał się wówczas świadczeniu opieki lekarskiej w schroniskach dla żydowskich uchodźców z terenów wcielonych do Rzeszy. Niestety zaraził się tam tyfusem plamistym i zmarł w lutym 1940 r. Tragiczny los kaliskiego lekarza wspomina w swoim dzienniku Emanuel Ringelblum, żydowski historyk i twórca Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego. Ringelblum nie wiedział jednak, że spreparowany mózg doktora Beatusa trafił za pośrednictwem niemieckich patologów wojskowych do kolekcji Juliusa Hallervordena. Preparat ten jeszcze w latach 60. znajdował się w posiadaniu Instytutu Badań nad Mózgiem im. Maxa Plancka we Frankfurcie nad Menem. Jego dalszy los pozostaje jednak nieznany.


Przy okazji chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować Panu Doktorowi Piotrowi Sudzie, prezesowi Kaliskiego Towarzystwa Lekarskiego, który udostępnił mi materiały dotyczące przedwojennych losów Jakuba Beatusa.

Dr Palacz: Mamy nadzieję, że publikacja internetowej bazy danych ułatwi dotarcie rodzin pozostałych ofiar

O.D-H.: Praca, którą Państwo wykonaliście była niewątpliwie żmudna i skomplikowana. Jakie etapy w dochodzeniu do prawdy o ludziach, których szczątki – często bezimiennie – uwięziono na tyle dekad w preparatach medycznych – może Pan wyróżnić?

M.P.: Proces identyfikacji ofiar przebiegał zasadniczo w czterech etapach. W pierwszej kolejności przeszukiwaliśmy częściowo zachowane inwentarze kolekcji neuropatologicznych pod kątem preparatów o potencjalnie nieetycznym pochodzeniu, np. typowo żydowskich lub żeńskich form polskich nazwisk na liście rzekomo „wojskowych” przypadków z kolekcji Hallervordena. Dostępne na tym etapie informacje z reguły obejmowały tylko numer seryjny, nazwisko, diagnozę oraz instytucję lub miejsce, z którego wysłano mózg.
W kolejnym etapie próbowaliśmy odszukać oryginalną dokumentację medyczną dotyczącą „podejrzanych” preparatów. W archiwach państwowych w Warszawie i Lublinie odnaleźliśmy na przykład listy pacjentów, którzy zmarli na tyfus w czasie okupacji. Protokoły sekcji zwłok wielu polskich ofiar odkryliśmy z kolei wśród około 50,000 niemieckich protokołów z czasów II wojny światowej, które są obecnie przechowywane w Federalnym Archiwum Wojskowym. Identyfikacja polskich jeńców wojennych i robotników przymusowych wymagała dodatkowo przeszukania dokumentacji Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w Genewie oraz Międzynarodowej Służby Poszukiwawczej w Bad Arolsen. Niektóre preparaty mózgowe były zamiast nazwiskami oznaczone jedynie dodatkowymi numerami. Dopiero odnalezienie protokołów sekcji zwłok z tymi samymi numerami umożliwiło nam ustalenie tożsamości tych ofiar.


W trzecim etapie poszukiwaliśmy dodatkowych informacji o osobach, które zostały poprzednio zidentyfikowane jako ofiary nieetycznych badań nad mózgiem. W celu odtworzenia jak najpełniejszej historii życia każdej osoby, wykorzystywaliśmy różne źródła, takie jak akta stanu cywilnego, dokumenty wojskowe i sądowe, a także internetowe bazy danych ofiar II wojny światowej. W zależności od dostępności danych, profile biograficzne były uzupełniane informacjami o pochodzeniu rodzinnym, dzieciństwie i młodości, przedwojennej karierze zawodowej oraz prześladowaniach w czasie wojny.
Ostatnim krokiem było odnalezienie żyjących krewnych zidentyfikowanych przez nas ofiar. Krewni zostali powiadomienie o celach naszego projektu badawczego i w większości przypadków byli w stanie dostarczyć zdjęcia, a także informacje, które nie były dostępne w źródłach archiwalnych. Te osobiste wspomnienia bliskich miały dla nas ogromną wartość w odkrywaniu prawdy o ofiarach wojny, które zostały zredukowane przez niemieckich naukowców do laboratoryjnych preparatów. Jak wspomniałem wyżej, żyjących krewnych udało nam się jednak odnaleźć tylko w niewielkiej liczbie przypadków. Mamy zatem nadzieję, że publikacja internetowej bazy danych ułatwi dotarcie do rodzin pozostałych ofiar.

O.D-H.: W jakim stanie były obiekty Państwa badań?

M.P.: Większość preparatów z „wojskowej” kolekcji Hallervordena zaginęła na początku lat 80. w czasie przenosin Instytutu Badań nad Mózgiem im. Maxa Plancka do nowego budynku we Frankfurcie nad Menem. Preparaty te zostały prawdopodobnie usunięte z kolekcji jako nieprzedstawiające już wartości naukowej. Trzy nieetycznie pozyskane preparaty, w tym dwa pochodzące od warszawskich Żydów zmarłych w 1940 r., odnalazły się jednak w sierpniu 2019 r. w „kolekcji pokazowej” (Schausammlung) uniwersyteckiego Instytutu Neurologii we Frankfurcie nad Menem. Preparaty te zostały natychmiast usunięte z wystawy i pozostają zabezpieczone w oczekiwaniu na godny pochówek.


Jak wspomniałem wyżej, część preparatów pochodzących z okresu II wojny światowej została pochowana w 1990 r. na Cmentarzu Leśnym, lecz niektóre preparaty z kolekcji Willibalda Scholza wciąż znajdują się w przypominających labirynt piwnicach pod budynkami Instytutu Psychiatrii im. Maxa Plancka w Monachium. Dostęp do pomieszczeń, w których przechowywane są pudełka z preparatami, posiadają jednak wyłącznie archiwiści instytutu. W kwietniu 2025 r. przeliczyłem i sfotografowałem wszystkie znajdujące się tam jeszcze preparaty pochodzące od zidentyfikowanych przez nas ofiar. Wiele preparatów znajduje się niestety w bardzo złym stanie. Niektóre szkiełka są połamane, a inne posklejana ze sobą. Chciałbym jednak zaznaczyć, że ten stan rzeczy nie jest winą obecnych pracowników instytutu, którzy dokładają wszelkich starań, aby godnie upamiętnić ofiary nieetycznych badań. Wszystkie odnalezione przeze mnie preparaty zostaną pochowane w 2028 r.

O.D-H.: Jak w pierwszych dekadach od zakończeniu wojny niemieckie środowiska akademickie podchodziły do kwestii wykorzystywania preparatów medycznych powstałych w wyniku wykorzystania ciał ofiar – ludzi mordowanych w obozach, poddawanych eutanazji i wielu innych, których ciała pozyskano w sposób nieetyczny?

Hallervorden, Spatz i Scholz bez problemu wznowili swoje kariery naukowe w Republice Federalnej Niemiec

M.P.: Praktycznie wszystkie uniwersytety i instytuty badawcze w powojennych Niemczech posiadały w swoich kolekcjach anatomiczne lub histopatologiczne preparaty pochodzące od ofiar nazistowskiego reżimu. W instytutach przejętych po 1945 r. przez Towarzystwa im. Maxa Plancka panowała jednak na ten temat zmowa milczenia, którą dopiero pod koniec lat 80. przerwał niemiecki historyk Götz Aly, który odkrył, że w kolekcji Instytutu Badań nad Mózgiem we Frankfurcie nad Menem wciąż znajdowały się preparaty dzieci zamordowanych w ramach nazistowskiej eutanazji. Warto tutaj zaznaczyć, że sytuacja taka była możliwa, ponieważ Hallervorden, Spatz i Scholz bez problemu wznowili swoje kariery naukowe w Republice Federalnej Niemiec, a ich uczniowie i następcy, tacy jak Gerd Peters i Wilhelm Krücke, aż do lat 70. piastowali stanowiska kierownicze w instytutach należących do Towarzystwa im. Maxa Plancka.


Dopiero nowe pokolenie urodzonych po wojnie badaczy na poważnie zainteresowało się rozliczeniem nazistowskiego dziedzictwa niemieckiej nauki. W odpowiedzi na szokujące publikacje Alego, ówczesne kierownictwo instytutów im. Maxa Plancka nakazało usunięcie znajdujących się w ich kolekcjach preparatów mózgowych pochodzących od ofiar reżimu narodowosocjalistycznego. Dokonany w pośpiechu pochówek w 1990 r. nie został jednak poprzedzony gruntownym badaniami nad proweniencją preparatów z okresu Trzeciej Rzeszy i dlatego w kolejnych latach szczątki potencjalnych ofiar nazistowskiego reżimu wciąż odnajdywane były w różnych neuropatologicznych kolekcjach. W 2017 r. władze Towarzystwa im. Maxa Plancka zleciły więc zakończony niedawno wieloletni projekt badawczy, którego celem było ostateczne zidentyfikowanie wszystkich nieetycznie pozyskanych preparatów mózgowych z lat 1933-45.

Dr Palacz: Niemiecki patolog wojskowy nie omieszkał odnotować, że afrykański żołnierz miał rytualne blizny na twarzy oraz przednie siekacze spiłowane w kształt litery V

O.D-H.: Z jaką refleksją zamyka Pan symbolicznie projekt, któremu poświęcił Pan ostatnich kilka lat?

M.P.: Praca nad tym projektem była dla mnie bardzo wyczerpująca emocjonalnie. Jako historykowi bez doświadczenia laboratoryjnego, widok półek pełnych słoików ze spreparowanymi kawałkami ludzkich mózgów zrobił na mnie makabryczne wrażenie. Niektóre odkryte przeze mnie dokumenty archiwalne również zapadły mi głęboko w pamięć. Nie sposób na przykład zapomnieć pełnego błędów ortograficznych listu napisanego przez skazanego na śmierć polskiego robotnika przymusowego błagającego niemiecki sąd o ułaskawienie ze względu na pozostawionych w okupowanej Polsce rodziców. Równie wstrząsająca była dla mnie lektura pełnego rasistowskich uwag protokołu sekcji ciepłych jeszcze zwłok zmarłego na gruźlicę francuskiego jeńca wojennego pochodzącego z terenów dzisiejszego Burkina Faso. Niemiecki patolog wojskowy nie omieszkał odnotować, że afrykański żołnierz miał rytualne blizny na twarzy oraz przednie siekacze spiłowane w kształt litery V.


Te obrazy zostaną już chyba ze mną na zawsze, ale zakończenie tego projektu daje mi również poczucie niezwykłej satysfakcji, ponieważ wierzę, że moja praca umożliwi godne upamiętnienie ponad 300 zapomnianych ofiar II wojny światowej. Mam również nadzieję, iż wyniki naszych badań posłużą jako przestroga dla współczesnych lekarzy i naukowców. Hallervorden, Spatz i Scholz byli bowiem wybitnymi specjalistami i szanowanymi również w przedwojennej Polsce autorytetami. Osobiście nie popierali Hitlera i nigdy nie wstąpili do partii nazistowskiej, lecz nie cofali się przed korzystaniem dla własnych celów z preparatów pochodzących od zdehumanizowanych ofiar zbrodniczego reżimu. Nigdy więcej!

Udostępnij

25

wrz

Odszukiwanie rodzin zidentyfikowanych przez nas osób okazało się bardzo trudne i tylko w nielicznych przypadkach udało nam się dotrzeć do żyjących jeszcze bliskich krewnych ofiar.…

03

wrz

Czym jest dziś „niemieckość”? Jakie wydarzenia historyczne powinny stanowić element „nowej, trwałej tożsamości narodowej” będącej alternatywą dla „antymitu, […] w którym naród pojawia się wyłącznie…

29

maj

7 września 1951 r. punktualnie o godzinie 19 w bońskiej willi Hammerschmidt, ówczesnej siedzibie prezydenta RFN, stawiło się 22 sędziów (z 24) nominowanych przez Bundestag…