„Propagandowe show”; „Farsa” – tak posłowie chadecji i SPD nazwali ostatnie wystąpienie Alice Weidel (AfD) w Bundestagu. Na co łowi wyborców szefowa AfD?

W artykule:

  • 31:49 min

Wg. sondażu Instytutu INSA z 13 czerwca, AfD może liczyć na 29 proc. poparcia, CDU/CSU na 22 proc, współrządząca z chadekami na szczeblu federalnym SPD – 13 proc, Zieloni – 14 proc., a Linke – 10 proc. Notowania Sojuszu Sahry Wagenknecht (BSW) i FDP po chwilowym wzroście, znów spadły do 3 proc., więc plasują się poniżej progu wyborczego. Rosnące słupki poparcia dla AfD, zarówno w sondażach ogólnokrajowych, jak i na szczeblu landowym, zwłaszcza w tych krajach związkowych, w których we wrześniu mieszkańcy wybiorą nowy skład landtagu, zaostrzają ambicje „alternatywnych”. Przejawem tych ambicji są coraz ostrzejsze wystąpienia m.in. współprzewodniczącej AfD, Alice Weidel. Wygłoszona przez nią 11 czerwca w Bundestagu mowa została w Polsce zauważona wyłącznie jako sprzeciw AfD wobec przyjęcia Ukrainy do UE i NATO, co nie jest przecież żadnym novum. Jeszcze się nie zdarzyło, by politycy AfD opowiadali się za zaproszeniem Kijowa w struktury którejkolwiek z tych organizacji. Poza tym, o czym może zbyt rzadko się mówi, to nie stosunek AfD do wojny na Ukrainie jest głównym motorem napędzającym jej zwolenników. Dla nich liczą się zupełnie inne sprawy. Może więc warto przeanalizować, co Weidel powiedziała w Bundestagu na te tematy, które faktycznie sprawiają, że jej ugrupowanie rośnie w siłę wyprzedzając chadeków i odbierając im wyborców.

Kiedy w lutym 2025 r. analitycy (Infratest Dimap dla ARD) zadali wyborcom AfD pytanie o to, które kwestie były dla nich kluczowe, co konkretnie skłoniło ich do postawienia krzyżyka przy AfD w wyborach do Bundestagu, w których partia zdobyła 20,8 proc. głosów (plus 10,4 proc. w stosunku do wyborów w 2021 r.), okazało się, że najważniejszym tematem była dla tej grupy migracja. Migracja rozumiana jako nieokiełznany żywioł, z którym nikt sobie nie radzi. Aż 38 proc. ankietowanych wskazało na ten punkt z listy.

Drugim w kolejności był temat bezpieczeństwa wewnętrznego (33 proc.) łączący się nierozerwalnie z tym pierwszym i zawierający w sobie m.in. strach przed przestępczością migrantów. Na trzecim miejscu ankietowani wymienili wzrost gospodarczy (8 proc.), który miałby się za sprawą dojścia AfD do władzy ich zdaniem dokonać, tyle samo ankietowanych wymieniło kwestię związaną z zapewnieniem pokoju (to są adresaci komunikatu AfD „rząd chce wciągnąć Niemcy do wojny”), jeszcze mniej – bo 6 proc. jako powód podało wzrost cen.

2025: 89 proc. wyborców AfD wskazało, że najbardziej martwi ich, że „do Niemiec przybywa coraz więcej obcych”

Analitycy zapytali wyborców AfD również o to, co budzi ich największe obawy. 89 proc. wskazało, że najbardziej martwi ich, że „do Niemiec przybywa coraz więcej obcych”, 87 proc, że „w pewnych kwestiach jest się wykluczanym, kiedy mówi się to, co myśli”, 79 proc., że „po wyborach nie uda się stworzyć stabilnego rządu”, 75 proc, że „ceny wzrosną tak bardzo, że nie będzie mnie stać na opłacenie rachunków”, 74 proc., że „nie będę w stanie utrzymać aktualnego standardu życia”, 71 proc., że „na starość będę się borykać z problemami finansowymi”.

Pojawiły się też pytania o to, jakie kompetencje mają politycy AfD. 23 proc. ankietowanych wyborców partii wskazało na „przeciwdziałanie przestępczości” (wzrost o 10 proc. względem roku 2021), 22 proc. na „politykę azylową i uchodźczą” (plus 8 proc.), 17 proc. na „obronę interesów Niemiec wschodnich”, 13 proc. na „politykę obronną”, 12 proc. uznało, że politycy AfD znają się na gospodarce (plus 7 proc.), tyle samo, że znają się na „polityce zagranicznej” (plus 7 proc.), zaś 11 proc. wymieniło tu „sprawiedliwość społeczną”.

Czy z tych wyników przebija jakieś szczególne zainteresowanie tematem Ukrainy, Rosji, stosunku AfD do Kremla, wycieczki posłów tej partii do Petersburga? Nie. To mogą być tematy nośne zagranicą, łatwo je w sytuacji toczącej się już czwarty rok wojny nagłośnić. Tylko, że to nie są te hasła, którymi AfD na „rynku wewnętrznym” toruje sobie ścieżkę do ław rządowych. Weidel, czy Chrupalla nie byliby sobą bez walnięcia w stół w sprawie Kijowa, tego typu argumenty są zrośnięte z kręgosłupem partii. Są jak butelka kranówki obowiązkowo stawiana na każdym restauracyjnym stoliku. W ten sposób AfD rysuje dodatkową linię między AfD a tzw. starymi partiami, które po lutym 2022 r. pod wpływem rosyjskiej napaści na Ukrainę, musiały zmienić kurs względem Kremla. AfD nie zmieniła kursu. Zrobiła z niego jeden ze swoich znaków rozpoznawczych. To walenie pięścią w stół w kwestii polityki zagranicznej Niemiec nie jest jednak kluczowe dla wyborcy AfD. Ono może stanowić dramatyczną oprawę do zapowiedzi „rewolucji godnościowej”, ale samo w sobie nie ma takiej mocy przyciągania jak temat imigrantów, niepewnych emerytur, przestępczości.

Dlaczego robotnicy uciekli socjaldemokratom?

Dla wyborcy AfD liczy się to, czy za swoją emeryturę godnie przeżyje bez uciekania się do opcji zbierania butelek, czy nie, czy zdoła zapłacić czynsz za mieszkanie – czy wyląduje gdzieś w altance działkowej albo przyczepie. I to nie są abstrakcyjne przykłady. Dla jednych to może brzmieć populistycznie, dla innych jest jedyną rzeczywistością, jaką znają. Takie historie przytaczane przez polityków AfD na wiecach wyborczych w Brandenburgii (2024) jako przykłady „upadku systemu społecznego” i jednym tchem łączone z „socjalem dla imigrantów i nieoskładkowanymi, astronomicznymi dietami posłów Bundestagu” budowały elektorat na rok 2025. To, dlatego odsetek robotników czy pracowników fizycznych, będących niegdyś żelaznym elektoratem SPD, głosujących na AfD wzrósł od 2021 r. o 17 proc. i wyniósł w 2025 r. 38 proc.

Dla porównania: udział tej grupy w elektoracie SPD w tym samym czasie wyniósł 12 proc. (minus 14 proc. względem 2021 r.), w CDU 22 proc. (plus 2 proc.), u Zielonych 5 proc. (minus 3 proc.), w FDP 4 proc. (minus 5 proc.), w Linke 5 proc. Co charakterystyczne, na AfD głosuje nie tylko najwięcej robotników, aż 34 proc. ankietowanych podało, że są osobami bezrobotnymi. Dzieje się to zgodnie z tym samym mechanizmem – w przekazie AfD zarówno najciężej pracujący Niemcy, jak i ci, którzy wypadli poza system są „ograbiani przez imigrantów korzystających z socjalu”. Pracujący są grabieni podatkami (z których później utrzymuje się również niepracujących cudzoziemców), a bezrobotni Niemcy często mają gorzej od bezrobotnych cudzoziemców. I tak to się kręci. Z takich tematów żyje AfD. I tym żyją wyborcy AfD. Kwestie polityki zagranicznej są tu trzecioplanowe. I nawet patrząc z perspektywy polskiej, czyli z zewnątrz, a jednocześnie z bliska, nieroztropnie zapominać, dlaczego AfD pnie się w górę, czym wygrywa zaufanie wyborców, czym przyciąga elektorat innych partii. Zatrzymanie się wyłącznie na poziomie analizowania kolejnych prokremlowskich wypowiedzi polityków AfD, zafiksowanie się na emocji, na waleniu w stół, odsunie na margines debaty faktyczny powód wzrostu tej partii. Bez tej świadomości nie sposób prognozować, w jakim kierunku pójdą Niemcy za dwa lata i później. Niemcy oswajające się z AfD nie tylko na wschodzie, ale i na rzekomo odpornym na jej uroki, bardziej zasobnym i „demokratycznie okrzepłym” zachodzie.

Pewność siebie przechodząca miejscami w pogardę

Żeby w sposób czytelny pokazać te argumenty, którymi AfD faktycznie zjednuje sobie kolejnych sympatyków, wystarczy przytoczyć kilka cytatów z mowy Weidel z 11 czerwca. Zestawiamy je z danymi, z doniesieniami medialnymi, z oficjalnymi statystykami i komunikatami, ale i spekulacjami (vide – zamiana w Kanzleramcie). Weidel jako analityk i to doświadczony również w międzynarodowym środowisku, docenia siłę statystyk, faktów, danych. Umie nimi żonglować, czasem tak wprawnie, że przeciwnik bez odpowiedniego przygotowania może się poczuć zbity z tropu. Towarzysząca jej przemówieniom pewność siebie przechodząca momentami w pogardę wobec – w sposób szczególny – parlamentarzystów zlokalizowanych na lewo od chadecji [w swojej mowie zwracając się chociażby do posłów SPD i ministra finansów Larsa Klingbeila, Weidel wprost zarzuciła im, że trudno wymagać od nich poważnej polityki, skoro szlify zdobywali w Antifie, a Klingbeil „nigdy naprawdę nie pracował”] stała się znakiem firmowym współprzewodniczącej AfD. Pewna teatralność, z jaką Weidel przemawia, kostyczny, zdyscyplinowany styl demonstrujący się również w jej ubiorze czyni ją jedną z najbardziej charakterystycznych postaci niemieckiej polityki. I przez to jedną (obok Friedricha Merza) najchętniej i najczęściej parodiowanych przez satyryków. Na to też sobie w Niemczech trzeba zapracować.

Na przekór “doktrynie brandmauerowskiej”

„Panie Merz, pańscy ludzie już dyskutują o pańskim odwołaniu, a pan wygłasza peany na swoją cześć”.

To jedno z pierwszych zdań, jakie padły 11 czerwca z ust Weidel, tuż po kurtuazyjnym przywitaniu obecnych na sali obrad. Skąd pomysł, by uderzyć tak personalnie w Friedricha Merza?

Pod koniec maja, w mediach (najpierw za sprawą doniesień tygodnika „Stern” i tabloidu „Bild”) pojawiły się spekulacje o możliwej zmianie w Kanzleramcie. Jak podawała w audycji z 29 maja br. rozgłośnia „Deutschlandfunk”: „Według tych doniesień w łonie CDU, na najwyższym szczeblu rozważa się na przykład mianowanie na stanowisko kanclerza znacznie bardziej popularnego premiera Nadrenii Północnej-Westfalii, Henrika Wüsta. Podobno taka ewentualność była omawiana wśród „członków najwyższych organów kierowniczych CDU oraz innych prominentnych chrześcijańskich demokratów”. (…) Merz od dawna jest przedmiotem krytyki, między innymi z powodu opóźnień w realizacji obietnic reform, sposobu komunikacji oraz historycznie niskich wyników sondaży (…). Otoczenie Merza ostrzegło przed „niebezpiecznym podżeganiem”. W odpowiedzi na pytania mediów, bez podawania konkretnych nazwisk, mówi się również o „naiwnym pomyśle” i „bezpodstawnych spekulacjach”. A ten, kto zajmuje się takimi spekulacjami, ten działa na korzyść AfD i podważa autorytet politycznego centrum, co zagraża to stabilności w Bundestagu”.


I dalej: „Oprócz 50-letniego Hendrika Wüsta, którego już w 2024 roku wymieniano jako potencjalnego kandydata na kanclerza i alternatywę dla Merza, rozważa się też premiera Bawarii i szefa CSU, Markusa Södera, oraz przewodniczącego klubu parlamentarnego CDU/CSU, Jensa Spahna (CDU). Aby w ogóle mogło dojść do zmiany na stanowisku kanclerza, Merz musiałby sam utorować drogę do nowych wyborów lub zostać zmuszony do rezygnacji przez czołowych członków partii. Wtedy posłowie CDU i CSU mogliby wraz z SPD wybrać nowego kanclerza.”
Również 29 maja na stronie internetowej stacji ZDF zacytowano słowa Hendrika Wüsta dla DPA, który określił spekulacje wokół „zamiany kanclerzy” mianem „zwykłej bzdury”. Polityk zapewnił też o swoim pełnym wsparciu dla Friedricha Merza. Głos w sprawie zabrał też Thorsten Frei (CDU), szef biura kanclerza, w programie telewizyjnym Maybrit Illner. Frei stwierdził m.in., że nie zamierza „przedłużać tej bezzasadnej debaty”.

Ostatecznie spekulacje wokół zmiany w Kanzleramcie uciszono podczas wizyty Friedricha Merza w mateczniku Wüsta, czyli Nadrenii Północnej-Westfalii. Wizyta miała charakter roboczy i przypadła nie bez powodu na zjazd landowych chadeków na rok przed planowanymi wyborami do landtagu NRW. Zarówno Merz jak i Wüst pochodzą z Nadrenii.

Jak opisywał 1 czerwca portal WDR: Merz pochwalił (…) wpływ regionalnych struktur CDU na politykę federalną. Nigdy wcześniej CDU w Nadrenii Północnej-Westfalii nie była tak silna jak obecnie pod przewodnictwem Wüsta. Czy była to szczera pochwała, czy też aluzja do federalnych ambicji Wüsta? Merz nie odniósł się bezpośrednio do plotek o zmianie [kanclerza].
Kilku uczestników, w tym posłowie do parlamentu krajowego, sugerowało, że atmosfera podczas rozmów była dobra i że spekulacje na temat kandydatury na kanclerza nie odegrały dużej roli w przebiegu dwudniowej imprezy. Stacja WDR dowiedziała się ponadto od uczestników spotkania, że Wüst potwierdził swoje wcześniejsze stwierdzenie, iż spekulacje te „są bzdurą”.

Patrząc na to w jakich kontekstach od lat pojawia się w niemieckiej debacie publicznej nazwisko Hendrika Wüsta, można zaryzykować, że Jest on pewnego rodzaju „straszakiem” na liderów CDU.
W lutym 2024 r. Wüst zajmował drugie miejsce w rankingu najbardziej lubianych polityków Niemiec Barometru ZDF, pierwsze miejsce już wtedy zajmował – i zajmuje do dziś – minister obrony, Boris Pistorius (SPD). 16 maja, autor portalu stacji NTV, Volker Petersen w obszernym artykule poświęconym Wüstowi, nazwał go (dodając ostrożnie znak zapytania, ale jednak) „kanclerzem w stanie oczekiwania” i równie ostrożnie pytając w tytule rzeczonego artykułu, czy Wüst stanowi największe zagrożenie dla Merza. Artykuł opublikowano na dwa tygodnie przed wybuchem faktycznej fali spekulacji wokół szefa rządu. Petersen pisał m.in. o bardziej niż niekorzystnym odbiorze społecznym urzędującego kanclerza, powołując się na wyniki sondażu Trendbarometer RTL z 12 maja, gdzie 84 proc. ankietowanych wyraziło niezadowolenie z pracy Merza. Tak złego wyniku nie miał nawet jeden z najgorzej ocenianych kanclerzy, Olaf Scholz (SPD). Autor artykułu przypomniał o wygwizdaniu Merza przez uczestników kongresu DGB, organizacji zrzeszającej niemieckie związki zawodowe i o przewadze Hendrika Wüsta w sondażu Instytutu Forsa z 12 maja br., z którego wynikało, że 39 proc. wszystkich ankietowanych w badaniu wyobrażałoby sobie premiera NRW jako przyszłego kanclerza Niemiec (36 proc. było na NIE).

Co ciekawe, pozytywnie do takiej kandydatury w tym samym badaniu odniosło się 38 proc. wyborców CDU, 39 proc. wyborców CSU, ale już 56 proc. sympatyków Zielonych, 46 proc. zwolenników SPD, 44 proc. wyborców Linke i nawet 26 proc. wyborców AfD. Zdaniem publicysty ntv, sympatia z jaką odnoszą się do chadeckiego polityka wyborcy Zielonych wynika z jego umiejętnego zawiadywania zielono-czarnym rządem koalicyjnym w NRW, poza tym widok Wüsta, pchającego przed sobą spacerówkę kojarzy się ludziom sympatycznie i swojsko. A jak to wygląda w przypadku Merza? Petersen opisuje kanclerza następująco:

„Kiedy Merz został szefem CDU, ponownie odciągnął partię od centrum w kluczowych kwestiach, takich jak migracja i polityka gospodarcza. Jego wizerunek oscyluje między członkiem zarządu spółki z indeksu DAX, dyrektorem szkoły a zatroskanym dziadkiem – przy czym te dwa pierwsze oblicza są dominujące. Wymykające się spod kontroli dyskusje na temat rzekomo leniwych lub nadużywających zwolnień lekarskich pracowników nie przyczyniły się do wzrostu jego popularności.”

Jednocześnie w artykule pojawia się stwierdzenie, że w młodych latach, Hendrik Wüst, ten sam, który dziś wchodzi w grę jako przyszły kanclerz nawet dla wyborców Zielonych, był „konserwatywnym hardlinerem”. I to do tego stopnia radykalnym, że w 2007 roku wszczynał rebelię względem samej Angeli Merkel pisząc wraz z Markusem Söderem para-manifest na temat „współczesnego mieszczańskiego konserwatyzmu”. I tego, że CDU powinno powrócić do swoich korzeni.

„Młody Wüst kibicowałby Merzowi. Starszy Wüst uhonorował Angelę Merkel Państwową Nagrodą Kraju Związkowego Nadrenii Północnej-Westfalii. Miało to miejsce w 2023 roku, kiedy Merz już dawno był szefem CDU. W tym samym roku Wüst napisał gościnny artykuł na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, w którym opowiadał się za centrowym kursem CDU. Tym samym sprzeciwił się prawicowemu zwrotowi pod rządami Merza. Magazyn „Spiegel” donosił wówczas, że Merz wpadł z tego powodu w szał. Również sam wybór medium już był przekazem: w artykule gościnnym opublikowanym w „FAZ” Merkel zerwała kiedyś z Helmutem Kohlem i stwierdziła, że CDU musi „na nowo nauczyć się chodzić” bez wieloletniego kanclerza i przewodniczącego. Był to kamień milowy w jej partyjnej karierze” – czytamy.

Alice Weidel jako baczny obserwator swojego politycznego otoczenia jest świadoma nie tylko tego, że każda spekulacja wokół Kanzleramtu osobiście dotyka tego, wokół kogo się spekuluje (niezależnie od tego jak gorliwie potem tego typu doniesienia są dementowane), ale również tego, że sondaże, zwłaszcza tak niekorzystne, zawsze implikują wewnątrzpartyjny ferment. Posłużenie się argumentem „pańscy ludzie już dyskutują o pańskim odejściu…” to typowe zagranie psychologiczne zorientowane na osłabienie morale Merza i jego otoczenia. Jest jednak jeden haczyk. O ile w swoim podejściu do Zielonych i SPD Weidel balansuje na granicy pobłażliwości i pogardy, to w przypadku chadeków i samego Merza, można jeszcze odczytać zawoalowaną ofertę „stworzenia prawdziwej koalicji”. Tego typu sugestie przebijały i z tego przemówienia. Weidel zatem zadaje ciosy Merzowi i wie z reguły, gdzie uderzyć, by poderwać jego autorytet, ale jednocześnie na przekór „doktrynie brandmauerowskiej”, wabi chadeków. Na swój specyficzny sposób z użyciem mikro-marchewki i sporego kija.

Wieszczenie gospodarczej katastrofy

„Rynek pracy się załamuje. W pierwszym kwartale niemiecka gospodarka straciła pół miliona miejsc pracy w porównaniu z rokiem poprzednim. Co 20 minut jedna firma pada ofiarą fali upadłości. Liczba zamówień przemysłowych spada dwukrotnie szybciej niż oczekiwano. (…) Wysokie podatki i koszty energii, biurokracja i gospodarka planowa dławią podstawy naszej gospodarki, podczas gdy aparat państwowy stale się rozrasta. Exodus przemysłu za przypomina masową ucieczkę. Wraz z przedsiębiorstwami i miejscami pracy wyjeżdżają ludzie. W pierwszym roku urzędowania wyemigrowało więcej obywateli Niemiec niż kiedykolwiek wcześniej. To właśnie młodzi ludzie, to właśnie osoby z dobrym wykształceniem wyjeżdżają, ponieważ nie widzą już dla siebie przyszłości we własnym kraju”.

Jak te słowa Alice Weidel mają się do oficjalnych statystyk?

Wg. danych Federalnego Urzędu Statystycznego (z 19 maja br.) w pierwszym kwartale tego roku w Niemczech zatrudnionych było mniej osób niż wcześniej. Liczba osób zatrudnionych spadła w porównaniu z poprzednim kwartałem o 486 tys., czyli o 1,1 procent, do 45,6 mln osób.

A „upadłość co 20 minut” i „dławienie podstaw gospodarki”?

To z kolei informacja zaczerpnięta z komunikatu DIHK (Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej), opublikowanego 13 marca tego roku. W komunikacie czytamy:

„Rok 2025 był wyjątkowo słabym okresem dla niemieckiej gospodarki. Opublikowane dzisiaj dane pokazują, że średnio co 20 minut w Niemczech jedno przedsiębiorstwo musiało ogłaszać upadłość. Jest to najwyższa częstotliwość od jedenastu lat. Również grudzień ponownie ustanowił smutny rekord, osiągając najwyższy poziom od 14 lat. Perspektywa na rok 2026 nie daje zbytniej nadziei na odwrócenie tendencji. Jak wynika z najnowszego badania koniunktury przeprowadzonego przez DIHK, niewielkie czynniki pobudzające gospodarkę – na przykład rządowe wydatki na zbrojenia – nie są jeszcze odczuwalne w szerszym zakresie. Szczególnie sektor małych i średnich przedsiębiorstw, obejmujący setki tysięcy firm, pozostaje w dużej mierze pominięty. W wielu mniejszych i średnich przedsiębiorstwach widać wyraźnie stłumione oczekiwania. Ponadto wydarzenia na Bliskim Wschodzie jeszcze bardziej zagrażają i tak już niestabilnej sytuacji. Rosnące ceny energii oraz obawy przed kolejnymi zakłóceniami w łańcuchach dostaw wywierają dodatkową presję na wiele przedsiębiorstw. W obliczu tej sytuacji konieczne jest jak najszybsze podjęcie działań mających na celu wyraźne wzmocnienie gospodarki: obniżenie kosztów pracy i energii, znacząca redukcja biurokracji, zapewnienie stabilnych warunków ramowych – i to w bardzo krótkim czasie. Tylko konsekwentny kurs reform może zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się fali upadłości w całej gospodarce. I tylko dzięki silnej gospodarce będziemy w stanie złagodzić skutki wstrząsów geopolitycznych”. Autorem komunikatu jest główny analityk DIHK, Volker Treier.

„Exodus przemysłu”?

Hasło „deindustrializacja” tak chętnie przywoływane przez polityków AfD (nie tylko Alice Weidel), przed lutym 2025 r. nie schodziło również z ust polityków CDU/CSU. 10 kwietnia 2024 r. na przykład klub CDU/CSU w Bundestagu wystąpił do rządu Olafa Scholza w wnioskiem zatytułowanym „Przełom w gospodarce i natychmiastowy program dla niemieckiej gospodarki (Wirtschaftswende jetzt – Sofortprogramm für die deutsche Wirtschaft), gdzie jest jak najbardziej mowa o deindustrializacji. Takich inicjatyw ze strony chadeków było za czasu rządów koalicji „Ampel” wiele. Dziś autorami wniosków na ten sam temat są posłowie AfD.

Chcąc znaleźć dane obrazujące faktyczny stan niemieckiego przemysłu i prognoz związanych z produkcją i przenoszeniem produkcji za granicę, wystarczyłoby w sumie sięgnąć do oficjalnych komunikatów Federalnego Ministerstwa Gospodarki, ale ponieważ takich źródeł jest wiele więcej, a analizy na ten temat wychodzą spod pióra autorów renomowanych ośrodków, Alice Weidel konstruując swoje zarzuty wobec rządu Friedricha Merza dysponuje pokaźnym zasobem źródeł. I mogłaby spokojnie przytoczyć chociażby wnioski z analizy profesora dr. Olivera Falcka, wykładowcy Ludwig-Maximilians-Universität w Monachium i prezesa ifo Zentrum für Industrieökonomik und neue Technologien oraz Christiana Pfaffla, również związanego z ifo.

Do jakich wniosków doszli autorzy analizy?

„Obecne doniesienia na temat przyszłości gospodarczej Niemiec nie rysują optymistycznego obrazu. Jedna kwestia powraca tu nieustannie: „deindustrializacja” niemieckiej gospodarki. Chodzi tu po prostu o nową falę przenoszenia niemieckiej produkcji przemysłowej za granicę, spowodowaną gwałtownym wzrostem cen energii w wyniku rosyjskiej wojny na Ukrainie. Czy jednak media wywołują tu widmo, które w ogóle nie istnieje? A może obawy przed gospodarczym upadkiem Niemiec w wyniku nowej fali deindustrializacji są uzasadnione? Również ze strony przemysłu dochodzą alarmujące głosy. Prezes Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego (BDI), Siegfried Russwurm, uważa, że niemiecki model biznesowy znajduje się pod „ogromną presją” i uznaje „niebezpieczeństwo odpływu przemysłu” za „realne”. Chodzi o to, by „zapewnić przetrwanie przemysłu w Niemczech i Europie”. Za popularny kierunek relokacji niemieckich przedsiębiorstw przemysłowych uważa się bowiem przede wszystkim Stany Zjednoczone, ponieważ ceny energii są tam wyjątkowo niskie w porównaniu z Niemcami. W październiku 2022 r. około 62% spośród 3100 ankietowanych niemieckich przedsiębiorstw pozytywnie oceniło obecną sytuację gospodarczą w Ameryce Północnej. Prawie 39% zadeklarowało chęć zwiększenia inwestycji w USA w najbliższych miesiącach. Natomiast tylko 32% zamierza zwiększyć inwestycje w strefie euro; 26% ankietowanych przedsiębiorstw chce nawet ograniczyć swoje zaangażowanie (DIHK, 2022). Aby ocenić, w jakim stopniu skutki wojny na Ukrainie sprzyjają fali deindustrializacji w Niemczech, należy najpierw dokonać analizy obecnej sytuacji. Jakie zmiany zaszły już w ostatnich latach i na jakim etapie znajduje się obecnie niemiecki przemysł?” – tak autorzy artykułu zatytułowanego „Deindustrializacja Niemiec: uzasadniona obawa, czy Niemiecki Strach “, („Die Deindustrialisierung Deutschlands: berechtigte Sorge oder German Angst? “Wirtschaftdienst, 2022, Heft 12) pisali o groźbie masowego odpływu niemieckiego przemysłu nie miesiąc, czy dwa miesiące temu, tylko cztery lata temu.

Temat jak był, tak istnieje. I nie jest bolączką, czy domeną wyłącznie rządu Merza. Jak sprawa wygląda dziś? W kwietniu b.r. DIHK opublikowała dane, z których wynikało m.in., że niemiecki przemysł coraz częściej inwestuje za granicą.

„W tym roku 43 procent przedsiębiorstw przemysłowych planuje inwestycje poza granicami Niemiec – w porównaniu z rokiem ubiegłym oznacza to wzrost o 3 punkty procentowe” – czytamy w analizie DIHK. Jako przyczyny tego stanu rzeczy podaje się problemy strukturalne, rosnące koszty i słabą koniunkturę w Niemczech. Jak wynika z ankiety DIHK, kryzys celny ze Stanami Zjednoczonymi wymusił na niemieckich przedsiębiorcach korektę kierunku inwestycji zagranicznych, na atrakcyjności straciła Ameryka Północna, zyskał zaś region Azji i Pacyfiku, ale i Chiny jako osobna kategoria”.

I na koniec jeszcze jeden cytat, tym razem ze strony ifo Institut z 14 kwietnia b.r.:

„Dobrobyt Niemiec opiera się w dużej mierze na sukcesach krajowych przedsiębiorstw przemysłowych. Są one wysoce wydajne, inwestują znaczne środki w badania i rozwój oraz zapewniają dobrze płatne miejsca pracy. W wielu wysoko rozwiniętych gospodarkach udział przemysłu w tworzeniu wartości dodanej spadł w ostatnich dziesięcioleciach, podczas gdy znaczenie usług wzrosło. Niemcy przez długi czas udawało się uniknąć tego trendu. Jednak w ostatnich latach niemiecki przemysł znalazł się pod presją. Spada produkcja i wartość dodana, inwestycje są niewielkie, a miejsca pracy są likwidowane. (…) Deindustrializacja, która obecnie rysuje się w Niemczech, stanowi zatem zagrożenie nie tylko dla ogólnego wzrostu gospodarczego, ale grozi również zacofaniem regionów wiejskich. Ma to daleko idące konsekwencje gospodarcze i polityczne, sięgające nawet wzmocnienia pozycji partii populistycznych na obu krańcach spektrum politycznego. Istotna rola niemieckich przedsiębiorstw przemysłowych w zapewnieniu zrównoważonego rozwoju regionalnego czyni szczególnie widocznym pilną potrzebę reform: ograniczenie biurokracji, tańsze dostawy energii oraz ulgi podatkowe i składkowe dla przedsiębiorstw wzmacniają nie tylko konkurencyjność, ale także specyficzną, regionalną i dotychczas bardzo skuteczną strukturę przemysłową Niemiec” – to słowa profesora Clemensa Fuesta, szefa ifo.

Zwłaszcza ta ostatnia wypowiedź, której autor poza skupieniem się na wymiarze ekonomicznym, dotknął również kwestii „wzmocnienia pozycji partii populistycznych”, wskazuje, że temat deindustrializacji Niemiec nie stanowi jedynie hasła takich ugrupowań jak AfD, czy BSW, ale jest realnie istniejącym problemem, czymś co namacalnie generuje również egzystencjonalne lęki u ludzi zatrudnionych w przemyśle. To w jaki sposób o tym problemie się mówi i jakie rozwiązania się proponuje na poziomie politycznym, to osobna kwestia. Tak, czy inaczej Alice Weidel sięgając po argument słabnięcia przemysłu, jego odpływu etc. nie posłużyła się problemem wyimaginowanym.

Dobrze wykształceni Niemcy opuszczają kraj? Owszem, ale nie od roku

Kolejna kwestia to argument o „dobrze wykształconych obywatelach Niemiec opuszczających kraj”
Zgodnie z aktualnymi danymi statystycznymi dotyczącymi migracji w 2025 roku do Niemiec przybyło około 1,48 mln osób. Około 1,25 mln osób opuściło kraj. W sumie dało to imigrację netto na poziomie 235 000 osób. Niemcy pozostają zatem krajem imigracyjnym. Jednak za tą ogólną liczbą kryje się wniosek, który należy potraktować poważniej z politycznego punktu widzenia: w przypadku obywateli niemieckich bilans od lat jest ujemny. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego w 2025 roku wyemigrowało 288 579 obywateli niemieckich — to najwięcej w historii istnienia statystyk migracyjnych. Jednocześnie powróciło 191 890 obywateli niemieckich. W sumie Niemcy straciły więc 96 689 obywateli, którzy wyjechali za granicę. Nie jest to liczba katastrofalna. Nie jest to jednak również kwestia drugorzędna. Jest to sygnał dotyczący atrakcyjności kraju. Kraj, który narzeka na brak wykwalifikowanych pracowników, musi bowiem zadawać sobie pytanie nie tylko o to, jak przyciągnąć ludzi z zagranicy. Musi również zastanowić się, dlaczego ludzie posiadający niemiecki paszport wyjeżdżają – czytamy na portalu Merkur.de w artykule opublikowanym 2 czerwca tego roku.

Weidel wspominała jednak bardzo konkretnie o „dobrze wykształconych Niemcach”...

I to też ma pokrycie w statystykach, tyle że z Niemiec wyjeżdżają nie tylko dobrze wykształceni obywatele Niemiec, ale i dobrze wykształceni przedstawiciele innych nacji, często ludzie, którzy wyemigrowali do Niemiec w poszukiwaniu dobrej pracy, ale warunki na miejscu nie spełniły ich oczekiwań, albo nie spotkali się z na tyle dobrym przyjęciem, by zostać na stałe. Szacuje się, że spośród Niemców opuszczających swój kraj nawet trzy czwarte może mieć wyższe wykształcenie. Zazwyczaj dobrze wykształceni Niemcy to ludzie młodzi, do 40 roku życia, a jednym z najbardziej popularnych kierunków jest od lat Szwajcaria, w której zresztą (i co wypomniał jej Jens Spahn wołajac z ław poselskich) znalazła dom również Alice Weidel.

Patrząc na kwestię wyjazdów z kraju samych Niemców, warto spojrzeć wstecz. W 2019 r. 76 proc. Niemców, którzy wyjechali za granicę miało dyplom uczelni wyższej (dane German Emigration and Remigration Panel). W 2023 media pisały o tym, że wyjeżdżają „młodzi Niemcy i renciści”, w 2022 r. grupa ta liczyła 270 tys. osób, a w zasadzie od 2015 roku trafimy na artykuły i statystyki obrazujące zwiększone zainteresowanie Niemców przeprowadzką do innego kraju.
Zatem i tu szefowa AfD się nie pomyliła w ocenie, chociaż samo zjawisko jest znacznie starsze niż roczne rządy Friedricha Merza.

“Wyprzedaż niemieckich paszportów”?

Kolejny zarzut Weidel: “Masowa imigracja z krajów Trzeciego Świata do naszych systemów socjalnych trwa nieprzerwanie. Pod pretekstem ubiegania się o azyl przybywają setki tysięcy nielegalnych imigrantów, a kolejne setki tysięcy przedostają się do dużych miast tylnymi drzwiami w ramach łączenia rodzin. Jeśli chodzi o deportacje, Państwa bilans jest jeszcze bardziej katastrofalny niż w przypadku koalicji „Ampel”. Czy tak wygląda zwrot w polityce migracyjnej? Wręcz przeciwnie: jeszcze bardziej utrwalają Państwo tę błędną politykę masowej migracji, przyznając tym nielegalnym imigrantom niemieckie obywatelstwo. W pierwszym roku Państwa rządów liczba przypadków „wyprzedaży” niemieckich paszportów osiągnęła nowy rekord.”

A tu dane oficjalne:

W kwietniu 2026 r. Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) przyjął 6 144 pierwsze wnioski o azyl; od początku roku złożono łącznie 28 971 takich wniosków. W bieżącym roku Urząd rozpatrzył 91 574 postępowania azylowe. W okresie od stycznia do kwietnia 2026 r. łącznie 42 020 osób złożyło wniosek o azyl w Niemczech, w tym 28 971 wniosków wstępnych i 13 049 wniosków uzupełniających. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku (45 681 wniosków wstępnych) oznacza to spadek o 36,6 procent. 4 939 spośród wniosków złożonych po raz pierwszy w 2026 roku dotyczyło dzieci urodzonych w Niemczech w wieku poniżej jednego roku.
W tym samym okresie Federalny Urząd ds. Uchodźców rozpatrzył 91 574 wnioski pierwotne i kolejne, a ogólny wskaźnik przyznania ochrony wyniósł 38,1 procent. W analogicznym okresie poprzedniego roku wydano 110 077 decyzji, co oznacza spadek o 16,8 procent. Wnioski 39 686 osób zostały odrzucone, a 16 990 spraw dotyczyło tzw. innych rozstrzygnięć proceduralnych (np. procedura dublińska lub umorzenie postępowania z powodu wycofania wniosku o azyl). (…)
W kwietniu 2026 r. Federalny Urząd ds. Uchodźców zarejestrował 6 144 wnioski pierwotne i 2 682 wnioski uzupełniające. Oznacza to spadek liczby wniosków pierwotnych o 32,5 procent w porównaniu z kwietniem 2025 r. Liczba wniosków uzupełniających wzrosła o 47,2 procent w porównaniu z wartością z poprzedniego roku. Tym samym udział wniosków uzupełniających we wszystkich wnioskach o azyl w bieżącym miesiącu sprawozdawczym wyniósł 30,4 procent.
Wzrost liczby wniosków uzupełniających wynika w szczególności ze wzrostu liczby wniosków uzupełniających składanych przez afgańskie wnioskodawczynie (wzrost liczby wniosków uzupełniających składanych przez afgańskich wnioskodawców: +395,2% w okresie od stycznia do kwietnia 2026 r. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku). Od czasu przejęcia władzy przez talibów sytuacja kobiet i dziewcząt w Afganistanie uległa dalszemu pogorszeniu.

Tu dane dot. naturalizacji opublikowane 3 czerwca br. Przez Federalny Urząd Statystyczny

Według wstępnych wyników w 2025 r. obywatelstwo niemieckie uzyskało 332 500 cudzoziemców, co stanowi wzrost o 14% lub 40 500 osób w porównaniu z rokiem poprzednim (2024: 292 000 naturalizacji). Tym samym liczba naturalizacji wzrosła piąty rok z rzędu. Od czasu wprowadzenia statystyk w 2000 r. nigdy wcześniej w ciągu jednego roku nie naturalizowano ponad 300 000 osób. Jak podaje Federalny Urząd (Destatis), w 2025 r., podobnie jak już od 2021 r., obywatelstwo niemieckie najczęściej otrzymywali Syryjczycy. Co piąta osoba naturalizowana w 2025 r. (20% lub 65 600) posiadała wcześniej obywatelstwo syryjskie. Jednak w porównaniu z rokiem 2024 (83 200 naturalizacji) liczba naturalizowanych Syryjczyków spadła o 21%.

I jeszcze „sprowadzanie rodzin”. Tu statystyki wyglądają tak:

Od początku 2025 r. do 23 kwietnia bieżącego roku podjęto 177 382 decyzje w sprawie krajowych wiz dotyczących łączenia rodzin. Około 13 procent z nich – 23 273 decyzje – dotyczyło łączenia rodzin z obcokrajowcami, którzy mieszkają w Niemczech jako uchodźcy, osoby uprawnione do azylu lub posiadające inny status ochronny – wynikało z odpowiedzi udzielonej przez rząd na zapytanie klubu parlamentarnego Linke, pod koniec maja tego roku. Około 27 000 decyzji dotyczyło sprowadzenia małżonków do obywateli niemieckich. W 67 097 przypadkach chodziło o sprowadzenie małżonków do cudzoziemców, którzy mieszkają w Niemczech na podstawie innego tytułu pobytowego – na przykład jako pracownicy wykwalifikowani. Pozostałe decyzje dotyczyły przede wszystkim dzieci cudzoziemców, którzy nie przybyli do Niemiec jako osoby ubiegające się o azyl. W wymienionym okresie sprowadzenie małżonków do cudzoziemców przebywających w Niemczech nie jako uchodźcy dotyczyło między innymi około 9000 małżonków z Indii oraz nieco ponad 9800 osób z Turcji. W niektórych krajach pochodzenia członkowie rodzin czekają obecnie ponad rok na termin złożenia wniosku o sprowadzenie rodziny.

O ile w kwestii naturalizacji Alice Weidel się nie myli, to już pozostałe statystyki nie potwierdzają jej słów, szczególnie ciekawa pozostaje przy tym kwestia dotycząca łączenia rodzin, która wymaga spojrzenia nie tyko na liczby, ale charakter pobytu osób ściągających swoich bliskich, ich kraj pochodzenia i to, czy współmałżonek ma np. obywatelstwo Niemiec. Tych danych, ważnych dla zrozumienia całości, w jej przemówieniu nie ma.

Przykład norymberski

“Na dworcu głównym w Norymberdze, rodzinnym mieście przewodniczącego CSU Markusa Södera, gangi migrantów podają nieletnim niemieckim dziewczętom narkotyki, aby je zniewolić i wykorzystywać jako niewolnice seksualne. Pytam was: ile takich Norymberg jest w Niemczech? I co wy wszyscy – tak, wszyscy tutaj – zrobiliście z naszym krajem poprzez masową migrację, brutalizację i upadek obyczajów? Nie miejcie Niemców za naiwnych

Czy w Norymberdze faktycznie dochodziło do takich przestępstw? Niestety tak. Oto komunikat Komendy Głównej Policji Środkowej Frankonii z 21 maja b.r.:

“Młode dziewczęta ofiarami przestępstw seksualnych i narkotykowych – policja kryminalna powołuje komisję śledczą

NORYMBERGA. (492) Centrum Norymbergi i okolice dworca głównego od lat znajdują się pod intensywną obserwacją policji w Norymberdze i jej partnerów zajmujących się bezpieczeństwem. Dzięki komisjom śledczym i grupom roboczym, a także rozbudowie monitoringu, z dużym nakładem środków skutecznie zwalcza się przestępczość. W tym kontekście pojawiły się informacje wskazujące, że młode dziewczyny pochodzące z trudnych środowisk są najwyraźniej celowo zaczepiane przez osoby związane ze środowiskiem narkotykowym. Zwłaszcza od czasu częściowej legalizacji marihuany nasilił się handel środkami odurzającymi, przede wszystkim w okolicy placu Nelsona Mandeli oraz w parkach Südstadt i Celtis. Ze względu na lokalną sytuację Komenda Policji Środkowej Frankonii utworzyła kilka komisji śledczych i grup roboczych (np. BAYERN. 360°.SICHERHEIT. BAHNHOF, BAO KöPa, AG Nelson). Działania przeprowadzone w tej sprawie przez policję w Norymberdze oraz wydział specjalny zajmujący się młodocianymi recydywistami przyniosły, oprócz zwalczania przestępczości narkotykowej, nowe ustalenia. Wynika z nich, że dzięki szeroko zakrojonym dochodzeniom strukturalnym nasiliły się przesłanki wskazujące, iż członkowie środowiska narkotykowego celowo nawiązują kontakt z młodymi dziewczynami. Wśród młodych mężczyzn przeważają osoby pochodzenia syryjskiego, pakistańskiego i północnoafrykańskiego. Dziewczęta, w większości nieletnie, pochodzą z rodzin i środowisk znajdujących się w trudnej sytuacji i podobno regularnie przebywają w okolicy placu Nelsona Mandeli lub w jego najbliższym sąsiedztwie. Mężczyźni najpierw podobno zabiegają o względy dziewcząt, okazując im uczucia i wręczając prezenty, takie jak ubrania czy kosmetyki, a w dalszej kolejności podają im czasami twarde narkotyki, takie jak „crystal meth”. Mężczyźni najwyraźniej celowo wykorzystują wynikające z tego uzależnienie. Dziewczęta miały otrzymywać kolejne środki odurzające wyłącznie w zamian za czynności seksualne lub inne „usługi”, a tym samym częściowo prostytuowały się. Istnieje podejrzenie, że w tym kontekście doszło również do napaści seksualnych i gwałtów.


Jak dotąd udało się zidentyfikować dziesięć osób. Wobec czterech osób toczy się postępowanie, między innymi w związku z podejrzeniem handlu środkami odurzającymi, dostarczania środków odurzających nieletnim oraz przestępstw seksualnych. W związku z tym 23-letni obywatel Syrii przebywa już w areszcie śledczym. Sędzia śledczy wydał nakazy aresztowania wobec dwóch mężczyzn, którzy obecnie są w trakcie ucieczki (22-letniego Syryjczyka i 25-letniego bezpaństwowca). Ponadto toczy się dochodzenie przeciwko 18-letniemu obywatelowi Pakistanu w związku z wyżej wymienionymi przestępstwami.


Aby zdecydowanie przeciwdziałać tym przestępstwom i skutecznie skoordynować dotychczasowe dochodzenia, policja kryminalna w Norymberdze powołała komisję śledczą „EKO Kajal”, która rozpoczęła dochodzenie w poniedziałek (18.05.2026) i działa w ścisłej współpracy z prokuraturą w Norymberdze-Fürth oraz partnerami miasta Norymberga. Celem dochodzenia jest identyfikacja podejrzanych, uzyskanie nakazów aresztowania oraz zbadanie i podjęcie działań mających na celu wydalenie z terytorium. Ponadto, w porozumieniu z organami ds. młodzieży, natychmiast wdrażane są środki zapobiegawcze, takie jak ukierunkowana praca edukacyjna wśród potencjalnie wrażliwej grupy docelowej, aby zapobiec wciąganiu kolejnych dziewcząt w tego rodzaju zależności”.


[Komunikat można znaleźć na stronie w/w Komendy]


Tego typu doniesienia policyjne działają na korzyść AfD. Przy czym trudno dopatrywać się w komunikacie norymberskiej policji jakiejkolwiek próby wykrzywiania rzeczywistości. Jest to fragment tej rzeczywistości, z którą Niemcy jako państwo muszą się zmierzyć. Każda porażka na tym polu (służb, polityków) będzie generować kolejne wzrosty poparcia dla AfD. To są proste zależności, pociągające za sobą wcale nie bardziej złożone zabiegi socjotechniczne. Na końcu tej drogi stoi błękitny słupek przewyższający słupek czarny, czerwony, zielony, o żółtym nie wspominając i zaniepokojeni analitycy zastanawiający się “jak do tego mogło dojść”.


Olga Doleśniak-Harczuk

Udostępnij

Tagi

06

paź

Według informacji stacji rbb liderzy Linke, Zielonych i SPD w Berlinie zamierzają do środy (7 października) zakończyć rozmowy przedwstępne związane z ewentualnym zawiązaniem koalicji. Dzień…

23

wrz

Niedziela wieczór, oddział partii Linke na berlińskim Neuköllnie świętuje zwycięstwo w wyborach do Izby Deputowanych. Wśród wiwatujących dziennikarze namierzają szefa jednego z najpotężniejszych klanów arabskich…

03

wrz

Czym jest dziś „niemieckość”? Jakie wydarzenia historyczne powinny stanowić element „nowej, trwałej tożsamości narodowej” będącej alternatywą dla „antymitu, […] w którym naród pojawia się wyłącznie…