Audyt w Karlsruhe – historycy prześledzili biografie sędziów Federalnego Trybunału Konstytucyjnego od 1951 r. do początku lat 70.XX w.

W artykule:

  • 14:30 min

7 września 1951 r. punktualnie o godzinie 19 w bońskiej willi Hammerschmidt, ówczesnej siedzibie prezydenta RFN, stawiło się 22 sędziów (z 24) nominowanych przez Bundestag i Bundesrat na sędziów Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. Wieczór był upalny, a oczekiwanie na prezydenta Theodora Heussa (FDP) niemiłosiernie się przeciągało. Heuss wracał tego dnia z Berlina, warunki pogodowe opóźniły lot. Do willi, w której czekali sędziowie, przybył więc dopiero przed godziną 23. Oni w odświętnych garniturach i sukience (jednej, bo wśród gotowych do zaprzysiężenia była tylko jedna kobieta), Heuss bez marynarki, z ręką na temblaku. Prezydent z rozbrajającą szczerością wyjaśnił, że nic nie wiedział o zaprzysiężeniu, ale „skoro sędziowie tyle czekają, to może odebrać od nich przysięgę”. Złożyli ją na godzinę przed północą, po czym już jako członkowie TK rozeszli się pieszo do domów. Tak początek instytucji, którą skrótowo zwykliśmy nazywać „Trybunałem w Karlsruhe”, opisują powołując się na wspomnienia jednego z sędziów, Theodora Ritterspacha, Frieder Günther i Eva Balz, autorzy monografii Verwandlung durch Recht Das Bundesverfassungsgericht und die Vergangenheit [pl. „Przemiana poprzez prawo. Federalny Trybunał Konstytucyjny i przeszłość” (Wallstein Verlag).

Książka Friedera Günthera i Evy Balz jest już kolejną pozycją wydawniczą wpisującą się w tzw. nurt rozliczeniowy, których autorzy dokonują przeglądu biografii urzędników państwowych powojennych Niemiec pod kątem ich uwikłania w narodowy socjalizm z jego zbrodniami i terrorem, również ten zza biurka.

W ubiegłym roku również nakładem wydawnictwa Wallstein, ukazała się monografia „Das Kanzleramt – Bundesdeutsche Demokratie und NS-Vergangenheit?” autorstwa Jutty Braun, Nadine Freund, Christiana Mentea i Gunnara Take, w której na ponad tysiącu stronach nie tylko prześwietlono życiorysy urzędników Urzędu Kanclerskiego, ale i opisano mechanizmy stojące u podstaw polityki kadrowej, historycznej, informacyjnej i społecznej RFN w latach 1949-70. [omówienie tej monografii z lipca 2025 r. znajdą Państwo na stronie Debat Polsko-Niemieckich PAN: https://rocznik.isppan.waw.pl/przeswietlony-kanzleramt/ – ODH]

Publikacja o sędziach z Karlsruhe nie jest może tak monumentalna objętościowo, jak ta poświęcona Urzędowi Kanclerskiemu, ale spełnia swoją funkcję ukazując przede wszystkim specyfikę pierwszej obsady Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, która oddaje przy okazji złożoność samego społeczeństwa powojennych Niemiec, gdzie w jednym miejscu spotykali się ludzie obarczeni nazistowską przeszłością, z tymi, którzy np. w czasie III Rzeszy musieli na skutek prześladowań Niemcy opuścić, a po 1945 roku wrócili przekonani o swojej misji odbudowania kraju. I ludzie ci w tych nowych ramach ze sobą współpracowali.

Pierwszy prezes TK a konfiskata mienia obywateli Polski

Pierwszemu składowi sędziów TK przewodniczył Hermann Höpker-Aschoff, który w latach 1940-1944 kierował Główną Agencją Powierniczą Wschodu (Haupttreuhandstelle Ost) trudniącą się konfiskatą mienia obywateli Polski na ziemiach polskich wcielonych do III Rzeszy.

Autorzy monografii zaznaczają, że przez sześć dekad Federalny Trybunał Konstytucyjny cieszył się opinią „nieobciążonego nazistowsko”, a przypadki wskazujące na zaangażowanie poszczególnych sędziów w terror narodowego socjalizmu traktowano jako wyjątki potwierdzające regułę.

W składzie TK znajdziemy też Williego Geigera, od 1937 roku członka NSDAP, który w latach 1941-1943 jako prokurator sądu specjalnego (Sondergericht) w Bambergu w przynajmniej pięciu przypadkach przyczynił się do orzeczenia wyroku śmierci. Jednym ze skazanych był osiemnastoletni Polak stracony za związek z nieco młodszą Niemką. Geiger osobiście wziął udział w egzekucji chłopaka.

Wśród sędziów był też Georg Fröhlich, który wojnę przeżył w Holandii i którego syn został zamordowany w obozie koncentracyjnym Mauthausen. Wiceprzewodniczącym Trybunału (aż do 1961 r, do swojej śmierci) był Rudolf Katz, syn kilońskiego kantora, który w 1933 r. wyemigrował z Niemiec do Francji, następnie do USA i wrócił po wojnie, by jako ugruntowany socjaldemokrata odbudowywać demokratyczne Niemcy.

Autorzy monografii zaznaczają, że przez sześć dekad Federalny Trybunał Konstytucyjny cieszył się opinią „nieobciążonego nazistowsko”, a przypadki wskazujące na zaangażowanie poszczególnych sędziów w terror narodowego socjalizmu traktowano jako wyjątki potwierdzające regułę.

Nowe spojrzenie na pierwszy skład Trybunału: Nie 17, tylko 9 prześladowanych


Jeszcze w ostatnich latach historycy zajmujący się np. prześwietlaniem powojennych kadr Federalnego Ministerstwa Sprawiedliwości odnosili się do tej kwestii właśnie w tym duchu, pojawiały się też stwierdzenia, że w TK zasiadali albo sędziowie, którzy w przeważającej mierze byli ofiarami albo przeciwnikami narodowego socjalizmu. Ta ostatnia kwestia, na nowo zbadana przez autorów książki, została zrewidowana. O ile jeszcze do niedawna inni historycy wskazywali, że w pierwszym składzie TK zasiadało 15, a nawet 17 sędziów, którzy doświadczyli prześladowań, to dziś okazuje się, że było 9 osób, w których wypadku bezsprzecznie można mówić o szykanach ze strony aparatu III Rzeszy.


Zdaniem Günthera i Balz to reprodukowanie przez historyków i politologów, narracji o „nieobciążonym Trybunale” wynikało przede wszystkim z niedostępności lub ograniczonego dostępu do akt personalnych sędziów. Poza tym Trybunał cieszył się dużym zaufaniem społecznym, percepcja sędziów jako prawie nieskazitelnych strażników konstytucji była przez dekady czymś oczywistym, nikt tego nie kwestionował.

Wyjątek stanowiła biografia Geigera, o którego uwikłaniu w narodowy socjalizm zrobiło się w republice bońskiej głośno za sprawą wydanej w 1965 r. w NRD „Brunatnej Księgi”. Publikacja miała charakter propagandowy, władze NRD nie przepuściły żadnej okazji, by obnażyć byłych nazistów sprawujących istotne funkcje w RFN, ale faktem jest, że większość z zawartych w księdze1800 nazwisk, było faktycznie nazwiskami ludzi obarczonych nazistowską przeszłością. W 1981 r. Niemcy Zachodnie odpowiedziały na publikację z ’65 roku książką „Brunatna Księga NRD” z tysiącem przykładów uderzających tym razem w komunistów. Ta wymiana ciosów i licytacja na to, która z niemieckich połówek jest bardziej obarczona zbrodniami III Rzeszy i kto bardziej fasadowo rozliczył się z brunatnej przeszłości wpisywała się dodatkowo w wojnę propagandową prowadzoną w warunkach zimnowojennych.

Wieść o nazistowskiej przeszłości Geigera, o tym, że jako prokurator przyczynił się do egzekucji przynajmniej pięciu osób, rozeszła się jednak dopiero latem 1966 r., kiedy sędzia ściągnął na siebie uwagę opinii publicznej jako przewodniczący organizowanego wtedy Dnia Katolików. „Publikacje te nie zaszkodziły Geigerowi w karierze, nawet jeżeli wywołały pewne turbulencje w samym trybunale […]. Jego nowy status, jako obciążonego [brunatnie BT] uwypuklił tylko dystans jego pozostałych kolegów do narodowego socjalizmu” – piszą autorzy książki.

Analizując biografie sędziów TK, Günther i Balz przyjęli podział na cztery grupy: formalnie obciążonych, przypadki ambiwalentne, cichych obserwatorów i wspierających system pośrednio oraz poszkodowanych. Do grupy formalnie obciążonych zaliczono członków NSDAP, SA, SS, ale również innych pomniejszych organizacji. Przynależność do Nationalsozialistische Rechtswahrerbund (NSRB), czyli Narodowosocjalistycznego Związku Prawników Niemieckich, była warunkiem możliwości wykonywania zawodu w latach 1936-1945 i nie stanowiła punktu odniesienia dla Bundestagu i Bundesratu w wyborze sędziów TK.

Skala brunatnego obciążenia w latach 50. : Trybunał Konstytucyjny -17 proc., Ministerstwo Sprawiedliwości – 51 proc.


Przynależność do NSDAP, mogła zaważyć na nominacji, ale nie musiała, co widać na przykładzie Geigera, ale i sędziów Conrada Roedigera i Franza Wessela oraz Ernsta Friesenhahna, który do NSDAP nie należał, ale złożył wniosek o przyjęcie. Geiger i Wessel wstąpili do NSDAP dopiero w 1937 r., co wynikało z faktu, że w tym roku poluzowano ustanowioną w 1933 r. blokadę przyjmowania nowych wniosków członkowskich. Roedigera wpuszczono oficjalnie do partii jeszcze później, bo w 1939 roku. Autorzy książki podkreślają, że za sprawą tych czterech nazwisk, można uznać, że 17 proc. pierwszego składu sędziowskiego TK miało przeszłość związaną z NSDAP, ale dla porównania dodają, że w tym samym czasie odsetek tego typu sędziów w Federalnym Trybunale Sprawiedliwości wynosił 31 procent, w Federalnym Ministerstwie Sprawiedliwości 51 proc., a średnia – nazwijmy to “brunatności” – we wszystkich innych resortach z Urzędem Kanclerskim włącznie, utrzymywała się na poziomie 47 procent.

„Ogólnie rzecz biorąc, przynależność do NSDAP […] nie stanowiło przeszkody w karierze w powojennym systemie sprawiedliwości. Utrzymanie funkcjonowania pracy administracji, sądów i urzędów było dla sił okupacyjnych ważniejsze od czystek w instytucjach” – czytamy w książce.

Günther i Balz umieszczają te liczby dodatkowo w kontekście odsetka brunatnie uwikłanych sędziów w zależności od strefy okupacyjnej, ponieważ każda z nich przewidywała inne kryteria dopuszczenia do pełnienia służby publicznej w toku denazyfikacji. I tak np. w Wyższym Sądzie Krajowym we Frankfurcie nad Menem (strefa amerykańska) w 1953 r. 33 proc. sędziów miało kartę NSDAP. W Wyższym Sądzie Krajowym w Düsseldorfie (brytyjska strefa okupacyjna), w roku 1948, takich sędziów było 66 proc.

„Ogólnie rzecz biorąc, przynależność do NSDAP […] nie stanowiło przeszkody w karierze w powojennym systemie sprawiedliwości. Utrzymanie funkcjonowania pracy administracji, sądów i urzędów było dla sił okupacyjnych ważniejsze od czystek w instytucjach” – czytamy w książce.

Ciekawym wątkiem w książce jest to, jak po 1945 r. na nowo stwarzali własne biografie, jak o pewnych kwestiach milczano, a inne stylizowano na sytuację przymusu, czy represji. Autorzy piszą też o faktycznych cezurach, o momentach, które miały decydujący wpływ na dalszą sekwencję zdarzeń. W przypadku Geigera jest np. mowa o jego zatrzymaniu i osadzeniu na 2 tygodnie więzieniu w Primasens, po tym, jak wraz ze swoim ojcem, Martinem Geigerem skrytykował publicznie NSDAP. Sprawa zakończyła się utratą pracy przez ojca, a w konsekwencji kłopotami materialnymi całej rodziny. Po tym doświadczeniu Geiger krok po kroku wpasowywał się w system, a w 1936 r. napisał pracę doktorską, w której pozytywnie ocenił tzw. paragraf aryjskości. A później został prokuratorem, resztę historii znamy.


„[…] Niemiecka napaść na Polskę i wybuch II wojny światowej latem 1939 roku, otworzyły przed Höpker-Aschoffem nowe perspektywy zawodowe. […] Zaoferował swoje usługi ministrowi sprawiedliwości Rzeszy Franzowi Gürtnerowi w ramach administracji wymiaru sprawiedliwości Rzeszy, ale inicjatywa ta upadła z powodu interwencji Rudolfa Hessa. Höpker-Aschoff został jednak na podstawie rozporządzenia o ponownym zatrudnianiu urzędników na emeryturze powołany do dyrekcji 3. Dowództwa Generalnego w Berlinie i w ten sposób po raz pierwszy ponownie uzyskał zatrudnienie.


W przypadku Hermanna Höpker – Aschoffa pierwszego prezesa TK, cezurą był rok 1933. Były pruski minister finansów, zarabiający 42 tys. Reichsmarek rocznie dzięki posadzie w radzie nadzorczej Dresdner Bank i szykowany na następcę Carla Schmitta w berlińskiej Wyższej Szkole Handlowej, po dojściu NSDAP do władzy uchodził za wroga systemu. Musiał złożyć mandat rady nadzorczej banku, wstrzymano mu ministerialną pensję, roczne dochody spadły do 6-7 tys. Reichsmarek. Wszystkie próby podjęcia pracy w sektorze publicznym, w gospodarce, w gospodarce, spełzły na niczym. I nagle, w 1939 roku nastąpił przełom, który autorzy książki opisują tak:


„[…] Niemiecka napaść na Polskę i wybuch II wojny światowej latem 1939 roku, otworzyły przed Höpker-Aschoffem nowe perspektywy zawodowe. […] Zaoferował swoje usługi ministrowi sprawiedliwości Rzeszy Franzowi Gürtnerowi w ramach administracji wymiaru sprawiedliwości Rzeszy, ale inicjatywa ta upadła z powodu interwencji Rudolfa Hessa. Höpker-Aschoff został jednak na podstawie rozporządzenia o ponownym zatrudnianiu urzędników na emeryturze powołany do dyrekcji 3. Dowództwa Generalnego w Berlinie i w ten sposób po raz pierwszy ponownie uzyskał zatrudnienie. Początkowo został przydzielony do działu płac, jednak w związku z wydarzeniami wojennymi, zwłaszcza zajęciem Polski, wkrótce pojawiła się dla niego nowa możliwość. Ekspert finansowy Max Winkler, którego Höpker- Aschoff dobrze znał z czasów pracy w DDP (Niemiecka Partia Demokratyczna), został przez Hermanna Göringa, pełnomocnika ds. planu czteroletniego, oddelegowany do utworzeniem Głównego Urzędu Powierniczego Wschodu i zaproponował Höpker-Aschoffowi współpracę w tej instytucji. Główny Urząd Powierniczy Wschód był w rzeczywistości państwowym organem zajmującym się wywłaszczaniem państwa polskiego i jego obywateli na anektowanych terytoriach polskich. Proces ten uznano za podstawowy warunek „germanizacji” tych terenów. Höpker-Aschoff został kierownikiem Wydziału IV, który zajmował się konfiskatą i zarządzaniem majątkiem publicznym…”.

Höpker -Aschoff w 1941 roku: „Ponowne zgermanizowanie terenów wschodnich wymaga zatem, aby grunty oraz tzw. kapitał rzeczowy, budynki mieszkalne i obiekty gospodarcze, przeszły w ręce niemieckie”


Autorzy monografii opisując rolę, jaką pełnił wtedy Höpker – Aschoff, przywołują słowa historyka Bernharda Rosenköttera, który zwrócił uwagę, że „kierownictwo Głównego Urzędu Powierniczego Wschodu nie składało się z zagorzałych nazistów, lecz raczej z »liberalnych polityków zajmujących się sprawami państwowymi z czasów Republiki Weimarskiej«.

Sam zaś Höpker – Aschoff w mowie wygłoszonej latem 1941 roku na posiedzeniu Głównego Urzędu Powierniczego Wschodu stwierdził, że „Jeśli bilans płatniczy gubernatorstwa nie jest w porządku, to po prostu trzeba mniej importować, a więcej eksportować. A ponieważ tam nie ma towarów, które można by wywozić, nie pozostaje nic innego, jak tylko siła robocza. Taki był zresztą pierwotny plan – że gubernatorstwo miało dostarczyć około dwóch milionów pracowników dla Wielkiej Rzeszy Niemieckiej. Niestety, z tego planu nic nie wyszło i nikt nie wie, czy w przyszłości coś z tego będzie”.

Dalej, autorzy przypominają esej opublikowany przez Höpker -Aschoffa w 1941 roku, czyli dekadę przed powołaniem na pierwszego prezesa Federalnego Trybunału Konstytucyjnego:

„Historia uczy nas, że niemieckość na dłuższą metę utrzymała się tylko tam, gdzie ziemia i dysponowanie pozostałymi czynnikami produkcji pozostawały w rękach niemieckich. Ponowne zgermanizowanie terenów wschodnich wymaga zatem, aby grunty oraz tzw. kapitał rzeczowy, budynki mieszkalne i obiekty gospodarcze, przeszły w ręce niemieckie. Przekazanie to zostało przygotowane poprzez konfiskatę polskiego majątku, uregulowaną rozporządzeniem z dnia 17 września 1940 r. w sprawie postępowania z majątkiem obywateli dawnego państwa polskiego”.

Jak prześladowani mogli współpracować z uwikłanymi?


Zarówno w przypadku Geigera, jak i Höpker – Aschoffa widać prosty mechanizm – od przeciwników systemu do jego beneficjentów. A to zaledwie dwa z wielu interesujących wątków poruszonych, rozwiniętych i ukazanych w zupełnie nowym świetle przez autorów książki. Jednym z nich jest współpraca w ramach TK sędziów obarczonych nazistowską przeszłością i tych, którzy stali po przeciwnej stronie.

„Sędziowie, którzy doświadczyli dyskryminacji lub prześladowań, chcieli bezwzględnie konstruktywnie uczestniczyć w odbudowie Niemiec Zachodnich, nie tylko dlatego, że widzieli w tym jedyną szansę na osobiste nawiązanie do czasów sprzed 1933 roku. W tym celu pogodzili się z koniecznością bezstronnej współpracy z kolegami sędziami, którzy po 1933 roku kontynuowali swoją karierę zawodową bez zakłóceń, oraz z życzliwym i pełnym zaufania traktowaniem ich. Ci z kolei – podobnie jak zdecydowana większość Niemców – starali się dostosować swoją własną biografię do wymagań okresu powojennego i interpretować je i przybliżać do losów prześladowanych kolegów. W tym kontekście szybko ukształtował się zarówno antynazistowski, jak i antykomunistyczny konsensus oraz silne poczucie wspólnoty, które – pomimo wszelkich konfliktów – utrzymywało się do 1970 roku i znajdowało wyraz na przykład w postępowaniach odszkodowawczych. Sędziowie zajmowali się nazistowską przeszłością swoich kolegów tylko wtedy, gdy zostali do tego zmuszeni z zewnątrz. We wszystkich wewnętrznych sporach na pierwszym planie stała intencja, by w miarę możliwości ograniczyć zakłócenia z zewnątrz wewnątrz, aby jako kolegium móc kontynuować pracę” – czytamy.

Olga Doleśniak-Harczuk


Frieder Günther, Eva Balz, Verwandlung durch Recht Das Bundesverfassungsgericht und die Vergangenheit, Wallstein Verlag, Göttingen, 2026

Książka ukazała się 22 maja


Eva Balz jest pracownikiem naukowym w Instytucie Historii Najnowszej w Monachium i Berlinie. Jej publikacje to m.in.: „Płynne granice. Polityka gospodarki ściekowej między demokracją a dyktaturą. Emschergenossenschaft i Lippeverband w latach 1930–1960″ (2020, wraz z Christopherem Kirchbergiem); Polityka przeszłości i polityka własności w okresie zimnej wojny. Najwyższy Sąd ds. Restytucji w Berlinie (2019).


Frieder Günther jest pracownikiem naukowym i kierownikiem projektu badawczego w Instytucie Historii Najnowszej w Monachium i Berlinie, a także wykładowcą na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie. Jego publikacje to m.in.: Państwo administracyjne. Kultura administracyjna niemieckich ministerstw spraw wewnętrznych w latach 1919–1975 (2025); Myślenie z perspektywy państwa. Niemiecka doktryna prawa państwowego między decyzją a integracją w latach 1949–1970 (2004).

Udostępnij

Tagi

03

wrz

Czym jest dziś „niemieckość”? Jakie wydarzenia historyczne powinny stanowić element „nowej, trwałej tożsamości narodowej” będącej alternatywą dla „antymitu, […] w którym naród pojawia się wyłącznie…

05

cze

Od 23 lutego 2025 r. niemieccy liberałowie znów dryfują na obrzeżach Bundestagu. Znów — ponieważ dwanaście lat wcześniej po raz pierwszy hukiem wylecieli z parlamentu.…

29

maj

7 września 1951 r. punktualnie o godzinie 19 w bońskiej willi Hammerschmidt, ówczesnej siedzibie prezydenta RFN, stawiło się 22 sędziów (z 24) nominowanych przez Bundestag…