Bayerischer Rundfunk mniej więcej w czasie, gdy wybuchła afera z wypowiedzią kanclerza Merza sugerującego koniec „emerytalnego eldorado”, wyemitował materiał filmowy o 79-letniej pani Roshwicie, która za pieniądze ze zbieranych po dworcowych śmietnikach butelkach, raz w miesiącu pozwala sobie na nadprogramową żywność. W koszyku na zakupy ląduje wtedy paczkowane salami, ser, ciastka i cebula. To są zakupy za niecałe 8 euro sfinansowane z miesiąca zbierania butelek. Roswitha całe życie pracowała, pomagała na roli, sprzątała, wychowała troje dzieci, nie chce być dla nikogo ciężarem. Zbiera butelki uzbrojona w małą latarkę i kij, którym wyciąga puszki z czeluści przystankowych koszów i który w sytuacjach zagrożenia służy jej do obronny. „Nie wstydzę się, że jestem biedna, tego też trzeba się w życiu nauczyć. Nie jestem ofiarą, nie jestem przegrana” – mówi o sobie. „Niech ci, którzy będą to oglądać w telewizji wiedzą, że są wygrani, nawet jak są biedni” – dodaje.
Ustawowe ubezpieczenie emerytalne będzie w najlepszym razie stanowiło jedynie podstawowe zabezpieczenie na starość – zakomunikował tydzień temu kanclerz Niemiec Friedrich Merz, wywołując falę społecznego oburzenia. Kilka dni później polityk zapewnił, że rząd nie zamierza ciąć emerytur, a jedynie przeprowadzić gruntowną reformę systemu społecznego. Mleko już się jednak rozlało, a „gruntowne reformy” nie kojarzą się z czymś pozytywnym, tylko prognozują redukcję. Media i think-tanki analizują więc pesymistyczne scenariusze, a tzw. zwykli ludzie domagają się, by urzędnicy i politycy utracili swoje przywileje emerytalne i byli traktowani na takich samych zasadach, jak reszta. Czy jednak istotą problemu jest sucha diagnoza Merza, czy faktyczna erozja niemieckiego modelu społecznego? W 1962 r. na jednego emeryta przypadało w Niemczech sześciu pracujących, w 1972 r. czterech, w 1988 roku trzech a obecnie przypada dwóch. Niemcy jako społeczeństwo widzą i czują po kieszeniach, że cud gospodarczy, który uskrzydlił pokolenie ich dziadków i rodziców, ich samych już nie dotyczy, a system emerytalny oparty na umowie międzypokoleniowej dostaje zadyszki.
Waloryzacja i zapowiedź dodatkowych kosztów
Co prawda w środę, 30 kwietnia rząd koalicji CDU/CSU-SPD uchwalił waloryzację, dzięki której świadczenia ponad 21 milionów emerytów i rencistów wzrosną już od lipca o 4,24 proc, a na fali pierwszej fazy reformy emerytalnej z grudnia ub.r. rządzący zagwarantowali, że do 2031 r. wysokość emerytur nie spadnie poniżej 48 proc uzyskiwanych wcześniej dochodów, to w dłuższej perspektywie system może nie wytrzymać pod presją, chociażby czynników demograficznych. Jak podał dziennik „Handelsblatt” w latach 2026 i 2027 rząd poniesie z tytułu poczynionych gwarancji dodatkowe koszty w wysokości ponad 2,1 mld euro. Te pieniądze trzeba będzie przelać do funduszu emerytalnego. „Handelsblatt” podaje powołując się na źródła ministerialne, że tegoroczne dodatkowe obciążenia z tytułu rządowej gwarancji poziomu świadczeń wyniosą 408 mln euro i „zostaną zaksięgowane jako >nadplanowe wydatki<” a kolejne 816 mln euro na przyszły rok będą uwzględnione w zbliżających się obradach nad budżetem. Pod koniec czerwca specjalna komisja rządowa ma ponadto przedstawić propozycje właściwych reform.
Najniższe wskaźniki urodzenia od powojnia
Co piąty niemiecki emeryt już dziś żyje na skraju ubóstwa, a w 2024 r. rekordowe 740 tys. z nich ratowało swój budżet zapomogą z socjalnego garnuszka. Jednocześnie miliony osób z pokolenia wyżu demograficznego przechodzą na emeryturę
Według wstępnych danych w 2025 roku w Niemczech urodziło się około 654 300 dzieci, było to o 3,4% mniej noworodków niż w roku poprzednim (2024: 677 117 urodzeń). Tym samym wskaźnik urodzeń spadł czwarty rok z rzędu i osiągnął najniższy poziom od 1946 roku. Liczba zgonów (około 1,01 miliona) przewyższyła zaś liczbę urodzeń w 2025 roku o 352 000. […] Niskie wskaźniki urodzeń w ostatnich latach wynikają z dwóch czynników: wkroczenia niewielkich liczebnie roczników urodzonych w latach 90. w kluczowy wiek rozrodczy oraz spadającego od 2022 roku łącznego wskaźnika urodzeń” – podał 28 kwietnia Federalny Urząd Statystyczny. I to jest jedna strona medalu.
Druga jest taka, że według tego samego urzędu liczba emerytów i rencistów w Niemczech stale rośnie. Według danych Niemieckiego Ubezpieczenia Emerytalnego (Deutsche Rentenversicherung) 1 lipca 2025 r. około 21,5 mln osób pobierało ustawową emeryturę lub rentę. Ponad 4,1 mln z nich otrzymywało zarówno emeryturę własną, jak i rodzinną. Oznacza to wzrost ogólnej liczby emerytów o 3,2% w porównaniu do 1 lipca 2015 r.
I co istotne-co piąty niemiecki emeryt już dziś żyje na skraju ubóstwa, a w 2024 r. rekordowe 740 tys. z nich ratowało swój budżet zapomogą z socjalnego garnuszka. Jednocześnie miliony osób z pokolenia wyżu demograficznego przechodzą na emeryturę, co sprawia, że z największej grupy płacącej składki stają się największą grupą pobierającą świadczenia.
Opieka senioralna – żyła złota i pięta Achillesa
Patrząc rocznikowo, co piąta osoba w Niemczech ma dziś ponad 66 lat, a co druga powyżej 45 lat. 3 mln Niemców ma ponad 80 lat, a wedle prognoz do 2050 r. grupa ta będzie liczyć już od 8 do 10 milionów, co oznacza, że państwo musi na cito zaplanować system opieki, który sprosta rosnącym wyzwaniom. Ten dzisiejszy nie jest już wydolny. Koszty domy opieki dla seniorów znacznie przewyższają ich emerytury (w 2023 r. wysokość przeciętnej emerytury wynosiła nieco ponad 1600 euro) – średni koszt miesięcznego pobytu w domu opieki w pierwszym roku pobytu wynosi w Niemczech 3.245 euro (blisko 14 tys. zł). Następnie, w zależności od kraju związkowego i przysługujących indywidualnie ulg ustalanych w zależności od stopnia niepełnosprawności danej osoby (Pflegegrad), kwota ta może ulec stopniowemu obniżeniu, a część kosztów przejmuje wtedy na siebie kasa chorych. Państwo może również zażądać od dzieci pensjonariusza domu opieki pokrycia części kosztów, ale od 2020 r. ma to zastosowanie tylko w przypadku tych, którzy zarabiają ponad 100 tys. euro brutto rocznie.
Jak wynika z dostępnych danych, aktualnie w ponad 11 tys. niemieckich domach opieki przebywa od 800 do 900 tys. osób, co stanowi 14 proc. wszystkich wymagających tego typu wsparcia. Co z pozostałymi? Według Federalnego Urzędu Statystycznego 67 proc. takich osób (4,89 mln) pozostaje w domu pod opieką najbliższych, a pozostałe 19 proc. również żyje we własnych domach, ale ma do dyspozycji opiekunkę. Dlatego popyt na opiekunki (zazwyczaj z Polski, Rumunii, Bułgarii) wciąż rośnie – a to jest dla większości tych kobiet praca 24 godziny na dobę. W internecie roi się od reportaży o Bułgarkach i Rumunkach, które same mając w kraju rodziców potrzebujących opieki, decydują się na wyjazd do Niemiec, by tam zamieszkać przy danej rodzinie i być całą dobę w pełnej gotowości do pomocy we wszelkich możliwych czynnościach. Są różne systemy zmianowe, np. ktoś jedzie do Niemiec na kilka tygodni, a potem wraca do ojczyzny, by odetchnąć i po tygodniu, dwóch znowu wraca. Bywa, że taka opiekunka przy dźwiganiu starszej osoby doznaje urazu kręgosłupa, wraca do ojczyzny i dowiaduje się, że nie ma prawa do odszkodowania, ponieważ agencja, która ją najęła i pośredniczyła w zdobyciu pracy w Niemczech nie czuje się odpowiedzialna za tego typu wypadki przy pracy. Tego typu historie opisywały już niemieckie media, ich negatywnymi bohaterami były zazwyczaj działające w Bułgarii agencje pośrednictwa pracy, które – jak się po czasie okazywało – nie zapewniały opiekunkom ubezpieczenia zdrowotnego. Agencje działające na styku Polska-Niemcy takie ubezpieczenie zapewniają, co nie zmienia faktu, że praca całą dobę przy jednym lub dwojgu starszych ludzi wymagających uwagi i opieki (bywa, że rodziny poszukują opiekunki dla obojga rodziców) jest wypalająca fizycznie i psychicznie. Przy pikujących wskaźnikach urodzeń w Niemczech, problem zapewnienia opieki osobom starszym za dwie czy trzy dekady jest bardziej niż palący. Dziś prawie co czwarta opiekunka pracująca w Niemczech pochodzi z zagranicy, bez tych kobiet system by się zawalił, o czym otwarcie już w maju ubiegłego roku informowała Federalna Agencja Pracy. Z 1,72 miliona zatrudnionych w tym sektorze 18 proc. stanowią cudzoziemki. Wiele z tych kobiet to Polki pracujące na kontraktach i zatrudniane przez polskie agencje pośrednictwa. O tym, jak wielkie jest zapotrzebowanie na te usługi świadczą nie tylko proponowane zarobki (zależy od agencji, ale zazwyczaj są to stawki dwu-trzykrotnie wyższe niż w Polsce), ale i premie dla tych, którzy zrekrutują nową opiekunkę dla danej firmy lub nowego klienta dla agencji, dodatkowo można też zarobić kilkaset euro na samym już przejściu spod opieki jednej agencji do drugiej.
Na pytanie, kto będzie się opiekował starszymi Niemcami za dwadzieścia, trzydzieści lat teoretycznie powinien udzielić odpowiedzi upubliczniony w styczniu 2025 r. rządowy, dziewiąty już „Raport o starzeniu się społeczeństwa”, ale jest w nim więcej znaków zapytania i tymczasowych rekomendacji niż faktycznych rozwiązań. Tego typu sprawozdania ukazują się od 1994 r., ich lektura jest interesująca nie tylko ze względu na każdorazowe ukazanie skali problemu wynikającej z sytuacji demograficznej, ale z uwagi na znaki czasów – np. w najświeższych raportach tematem jest szkolenie przyszłych opiekunów osób starszych pod kątem wrażliwości na różnice kulturowe i religijne seniorów-imigrantów czy uwrażliwienie na emerytów utożsamiających się ze środowiskiem LSBTIQ. Zainteresowani tymi aspektami mogą sięgnąć do raportu dostępnego na stronie internetowej Federalnego Ministerstwa Rodziny, Seniorów, Kobiet i Młodzieży. To ponad 340 stron poświęconych m.in. szeroko pojętej opiece nad osobami, które już weszły lub za chwilę wejdą w wiek emerytalny.
Traktat o zbieraniu puszek: Nie wstydzę się, że jestem biedna, tego też trzeba się nauczyć
„Jak coś istnieje już tak długo, jak niemiecki system ubezpieczeń emerytalnych, to musi to być historia sukcesu” – powiedziała w grudniu 2014 r. z okazji jubileuszu 125-lecia tegoż systemu ówczesna kanclerz Niemiec, Angela Merkel. 12 lat później te same słowa wydają się abstrakcją. Niemieckie stacje telewizyjne pokazują reportaże o starszych ludziach zbierających ze śmietników butelki, by podreparować skromne świadczenie, informują o emerytach stojących w kolejkach do jadłodajni Tafel, o kobietach 70 plus dorabiających w supermarkecie przy wykładaniu towaru, bo nie są w stanie wyżyć z emerytury.
Bayerischer Rundfunk mniej więcej w czasie, gdy wybuchła afera z wypowiedzią Merza, wyemitował materiał filmowy o 79-letniej pani Roshwicie, która za pieniądze ze zbieranych po dworcowych śmietnikach butelkach, raz w miesiącu pozwala sobie na nadprogramową żywność. W koszyku na zakupy ląduje wtedy paczkowane salami, ser, ciastka i cebula. To są zakupy za niecałe 8 euro sfinansowane z miesiąca zbierania butelek. Roswitha całe życie pracowała, pomagała na roli, sprzątała, wychowała troje dzieci, nie chce być dla nikogo ciężarem. Zbiera butelki uzbrojona w małą latarkę i kij, którym wyciąga puszki z czeluści przystankowych koszów i który w sytuacjach zagrożenia służy jej do obronny. „Nie wstydzę się, że jestem biedna, tego też trzeba się w życiu nauczyć. Nie jestem ofiarą, nie jestem przegrana” – mówi o sobie. „Niech ci, którzy będą to oglądać w telewizji wiedzą, że są wygrani, nawet jak są biedni” – dodaje. [Materiał można obejrzeć na youtube, jest zatytułowany „Leben mit kleiner Rente: Warum eine Rentnerin Flaschen sammelt“].
72-letnia Adelheid jest jedną z bohaterek reportażu ZDF o ludziach korzystających z jadłodajni w Berlinie. Kilka miesięcy temu Berliński Tygiel opisywał to miejsce – chodzi o punkt prowadzony od trzech dekad przez franciszkanów w dzielnicy Pankow. Ciepły posiłek i kromka chleba przyciągają przede wszystkim osoby bezdomne, ale nie brakuje też emerytów i rencistów. Adelheid jest tu dwa – trzy razy w tygodniu. Dojazd w jedną stronę zajmuje jej dwie godziny tramwajem. Emerytka i wdowa, która pracowała jako opiekunka osób starszych, dziś jest zdana na promocje w supermarketach i zupę w jadłodajni. „Czasem biorę stamtąd też chleb, ale długo się wstydziłam brać jak widzę bardziej potrzebujących ode mnie” – mówi. [ZDF-Reportage, „Suppenküche, Essensretter und Co.: Hauptsache satt“, materiał również dostępny na youtube].
Samotność i ubóstwo to dobrana para
Obie panie sobie radzą jak mogą, nie są roszczeniowe, z pokorą przyjmują swój los. Obie pracowały w nisko opłacanych zawodach. I obie są samotne. A samotność według statystyk to często brama do ubóstwa. We dwoje łatwiej opłacić rachunki i zrobić zakupy. Bieda napędza samotność, samotność sprzyja biedzie – koło się zamyka. Kogo nie stać na wyjście do kawiarni, do kina, do teatru z czasem zamyka się w czterech ścianach, popada w społeczną izolację.
Jak podkreślał badacz tego zjawiska, Martin Gibson-Kunze z organizacji „Kompetenznetz Einsamkeit”, w rozmowie z magazynem Caritas w lipcu ubiegłego roku, ta zależność między biedą a samotnością dotyczy wszystkich grup wiekowych, nie tylko osób starszych.
– Mechanizm napędza się już w wieku przedszkolnym, kiedy rodzice z przyczyn finansowych nie mogą zorganizować dziecku przyjęcia urodzinowego i sięga najstarszych roczników, kiedy rodzina zajmująca się wymagającą opieki starszą osobą popada w ubóstwo – mówił ekspert. Jego organizacja wydaje raporty obrazujące skalę samotności w Niemczech, taki swoisty barometr samotności z podziałem na różnorakie przyczyny. Pojawia się tam też faktor ubóstwa wynikającego z konkretnych sytuacji życiowych – z bezrobocia, z niskich świadczeń emerytalnych, a to przekłada się na narastające osamotnienie. Związek przyczynowo skutkowy między ubóstwem a samotnością potwierdziły też badania DIW (Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarczych) z 2025 r. [„Einsamkeit in Deutschland: Die gefährdetste Gruppe sind Menschen mit niedrigem Einkommen “, Theresa M. Entringer, Linda Kumrow und Barbara Stacher]. I takich badań jest wiele, niezależnie od instytucji, która je zleca wniosek jest zawsze jeden: społeczeństwo jest coraz bardziej zatomizowane, ponad 20 proc. mieszkańców Niemiec to ludzie żyjący samotnie – 17 milionów osób.
Czy za czasów Angeli Merkel nie było emerytów ledwo wiążących koniec z końcem? Byli, ale nie w takiej skali. Jeżeli dzisiejsi emeryci, którzy mimo wszystko są w większości wygranymi niemieckiego systemu emerytalnego, zaczynają narzekać, lub tak jak w powyżej przywołanych skrajnych przypadkach – zbierać butelki i puszki, to jaka starość czeka dzisiejszych trzydziesto – czterdziestolatków?
A jak spojrzymy pod kątem wieku, to przekonamy się, że w grupie wiekowej 65 plus samotnie żyje co trzecia osoba, a w grupie 85 plus – co druga.
W 2060 r. liczba osób aktywnych zawodowo może spaść do około 38,5 mln.
Czy za czasów Angeli Merkel nie było emerytów ledwo wiążących koniec z końcem? Byli, ale nie w takiej skali. Jeżeli dzisiejsi emeryci, którzy mimo wszystko są w większości wygranymi niemieckiego systemu emerytalnego, zaczynają narzekać, lub tak jak w powyżej przywołanych skrajnych przypadkach – zbierać butelki i puszki, to jaka starość czeka dzisiejszych trzydziesto – czterdziestolatków?
Według jednej z prognoz Federalnego Urzędu Statystycznego w 2060 r. liczba osób aktywnych zawodowo może spaść do około 38,5 mln – czyli wyniesie 7 mln mniej niż obecnie. Społeczeństwo niemieckie będzie się zatem kurczyć pod względem zdolności do wykonywania pracy, ale i rozrastać w sensie poszerzania się grupy najstarszych obywateli kraju. W latach 2017–2019 65-letni mężczyźni mogli liczyć średnio na 17,9 kolejnych lat życia, a kobiety w tym samym wieku – na 21,1 lat. Dla porównania: w 1950 roku 65-letni mężczyźni mieli przed sobą o około 5 lat mniej, a kobiety – o ponad 7 lat więcej.
Chociaż osoby starsze częściej pozostają aktywne zawodowo niż dawniej to jednak – jak wynika z wyników mikrocensusu z 2024 roku – wiele z nich nadal przechodzi na wcześniejszą emeryturę. Przyczyny tego stanu rzeczy są różnorodne i obejmują zarówno ograniczenia zdrowotne, jak i specyfikę przepisów ubezpieczeniowych, np. wieloletnie opłacanie składek lub oferty wcześniejszych emerytur proponowane przez przedsiębiorstwa, a także chęć posiadania większej ilości wolnego czasu. Niemcy mają najstarszą populację aktywną zawodowo w Unii Europejskiej (UE). Według danych unijnego urzędu statystycznego Eurostat, w 2024 r. spośród około 40,9 mln osób aktywnych zawodowo w wieku od 15 do 64 lat, ponad 9,8 mln miało od 55 do 64 lat. Stanowiło to prawie jedną czwartą (24 proc.) – najwyższy odsetek spośród wszystkich państw UE. W całej UE osoby starsze w wieku produkcyjnym stanowiły około jednej piątej osób aktywnych zawodowo. Emeryci i renciści zazwyczaj pracują w niepełnym wymiarze godzin. W 2024 r. połowa aktywnych zawodowo emerytów i rencistów zadeklarowała, że wykonuje pracę w niepełnym wymiarze godzin. Pracowali oni na przykład w ramach tzw. minizatrudnienia (niem. Mini-Job)
Ogółem 70,8 proc. aktywnych zawodowo emerytów i rencistów pracowało jako pracownicy najemni, a 29,2 proc. prowadziło działalność na własny rachunek. Istnieje wiele różnych powodów podejmowania pracy zarobkowej podczas pobierania emerytury: Według wyników dodatkowego badania przeprowadzonego w ramach unijnego badania siły roboczej z 2023 r. jedna trzecia aktywnych zawodowo emerytów i emerytów pracowała z konieczności finansowej. Blisko jedna trzecia podała radość z pracy jako główny powód swojej aktywności zawodowej. 10,7 proc. podejmowało pracę, ponieważ była ona atrakcyjna finansowo lub partnerka, lub partner również nadal pracowali. Integracja społeczna poprzez kontakt z kolegami i koleżankami była decydująca dla 8,9 proc. pracujących emerytów i emerytów. Inne powody podało 18 proc. (Destatis).
Urzędnicy państwowi poproszeni do kasy? Jeszcze nie za tego rządu
Jak wynika z ankiety przeprowadzonej już po kontrowersyjnej wypowiedzi Friedricha Merza przez instytut badania opinii publicznej Civey na zlecenie stowarzyszenia Sozialverband Deutschland (SoVD), wiele osób martwi się o wysokość swojej przyszłej emerytury. Ponad 82 proc. ankietowanych wyraziła obawę, że ich ustawowe świadczenie emerytalne może nie wystarczyć na zachowanie dzisiejszego poziomu życia, a 54 proc. twierdzi, że nie dysponuje środkami finansowymi pozwalającymi na odpowiednie prywatne zabezpieczenie na starość.
„To jasno pokazuje, że koncepcje polityczne oparte na kompleksowym prywatnym zabezpieczeniu emerytalnym nie uwzględniają rzeczywistości życiowej wielu ludzi” – stwierdziła cytowana na stronie SoVD przewodnicząca zarządu stowarzyszenia Michaela Engelmeier. Prywatne i zakładowe ubezpieczenia emerytalne mogą wprawdzie uzupełniać emeryturę ustawową, ale w żadnym wypadku jej nie zastąpią – uważają władze SoVD. Według raportu 87 procent ankietowanych opowiedziało się jednocześnie za tym, by urzędnicy państwowi opłacali składki na ustawowe ubezpieczenie emerytalne. To zresztą jedna z tych kwestii, która jak bumerang powraca do dyskusji. W maju ubiegłego roku chadecy stanowczo sprzeciwili się propozycji federalnej minister pracy, Bärbel Bas (SPD), by urzędnicy państwowi jak zwykli obywatele zaczęli opłacać swoje składki emerytalne. Chadecy mówili wtedy o „populistycznej bzdurze” (vide: Christoph Ahlhaus). To jednak, co dla jednych jest „bzdurą”, dla innych może brzmieć jak zrównanie szans. W 2023 r. z 46 mln aktywnych zawodowo osób składki opłacało co miesiąc 33,4 mln. W grupie nieopłacającej składek było 1,9 mln urzędników państwowych i 3,8 mln osób prowadzących własną działalność gospodarczą. Ci pierwsi otrzymują emeryturę finansowaną z podatków i jest ona wyższa niż ta ustawowa, drudzy są zazwyczaj objęci ubezpieczeniem w ramach pracowniczych funduszy emerytalnych lub prywatnie zabezpieczają się na starość inwestując w nieruchomości, lub akcje. Pomysł, by urzędnicy zaczęli sami opłacać swoje składki nie spodobał się samym urzędnikom, krytycy takiego rozwiązania twierdzili, że aby zrealizować ten zamysł, należałoby wpierw podnieść brutto wynagrodzenia urzędnicze o ustawowe składki, co generowałoby dodatkowe koszty dla budżetu.
23 kwietnia Volker Geyer, przewodniczący Związku Urzędników (dbb) w rozmowie z przewodniczącym klubu parlamentarnego SPD w Bundestagu, Matthiasem Mierschem, skrytykował w imieniu swojego środowiska postulat oskładkowania urzędników państwowych.
„Ten pomysł szybko obróci się jednak przeciwko nam” – argumentował Geyer. „W końcu z tych funduszy trzeba będzie dodatkowo sfinansować emerytury urzędników. Co więcej: do wynagrodzeń urzędników trzeba będzie doliczyć składki na ubezpieczenie emerytalne. Również pracodawcy musieliby wtedy opłacać składki. Dla podatników będzie to droższe. Dla państwa będzie to droższe. Krótko mówiąc: całość jest nie do sfinansowania. Nie zgodzimy się na to włączenie urzędników do systemu”. „Dla wielu jest to drażliwy temat, niemniej jednak musimy prowadzić dyskusję rzeczowo i bez wybuchów emocjonalnych” – podkreślił Geyer. „Oczekujemy od polityków również długoterminowego zabezpieczenia emerytalnego dla pracowników. Zamiast nastawiać grupy przeciwko sobie, należy wprowadzić realne rozwiązania w postaci przemyślanej i trwałej ochrony” – podkreślił Geyer. „Rozpalanie krótkotrwałych ognisk i uciekanie się do prymitywnego populizmu nie przybliża nas jednak do rozwiązania tej kwestii” – podsumował.
Ile realnie zostaje z emerytury wynoszącej 2,5 tys. euro?
Średnio niemiecki emeryt otrzymuje 1 405 euro emerytury miesięcznie, a emerytka 955 euro (wg Statistikband „Rente 2024” der Deutschen Rentenversicherung z końca 2024 r.). Przeciętna emerytura podstawowa wynosi 806 euro. Wyższe są emerytury dla osób z długim stażem ubezpieczeniowym (35 lat) – 1 306 euro – oraz dla osób ze szczególnie długim stażem ubezpieczeniowym (45 lat) – 1 647 euro. Najwyższe świadczenia wynoszące powyżej 2,4 tys. euro miesięcznie otrzymywało pod koniec 2024 r. 7,4 proc. mężczyzn i 0,7 proc. kobiet. Emerytury wdowie (Witwenrente) są znacznie niższe i dzielą się na tzw. małą i dużą emeryturę wdowią i stanowią osobną kategorię.
„Kto dziś przechodzi na emeryturę, płaci podatek dochodowy od coraz większej części swojej emerytury. Odsetek ten stopniowo rośnie – osoba przechodząca na emeryturę w 2025 roku będzie musiała opodatkować już 83,5 procent swojej emerytury. Osoba przechodząca na emeryturę w 2040 roku opodatkuje 100 procent” – informuje „Frankfurter Rundschau” w artykule wyjaśniającym krok po kroku, jaką realną wartość ma dziś ponadprzeciętnie wysoka i wydawałoby się, że zadowalająca emerytura w wysokości 2,5 tysiąca euro. Czytamy dalej:
„Przy emeryturze brutto w wysokości 2,5 tys. euro i części podlegającej opodatkowaniu wynoszącej 83,5 proc. dochód z emerytury podlegający opodatkowaniu wynosi około 2088 euro miesięcznie – czyli 25,050 euro rocznie. Po odliczeniu kwoty wolnej od podatku, która obecnie wynosi 11,604 euro, pozostaje około 13,446 euro dochodu podlegającego opodatkowaniu. Podatek dochodowy od tej kwoty wynosi, w zależności od indywidualnej stawki podatkowej, od 1,5 tys. do 2 tys. euro rocznie – czyli około 125 do 165 euro miesięcznie. Emeryci są zazwyczaj członkami ustawowego ubezpieczenia zdrowotnego – i opłacają tam pełne składki. Ogólna stawka składki wynosi 14,6 proc., do tego dochodzi dodatkowa składka ustalana indywidualnie przez kasę, wynosząca średnio 1,7 proc – łącznie więc około 16,3 proc. Połowę tej kwoty pokrywa Niemiecki Fundusz Emerytalny, a drugą połowę pokrywają sami emeryci. Przy emeryturze brutto w wysokości 2500 euro oznacza to miesięczną składkę na ubezpieczenie zdrowotne w wysokości około 204 euro. Do tego dochodzi ubezpieczenie pielęgnacyjne: 3,4% dla osób bezdzietnych, 3,05% dla mających dzieci – emeryci pokrywają tę składkę w całości samodzielnie. Przy kwocie 2500 euro daje to około 76–85 euro miesięcznie. Po opodatkowaniu i odliczeniu składek na ubezpieczenie emerytowi zostaje ok. 2050-2090 euro netto”.
Kto przechodzi na emeryturę w wieku 67 lat i dożywa 85 lat, przez 18 lat doświadcza, jak ta sama emerytura netto pozwala na coraz mniej. Żywność, energia, czynsz, koszty opieki zdrowotnej – wszystko to staje się droższe
W artykule wspomina się też o inflacji, która ma realny wpływ na faktyczną siłę nabywczą emerytury. Jak podaje gazeta, „przy średniej inflacji wynoszącej 2,5 procent rocznie pieniądze tracą połowę swojej siły nabywczej co 28 lat. Konkretnie oznacza to, że 2000 euro netto dzisiaj odpowiada za 20 lat sile nabywczej wynoszącej około 1220 euro – w przeliczeniu na dzisiejsze ceny. Kto więc przechodzi na emeryturę w wieku 67 lat i dożywa 85 lat, przez 18 lat doświadcza, jak ta sama emerytura netto pozwala na coraz mniej. Żywność, energia, czynsz, koszty opieki zdrowotnej – wszystko to staje się droższe. Emerytura, o ile w ogóle, jest dostosowywana jedynie w niewielkim stopniu […] W ujęciu realnym 2500 euro po dwóch dekadach emerytury zamieni się w około 1250 euro siły nabywczej. To mniej niż połowa kwoty, którą obiecuje decyzja o przyznaniu emerytury”.
Nie(lubiany) jak Friedrich Merz
Wniosek z artykułu jest taki, że ustawowa emerytura powinna być jedynie jednym z elementów zabezpieczenia na starość. I tu kłania się znowu wypowiedź Merza, który sam jest ubezpieczony prywatnie i między wierszami doradza niemieckim emerytom to samo. A ponieważ większości na to nie stać, koło się zamyka. A frustracja rośnie. Również z powodu samego Merza, który większości Niemcom kojarzy się z wielkim kapitałem i odrealnieniem. Nie bez przyczyny obecny kanclerz ląduje na ostatnich miejscach w rankingach popularności, zarówno tych krajowych, jak i międzynarodowych. Na początku kwietnia amerykański instytut badania opinii publicznej Morning Consult opublikował wyniki badania, w którym oceniano poparcie dla 24 przywódców państw, ostatnie miejsce zajął w tym rankingu prezydent Francji Emmanuel Macron, przedostatnie właśnie Friedrich Merz. Obaj dostali 75 proc. not negatywnych, przy czym Merz znalazł się o oczko wyżej od Macrona tylko dlatego, że jego prace pozytywnie oceniło 20 proc. ankietowanych. Macrona – 17 proc.
Jeszcze bardziej druzgocący spadek sympatii do Merza obrazuje badanie instytutu Insa dla tabloidu „Bild” z końca kwietnia. Merz po raz pierwszy zajął w nim ostatnie 20. miejsce i stał się tym samym najgorzej ocenianym politykiem kraju. Najlepiej ocenianym jest niezmiennie federalny minister obrony, Boris Pistorius z SPD, na ósmym miejscu plasuje się szefowa AFD, Alice Weidel.
Chłód społeczny względem Merza przekłada się również na notowania chadeków. Jak wynika z sondażu Insa z 28 kwietnia, to AfD dostałoby dziś najwięcej wyborczych głosów (28 proc. ankietowanych), CDU/CSU z wynikiem 23,5 proc. uplasowało się dopiero na drugiej pozycji.
Eksperymenty z profilem demograficznym
Na niemieckich stronach internetowych poświęconych demografii można sporządzić swój własny profil demograficzny (szczególnie polecam: https://www.demografiepolitik4you.de) I tak na przykład, po wpisaniu roku urodzenia – dajmy na to – 1968 i imienia „Anna”, dowiemy się, że aktualnie w Niemczech żyje 670 tys. kobiet i 680 tys. mężczyzn w wieku Anny (58 lat), że 32 proc. wszystkich mieszkańców kraju to ludzie od Anny starsi a kobiety w jej wieku żyją średnio 85.6 lat. Poza tym 19 proc. rówieśników Anny ma cudzoziemskie korzenie, a 18 proc. wyższe wykształcenie, 16 proc. żyje w pojedynkę, 65 proc. w związku małżeńskim, 16 proc. jest po rozwodzie a 3 proc. to wdowy i wdowcy.
To potomkowie imigrantów za kilkadziesiąt lat będą stanowić zarówno połowę osób aktywnych zawodowo i płacących składki, jak i tych, którzy będą zdani na emerytalno-opiekuńczy system państwa.
Jak zamienimy rok urodzenia Anny na 2012 i zrobimy z niej czternastolatkę, okaże się, że już 42 proc. jej rówieśników ma cudzoziemskie pochodzenie a Anna jest jedną z 370 tys. dziewczynek w jej wieku (14-letnich chłopców jest 390 tysięcy). Obniżmy wiek Anny do czterech lat. Teraz już 44 proc. jej rówieśników ma cudzoziemskie korzenie, w jej grupie rówieśniczej jest 380 tys. dziewczynek i 400 tys. chłopców. Z każdym obniżeniem wieku Anny widać pewną prawidłowość – wzrost odsetka rówieśników z pochodzeniem imigranckim i liczebną przewagę chłopców/mężczyzn. Ten drugi czynnik jest odwrotny w starszych rocznikach – np. wśród dzisiejszych 80-latków znajdziemy 350 tys. kobiet i tylko 270 tys. mężczyzn, z których tylko 12 proc. ma pochodzenie inne niż niemieckie.
Trendy demograficzne pokazane w tym prostym i szybkim eksperymencie uświadamiają przede wszystkim zmiany zachodzące w Niemczech na poziomie narodowo-etnicznym. Za każdym razem, gdy ktoś podkreśla, że Niemcy są państwem imigranckim, warto sobie uświadomić w jakim stopniu. Ta zmiana generuje wyzwania sygnalizowane w dziewiątym raporcie dotyczącym starzenia się społeczeństwa. To potomkowie imigrantów za kilkadziesiąt lat będą stanowić zarówno połowę osób aktywnych zawodowo i płacących składki, jak i tych, którzy będą zdani na emerytalno-opiekuńczy system państwa.
Scenariusze z Deutschlandfunk: od wzrostu składek po poszerzenie grupy składkowiczów
Spekulacje wokół możliwego kierunku, jaki przyjdzie obrać niemieckiemu systemowi emerytalnemu miały przez cały tydzień od wiadomej wypowiedzi kanclerza Merza dobrą passę. Najbardziej klarowne scenariusze po 2031 roku ukazały się jednak nie na stronach think-tanków, tylko rozgłośni Deutschlandfunk. Redakcja przedstawiła siedem możliwych wariantów, w tym ten o podniesieniu składek emerytalnych, które obecnie wynoszą 18,6 proc. (pokrywane po połowie przez pracownika i pracodawcę), a które od 2028 r. mają wzrosnąć do 20 proc., w 2035 r. mogłyby wzrosnąć do 22,3 proc. i zatrzymać się na tym poziomie do 2045 roku. Inny scenariusz zakłada z kolei podniesienie wieku emerytalnego do 68 roku życia w 2042 roku z uzasadnieniem, że w dłuższej perspektywie należałoby dostosowywać okres aktywności zawodowej do rosnącej średniej długości życia. Kolejne scenariusze zakładają: wzrost dotacji z budżetu federalnego i większego obciążania podatników, ewentualnie poszerzenie spektrum dodatkowych elementów kapitałowych w ramach pracowniczych i prywatnych programów emerytalnych – czyli de facto tego, co między wierszami zaproponował Friedrich Merz. I na koniec scenariusz z oskładkowaniem urzędników według np. modelu austriackiego. Jaki kierunek obiorą Niemcy? Być może pierwsze wskazówki pojawią się już pod koniec czerwca.
Rok 2050 – bez dwutlenku węgla i własności, Rok 2060 – co trzeci mieszkaniec w wieku senioralnym
Niemcy jako społeczeństwo przeszli długą drogę od „Ustawy o ubezpieczeniach na wypadek niepełnosprawności i starości” z 1889 r., przez początek lat 50. XX wieku, kiedy ustawowa emerytura wynosiła 50-60 Marek, reformę emerytalną 1957 roku, kiedy to emerytury pracownicze wzrosły o 60 proc. z „dodatkowego dochodu” przeistaczając się w „zastępstwo godnej pensji”. Czy świadczenia wprowadzone przez Bismarcka po to pierwotnie by przywiązać robotników do państwa i stłumić w nich buntowniczą iskrę przetrwają kolejne reformy rządu Merza i tych, którzy po nim będą się musieli zmierzyć z nawracającymi pytaniami o źródła ich finansowania? Na jaką emeryturę będzie mogła liczyć za pół wieku 14-letnia Anna i jej rówieśnicy? I kto poda tym emerytom ze schyłku XXI wieku przysłowiową szklankę wody? Federalny Urząd Statystyczny najdalej sięga w swoich prognozach roku 2060, kiedy Anna do emerytury będzie miała jeszcze jakieś dwadzieścia lat. Jak jednak będzie w tym czasie wyglądać struktura demograficzna Niemiec, na ile państwo będzie zdane na napływ siły roboczej z zewnątrz i jakie scenariusze biorą pod uwagę niemieccy eksperci od statystyki? Jak czytamy w artykule opublikowanym na stronie „Mediendienst Integration”:
„Populacja Niemiec będzie się kurczyć. Szczególnie silny spadek odnotuje się w grupie ludności w wieku produkcyjnym. Podczas gdy liczba osób w wieku od 20 do 64 lat wynosiła w 2013 r. 49 milionów, w 2060 r. wyniesie ona, w zależności od skali imigracji netto, od 34 do 38 milionów. Podobnie zmniejszy się liczba ludności w wieku poniżej 20 lat – z obecnych 15 milionów do 11–12 milionów w 2060 roku. Jednocześnie w ciągu najbliższych 20 lat liczba osób w wieku powyżej 65 lat wzrośnie szczególnie gwałtownie. Podczas gdy obecnie co piąty mieszkaniec należy do tej grupy wiekowej, w 2060 roku będzie to co trzeci. To wyzwanie dla niemieckiego systemu emerytalnego, który opiera się na zasadzie podziału bieżących składek. Również „Prognoza rynku pracy na rok 2030”, sporządzona na zlecenie Ministerstwa Pracy, jasno pokazuje, jak ważna dla rozwoju Niemiec jest stała, wysoka imigracja. Jeśli statystycy mają rację i imigracja netto w nadchodzących latach spadnie, na rynku pracy zabraknie kilku milionów osób aktywnych zawodowo”.
Wśród prognoz nie brakuje i tych bardziej skoncentrowanych na zmianach klimatycznych i sięgających najdalej do roku 2050. Na stronie niemieckiego parlamentu można przeczytać np. prognozy stworzone w ramach „Projektów Kopernika”. Zgodnie z nimi Niemcy w roku 2050 będą przede wszystkim neutralne klimatycznie, co uda się osiągnąć poprzez kolejne kary finansowe nakładane na różne podmioty za nadprogramowe wydzielanie CO2. Pompy ciepła, parki wiatrowe i solarne wtopione w krajobraz – biegnące wzdłuż autostrad, wybrzeży, torów kolejowych. Panele słoneczne na dachach i elewacji domów, inteligentne pralki, zmywarki i inny sprzęt AGD reagujący na nadwyżki odnawialnego prądu i jego czasowe spadki wzmożeniem lub wyhamowaniem aktywności.
W Niemczech roku 2050 nikt już nie ma własnego samochodu, te nieliczne są wspólne, napędzane wodorem lub elektryczne, można je użytkować w ramach społeczności przypominającej z opisu komuny z lat 70. XX w.
Niemcy 2050:
Emerytów nie ma. Rencistów nie ma. Domów opieki nie ma. Jest wspólne uprawianie grządek we wspólnym ogródku, autonomiczne auta na aplikacje i minimalizm w duchu uwspólnotowienia
A jak ma w tym idealnie bezemisyjnym świecie wyglądać życie społeczne? „Poczucie wspólnoty jest silne – obywatele angażują się w procesy polityczne i są włączani w podejmowanie decyzji. Opowiadają się za zbiorowym i neutralnym pod względem emisji stylem życia, dostrzegają korzyści płynące z ochrony klimatu i aktywnie angażują się na rzecz wprowadzenia niezbędnych w tym celu technologii. W tym celu akceptują również pewne niedogodności” (str. 23) – piszą autorzy prognozy. Gdzie są emeryci? Z czego żyją ci wszyscy ludzie przewijający się w zeroemisyjnym folderze napisanym nie przez utalentowanych uczniów szkoły podstawowej, a profesorów uznanych instytutów? Emerytów nie ma. Rencistów nie ma. Domów opieki nie ma. Jest wspólne uprawianie grządek we wspólnym ogródku, autonomiczne auta na aplikacje i minimalizm w duchu uwspólnotowienia.
Olga Doleśniak-Harczuk



