W polityce bezpieczeństwa, stawiamy na konecpcję “strategicznego odwracania wzroku”. Gdybyśmy uznali rzeczywistą sytuację zagrożenia, stałoby się jasne, że mamy niewiele czasu i że nie żyjemy już w pokoju. Gdybyśmy uznali rzeczywistą sytuację zagrożenia, stałoby się jasne, że mamy niewiele czasu i że nie żyjemy już w pokoju. Rosja już dawno rozpoczęła wobec nas atak hybrydowy i prowadzi działania typu „Shaping the Battlefield”. Dlatego prawie wszystkie kraje na północ i wschód od nas przygotowują się do konkretnej wojny. Tylko my, Niemcy, nadal śpimy, jakby to nas nie dotyczyło” – mówi w rozmowie z Berlińskim Tyglem Roderich Kiesewetter, polityk CDU, poseł do Bundestagu, ekspert w dziedzinie obrony i bezpieczeństwa oraz autor wydanej pod koniec lutego książki „Was wollen wir? Was können wir? Deutschlands Rolle in der globalen Machtverschiebung” („Czego chcemy? Co możemy? Rola Niemiec w obliczu globalnego przesunięcia równowagi sił”)
Berliński Tygiel: „Kiedy zdecydowałem się zająć polityką, mój ówczesny szef powiedział: Rzucasz mundur generalski w piach” – wspomina Pan w swojej książce. Czy dziś, po tylu latach w polityce, żałuje Pan tej decyzji?
Roderich Kiesewetter: W żadnym wypadku. Bardzo chętnie służyłem Bundeswehrze, Widzę to jednak w ten sposób, że teraz angażuję się dla dobra mojego kraju i obywateli na innym polu. Brakuje mi dziś za to koleżeństwa i idei odpowiedzialności jeden za drugiego. Tego w polityce nie ma, co nie jest dobrą tendencją.
Samo zwiększenie finansów nie tylko nie doprowadziło do zwiększenia inwestycji w obronę i bezpieczeństwo, ale doprowadziło właśnie do praktyki rozumianej jako „stacja rozrządowa”
BT: Według ekspertów Instytutu Gospodarki Niemieckiej (IW) rząd federalny w ubiegłym roku przeznaczył 86 procent środków z funduszu specjalnego na infrastrukturę i neutralność klimatyczną (SVIK), czyli na cele niezgodne z ich przeznaczeniem. W swojej książce wymienia Pan inny fundusz specjalny – ten przeznaczony dla Bundeswehry. Jak wygląda sytuacja tego funduszu? Czy podobnie jak SVIK jest on wykorzystywany niczym „stacja rozrządowa”, gdzie można dowolnie przesuwać środki?
RK: Nie, fundusz specjalny w wysokości 100 mld euro został w pełni przeznaczony na potrzeby Bundeswehry. Jednak z powodu opóźnień i braku reform strukturalnych znaczna część tych środków przepadła, a pozostała część została pochłonięta przez odsetki i inflację. Już wtedy jednak np. Instytut ifo obliczył, że 33 procent środków z funduszu specjalnego rekompensuje oszczędności dokonane w budżecie obronnym w ramach budżetu podstawowego. Trzeba więc być realistą: samo zwiększenie finansów nie tylko nie doprowadziło do zwiększenia inwestycji w obronę i bezpieczeństwo, ale doprowadziło właśnie do praktyki rozumianej właśnie jako „stacja rozrządowa”.
BT: W książce wspomina Pan historię nieudanej wymiany czołgów między Polską a Niemcami. Cytuję: „W marcu 2022 roku polski rząd zwrócił się do rządu federalnego z prośbą o zobowiązanie się do dostawy około 600 czołgów bojowych Leopard 2, tak by Polska mogła przekazać Ukrainie do 600 czołgów bojowych T-72 sowieckiej konstrukcji. […] Rząd federalny zwlekał z odpowiedzią aż do lipca. Odpowiedź brzmiała, że Polska może otrzymać 20 czołgów Leopard 2. Dwadzieścia. W związku z tym Polska wznowiła zawieszone w 2021 r. negocjacje z Koreą Południową […] i złożyła zamówienie o wartości około 14 mld euro. To tyle, jeśli chodzi o europejską współpracę w dziedzinie uzbrojenia, interoperacyjność i standaryzację… ”
Patrząc na tę historię z psychologicznego punktu widzenia, pewnie dojrzelibyśmy w niej „red flags „ – sygnały ostrzegawcze. Czy niemieckie elity polityczne są Pana zdaniem świadome faktu, że pewien sceptycyzm Polski, przykładowo w kwestii europejskiej kooperacji zbrojeniowej, nie wziął się znikąd?
W Polsce, ale także w krajach skandynawskich, bałtyckich i środkowoeuropejskich panuje głęboka nieufność wobec Niemiec. Biorąc pod uwagę decyzje polityczne, zwłaszcza w dziedzinie bezpieczeństwa, nieufność ta jest niestety uzasadniona
RK: W Polsce, ale także w krajach skandynawskich, bałtyckich i środkowoeuropejskich panuje głęboka nieufność wobec Niemiec. Biorąc pod uwagę decyzje polityczne, zwłaszcza w dziedzinie bezpieczeństwa, nieufność ta jest niestety uzasadniona. Niemcy, w swojej pysze i pozornie moralnie wyższej bezbronności, bardzo dobrze maskowali się jako orędownicy pokoju. Nie dostrzegły jednak, że nasza nieustanna polityka ustępstw wobec autokracji, takich jak Rosja, Chiny czy reżim mułłów, osłabiła bezpieczeństwo Europy. Wielu Europejczyków chce, by Niemcy wzięły na siebie większą odpowiedzialność – ale oznacza to również gotowość do walki w imieniu innych, wysyłania żołnierzy, a nawet dostarczania czołgów. Powściągliwością nie osiągniemy bezpieczeństwa. Dlatego rozumiem tę nieufność i sceptycyzm, który niestety wynika z niemieckiej bierności.
BT: Obserwując debatę polityczną w Niemczech, można odnieść wrażenie, że od około trzech lat słowo „Wehrpflicht” (pobór) jest odmawiany przez wszystkie przypadki. W Pana książce zaskoczyły mnie szczególnie dwa fragmenty dotyczące poboru. Po pierwsze – opisał Pan swoją wizytę w Szwecji w 2025 roku i gospodarze dziwili się, że w Berlinie „nadal mówi się o >modelu szwedzkim<, podczas gdy w Szwecji już dawno uznano, że model oparty na dobrowolności nie jest już wystarczający w obliczu zagrożenia, jakie obserwujemy od kilku lat”. Po drugie – kiedy wspomniał Pan o setkach ochotników na szkolenia do rezerwy, którzy stracili ostatecznie zainteresowanie sprawą, ponieważ po pół roku kazano im czekać na odpowiedź. Czy mógłby Pan powiedzieć coś więcej na temat tych dwóch przypadków?
Nie należy też ograniczać szkoleń wyłącznie młodych ludzi – starsi obywatele również mogliby odświeżyć swoją wiedzę na dobrowolnych kursach i ćwiczeniach
RK: Niemcy nadal trzymają się modelu „dobrowolności”, ponieważ w polityce bezpieczeństwa stawiamy na koncepcję „strategicznego odwracania wzroku”. Gdybyśmy uznali rzeczywistą sytuację zagrożenia, stałoby się jasne, że mamy niewiele czasu i że nie żyjemy już w pokoju. Rosja już dawno rozpoczęła wobec nas atak hybrydowy i prowadzi działania typu „Shaping the Battlefield”. Dlatego prawie wszystkie kraje na północ i wschód od nas przygotowują się do konkretnej wojny. Tylko my, Niemcy, nadal śpimy, jakby to nas nie dotyczyło. Nie żyjemy już w pokoju, ale musimy wykorzystać każdą godzinę, aby zbudować system obrony totalnej i odstraszania oraz przygotować nasze społeczeństwo. Dobrowolność nie sprosta dramatyzmowi sytuacji i presji czasu. Nie uda nam się osiągnąć niezbędnego wzrostu liczebności sił, opierając się wyłącznie na ochotnikach, zresztą to samo dotyczy też ochrony cywilnej i pomocy w przypadku katastrof. Brakuje też presji, by zapewnić potrzebnych instruktorów i infrastrukturę. W nowoczesnym prowadzeniu wojny mamy do czynienia z trzema polami walki, na których jesteśmy atakowani: wojskowym, cywilno-hybrydowym i kognitywnym. Nie wystarczy tylko służba wojskowa, potrzebujemy również nowych form służby, np. w cyberprzestrzeni, w zakresie ochrony infrastruktury krytycznej, mobilności wojskowej, ochrony ludności, a także w innych obszarach. Nie chodzi tylko o personel, ale także o zmianę sposobu myślenia, o odporność oraz rezerwistów cywilnych i wojskowych. Dlatego najrozsądniej byłoby stworzyć ogólną obowiązkową służbę cywilną dla kobiet i mężczyzn. Nie należy też ograniczać szkoleń wyłącznie młodych ludzi – starsi obywatele również mogliby odświeżyć swoją wiedzę na dobrowolnych kursach i ćwiczeniach. Wielu z nich bowiem wiele lat temu odbyło służbę wojskową lub cywilną.
BT: „Bundeswehra musi zmienić nastawienie z armii pokojowej na armię gotową do walki” – pisze Pan, by kilka linijek dalej wprowadzić do narracji hasło „5C”. Co to dokładnie oznacza?
RK: Obraz wojny i współczesne działania wojenne znacznie odbiegają od tego, do czego zdolna jest obecnie Bundeswehra i tego, jakimi możliwościami dysponuje. Armia ukraińska jest jedyną, która naprawdę potrafi prowadzić walkę z wykorzystaniem dronów oraz walkę elektroniczną. Do tego dochodzi kwestia ekonomiczności działań wojennych. Nie możemy wydawać milionów euro na rakiety przeciwlotnicze Patriot do zwalczania dronów, których wartość wynosi zaledwie kilka tysięcy euro. Można to robić przez kilka dni – ale w wojnie na wyczerpanie liczą się również zasoby finansowe i materiały. Pięć C służy jako wskazówka, jak przygotować nasze siły zbrojne do nowoczesnej walki – operacji wielodomenowych na trzech polach bitwy. To warunek konieczny, jak chcemy odnieść zwycięstwo nad agresorem takim jak Rosja. Jeśli jednak nadal będziemy stawiać na appeasement i myślenie życzeniowe, pozostaniemy armią pokojową – ale nie będziemy gotowi do wojny i nie odstraszymy nikogo.
Znaczna część niemieckiego społeczeństwa ma bardzo specyficzne spojrzenie na zbrodnie nazistowskich Niemiec – coraz rzadziej zwraca się uwagę na kraje, które Niemcy brutalnie zniszczyły, oraz na wnioski, jakie z tego wyciągnęły
BT: W książce porusza Pan również temat debaty, która od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę była bardzo obecna w Niemczech – a mianowicie: „Czego Niemcy nauczyli się i czego powinni nauczyć się ze swojej historii?”. Pisze Pan: „To zadziwiające, jak szybko hasło» Nigdy więcej Auschwitz „przekształciło się u nas w» Nigdy więcej wojny «, a następnie w» pacyfizm kanapowy «, który piętnuje zwolenników atakowanych krajów i narodów jako» podżegaczy wojennych »i właśnie przez to ponownie dopuszcza do ludobójstwa«. Jak osobiście jako człowiek, były żołnierz i niemiecki polityk podchodził Pan do licznych „manifestów pokojowych” i innych przejawów tzw. pacyfizmu kanapowego?
RK: Jako żołnierz odczuwałem, jak spadł szacunek [do żołnierzy – red.] gdy społeczeństwo spoczywało na laurach dywidendy pokojowej. Znaczna część niemieckiego społeczeństwa ma bardzo specyficzne spojrzenie na zbrodnie nazistowskich Niemiec – coraz rzadziej zwraca się uwagę na kraje, które Niemcy brutalnie zniszczyły, oraz na wnioski, jakie z tego wyciągnęły. W polityce, oprócz strategicznej ślepoty i idealizacji historii, do gry weszły również polityka appeasementu i wyuczona bezradność. Jest wielu, którzy znają tylko jedną koncepcję: rozmowy i siedzenie przy stole negocjacyjnym. Nie rozumieją, że druga strona trzyma pod blatem naładowany rewolwer. Myślą „kanapowych pacyfistów” jest to, że dopóki prowadzi się jakiekolwiek rozmowy, można wyłączyć wojnę z myślenia. I ten „kanapowy pacyfizm” mi przeszkadza, ponieważ jest absolutnie nieodpowiedzialny. Jeśli Niemcy nie są zdolne do obrony, zagraża to naszym obywatelom – ale zagraża też naszym europejskim partnerom. Chcą oni polegać na Niemczech i chcą, aby przejęły one odpowiedzialność i przywództwo. Nie wystarczy tylko zgłaszać roszczenia do przywództwa, potrzebna jest gotowość do walki za naszych partnerów. Jak dotąd tego brakuje – a to osłabia całą Europę.
BT: Jakie są Pana zdaniem najważniejsze interesy Niemiec w polityce światowej? Mam tu na myśli istotne interesy kraju, który od lutego 2022 roku musiał na nowo zorientować się w wielu obszarach – gospodarczo, politycznie i strategicznie.
RK: Najważniejszym interesem Niemiec musi być wolność i samostanowienie Europy oraz strategiczna integracja Ukrainy z Europą, zwłaszcza z europejskimi strukturami bezpieczeństwa i gospodarczymi, ponieważ Ukraina czyni nas silniejszymi. Obawiam się jednak, że w polityce nadal wyznacza się inne priorytety. Napisałem tę książkę, aby to zmienić i pobudzić pewną zmianę w sposobie myślenia. Czas nam ucieka.
Rozmawiała: Olga Doleśniak-Harczuk
Roderich Kiesewetter, „Was wollen wir? Was können wir?Deutschlands Rolle in der globalen Machtverschiebung”, Econ, Ullstein Buchverlage, luty 2026
Roderich Kiesewetter, urodzony 11 września 1963 roku w Pfullendorfie w południowej Badenii, po maturze wstąpił do Bundeswehry jako kandydat na oficera zawodowego w wojskach artylerii. W ramach swojej kariery wojskowej w latach 1983–1986 studiował ekonomię w Monachium i Austin (Teksas), uzyskując dyplom z ekonomii. Do 1995 r. pełnił różne funkcje kierownicze i sztabowe, a także brał udział w programie „Aufbau Ost” (odbudowa Wschodu). W latach 1995–1997 Kiesewetter ukończył szkolenie sztabowe w Akademii Dowodzenia Bundeswehry. Jego dalsza kariera wojskowa obejmowała stanowiska w Federalnym Ministerstwie Obrony, dowództwo batalionem szkoleniowym, a ostatnio, w 2009 roku, służbę w Dowództwie Operacyjnym w Ulm. Ponadto oficer, awansowany w 2006 roku do stopnia pułkownika, zdobył bogate doświadczenie międzynarodowe podczas misji na Bałkanach (SFOR, EUFOR) i kilku pobytów w Afganistanie (ISAF), a także dzięki służbie w Radzie UE, kwaterze głównej UZE oraz kwaterach głównych NATO w Brukseli i Mons. W 2009 roku pułkownik w stanie spoczynku przeszedł do polityki federalnej i od tego czasu nieprzerwanie zdobywa mandat bezpośredni w okręgu wyborczym Aalen-Heidenheim. Jest pełnoprawnym członkiem Komisji Spraw Zagranicznych, gdzie od kwietnia 2014 roku pełni funkcję przewodniczącego swojej frakcji. W latach 2020–2025 pełnił funkcję przewodniczącego, a następnie wiceprzewodniczącego parlamentarnej komisji kontrolnej, która sprawuje nadzór nad federalnymi służbami wywiadowczymi. W latach 2011–2016 był przewodniczącym Związku Rezerwistów Bundeswehry.
Ilustracja: Okładka książki, Ullstein Buchverlage, materiały prasowe



